Od kilku dobrych miesięcy jestem właścicielem 9-miesięcznego psa (Samoyed, 25 kg). Wkurwia mnie większość innych właścicieli psów w okolicy, muszę się wyżalić.

(1) Gówna, gówna wszędzie

Żeby było jasne: zanim posiadałem wkurzało mnie gówno leżące na chodniku. Potem wziąłem psa, który większość spacerów chodzi nie po chodniku, a po trawniku do niego przyległym. Wtedy zaczęło mnie wkurwiać jeszcze bardziej.

Każdy spacer to są zawody z moim psem w wypatrywaniu gówna. Zauważę pierwszy – odciągam go odpowiednio wcześnie. Czegoś nie zauważę i to on wywęszy kupę pierwszy – wpierdala ją. Od wzięcia do pyska do połknięcia mijają ułamki sekund, nie ma czasu na reakcję. Albo to później wyrzyga (w środku nocy), albo ma srakę przez tydzień.

Jebać ludzi, którzy nie sprzątają po swoim psie.

(2) Mój puszek nie gryzie i chce się tylko przywitać

Spotykam kogoś z psem na spacerze – przechodzę na drugą stronę ulicy, zmieniam trasę albo odchodzę jak tylko się da na bok, każę psu usiąść i staram się odwrócić jego uwagę. Zwykle wtedy rozproszy się widokiem innego psa tylko na chwilę, po czym możemy w miarę spokojnie kontynuować spacer.

Wkurzają mnie ludzie, którzy nie respektują mojego dystansu i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia pozwalają lub jeszcze zachęcają swojemu psu przywitać się z moim.

Jeśli taki podejdzie zbyt blisko, to mój dostaje pierdolca, zaczyna skakać, szarpać i szczekać – taki stan utrzymuje się 5-10 minut po odejściu innego psa, więc kontynuacja spaceru to mordęga.

Na moje polecenie, żeby nie podchodzili odchodzą obrażeni na mnie, bo nie pozwalam psom się przywitać. Nie, mój pies nie stanie się agresywny przez to, że nie przywita się z twoim psem, jak usłyszałem od jednej właścicielki.

Ale wybitnie wkurwiają mnie ameby umysłowe, które puszczają swoje psy bez smyczy, nie mając nad nimi ŻADNEJ kontroli. W ostatnim tygodniu spotkało mnie to 3 razy, co już przelało czarę goryczy.

W każdym, absolutnie każdym przypadku po tym, jak inny pies podbiegnie muszę kilka razy powtórzyć prośbę o zawołanie psa, żeby to odniosło skutek – jakby jeden raz nie był wystarczający, bo “on nie gryzie”.

Rekord padł dzisiaj, kiedy starszy gość był 30 metrów od psa, kiedy on zaczął bawić się z moim. Powiedział, że pies do niego nie wróci i musiałem czekać, aż on te 30 metrów powolnym krokiem przejdzie, odciągnie go i weźmie na smycz.

To pierwszy raz w moim życiu, kiedy po opierdoleniu kogoś, żeby nie puszczał psa jak nad nim nie panuje ktoś powiedział “przepraszam”. Super, może zrozumiał i więcej nie będzie, ale reszta mojego spaceru to była męczarnia, bo mój zachowywał się jakby przedawkował kofeinę.

Żeby nie było, noszę ze sobą gaz pieprzowy i jakby pies, który podbiega luzem wydawał jakiekolwiek oznaki bycia agresywnym to dostałby nim bez zawahania. Jeden taki przypadek miałem – już trzymałem gaz w dłoni na ujadającego puszka, ale wcześniej tupnąłem i głośno zawołałem i to wystarczyło, żeby uciekł. Jego właściciel powiedział mi, że zachowuję się jak psychopata i że przecież jego pies jest dwa razy mniejszy i nie zrobi mojemu krzywdy przez to. Poszli dalej, pies nadal luzem.

(3) Wyciąganie rąk do mojego psa

Szczególnie dotyczy to ludzi 50+, którzy mają psa, więc wydaje im się, że są zaklinaczami i mają prawo do wszystkiego.

Nawet, kiedy akurat jest w trakcie treningu, próbuję go nauczyć skupienia lub spokoju na bodźce. Nie, taki ktoś zawsze musi się wpierdolić, bo akurat zobaczył mojego psa i ma wielką potrzebę zagwizdania albo zawołania go.

Albo jeszcze lepiej: jak idę chodnikiem specjalnie biorę go jak najdalej od innych ludzi (nie każdy musi chcieć przechodzić blisko obcego psa), a ktoś specjalnie zachodzi mi drogę i wyciąga ręce do niego, żeby go pogłaskać.

Mój pies jest atencyjny, więc merda ogonem, a człowiek tym bardziej nie rozumie, czemu zwracam mu uwagę i proszę, żeby się odsunął. Brakuje mi tego, żeby na każdego spotkanego człowieka reagował tak emocjonalnie, jak na inne psy, a takie głaskanie przez obcych ludzi tylko do tego prowadzi.

Wczoraj jedna stara baba podeszła kilka metrów i wyciągała rękę mimo moich ciągłych protestów. Zdążyłem psa odciągnąć, zasłonić sobą i opierdolić, że mi psuje szkolenie i że jest bezczelna. Oczywiście powiedziała, że psy ja kochają, ma kilka psów, a ja nie mam prawa (do czego? nie wiem). Chuj jej w dupę.

Ludzie młodzi, nawet uczniowie szkół za to z rigczem. Nigdy nie zdarzyło mi się jeszcze coś takiego jak opisałem powyzej,, jak już to kulturalnie pytają, czy można pogłaskać psa, więc mogę spokojnie wytłumaczyć wszystko.

Nie wiem czy ktoś to przeczyta, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Mam szczerą nadzieję, że zostaną kiedyś wprowadzone jakieś pozwolenia na psy z wymaganymi wcześniej szkoleniami. I kary za leżące gówna podniesione do maksimum (najlepiej z pobieraniem DNA jak w Izraelu).

Dog tax uwzględniony. Miłego dnia wszystkim.

by Secretariat_27

38 comments
  1. Oj jak czuję te psy latające luzem…
    Mojego kota próbowałam nauczyć kiedyś wychodzenia na smyczy. Byłam niezmotoryzowaną studentką, ale mieszkałam na spokojnym osiedlu na obrzeżach miasta. W tedy sobie uświadomiłam jak wielu ludzi bezmyślnie puszcza psy bez smyczy. Odpuściłam gdy zaatakował nas… wychodzący kocur.

    Mnie jeszcze wkurzają te małe, niewychowane pieski w sklepach. Ja nie wiem czy ludziom coś się poprzestawiało w głowach przez 5G, ale ostatnio w centrach handlowych ciągle widzę jakieś psy. Często ujadające jak głupie jak to typowy maltipoo który nigdy nie był brany na tyle poważnie by dobrze go wytresować.

  2. Zgadzam się w pełni. Od 2 lat posiadam owczarka belgijskiego. Mimo, że słucha komend i jest bardzo posłuszny to i tak na spacerze zawsze na smyczy i dodatkowo w kagańcu tak w razie W. Sytuacji kiedy ludzie albo nie pilnują swoich pimpków, albo cmokających do mojego psa nie zlicze. Ja wiem, że mój pies nic nie zrobi temu drugiemu jak podchodzi, ale sądzę, że gdyby nie kaganiec to skończyłoby się to zjedzeniem obcego psa. A co do zaczepiających ludzi, to mój pies dostaje dosłownie kurwicy, wyrywa się i jest gotowy do ataku. Czy jest to przyjemny spacer wtedy? No niekoniecznie, bo później nawet ja jestem obolała przez trzymanie 40kg psa na smyczy xdd

  3. W stu procentach zgadzam się z każdym punktem, a w szczególności 1 i 3.

    1. To siarczystego ha tfu na ameby nie sprzątające po swoich psach dodam jeszcze ameby puszczające swoje koty samopas. Uwielbiam gdy każdego ranka przed wypuszczeniem psiaka, muszę zrobić obchód ogrodu, sprawdzając czy koty sąsiadów kolejny raz pamiątek nie zostawiły.

    2. Mój pies jest akurat w miarę towarzyski, ale łatwo się płoszy, niemniej staram się ją zachęcać do kontaktów z innymi. No ale, czy to tak ciężko się zapytać po prostu czy można podejść? Najwidoczniej tak, i podchodzi sobie taka z owczarkiem szczerzącym kły i się dziwi czemu moja chowa się mi za nogami.

    3. Tu mistrzem jest typ co sobie stoi 50 metrów dalej i gada przez telefon (na głośnomówiącym oczywiście), a pies biega wszędzie dookoła.

  4. Moment z wpierdalaniem gówna zrobił mi dzień lepszym, aż mi się przypomniał mój pies który robił to samo i jeszcze musieliśmy kuwetę kota zawsze trzymać za drzwiami bo jebany całą kuwetę potrafił wsunąć razem za szwirkiem, jakby chrupki z kawałkami czekolady żarł. Ale co mnie zawsze dziwiło, nic mu z tego nie było.

  5. Chodzę codziennie dość dużo – średnio 10-20 kilometrów więc i psów sporo widuje. Dość rzadko zdarza się żeby ktoś szedł przy ulicy, po chodniku z psem bez smyczy. To że kagańców nie noszą to norma (co też jest niefajne szczególnie w autobusie czy tramwaju) ale smycze mają. To co mnie irytuje to że nawet jak w sklepie jest kartka że ze zwierzętami nie wolno to i tak tam włażą i chyba tylko raz słyszałem żeby obsługa zwróciła uwagę (o żabkach mówie).

    Natomiast jeżeli o parki chodzi przez które przemieszczam się dość często (lubię bardzo łazić po parkach więc często nadkładam trochę drogi) bardzo wiele psów lata bez smyczy. Nigdy jeszcze żaden z agresją do mnie nie podbiegł ale takie ciekawskie dość często mnie “zaczepiają” – z raz na tydzień to minimum. Ja wyznaje taką zasadę że jeżeli pies sam podbiegnie do mnie i mnie zaczyna wąchać machając ogonem to uklękne i wyciągne ręke spodem do góry żeby mógł ją powąchąć i wtedy z reguł trochę go wytarmosze – po śmierci ostatnich dwóch moich psów nie mam już serca do brania kolejnego ale pobawić się trochę zawsze lubie. Czasem właściciele nie reagują, czasem przepraszają a czasem starają psa ogarnąć.

    Raz na mnie jeden skoczył – trochę błoto było więc mnie ubrudził ale widać było że chciał się pobawić więc go pogłaskałem jednocześnie opierdalając właścicielke (pies na smyczy był ale kobita z gębą w telefonie) bo jakby na jakieś małe dziecko skoczył to mógłby niechcący krzywdę zrobić. Oczywiście jak większość osób tego typu był foch – widać że nic nie dotarło.

    Innym razem w parku jeden piesor bardzo chciał mi podpierdzielić loda – skakał pare razy chcąc mi go zabrać ale ja grałem w tony hawks pro skater 2 więc nie takie sztuczki znam. Dość szybko jednak właścicielka podbiegła go zabrać. I mnie akurat to zupełnie nie przeszkadzało bo dla mnie to była zabawa i to lubie ale nie każdy jest w takiej sytuacji. Niektórzy się psów boją i też wypadałoby to uszanować. I to nie jest wina psa że chce się z człowiekiem pobawić – to właściciele powinni to kontrolować.

    Mojego owczarka w zimie zawsze trolowałem – rzucałem mu śnieżki a potem zdziwiony cały był “gdzie się ta piłka podziała?!”. Czasem mi się wydaje że zdawał sobie z tego sprawę że z niego kisne bo potem podbiegał do mnie i mnie walił z tarana xD

  6. Zawsze jak widzę Samoyeda mam ochotę go poczochrać taka chmurka na łapkach.

  7. > Gówna, gówna wszędzie

    Mój syn urodził się i wychował w Japonii. Normą tam jest, jak dzieci bawią się gdzieś w parku – to zdejmują buty. Bo nie ma psich kup (tak, ludzie w Japonii też mają psy), nie ma rozbitych butelek (tak, ludzie w Japonii piją piwo).

    Jak ktoś ze znajomych Polski widział nasze zdjęcia z japońskiego parku, to zazwyczaj – jako młodego tatę – mnie strofował: “jak możesz być taki nieodpowiedzialny, a psie kupy, rozbite butelki”?!

    Po powrocie do Polski i pierwszym spacerze zarówno ja jak i syn wróciliśmy z gównem przylepionym do podeszwy – i teraz już pamiętam, że w Polsce na trawnik w parku absolutnie nie wolno wchodzić (dwie psie kupy na metr kwadratowy), na parkowych alejkach i chodnikach w mieście lepiej uważać (psia kupa co 10-20 metrów), a i ogrodzony plac zabaw nie jest żadną gwarancją, że nie będzie tam psiego gówna – często tam widuję właścicieli piesków, “bo na piasku mojemu pupilkowi dobrze kupka idzie”.

  8. You know nothing odnośnie punktu 3…

    Podpisano, właściciel wiecznie uśmiechniętego i towarzyskiego Corgi.

  9. 1. To jakaś plaga, u mnie w okolicy dawniej miasto zamontowało kubły na odchody, w których były worki na odchody. Przez moment działało dobrze i ludzie rzeczywiście sprzątali sami z siebie. Ale potem zaczęło się rozkradanie worków (kiedyś upomniałem jedną babkę, bo usilnie starała się wyrwać cały świeży plik worków, z rozmowy wyszło że bierze, bo te worki sprawdzają się jej jako worki śniadaniowe xD) i miasto przestało dokładać nowe. A jak przestali dokładać, to niektórzy właściciele z automatu uznali to za wymówkę dla niesprzątania, bo jak ma sprzątać, jak nie ma worka. Zauważyłem że właściciele większych psów sprzątają częściej. Właściciele małych psów (którym bliżej do szczura niż psa – psom, nie właścicielom) z jakiegoś powodu zakładają, że jak gunwo jest małe, to nie przeszkadza jak sobie leży, więc nie sprzątają.
    2. Z tym jest różnie, ogólnie dobrze jak pies poznaje inne i ma okazję się socjalizować, ale nie może to godzić w twój plan szkoleniowo-treningowy. Sam jak idę i ktoś nie przechodzi na drugą stronę, to staram się ze swoimi pieselami przejść obok bez zwracania uwagi. Jeśli druga osoba wyrazi chęć na podejście psów, to zazwyczaj nie mam z tym problemu, ale zwracam na to, jak reaguje ten obcy pies i czy faktycznie życzy sobie tej interakcji.
    3. Mam podobne obserwacje, tzn. Młodzież nie podchodzi do psa bez zapytania, a starsi różnie – raczej nie pytają, ale coraz częściej spotykam się jednak z pytaniem o zgodę na podejście, pogłaskanie, etc.

  10. Punkt 1 i 2 bardzo. Szczególnie 2 – prawie codziennie mam nową historię z tym związaną. I z tym, że ludzie mają psy, ale nie mają zielonego pojęcia o psach.

  11. Siostra zostawia mi od kilku lat owczarka australijskiego jak ma dłuższe, kilkutygodniowe wyjazdy. Odkąd zrobił się większy to liczba ludzi chcących go głaskać zdecydowanie się zmniejszyła – taka moja obserwacja, a wygląda przecież pociesznie i raczej niegroźnie.

    Dzieci/nastolatki – zawsze w porządku – mam podobne doświadczenie, zwykle ktoś się grzecznie pyta czy może pogłaskać (albo przytulić!), miałem takie miłe spotkania na szlaku w górach.

    Nie z wszystkim się zgadzam, ludzie z innymi psami omijali nas chyba z tego powodu, co wymieniony na początku – pies zrobił się większy i już nie jest puchatym szczeniakiem.

    A samojed przypomniał mi historię sprzed 2 lat, kiedy mijałem się na ścieżce właśnie z jednym (prowadził go nastoletni chłopak). Pies mojej siostry jest nauczony ignorować inne psy, dopóki nie dostanie sygnału, że można się bawić. Minęliśmy się bez problemu, za jakieś 30 sekund słyszę, że biegnie za mną ten chłopak i pyta się czy będziemy coś trenować a jeśli nie to czy nie mam nic przeciwko, żeby razem pobiegali. Ja wielkie WTF, on na to, że mój pies był pierwszym od dawna, który na niego nie zareagował agresywnie.

    Efekt na zdjęciu.

    https://preview.redd.it/dzggkwam7tcc1.jpeg?width=1028&format=pjpg&auto=webp&s=ec08404e9379dafcd2976a903f2297d21ca66bb9

  12. Ogólnie się zgadzam z tym co mówisz, ale z 2 deko Cię poniosło. Rozumiem wkurw ale bież poprawkę że masz szczeniaka który jak widzi innego psa to chce się bawić, a ty chcesz z niego zrobić arystokratę (może tu padł na zły wybór rasy?). Może kapkę dystansu do własnego psiaka? Pytanie też czy dajesz mu się wyhasać w towarzystwie? Bo może to jest przyczyną że emanuje przesadną ilością energii? Nie jestem behawiorysta tak tylko rzucam w eter.

  13. Mocno się zgadzam. Może i mój pies to 8-letni mieszaniec Yorka (większość osób nie wierzy że to York, jedyne co się zgadza to miękka sierść), to jednak zawsze podczas spacerów chodzę z nią na smyczy i staram się nie zbliżać do innych psów. Już były sytuacje gdy dostawała pierdolca w pobliżu większych psów, a czasami wystrzeliwuje z miejsca jak inny się zbliża, kto wie jak drugi pies zareaguje. Na szczęście nie spotkałem się z sytuacją gdy ktoś ot tak chciał ją pogłaskać, pamiętam tylko raz jak matka z dwójką synów się zapytała czy mogą. Kilka razy musiałem z nią wyjść bez smyczy, ale zawsze kazałem jej trzymać się blisko, a jak się oddalała – natychmiastowo wołałem z powrotem.

  14. Z tym niesprzątaniem kup to masakra. Sam mam psa – yorka i mimo, że robi takie małe kupy, że czasem mam problem żeby ją wypatrzeć, to i tak sprzątam a jak mi się zdarzy zapomnieć worka, to odczuwam taki wstyd, że ja pierdole. Ale najgorsze jest jak idę podnieść kupę po moim psie, to muszę najpierw ominąć całe gówniane pole minowe a i tak ciężko nie wdepnąć. Najgorzej, jak nasrane na środku chodnika, bo ludzie w to potem niechcący wchodzą i rozmazują że robią się plamy rozmokniętego gówna na cały chodnik.

  15. Ponad 5 lat jestem właścicielką ultra energicznego beagla (w sierpniu będzie mieć 12 lat). Miałam pełno głupich sytuacji z dziwnymi ludźmi (najczęściej właścicielami psów). Kiedyś szłam sobie z psem na spacerku spokojnie k wszystko super. Zjawia się madka z jednym bombelkiem w wózku, a drugim idącym koło niej, do tego jeszcze shitzu koło tego wózka (na szczęście na smyczy). Dzieci jedzą biszkopty. A co robi madka? Oczywiście „zobaczcie piesek, dajcie pieskowi ciastko”, bez żadnego pytania dają mojemu psu (który bez namysłu wpierdoli wszystko, co jej smakuje i zmieści się do pyska) te ciastka. Mówię, żeby nie dawali bo to szkodzi psu i nie powinien tego jeść, a madka dalej „poczęstuj pieska”. No japierdole tego się inaczej nie da podsumować. Wzięłam psa i poszłyśmy dalej, a baba „dzieci chciały pogłaskać”. Jak pies się załatwił, od razu poszliśmy do domu.

  16. Oh tak tak tak.

    Mam dwa psy. O ile ten starszy chodzi przy nodze i idzie na trawnik tylko jak chce się wysikać albo zrobić kupę, to młodszy lata po trawniku, bo ciągle coś wywęszy. Nie chcę mu zabraniać, bo ma z tego radochę, ale w tym swoim roztargnieniu nie widzi nic i nie raz zdarzyło mu się wdepnąć w kupę. To naprawdę nic fajnego myć łapy ujebane w gównie.

    Sprzątam za każdym razem. Nawet srakę staram się ogarnąć. Nawet na odcinkach, na których przez długi czas nie ma żadnego śmietnika. Tutaj rant na miasto, że takie miejsca w ogóle są. Też nic fajnego iść z jebiącym gównem workiem.

    To z innymi psami też się zgadzam. U mnie o tyle gorzej, że mam dwa psy na dwie smycze i ciężko zapanować. Widać, że przywołuje je do siebie, że spinam smycz, żeby nie szły dalej, ale i tak znajdzie się idiota, który puści swojego.

    Co do trzeciego punktu. Też nie lubię. Raz mi się zdarzyło, że jakaś kobieta przechodziła i zaczęła słodkim głosem mówić do młodszego psa i robić zachęcające gesty dłońmi. Nie zdążyłem zareagować i pies w radości skoczył na nią przednimi łapami (ogólnie to kompletnie olewa ludzi przechodzących obok). Baba z pretensjami. Mówię, że przecież sama zachęciła go do zabawy. A ona, że sobie tylko tak zrobiła, bo taki słodki i żebym lepiej wziął się za tresurę. No kurwa jak tu wytłumaczyć psu, że istnieją głupi ludzie, którzy wysyłają mu sygnały do zabawy, ale tej zabawy nie chcą?

  17. Psy w mieście to w ogóle błąd według mnie. Ale fakt, gdyby ludzie brali odpowiedzialność za swoje czworonogi i nie uważali zwierzątek innych za dobro publiczne to każdemu żyłoby się lepiej. Niestety duża część właścicieli psów ma je z przyzwyczajenia “bo w domu zawsze zwierzątko było”. Odpowiedzialności natomiast brak.

  18. Wszystko sprowadza się do jednego. Są ludzie, którzy żyć w społeczeństwie nie potrafią. Na nasze nieszczęście w tymże społeczeństwie żyją (czy to osiedlowym, czy to miejskim, etc). Mindsetowo ludzie Ci są zazwyczaj niereformowalni. Na pewno nie w krótkim czasie. Ludzie, którzy mentalnie zatrzymali się w PRL i co gorzej przełożyli tą patologię na swoje potomstwo i tak się to nam dalej propaguje. Na szczęście według mnie jest z biegiem lat lepiej, ale według mnie zmiana jest zbyt wolna. Osobiście natomiast bardzo lubię psy i ogólnie zwierzęta. Jeśli mam obawy przechodząc obok kogoś z psem to wynika to z mojego braku zaufania do właściciela, a nie do zwierzęcia. TL;DR; patosy obrzydziły mi psy.

  19. To jeszcze wyobraź sobie OPie że mieszkasz z tymi wszystkimi ludźmi których opisałeś w jednej klatce w bloku…

    Dookoła wszystko obesrane a Ty zbierasz, a przysięgam kiedyś te podgryzające wszystkich po kostkach, rozdarte, nieznające smyczy yorki zginą. Z właścicielami nie da się gadać

  20. (4) Kupowanie rasowych psów za gruby hajs, bardzo często z pseudohodowli doładowując kasę do tego spierdolonego przemysłu, kiedy tak wiele psów gnije w schroniskach. Często szczeniaki też są w schroniskach, jeśli ktoś nie chce wziąć starszego pieska, a te starsze można najpierw wziąć na dom tymczasowy żeby się z psem zapoznać.

    Jest jakiś promil szans, że ten Twój samojed jest ze schroniska, ale wątpię.

  21. Zgadzam się z każdym punktem.

    Licencja powinna istnieć na posiadanie psa, otrzymywana po odbyciu szkolenia zakończonego egzaminem.
    Im bardziej złożony charakter rasy tym kurs powinien być odpowiednio rozszerzany.
    Do tego powinna być dojebana śruba na wszelkie pseudo hodowle.

    Dog Tax jak najbardziej spoko – z tego powinny być utrzymywane psie parki w miastach, z pełnym zakazem wstępu madek żeby psy miały swobodę zabawy, poza parkiem całkowity obowiązek, smyczy

  22. Wszystko prawda! Moj wyglada podobnie (mieszaniec chow/ malamute wg agencji adopcyjnej, wyszedl gigantyczny bialy mis) ale na szczescie jest na tyle duzy zeby budzic strach i szacunek.

    Polecam mowic ze pies nie jest przyjazny i moze zrobic krzywde. Rozwiazalo to 90% naszych problemow i rzadko kiedy musze odganiac obce pieski lub niechcianych milosnikow psow.

  23. Szacun za robienie miejsca przechodzącym randomom i trzymanie psa na smyczy w tym dzikim kraju.

    Niemniej, rozwiązaniem Pana/Pani problemu byłoby chyba ‘nie manie psa’

  24. Jestem właścicielką psa rasy małej i białej (westie, obecnie drugi). Niestety z racji tego, że to małe i białe, niektórym dużym psom odpala się instynkt podkurwionego pitbulla na widok mojego psa (na szczęście – jak na razie jedynie za bramą). Właściciele tych dużych psów kompletnie bagatelizują takie problemy. 

    Sytuacja pierwsza:  

    – pitbull bez smyczy atakuje moją mamę z pierwszym psem. Mama bierze go na ręce (jest na szczęście ignorowana przez pitbulla), i jest gotowa go przerzucić przez płot, niech sobie łapy połamie ale chociaż nie będzie zagryziony. Właściciel tylko stał obok i się przypatrywał, potem z wielką łaską przywołał do porządku (a sytuacja naprawdę wyglądała na krytyczną)  

    Sytuacja druga:   

    – do sąsiadów z ulicy czasem przyjeżdża członek rodziny z młodym rottweilerem. Sąsiedzi ci mają delikatną i rozwalającą się siatkę z drutu. Rottweiler dostawał absolutnego pierdolca na widok i pierwszego i drugiego mojego psa, i całym impetem ciała się rzucał na tą siatkę żeby tylko zagryźć. Mój pierwszy był stary to on to miał w dupie, ale we wspomnianej sytuacji miałam szczeniaka (!!!) który wpadł w taką absolutną histerię ze strachu, że jakby mi się zerwał ze smyczy i uciekł albo co gorsza wpadł pod samochód, to my byśmy potem obrywali od życzliwych ludzi że “psa trzeba wychować żeby się nie bał” – nie, panie Mariuszu, psa trzeba wychować żeby nie chciał zamordować wszystkiego co małe i się rusza.  A i we wspomnianej sytuacji pojawiła się inna sąsiadka, mieszkająca naprzeciwko rottweilera. Jej komentarz? “Ojej haha biedactwo się boi” do mojego psa. A sytuacja wyglądała bardzo groźnie nie tylko dla niego ale dla mnie też – ta siatka naprawdę się rozwalała od tego impetu.

    Sytuacja trzecia:  

    – Idzie Pan z sympatycznym owczarkiem niemieckim bez smyczy, owczarek się interesuje moim psem. Mój pies spanikowany, kładzie się na ulicy, nie chce wchodzić w interakcję, a ja proszę pana żeby zabrał owczarka. Pan na to – “proszę się nie przejmować mój Szarik lubi pieski i nie gryzie”. Zabawa się skończyła jak granica mojego psa została przekroczona i to on zaczął na Szarika warczeć, ale oczywiście w tej sytuacji zły był mój pies bo bał się dużego i niekontrolowanego Szarika xD  

    Sytuacja czwarta:

    – Ja idę na spacer, i zaczyna na mnie szczekać i skakać duży pies podobny do dobermana. Ja przerażona, bo już raz mnie pies przewrócił, oczywiście właściciele nie widzą problemu, a to i znany przypadek na osiedlu że puszczają dużego i agresywnego psa wolno, policja rozkłada ręce, dzielnicowy rozkłada ręce.  

    Psy bez smyczy to dramat ale to jest milion razy większy dramat gdy są to duże bądź agresywne rasy, a właściciele olewają zagrożenia i dyskomfort innych ludzi oraz psów.

  25. https://preview.redd.it/yfh4ilgfitcc1.jpeg?width=3072&format=pjpg&auto=webp&s=00901614edc130bc4dbd57f9be4208b9fb1a28a9

    Polecam smycze i dodatki niestety zazwyczaj w języku ang. Na przykład “nervous” czy podobne. Często spotykam na swojej ulubionej trasie pieski po długich i drogich leczeniach i rehabilitacjach. Bardzo często mają dodatki czy smycze, najczęściej żółte z informacjami by właśnie nie spuszczać obok, nie podchodzić, czy uważać itd. Jest to problem, ale powoli zaczyna się POPRAWIAĆ ze świadomością, że nie każdy “chce się tylko przywitać”.

    Pozdruffki

  26. Nie mam psa ale tak szczerze jak widzę właścicieli psów to myślę sobie: serio nie musisz kupować psa żeby wyjść na spacer z telefonem, jakby w Polsce jest jakaś patologia że każdy musi mieć psa a potem ma w niego i tak wyjebane

  27. Wszystkie punkty zgoda.

    Ale powiedz Ty mi OPie, co to za magiczny psiak, że od kilku miesięcy ma 9 miesięcy wieku?!

  28. Zgadzam się w stu procentach i łączę w bólu.

    Wypatrywanie kupy nim pies ją zauważy powinno być już teraz dyscypliną sportową.

    Też mam dużego psa i praktycznie na każdym spacerze, dziękuję losowi, że moja suczka jest taka spokojna – ja na jej miejscu bym nie była.

    Nie zliczę ile razy natykamy się na małe pieski latające luzem po osiedlu – właściciele nie zamykają bram i małe diabły wybiegają (jeden to nawet wykonał sobie podkop pod płotem).

    Szczekają, podbiegają. Pewien mops próbował nawet ugryźć, ale go odstraszyłam. Moja suczka je ignoruje, bo wie, że potem dostanie za to chrupka, ale to wciąż tylko pies, sami czasem nie mamy cierpliwości do jazgotu, a co dopiero one.

    Rozmowy nic nie dały, bo ciągle kończyło się na “oj tylko raz się zdarzyło/zapomniałam zamknąć bramę, ale mój <Fafik> przecież nie jest groźny, co niby zrobi taki mały piesek?”

    Otóż albo go coś przejedzie, pogryzie albo poleci w powietrze ze złamanym kręgosłupem, bo w końcu jakiś wiekszy pies nie będzie miał cierpliwości.

    Jak jest cieplej, chodzimy do lasu na spacery, żeby unikać małych diabłów, ale niestety ten patent zimą odpada.

  29. Z tym głaskaniem bez pytania, powiedz że pies ma grzybice skóry, może ktoś się na przyszłość nauczy pytać

  30. Jak czytam takie rzeczy to… chyba jednak dobrze że mam niewychodzące koty, a nie psa

  31. ludzie puszczający bez smyczy psy bez posiadania żadnej kontroli nad nimi to najgorsze co spotkało ten zapomniany przez boga świat

  32. Jako właścicielka rasy cichej, dodałabym: ignorowanie obsesyjnego ujadania. Mam wrażenie, że właściciele szczekliwych psów mają jakiś filtr w mózgu i wyłączają słyszenie tego dźwięku. Jak można spotkać się na ploty po środku dziedzińca i pozwalać swoim psom napierdalać na siebie nieustannie przez 30 minut? Mnie to doprowadza do szału siedząc na drugim piętrze z zamkniętymi oknami, co dopiero stojąc tuż obok takich psów. 

  33. Jest taki typ w okolicy co jeździ na rowerze, a pies za nim biegnie (oczywiście bez smyczy). Pies wbiega na moje podwórko, bo akurat wtedy uczyłam swojego szczeniaka jak chodzić na smyczy (nie chciałam wyłazić z nią na dalszy spacer zanim tego nie ogarnęłam). Podłazi do mojej suczki, która zaczyna piszczeć (ten pies co biega luzem jest cholernie duży, więc się wystraszyła). Staram się zabrać swojego psa na moim własnym podwórku, a typ nic nie robi. Zatrzymał się tylko, patrzy i mówi, że pies nie jest agresywny i żeby się nie bać… Po chwili pyta czy mój to pies czy suczka, bo innych psów nie lubi.

    Część właścicieli serio potrzebuje lepe na ryja. Pies taki duży, że mógłby na luzie ugryźć mnie w okolice klatki piersiowej bez skakania, źle reaguje na inne psy i wbiega na MOJE podwórko, a typ sobie siedzi na rowerku i się śmieje.

  34. Jako ktoś lubiący trochę biegać i jeździć na rowerze, mam bardzo dużą alergię na psy biegające luzem. Mieszkam obecnie w terenie bardziej wiejskim gdzie problem jest większy. Ale w mieście też on występuje.

    Warto zauważyć, że trzymanie smyczy nie oznacza kontroli nad psem, gdy pies jest silny fizycznie a opiekun psa jest nieostrożny albo ma gdzieś czy jest szansa że pies się na kogoś rzuci. Niejeden trening miałem przez to zepsuty, na rowerze nieraz było to połączone z gwałtownym hamowaniem i koniecznościa przejścia do marszu aż pies się ogarnie.

    I tak jeszcze w temacie: częstą sytuacja w bloku z windą to pies wyskakujący na człowieka w windzie bo właściciel nie mógł przewidzieć że drzwi za moment się otworzą. Albo psy biegające luzem po klatce schodowej i drace jape na całe piętro.

    Nie rozumiem też jak można trzymać psa w bloku na stosunkowo małym metrażu, w okolicy gdzie jest bardzo mało zieleni.

  35. Opie próbowałeś suplementować czy dawać prebiotyki? Nie sprzątania gowna nie trawię, ale mój wpierdalal z braku witamin.

  36. Mnie nic tak nie wkurza, jak przerzucanie odpowiedzialności za swojego psa na kogoś.

    Miałam sytuację, gdzie czyjś pies podbiegł nachalnie do mojej suki. Duży pies. Moja suczka na smyczy, tamten luzem. Nie dość, że ja musiałam się szarpać, bo tamten pies latał za moją suką, którą odciągałam od niego (moja nie gryzła, tylko warczała, a tamten gryzł), to jeszcze facet zamiast swojego kundla zabrać, to moją sukę postanowił “unieszkodliwić” kopem. Swojego nawet nie próbował zawołać. Niewiele się zastanawiając przyłożyłam zwyrodnialcowi z kolanka, potem kopa i jeszcze poprawiłam ręką. Jak zobaczyłam tego kopa, to się tak uruchomiłam, ze ani różnica wzrostu, ani wagi mi nie przeszkadzała. Ja byłam gotowa tego typa połamać.

  37. Jako posiadacz samojeba zgadzam się z Tobą w 100%. Psie gówna to mega udręka. Mój pies na szczęście nie delektuje się w cudzych odchodach ale wiele razy wpadł w czyjeś gówno. Jako szczeniak raz miał klocka na grzbiecie bo wpadł w niego turlając się. I co najlepsze przyczajam jak tajniak czy ktoś nie posprząta gówna po srającym psie – no wszyscy sprzątają jak zaczarowani. Mam psa ponad 2 lata i ani razu nie przyłapałem januszeksa na nieposprzątaniu gówna.

    “Uroda” tej rasy też jest kłopotliwa. Miałem sytuacje ze stado ukraińskich dzieci biegło za mną przez osiedle bo chcą pogłaskać “sabaka bielyyyy!”. Raz mnie odpadł gówniak 4 letni z nienacka. Pies akurat zaczął się łamać po czym podbiega gówniak i pyta czy może pogłaskać teraz sabaczke 😀

    Podbudowują mi ego stare baby, które co idę z psem to mówią do mnie jaki jestem piękny. A nie, sorry to chyba do psa mówią 🙂

Leave a Reply