Polecam bardzo dobry wywiad z Bartłomiejem Derskim, wydawcą serwisu Wysokienapiecie.pl Można się dowiedzieć sporo o tendencjach energetycznych w Europie i skonfrontować wiedzę nabytą wśród twitterowych wojenek.
Czyli prąd jest drogi a Unia chce go jeszcze bardziej podbić na cenie żeby ludzie się wściekli i zauważyli alternatywę. Bo na długoterminiwych kontraktach byłoby zbyt stabilnie i nigdy nie odetniemy pępowiny od Putina i jego surowców.
Dla mnie to już się robią szachy 4D i nie wiem kto tu jest cwańszy. Putin, który wykorzystuje ten kryzys i liczy na destabilizację UE czy UE, które tym kryzysem chce obrzydzić ludziom gaz i węgiel tak bardzo żeby Rosja obudziła się z ręką w nocniku i żarła ten węgiel bo nikt tego nie chce kupić.
Potem się sypnie dopłatami do biednych żeby ich spacyfikować i będzie po problemie.
Kurwa kto normalny uzależnia cenę strategicznych zasobów od widzimisię spekulantów? Równie dobrze można postawić budżet państwa w ruletce licząc że się go potroi i załata dziurę budżetową.
>No ale ktoś ci na to powie: „A dlaczego nie? Ludzie muszą zobaczyć, jak istotnym składnikiem codziennego życia jest energia, muszą zacząć ją oszczędzać, bo inaczej stracimy planetę”. I to też jest racja. Bruksela być może zakłada, że wobec zmiany klimatycznej i konieczności przestawienia się na OZE powinniśmy z energii zrobić maksymalnie upierdliwy element naszego życia.
Że musisz w domu zrobić wszystko, żeby ograniczyć zużycie, bo energia jest droga. I wtedy nagle patrzysz w umowę, zastanawiasz się nad ceną, ocieplasz okna, gasisz światło i używasz energochłonnych urządzeń wtedy, kiedy masz tańszą taryfę.
Typowe pierdolenie i przerzucanie oszczędzania na zwykłego człowieka. W kontekście ostatniego latania przez Lufthanzę na pusto, potwierdza się od lat powtarzany argument. Wszelkie oszczędności kosztem obywatela, przy jednoczesnym kilkukrotnie większym, w stosunku do oszczędności, marnowaniu tych zasobów przez wielkie koncerny. Taka sama sytuacja jak z podatkami. Spróbuj jako obywatel nie zapłacić podatku, to wylądujesz w więzieniu, wielkie korpo nie płacą i co im zrobisz.
Najtrudniejszym elementem z tego wszystkiego będzie powiedzieć ludziom w przedziale wieku 15 – 30 lat “Słuchajcie, zapomnijcie o życiu jak wasi rodzice, albo nawet starsi bracia. Wasza siła nabywcza zostanie zmasakrowana, o samochodzie możecie zapomnieć, tanie bilety lotnicze to relikt przeszłości, zagranice pooglądacie sobie najwyżej na Instagramie. Może wasze dzieci wrócą do takiego życia, gdy prąd będzie 100% OZE, samoloty będą elektryczne a system produkcyjny będzie działał w zamknięciu i w całości recyklingował odpady, wprowadzając je w nieskończoność do obiegu.”
I teraz pytanie, czy pomimo, że rozumiecie dlaczego tak jest, nie rozpala się w was poczucie żalu i niesprawiedliwości? Dlaczego to nasze pokolenie musi się ograniczać i odkładac na bok swoje marzenia? Jakiś optymista podrzuci coś, aby trochę rozjaśnić te przewidywania?
Gdyby ktoś chciał rozwalić Unię w drobny mak w ciągu najwyżej kilkunastu lat, a do tego jeszcze sprawić, że ludzie będą spluwać na sam dźwięk słów “polityka klimatyczna” – to nie mógł znaleźć lepszego sposobu. Puszczenie cen energii (a przez to praktycznie wszystkiego, włącznie z żywnością) na żywioł, to jest droga do zamieszek na niespotykaną wcześniej skalę.
Mam mieszane uczucia. Nie wiem na ile rozmówca jest zorientowany w tym, co planuje Komisja Europejska, a na ile zgaduje, ale jeśli ma racje, to ta polityka jest szalona. To jak wybrać to, co jest najgorsze jednocześnie i w ręcznym sterowaniu i w wolnym rynku i zrobić z tego koktail. Jak wolny rynek ma zadziałać przy takiiej niepewności. Kto zainwentuje na 20 lat, kiedy cema energii i opłacalnośc inwentycji może się zmienić o setki procent w ciagu kilku tygodni. A skoki są ewidentnie również sztuczne, spowodowane m.in. tym, że źródła odnawialne mają zawsze preferencje i sa poza rynkową grą.
Więc wyjdzie z tego obawiam się jakieś reagowanie na problemy i krótkoterminizm. Można by było ustalić przewidywalny na lata podatek od CO2, ale to chyba byłoby za proste.
Poza tym rozmówca coś za bardzo wyluzowany jest jesli chodzi o zagłade przemysłu, ktora się właśnie odbywa w Europie. Pół biedy jak konsumenci płaca krocie (chociaż w biedniejszych krajach Unii to wcale nie jest takie byle co), ale przemysł nie jest w stanie konkurować z krajami, gdzie energia jest kilka razy tańsza. Znowu, można to rozwiązac nakładając podatek weglowy na import i to wcale nie jest takie proste do przepchnięcia, ale to trzeba załatwić, zanim się wykończy przemysł. Możemy oczywiście udawać, że problemu nie ma, przemysł się przenosi poza Unię i emisje europejskie spadają, a światowe rosną i nic z tego nie wychodzi.
Derski tutaj ostro odlatuje w krainę fantazji gdzie przeciętny Kowalski zrozumie zawiłości rynku energetycznego i będzie klaskał uszami na pięciocyfrowy rachunek za prąd. Otóż nie – ludzie się wkurwią – zagłosują na populistów którzy obiecają ustabilizowane ceny energii pochodzącej z paliw kopalnych a cała transformacja energetyczna pozostanie niezrealizowaną mrzonką.
9 comments
Polecam bardzo dobry wywiad z Bartłomiejem Derskim, wydawcą serwisu Wysokienapiecie.pl Można się dowiedzieć sporo o tendencjach energetycznych w Europie i skonfrontować wiedzę nabytą wśród twitterowych wojenek.
Czyli prąd jest drogi a Unia chce go jeszcze bardziej podbić na cenie żeby ludzie się wściekli i zauważyli alternatywę. Bo na długoterminiwych kontraktach byłoby zbyt stabilnie i nigdy nie odetniemy pępowiny od Putina i jego surowców.
Dla mnie to już się robią szachy 4D i nie wiem kto tu jest cwańszy. Putin, który wykorzystuje ten kryzys i liczy na destabilizację UE czy UE, które tym kryzysem chce obrzydzić ludziom gaz i węgiel tak bardzo żeby Rosja obudziła się z ręką w nocniku i żarła ten węgiel bo nikt tego nie chce kupić.
Potem się sypnie dopłatami do biednych żeby ich spacyfikować i będzie po problemie.
Kurwa kto normalny uzależnia cenę strategicznych zasobów od widzimisię spekulantów? Równie dobrze można postawić budżet państwa w ruletce licząc że się go potroi i załata dziurę budżetową.
>No ale ktoś ci na to powie: „A dlaczego nie? Ludzie muszą zobaczyć, jak istotnym składnikiem codziennego życia jest energia, muszą zacząć ją oszczędzać, bo inaczej stracimy planetę”. I to też jest racja. Bruksela być może zakłada, że wobec zmiany klimatycznej i konieczności przestawienia się na OZE powinniśmy z energii zrobić maksymalnie upierdliwy element naszego życia.
Że musisz w domu zrobić wszystko, żeby ograniczyć zużycie, bo energia jest droga. I wtedy nagle patrzysz w umowę, zastanawiasz się nad ceną, ocieplasz okna, gasisz światło i używasz energochłonnych urządzeń wtedy, kiedy masz tańszą taryfę.
Typowe pierdolenie i przerzucanie oszczędzania na zwykłego człowieka. W kontekście ostatniego latania przez Lufthanzę na pusto, potwierdza się od lat powtarzany argument. Wszelkie oszczędności kosztem obywatela, przy jednoczesnym kilkukrotnie większym, w stosunku do oszczędności, marnowaniu tych zasobów przez wielkie koncerny. Taka sama sytuacja jak z podatkami. Spróbuj jako obywatel nie zapłacić podatku, to wylądujesz w więzieniu, wielkie korpo nie płacą i co im zrobisz.
Najtrudniejszym elementem z tego wszystkiego będzie powiedzieć ludziom w przedziale wieku 15 – 30 lat “Słuchajcie, zapomnijcie o życiu jak wasi rodzice, albo nawet starsi bracia. Wasza siła nabywcza zostanie zmasakrowana, o samochodzie możecie zapomnieć, tanie bilety lotnicze to relikt przeszłości, zagranice pooglądacie sobie najwyżej na Instagramie. Może wasze dzieci wrócą do takiego życia, gdy prąd będzie 100% OZE, samoloty będą elektryczne a system produkcyjny będzie działał w zamknięciu i w całości recyklingował odpady, wprowadzając je w nieskończoność do obiegu.”
I teraz pytanie, czy pomimo, że rozumiecie dlaczego tak jest, nie rozpala się w was poczucie żalu i niesprawiedliwości? Dlaczego to nasze pokolenie musi się ograniczać i odkładac na bok swoje marzenia? Jakiś optymista podrzuci coś, aby trochę rozjaśnić te przewidywania?
Gdyby ktoś chciał rozwalić Unię w drobny mak w ciągu najwyżej kilkunastu lat, a do tego jeszcze sprawić, że ludzie będą spluwać na sam dźwięk słów “polityka klimatyczna” – to nie mógł znaleźć lepszego sposobu. Puszczenie cen energii (a przez to praktycznie wszystkiego, włącznie z żywnością) na żywioł, to jest droga do zamieszek na niespotykaną wcześniej skalę.
Mam mieszane uczucia. Nie wiem na ile rozmówca jest zorientowany w tym, co planuje Komisja Europejska, a na ile zgaduje, ale jeśli ma racje, to ta polityka jest szalona. To jak wybrać to, co jest najgorsze jednocześnie i w ręcznym sterowaniu i w wolnym rynku i zrobić z tego koktail. Jak wolny rynek ma zadziałać przy takiiej niepewności. Kto zainwentuje na 20 lat, kiedy cema energii i opłacalnośc inwentycji może się zmienić o setki procent w ciagu kilku tygodni. A skoki są ewidentnie również sztuczne, spowodowane m.in. tym, że źródła odnawialne mają zawsze preferencje i sa poza rynkową grą.
Więc wyjdzie z tego obawiam się jakieś reagowanie na problemy i krótkoterminizm. Można by było ustalić przewidywalny na lata podatek od CO2, ale to chyba byłoby za proste.
Poza tym rozmówca coś za bardzo wyluzowany jest jesli chodzi o zagłade przemysłu, ktora się właśnie odbywa w Europie. Pół biedy jak konsumenci płaca krocie (chociaż w biedniejszych krajach Unii to wcale nie jest takie byle co), ale przemysł nie jest w stanie konkurować z krajami, gdzie energia jest kilka razy tańsza. Znowu, można to rozwiązac nakładając podatek weglowy na import i to wcale nie jest takie proste do przepchnięcia, ale to trzeba załatwić, zanim się wykończy przemysł. Możemy oczywiście udawać, że problemu nie ma, przemysł się przenosi poza Unię i emisje europejskie spadają, a światowe rosną i nic z tego nie wychodzi.
Derski tutaj ostro odlatuje w krainę fantazji gdzie przeciętny Kowalski zrozumie zawiłości rynku energetycznego i będzie klaskał uszami na pięciocyfrowy rachunek za prąd. Otóż nie – ludzie się wkurwią – zagłosują na populistów którzy obiecają ustabilizowane ceny energii pochodzącej z paliw kopalnych a cała transformacja energetyczna pozostanie niezrealizowaną mrzonką.
Big brain time