Nie wiem kto tam kiedykolwiek się pomylił, ale brzmi uczciwie. Nie mam z tym problemu.
Ale po co to? Chyba tylko by utrudnić życie osobom które szukają konkretnych zamienników mięsnych produktów.
Jeszcze bym rozumial jesliby Janusze dodawaly jakis procent paszy zeby obciac koszty produkcji i wiecej schowac do kieszeni, ale tutaj chodzi o produkty wege – 100% roslinne.
Chyba faktycznie lobbing rolnikow tak jak napisali w linkowanym artykule. Coz, szkoda bo kielbaski z lidla smakuja bardzo podobnie do zwyklych a przynajmniej nie ma obawy ze sie trafi fragment budy.
tak będa wyglądać teraz opakowania:
​
^(rurki o których nie można mówić że to roslinne)
# KIEŁBASKI
Lobby mięsne wygrało.
Czyli ludzie co mają zero pojęcia o tym jak żyć bez mięsa, ale chcieli by z niego zrezygnować będą mieli mega wielki próg wejścia. To że coś się nazywało zazwyczaj VEGE-kiełbaska, nie wprowadzało błąd ludzi co chcą mięso, a było jasnym rozwiązaniem dla ludzi co kupić zamiast klasycznych kiełbas. Nie szanuję tego rozwiązania, tak samo jak u nas zakaz nazywania mlekiem zastępników pochodzenia roślinnego.
Wegeburgery fuj, ale piersi z kurczaka ala schabowy już spoko?
W sumie dobrze, margaryna to nie maslo, warzywa to nie mieso, produkt sero podobny to nie ser.
A produkty miesopodobne to szczerze sa w chuj przetworzone i wymagaja sporo energii wiecej do wytworzenia niz jakies danie normalnie z warzyw. Taki luksus a nie eko zamiennik.
Etykieta w Biedronce – boże, tyle slow, jakieś promocje, nie przeczytają tego starsi, trzeba się tyle zastanawiać z kalkulatorem
Vege kiełbaski – co mnie obchodzą starsi ludzie, czytać ludzie nie umieją, przecież jest napisane vege
Zakazać paluszków rybnych, bo przecież ryby nie mają palców.
Uszka w barszczu to nie uszy, więc też do zmiany.
I bardzo k* dobrze… raz (w Chile) kupiłem “not MILK” (oczywiście pierwszy wyraz macipkim a drugi dupiasty) i myślałem, że zwrócę po spróbowaniu… innego razu trafiłem na wege-burgerownię i też zaskoczenie… przy czym toto nawet smaczne było tyle że kurde – jak człowiek chce coś kupić to jest zwyczajnie wprowadzany w błąd i to celowo…
Tak samo jak z produktami czekoladopodobnymi niebędącymi czekoladą – bardzo dobrze
No, i tak być powinno.
Tego nie bylo juz wczesniej?
Taa, Francja ma lekko jebnięte z tradycjonalizmem kulinarnym… Nie dziwi mnie że to przeszło, szczególnie ostatnimi czasy, kiedy są protesty rolników a Le Pen i RN mają nawet duże poparcie.
Jestem natomiast optymistyczny co do samego faktu, jest on według mnie raczej niekonsekwentny i nie wpłynie na decyzje konsumentów w żadnym stopniu. To tylko taki dog whistle ideologiczny, wynikający z braku zrozumienia ze strony producentów mięsa faktu że ludzie którzy kupują takie produkty nie robią tego z powodu ich nazwy ale ich zawartości.
Produkty te powstały ze strategią ułatwienia życia ludziom którzy już podjęli decyzję o zmianie stylu żywienia. Po prostu jest prościej kontynuować stare nawyki zamieniając tylko ten jeden mięsny element, zamiast przyrządzania zupełnie nowych potraw. Same nie były one podstawą zmiany nawyków żywieniowych. Ludzie którzy je kupywali nadal będą je kupywać, a klientów będzie nabywać w takim samym tempie jak przedtem.
XD win dla lobbystów wkurwionych że się im nie sprzedaje
Prywatnie – ani mnie to grzeje ani ziębi, jak kupuję wege kiełby to nie dlatego, że jestem uzależniona od kiełby i ten napis pozwala mi oszukać mój nałóg tylko dlatego, że je (z różnych względów) preferuję. Jeśli będą się nazywać wege wursty czy jakkolwiek inaczej to nie zmieni to w moim życiu niczego.
Natomiast klienci którzy nie kupują wege zamienników na codzień mogą być trochę bardziej zagubieni, choć działy marketingu i tak pewnie kreatywnie ominą większość regulacji.
17 comments
Nie wiem kto tam kiedykolwiek się pomylił, ale brzmi uczciwie. Nie mam z tym problemu.
Ale po co to? Chyba tylko by utrudnić życie osobom które szukają konkretnych zamienników mięsnych produktów.
Jeszcze bym rozumial jesliby Janusze dodawaly jakis procent paszy zeby obciac koszty produkcji i wiecej schowac do kieszeni, ale tutaj chodzi o produkty wege – 100% roslinne.
Chyba faktycznie lobbing rolnikow tak jak napisali w linkowanym artykule. Coz, szkoda bo kielbaski z lidla smakuja bardzo podobnie do zwyklych a przynajmniej nie ma obawy ze sie trafi fragment budy.
tak będa wyglądać teraz opakowania:
​
^(rurki o których nie można mówić że to roslinne)
# KIEŁBASKI
Lobby mięsne wygrało.
Czyli ludzie co mają zero pojęcia o tym jak żyć bez mięsa, ale chcieli by z niego zrezygnować będą mieli mega wielki próg wejścia. To że coś się nazywało zazwyczaj VEGE-kiełbaska, nie wprowadzało błąd ludzi co chcą mięso, a było jasnym rozwiązaniem dla ludzi co kupić zamiast klasycznych kiełbas. Nie szanuję tego rozwiązania, tak samo jak u nas zakaz nazywania mlekiem zastępników pochodzenia roślinnego.
Wegeburgery fuj, ale piersi z kurczaka ala schabowy już spoko?
W sumie dobrze, margaryna to nie maslo, warzywa to nie mieso, produkt sero podobny to nie ser.
A produkty miesopodobne to szczerze sa w chuj przetworzone i wymagaja sporo energii wiecej do wytworzenia niz jakies danie normalnie z warzyw. Taki luksus a nie eko zamiennik.
Etykieta w Biedronce – boże, tyle slow, jakieś promocje, nie przeczytają tego starsi, trzeba się tyle zastanawiać z kalkulatorem
Vege kiełbaski – co mnie obchodzą starsi ludzie, czytać ludzie nie umieją, przecież jest napisane vege
Zakazać paluszków rybnych, bo przecież ryby nie mają palców.
Uszka w barszczu to nie uszy, więc też do zmiany.
I bardzo k* dobrze… raz (w Chile) kupiłem “not MILK” (oczywiście pierwszy wyraz macipkim a drugi dupiasty) i myślałem, że zwrócę po spróbowaniu… innego razu trafiłem na wege-burgerownię i też zaskoczenie… przy czym toto nawet smaczne było tyle że kurde – jak człowiek chce coś kupić to jest zwyczajnie wprowadzany w błąd i to celowo…
Tak samo jak z produktami czekoladopodobnymi niebędącymi czekoladą – bardzo dobrze
No, i tak być powinno.
Tego nie bylo juz wczesniej?
Taa, Francja ma lekko jebnięte z tradycjonalizmem kulinarnym… Nie dziwi mnie że to przeszło, szczególnie ostatnimi czasy, kiedy są protesty rolników a Le Pen i RN mają nawet duże poparcie.
Jestem natomiast optymistyczny co do samego faktu, jest on według mnie raczej niekonsekwentny i nie wpłynie na decyzje konsumentów w żadnym stopniu. To tylko taki dog whistle ideologiczny, wynikający z braku zrozumienia ze strony producentów mięsa faktu że ludzie którzy kupują takie produkty nie robią tego z powodu ich nazwy ale ich zawartości.
Produkty te powstały ze strategią ułatwienia życia ludziom którzy już podjęli decyzję o zmianie stylu żywienia. Po prostu jest prościej kontynuować stare nawyki zamieniając tylko ten jeden mięsny element, zamiast przyrządzania zupełnie nowych potraw. Same nie były one podstawą zmiany nawyków żywieniowych. Ludzie którzy je kupywali nadal będą je kupywać, a klientów będzie nabywać w takim samym tempie jak przedtem.
XD win dla lobbystów wkurwionych że się im nie sprzedaje
Prywatnie – ani mnie to grzeje ani ziębi, jak kupuję wege kiełby to nie dlatego, że jestem uzależniona od kiełby i ten napis pozwala mi oszukać mój nałóg tylko dlatego, że je (z różnych względów) preferuję. Jeśli będą się nazywać wege wursty czy jakkolwiek inaczej to nie zmieni to w moim życiu niczego.
Natomiast klienci którzy nie kupują wege zamienników na codzień mogą być trochę bardziej zagubieni, choć działy marketingu i tak pewnie kreatywnie ominą większość regulacji.