nie wiem robię na czarno, wypłata za dniówkę po robocie wpada 280, a ubezpieczenie to urząd pracy
oczywiście to wyżej to żart, ale znam takie przypadki
Ozjasz czy ktoś z jego partii kiedyś powiedział coś w stylu, że najlepszym sposobem na pokazanie “złodziejstwa” państwa byłoby gdyby ludzie na etacie, podobnie jak osoby na B2B, dostawały by całą swoją pensję od pracodawcy i musieliby ręcznie co miesiąc wysyłać wszystkie daniny – tak by widzieć ile im z konta podatki/składki zabierają.
Dla ludzi liczy się kwota netto, bo tyle dostają na konto i tyle mają do wydania, to że na umowie mają ileśtam więcej brutto, i XX% zabiera z tego państwo, to już ich średnio obchodzi (a jeszcze mniej ewentualne koszty pracodawcy).
Plus do tego w tym kraju całkiem możliwe, że gdyby nawet jakieś z kosztów pracodawcy zostały obniżone, to nie ma gwarancji, że pensja pracownika w rzeczywistości wzrośnie długoterminowo.
Żyjemy w kraju gdzie sprzątaczki czy pracownicy stacji benzynowych są wypychani na B2B nie po to by “optymalizować podatki”, tylko dlatego, że Januszowi szkoda zapłacić tysiaka-dwa więcej kosztów związanych z UoP.
Nie zdziwiłoby mnie gdyby obniżono etatowcom składkę, a “pracodawcy” odbili to sobie dając potem pracownikowi niższą podwyżkę bo przecież od rządu dostał.
1. Dlaczego dopiero teraz jak ogłoszono propozycję dla firm? Rozumiem, że 9% było ok, bo źli prywaciarze byli przynajmniej dojeżdżani?
2. Nie strajkują, bo w dużej mierze nie ogarniają, że w ogóle płacą podatki.
Bo korzystam z rzeczy opłacanych z podatków
Bo znaczna część pracowników nie interesuje się podatkami, interesuje ich jedynie ile “do ręki” dostaną.
Zdrowotna to pół biedy bo w przypadku np. wizyty w szpitalu nawet komercyjne usługi medyczne nie obejmują większości szpitali. Gorsza jest składka emerytalna, znam np. osobę z zaawansowaną cukrzycą, jest bardzo sprawna fizycznie, wykonuje pracę fizyczną, jest w stanie na co dzień normalnie funkcjonować, pracuje, ale wg prognoz dożyje max 60 lat czyli do emerytury swojej nie dożyje a składki odprowadzać musi. A emerytalna zamiast iść na nasze emerytury, być inwestowana na przyszłość to idzie na trzynastki, czternastki…
Bo jak wiadomo, bogaci korzystają z opieki zdrowotnej bardziej.
A czemu nie strajkują, że pensja brutto, nie żadne brutto, bo pracodawca jeszcze dodatkowe z 20% płaci (a mógłby płacić wyższą pensję).
Jestem JDGowcem i uważam, że to cholerny skandal.
Dobrze, że ten dzień się kończy. Pojawia się w połowie dnia informacja o obniżeniu do jakiegoś żartu składki zdrowotnej dla 1.3mln przedsiębiorców.
Z wyliczeń wychodzi, że ludzie zarabiający ok. 14.5tyś będą płacić niższą składkę do osoby na etacie zarabiająca minimalną pensje. I o to jest imba.
To, że wielu przedsiębiorców zaczęło to bronić na zasadzie – załóż firmę, masz urlop, masz L4, czemu mam płacić więcej jak nie choruję to socjalizm. To dolewa tylko do ognia.
Jakby mi unia dopłacała tak z 30000 rocznie to może znalazłbym troche czasu na strajkowanie.
Pisałem to już w innym miejscu, ale napiszę też tu. Dla czego – tak jak w przypadku składki emerytalnej – nie może obowiązywać po prostu zasada 30-to krotności? Dla każdego, na dowolnej umowie. Liczone na głowę, a nie od ilości umów. Nie dość, że ten wskaźnik już istnieje i jest wyliczany co roku oraz używany do innych składek to takie podejście załatwiłoby sprawę:
– wielokrotnego oskładkowania (np od UoP i działalności jednocześnie)
– płacenia składki zdrowotnej od sprzedaży auta, maszyny czy np hali produkcyjnej
– niesprawiedliwie wysokich składek w stosunku do otrzymywanych świadczeń
– skomplikowania systemu, dziwnych wzorów i procentów
Odpowiem tak sama składka mnie jebie bardziej mnie przeraża fakt że muszę czekać w kolejce bo ktoś dla beki idzie do lekarza z katarem lub kaszlem albo ma 37 gorączki no szanujmy się ja przy 39 zapierdalalem na poligonie i żyje a jak mam 40 i czuję że umieram to wtedy idę prywatnie a nie odwalam jakiś cyrk tamując kolejkę naprawdę chorym.
Bo głosują na rząd?
Ale cudownie generalizujecie i mądrzycie się a po pierwsze nigdy nie widzieliście jak wysoka jest składka zdrowotna w prywatnym systemie, po drugie ludzie są nauczeni nie wnikać w składniki swoich wypłat, jak działają podatki i na co idą, tak po prostu łatwiej wciskać ludziom prawicowy/liberalny populizm
Tak, żeby było wszystko klarowne. Proszę porównać składki etatowca z: JDG, rolnikiem, księdzem, taksiarzem
Nie rozumiem zdziwienia i oskarżycielskiego tonu w komentarzach, że przeciętny pracownik jest zainteresowany tylko tym co dostanie na rękę. Przychodzę zarobić pieniądze. Na rozmowie o pracę z ust pracodawcy pada konkretna kwota którą jest mi w stanie zapłacić, jeśli mi pasuje, godzę się i pracuję. Dlaczego mam interesować się np. kosztami pracodawcy, skoro zdecydował się zatrudnić etatowca, wiedząc o tym jakie koszty poniesie?
Czy on się interesuje tym, czy moja wypłata wystarcza mi do końca miesiąca i czy nie muszę brać pożyczek, żeby dociągnąć?
Nie, za to nie omieszka ponarzekać jak to dużo go kosztujemy i jak jego życie jest ciężkie.
Wiem że na B2B dostawałbym do ręki więcej, ale i tak musiałbym się ubezpieczyć, opłacić podatki, znaleźć na to wszystko czas po pracy. Mój szef narzeka, ale podczas kiedy my pracujemy i zastanawiamy się jak ustawić dzień, żeby jakoś wykorzystać jego końcówkę po pracy, on robi zakupy, gotuje obiad, spotyka ze znajomymi, zajmuje dziećmi które zdążył już odebrać ze szkoły i czas kiedy my wychodzimy z pracy, on może przeznaczyć na wyjście na koncert/do kina/na piwo. Tymczasem ja muszę dojechać do domu, po drodze ogarnąć zakupy, w domu coś ugotować, spędzić trochę czasu z dzieckiem i jest noc. Czasem cokolwiek bym sobie nie zaplanował, kończy się po prostu zaśnięciem. Jak w bonusu wypadnie jakaś wizyta u lekarza lub badanie, to też trzeba skądś czas wyczarować.
Nie zrozumcie mnie źle – nie żalę się, po prostu każdy ma swój ciężar do niesienia i takie narzekanie na etatowców żyjących niby w błogiej ignorancji, jest niesprawiedliwe.
Ja owszem, wiedziałem na co się pisze podpisując umowę o pracę, wybierając bycie wykonawcą tego, czym się zajmuje firma w której pracuję, i co często szefowie przypisują sobie (zrobiłem to, pracowałem dla tego), więc nie mam prawa teraz mieć pretensji do utrudnień które się z tym wiążą. Ale podobnie pracodawca – też nie jest dzieckiem we mgle, wybrał pracę w której ryzykuje, jest kosztowna i musi się zwrócić.
A pytanie z głównego posta jest głupie. Gdyby pracownik strajkował, szybko znalazłby się inny na jego miejsce. Podatki i opłaty były, są i będą (dwie rzeczy w życiu są pewne: śmierć i podatki). Nie mam na nie wpływu, więc dlaczego mam się denerwować czymś, na co nie mam wpływu?
Nie ma czasu strajkować na etacie, trzeba te 40h w tygodniu zrobić.
Wszystkie składki do wywalenia, wprowadzić jednolity podatek dochodowy z kwotą wolną i progresją podatkową dla wszystkich osób fizycznych z możliwością rozliczenia kosztów uzyskania przychodu. Wszystko włącznie z podstawową emeryturą z podatków. Można zostawić dobrowolną składkę na podwyższenie emerytury powyżej podstawy.
20 comments
nie wiem robię na czarno, wypłata za dniówkę po robocie wpada 280, a ubezpieczenie to urząd pracy
oczywiście to wyżej to żart, ale znam takie przypadki
Ozjasz czy ktoś z jego partii kiedyś powiedział coś w stylu, że najlepszym sposobem na pokazanie “złodziejstwa” państwa byłoby gdyby ludzie na etacie, podobnie jak osoby na B2B, dostawały by całą swoją pensję od pracodawcy i musieliby ręcznie co miesiąc wysyłać wszystkie daniny – tak by widzieć ile im z konta podatki/składki zabierają.
Dla ludzi liczy się kwota netto, bo tyle dostają na konto i tyle mają do wydania, to że na umowie mają ileśtam więcej brutto, i XX% zabiera z tego państwo, to już ich średnio obchodzi (a jeszcze mniej ewentualne koszty pracodawcy).
Plus do tego w tym kraju całkiem możliwe, że gdyby nawet jakieś z kosztów pracodawcy zostały obniżone, to nie ma gwarancji, że pensja pracownika w rzeczywistości wzrośnie długoterminowo.
Żyjemy w kraju gdzie sprzątaczki czy pracownicy stacji benzynowych są wypychani na B2B nie po to by “optymalizować podatki”, tylko dlatego, że Januszowi szkoda zapłacić tysiaka-dwa więcej kosztów związanych z UoP.
Nie zdziwiłoby mnie gdyby obniżono etatowcom składkę, a “pracodawcy” odbili to sobie dając potem pracownikowi niższą podwyżkę bo przecież od rządu dostał.
1. Dlaczego dopiero teraz jak ogłoszono propozycję dla firm? Rozumiem, że 9% było ok, bo źli prywaciarze byli przynajmniej dojeżdżani?
2. Nie strajkują, bo w dużej mierze nie ogarniają, że w ogóle płacą podatki.
Bo korzystam z rzeczy opłacanych z podatków
Bo znaczna część pracowników nie interesuje się podatkami, interesuje ich jedynie ile “do ręki” dostaną.
Zdrowotna to pół biedy bo w przypadku np. wizyty w szpitalu nawet komercyjne usługi medyczne nie obejmują większości szpitali. Gorsza jest składka emerytalna, znam np. osobę z zaawansowaną cukrzycą, jest bardzo sprawna fizycznie, wykonuje pracę fizyczną, jest w stanie na co dzień normalnie funkcjonować, pracuje, ale wg prognoz dożyje max 60 lat czyli do emerytury swojej nie dożyje a składki odprowadzać musi. A emerytalna zamiast iść na nasze emerytury, być inwestowana na przyszłość to idzie na trzynastki, czternastki…
Bo jak wiadomo, bogaci korzystają z opieki zdrowotnej bardziej.
A czemu nie strajkują, że pensja brutto, nie żadne brutto, bo pracodawca jeszcze dodatkowe z 20% płaci (a mógłby płacić wyższą pensję).
Jestem JDGowcem i uważam, że to cholerny skandal.
Dobrze, że ten dzień się kończy. Pojawia się w połowie dnia informacja o obniżeniu do jakiegoś żartu składki zdrowotnej dla 1.3mln przedsiębiorców.
Z wyliczeń wychodzi, że ludzie zarabiający ok. 14.5tyś będą płacić niższą składkę do osoby na etacie zarabiająca minimalną pensje. I o to jest imba.
To, że wielu przedsiębiorców zaczęło to bronić na zasadzie – załóż firmę, masz urlop, masz L4, czemu mam płacić więcej jak nie choruję to socjalizm. To dolewa tylko do ognia.
Jakby mi unia dopłacała tak z 30000 rocznie to może znalazłbym troche czasu na strajkowanie.
Pisałem to już w innym miejscu, ale napiszę też tu. Dla czego – tak jak w przypadku składki emerytalnej – nie może obowiązywać po prostu zasada 30-to krotności? Dla każdego, na dowolnej umowie. Liczone na głowę, a nie od ilości umów. Nie dość, że ten wskaźnik już istnieje i jest wyliczany co roku oraz używany do innych składek to takie podejście załatwiłoby sprawę:
– wielokrotnego oskładkowania (np od UoP i działalności jednocześnie)
– płacenia składki zdrowotnej od sprzedaży auta, maszyny czy np hali produkcyjnej
– niesprawiedliwie wysokich składek w stosunku do otrzymywanych świadczeń
– skomplikowania systemu, dziwnych wzorów i procentów
Odpowiem tak sama składka mnie jebie bardziej mnie przeraża fakt że muszę czekać w kolejce bo ktoś dla beki idzie do lekarza z katarem lub kaszlem albo ma 37 gorączki no szanujmy się ja przy 39 zapierdalalem na poligonie i żyje a jak mam 40 i czuję że umieram to wtedy idę prywatnie a nie odwalam jakiś cyrk tamując kolejkę naprawdę chorym.
Bo głosują na rząd?
Ale cudownie generalizujecie i mądrzycie się a po pierwsze nigdy nie widzieliście jak wysoka jest składka zdrowotna w prywatnym systemie, po drugie ludzie są nauczeni nie wnikać w składniki swoich wypłat, jak działają podatki i na co idą, tak po prostu łatwiej wciskać ludziom prawicowy/liberalny populizm
Tak, żeby było wszystko klarowne. Proszę porównać składki etatowca z: JDG, rolnikiem, księdzem, taksiarzem
Nie rozumiem zdziwienia i oskarżycielskiego tonu w komentarzach, że przeciętny pracownik jest zainteresowany tylko tym co dostanie na rękę. Przychodzę zarobić pieniądze. Na rozmowie o pracę z ust pracodawcy pada konkretna kwota którą jest mi w stanie zapłacić, jeśli mi pasuje, godzę się i pracuję. Dlaczego mam interesować się np. kosztami pracodawcy, skoro zdecydował się zatrudnić etatowca, wiedząc o tym jakie koszty poniesie?
Czy on się interesuje tym, czy moja wypłata wystarcza mi do końca miesiąca i czy nie muszę brać pożyczek, żeby dociągnąć?
Nie, za to nie omieszka ponarzekać jak to dużo go kosztujemy i jak jego życie jest ciężkie.
Wiem że na B2B dostawałbym do ręki więcej, ale i tak musiałbym się ubezpieczyć, opłacić podatki, znaleźć na to wszystko czas po pracy. Mój szef narzeka, ale podczas kiedy my pracujemy i zastanawiamy się jak ustawić dzień, żeby jakoś wykorzystać jego końcówkę po pracy, on robi zakupy, gotuje obiad, spotyka ze znajomymi, zajmuje dziećmi które zdążył już odebrać ze szkoły i czas kiedy my wychodzimy z pracy, on może przeznaczyć na wyjście na koncert/do kina/na piwo. Tymczasem ja muszę dojechać do domu, po drodze ogarnąć zakupy, w domu coś ugotować, spędzić trochę czasu z dzieckiem i jest noc. Czasem cokolwiek bym sobie nie zaplanował, kończy się po prostu zaśnięciem. Jak w bonusu wypadnie jakaś wizyta u lekarza lub badanie, to też trzeba skądś czas wyczarować.
Nie zrozumcie mnie źle – nie żalę się, po prostu każdy ma swój ciężar do niesienia i takie narzekanie na etatowców żyjących niby w błogiej ignorancji, jest niesprawiedliwe.
Ja owszem, wiedziałem na co się pisze podpisując umowę o pracę, wybierając bycie wykonawcą tego, czym się zajmuje firma w której pracuję, i co często szefowie przypisują sobie (zrobiłem to, pracowałem dla tego), więc nie mam prawa teraz mieć pretensji do utrudnień które się z tym wiążą. Ale podobnie pracodawca – też nie jest dzieckiem we mgle, wybrał pracę w której ryzykuje, jest kosztowna i musi się zwrócić.
A pytanie z głównego posta jest głupie. Gdyby pracownik strajkował, szybko znalazłby się inny na jego miejsce. Podatki i opłaty były, są i będą (dwie rzeczy w życiu są pewne: śmierć i podatki). Nie mam na nie wpływu, więc dlaczego mam się denerwować czymś, na co nie mam wpływu?
Nie ma czasu strajkować na etacie, trzeba te 40h w tygodniu zrobić.
Wszystkie składki do wywalenia, wprowadzić jednolity podatek dochodowy z kwotą wolną i progresją podatkową dla wszystkich osób fizycznych z możliwością rozliczenia kosztów uzyskania przychodu. Wszystko włącznie z podstawową emeryturą z podatków. Można zostawić dobrowolną składkę na podwyższenie emerytury powyżej podstawy.
Jesteśmy w pracy