
Heja,
dziwna sprawa – wyszedłem dziś na spacer ze swoją babą i powiem Wam, że jako 90s kid wciąż oglądałem się za siebie czy jakiś łeb nie biegnie z wiadrem w naszym kierunku. Osobiście nigdy jakoś mnie to nie jarało, ale pochodzę z małej miejscowości gdzie takie delikatne oblanie wodą przez np moją babcię było uważane za dobry zwyczaj.
Poczytałem też trochę fejsbucha – to ile ludzi zachwalało to „jak kiedyś to było” jest niesamowite. Serio ktoś jako super czasy wspomina to, że został oblany wodą kilka razy podczas drogi na obiad do rodziny. Większość osób dobrze wspomina ten beztroski czas oblewania kogoś. Co myślicie o tym zwyczaju? Możliwe, że po prostu mam kija w zadzie
by MrMatinewbie
20 comments
Szczerze, to też nie przepadam za tym zwyczajem. Po prostu jak dla mnie jeśli w zgodzie oblewa się z rodziną/znajomymi to spoko, ale obcy ludzie oblewający innych to patola i jak dla mnie niezbyt miłe uczucie. Nie tylko będziesz mokry, ale też może zalać słuchawki, telefon itp.
Szczerze mówiąc to nigdy nie byłem świadkiem oblewania obcych czy używania wiader. Raczej tylko te takie jajca do ściskania i pistolety na wodę. No, ale może jestem z jakiejś patologicznej dzielnicy
Fun fact – to nie jest śmiNgus, tylko śmigus. I też mnie to nigdy nie jarało, zawsze bałam się, że wrócę mokra i mam będzie zła…
Stary słowiański obrzęd, a jego współczesna forma, to trochę inne bajki. Obrzędy też ewoluują, niekoniecznie w dobrych kierunkach, a ten powoli wymiera, przynajmniej w moich okolicach.
u mnie na wsi to była mega zabawa jako dziecko nie mogłem się tego dnia doczekać przez cały rok. U nas nigdy nie oblewaliśmy losowych ludzi i laliśmy tylko tych co stali z wiaderkami i to raczej była wojna na wodę pomiędzy drużynami dzieciaków i ewentualnie oblewało się inne dzieci. Biegaliśmy cały dzień po wsi i po prostu prowadziliśmy takie “wojny”. Razem z braćmi i kuzynami napełnialiśmy wiaderka z wodą wychodziliśmy na ulicę i czekaliśmy aż nawinie się inna chętna ekipa na “wojnę”. Pamiętam jeszcze kiedyś sytuacje jak tak staliśmy właśnie na ulicy i ktoś podjechał autem takim busem dużym zapytać się niby o drogę, a z bagażnika wybiegło kilka osób z wiaderkami i nas wszystkich oblali xD no na prawdę wspominam to tak dobrze że nie jestem nawet w stanie opisać jak fajnie się wtedy czułem i bawiłem. Może też idealizuje to jakoś bo byłem dzieckiem czy coś.
Mam 27 lat i obcych nigdy nie oblewaliśmy, ale zbierała się zgraja dzieciaków z osiedla i szło się (po oblaniu siebie nawzajem) po znajomych patrzeć czy się nie kręcą koło domu, niekoniecznie byli to twoi znajomi, mogli być znajomi znajomych. Co kilka domów dołączał jakiś dzieciak, albo ktoś już stwierdzał że ma dość/musi wrócić bo obiad z rodziną. Raz tak zawędrowałem że w pewnym momencie ogarnąłem że jestem w kompletnie innej części miasta (małe miasto powiatowe), a w sumie to już na wsi pod miastem i ta grupa to dzieciaki co pierwszy raz spotkałem, ale jakoś tak podmieniając po jednym przeszło to niezauważone.
Używaliśmy i pistoletów, jajek na wodę ale też wiader, które to były opcja atomową, ale oblać kogoś wiadrem to też trzeba było dobrze dogonić żeby nie walnąć tych litrów w ziemię i nie wywinąć orła na kałuży.
Tak jak pisałem, chodziło się po osobach znajomych przynajmniej dla kogoś z grupy. Zdarzało się że to jakiś wujek i nie wyszedł z domu tylko z okna oblał bandę i miał z głowy, zdarzało się że ktoś “bronił” podwórka wiadrami i wodą z węża, a czasem ktoś wychodził z domu żeby go oblać (chociaż zazwyczaj paktowali żeby to nie było z wiadra) wodę się uzupełniało po drodze u kolejnych ofiar, ewentualnie na ulicy to od tych co poszli z wiadrem.
W takiej formie to zawsze był fajny zwyczaj, jak dzisiaj do mnie siostrzeniec przyszedł pukać do drzwi to wyskoczyłem oknem z tyłu domu wziąłem wiadro, napelniłem z wanny do deszczówki i mu wlałem, w zamian dostałem serią z butelki od Ludwika. Skubaniec robi się sprytniejszy bo w tym roku miał długi płaszcz przeciwdeszczowy i spływało po nim jak po kaczce.
Dopóki to były bandy dzieciaków oblewające się nawzajem, to było fajne. Problem się robił, gdy oblewali losowych przechodniów.
Póki laliśmy się między sobą, to było ok. Niestety trafiali się i tacy, którzy oblewali losowych ludzi.
Kiedyś to było, oblewało się jadące samochody, obcych ludzi, nic nigdy nikomu się nie stało (poza chujowymi kierowcami doprowadzającymi do wypadków i debilami noszącymi przy sobie telefony w dyngusa) /s
Ale czasy wspominam fajnie, jak oblewaliśmy się nawzajem na podwórku i w szkole, jedna z ulubionych zabaw sezonowych 😁
Różnie. Wiele razy byla tragedia gdzie zostalem oblany duża iloscia wody jak np. szedlem z książką albo do rodziny.
Ale raz mialem zajebista sytuacje jak zaszedlem do kumpla i u nich byla regularna walka na pistolety na wode. Mieli porozstawiane kubly z woda gdzie mozna było zaczerpnac, a nawet kilka sztuk broni na zapas. Postronne osoby nie byly celem i latalo sie po całym osiedlu strzelając do siebie.
Pierwsza sprawa, że śmigus obowiązywał do południa – po śniadaniu wychodziło się na podwórko i lało wodą z innymi dzieciakami. To była świetna zabawa. Banda wyrostków, lejących obcych ludzi na ulicy, a nawet w zbiorkomie owszem zdarzała się. Ale to były sporadyczne sytuacje i to się tępiło.
Szkoda, że ta tradycja już całkiem umarła.
Byłem w grupie oblewających w grupie 20 osób + / odkręcanie hydrantów itd. Trzeba to być jebnietym żeby to gloryfikować xD
Sam pamiętam jak się po wszystkim wieczorem szło do ciotki na kolacje to bez grupy strach, że dojdziesz mokry był pojebanie wielki.
Było – dobrze, że minęło.
Pamiętam jak strach było wyjść z domu, bo oblewali przypadkowych ludzi. Kiedyś siedziałam z babcią w parku i grupka chłopaków złapała dziewczynę i wrzucili ją do stawku. Woda brudna, pełno mułu, do tego było zimno… dziewczyna wyszła na brzeg, siadła i płakała, bo nie wiedziała co ze sobą zrobić. Od znajomych słyszałam, że oblewali wiadrami ludzi wysiadających z trawaju. Często ten dzień był po prostu wykorzystywany do bezkarnego wyżywania się na innych osobach.
No w tym chodzi o to żeby ze znajomymi wodą się po oblewać, kto normalny oblewałby obcych
Jako dziecko jeździliśmy z ojcem co roku po znajomych i rodzinie, oblewaliśmy ich symbolicznie wodą lub perfumem, za co zawsze coś dostawaliśmy – słodycze, owoce, czasem jakiś drobny pieniądz. Trochę jak dzisiaj w Halloween.
Dziś widziałem jakieś dzieci na osiedlu co się oblewały więc zwyczaj jeszcze nie wymarł choć losowych ludzi już się raczej nie oblewa
Anegdota: kiedyś kumpel szedł w Berlinie solo na miasto. W pewnym momencie pękł na jego głowie balon z wodą. Równie wkurwiony, co zaskoczony spojrzał w górę, a tam na balkonie kilka śmiejących się dzieciaków. Kumpel mokry i tak poszedł do knajpy. Musiał dobrze wyglądać siadając tak przy barze pośród innych, suchych ludzi. Tego dnia nie padało. I nie był to śmigus dyngus 🙂.
Dzisiaj wyszedłem z chatki w 2 bluzach u kurtce, bo akurat poza cebulandią upałów nie ma. Gdyby mi ktoś wodą zajebał to bym siedział za morderstwo w afekcie.
Wszystko spoko dopóki ktoś z wiadrem nie wbiegnie ci do domu zalewając go przy okazji. Nikomu nie życzę przemokniętych paneli
Ja pamiętam z czasów 90’tych zajebiście było, ale nie mieszkałem na patolstwie i dzieciaki latały z pistoletami i oblewaliśmy siebie nawzajem i to też te co się znały w sumie. Jako śtak mi się znudziło wtedy jak usłyszałem, że akurat na patolskim osiedlu w dalszej okolicy jakiejś kobiecie wylali wiadro na głowę. Od razu mi zbrzydło. Powoli byłem już też za stary na to gówno, więc się ładnie złożyło. W domu mnie pryskali jeszcze, tak lekko, ale od razu z rana więc wkurwiało niemiłosiernie, zrobiłem o to awanturę i się skończyło. Także wspomniania = mixed bag.