Just a regular day at Biedronka

by mikinibenz

6 comments
  1. Mnie to nie przeszkadza. Nie chodzę tam ze względów wizualnych i estetycznych, to nie jest muzeum, tylko na zakupy. Ma być TANIO. Jeżeli mieliby zatrudnić kolejne osoby do porządkowania albo wybudować/wynajmować większe powierzchnie, i przez te koszty zwiększyć ceny, to chyba lepiej żeby było jak jest. Prawda jest taka, że nigdzie nie da się zrobić tak tanich zakupów jak w biedronce, uwzględniając wszystkie dostępne promocje, więc jak kogoś stać to niech sobie idzie robić zakupy gdzieś indziej i wszyscy zadowoleni 

  2. Biedronka wraca do korzeni. Pamiętam, że jak pojawiały się pierwsze Biedronki, gdzieś pod koniec lat 90tych to wchodziło się i wszystko wyglądało jak w magazynie jakiejś hurtowni. Ciemno, wilgotno, trochę półek nastawianych byle jak, a większość rzeczy na paletach pod ścianami.

    W sumie ciekawi mnie dlaczego tak jest, bo rozumiałbym, że jest to wina obsługi konkretnego sklepu, ale znam 4 Biedry, do których raz na jakiś czas zajrzę – 3 w dużym mieście i jedna w małym miasteczku i wszystkie 4 wyglądają właśnie tak, niektóre nieco lepiej, ta w małym miasteczku nawet gorzej chyba – tam to już chyba całkowicie porzucili ideę rozkładania czegokolwiek według jakichś wzorów i wszystko jest wrzucone na półki byle jak, a większość nawet nie rozpakowana tylko wepchnięta na paletach na środku.

    Dla odmiany – najczęściej z tego typu sklepu bywam w Lidlach i na te kilka, które znam – w żadnym nie ma tego problemu, nawet w małym zadupiu jest krystalicznie czysto i wszystko zadbane.

    Przez to ta wojna cenowa Biedra vs Lidl wygląda dla mnie śmiesznie, bo nawet jakby w Lidlu było trochę drożej (a nawet nie jest) to sam wystrój i przyjemność z robienia zakupów jest nieporównywalna. Biedronka na początku była uważana za sklep dla totalnej biedoty – bo taka była rola i postrzeganie dyskontów 25 lat temu – i długo się rozwijali, żeby to postrzeganie zmienić na – normalny, nowoczesny sklep z dobrym asortymentem tylko taniej – a teraz wydaje się jakby im przestało zależeć.

    Kiedyś było inaczej, bo asortyment był mały, po jakieś bardziej wydziwione rzeczy trzeba było iść albo do hipermarketu, albo do delikatesów premium typu Alma – i nie mówię tu o jakichś mega dziwnych rzeczach, a o produktach typu mozzarella czy awokado. Ja tam jeszcze pamiętam czasy, jak po mozzarellę musiałem z rodzicami jeździć do innego miasta bo tam było Tesco, a u nas w mieścinie w żadnym sklepie takich cudów nie było.

    Ale teraz dyskonty nadrobiły, mają ofertę delikatesów z cenami hipermarketów, dlatego i hipermarkety i delikatesy przez ostanią dekadę padają jak muchy.

    A tu wchodzi Biedronka i całą tą mozolną ewolucję wydaje się nagle mieć w dupie i zasrywa wszystko paletami na środku i spleśniałymi warzywami. Nie rozumiem.

  3. Nie zrozumiem nigdy jednego. W biedronce pracują też na nockach. Co oni robią kurw w nocy ? W karty grają ? Za każdym razem jak idę na zakupy to czuję się jakbym w piramidzie w Gizie był. Wszędzie się trzeba przeciskać, towary pozastawiane paletami, co chwilę przepraszają bo chcą widlakiem przejechać, podłoga wiecznie brudna i klejąca, w kasie wiecznie im brakuje pieniędzy „ ma ktoś 20 zł na pół”, w niektórych miejscach śmierdzi jakby człowiek nad włazem do kanału stanął. Kolejka do zwykłych kas zawsze blokuje przejście, bo zaraz za kasami są regały. W tym sklepie czuję się jak w cygańskiej chacie.

  4. Wyobraźcie sobie robić w takim miejscu zakupy na wózku, o kulach czy z innym szeroko pojętym problemem z mobilnością czy niepełnosprawnością, z dzieckiem w wózku itd.
    Wyobraźcie sobie robić w takim miejscu zakupy z pełną sprawnością ale z dużym wózkiem i/lub przy dużym ruchu, w godzinach szczytu. No tragedia, no…
    Syf i tyle.

Leave a Reply