Myślicie że mając typowe spie..dolenie, czytaj od dzieciństwa brak jakichkolwiek umiejętności społecznych, trudności w tak normalnych czynnościach jak zamawianie jedzenie w McDonaldzie czy załatwienie prostej sprawy w urzędzie czy gdziekolwiek, chorobliwa nieśmiałość od urodzenia, duże kompleksy na punkcie wyglądu i przez liczne traumy z dzieciństwa i nie tylko totalny brak pewności siebie i poczucie właśnie wartości na minusie. No i w ogóle lewe ręce do wszystkiego i żeby się domyślić prostej rzeczy to musi trochę czasu upłynąć. No, to czy psychoterapia ma w takim przypadku sens?

Ciągle się zastanawiam czy warto wydać 600 czy 800 zł miesięcznie. Jakby mi to pomogło to ok, ale ja osobiście uważam że jak ktoś rodzi się tak spier..olony pod każdym względem jak ja to już nie ma ratunku. Mogę sobie jedynie trochę ulżyć w samotnej wegetacji, a wszelkie terapie i inne tego typu to tylko strata kasy. Spróbowałbym NFZ ale kolejka 3 lata.

Zapraszam do dyskusji głównie osoby, które również przechodzą przez, sory ale lubię to słowo, spierdolenie i uważają, że nie pasują do tego świata pod żadnym względem.

Ci, którzy są względnie normalni i psychoterapia im pomogła – nie mogę wam zakazać komentarzy i rad, ale no, głównie interesuje mnie zdanie spierdoksów po terapiach i innych takich czy im to jakkolwiek pomogło czy nie.

by PolishManWithZakola

30 comments
  1. Spróbuj, stracisz kilka stówek a będziesz wiedział

    Mi terapia nie pomogła, ale to nie oznacza, że nie pomoże tobie

  2. >(…) jak ktoś rodzi się tak spier..olony pod każdym względem jak ja to już nie ma ratunku.

    >(…) nie pasują do tego świata pod żadnym względem.

    To m.in. są właśnie przekonania, (inny terapeuta nazwie je mechanizmami obronnymi), nad którymi się pracuje podczas psychoterapii. Dobrze, że potrafisz te uczucia/przekonania dość jasno opisywać, bo jeśli kiedyś zdecydujesz się na terapię, szybko będzie nad czym pracować.

  3. Bylem na psychoterapii i mi średnio pomogła, ale nie musi tak być w twoim przypadku – z takimi codziennymi problemami poradziłem sobie głównie sam. Z drugiej strony kilka wizyt u psychiatry i diagnoza która potwierdziła moje przypuszczenia dały mi bardzo dużo, nie mówiąc już o lekach które mi pomagają na codzień.

  4. Literalnie ludzie w Auschwitz: chodzą na sesje terapeutyczne, które pomagają im psychicznie przeżyć jedno z największych piekieł na ziemi
    Spierdoksy z internetu: ehhh nie ma po co iść na terapie mialem trudne dziecinstwo i nigdy nie trzymalem dziewczyny za reke, jestem nie do odratowania ehhh

  5. Idź na terapię, mówię jako osoba, która na taką uczęszcza, ale chcę dodać że samo chodzenie nic nie zmieni. To proces głównie odbywający się poza gabinetem i wymaga sporo pracy (nad naszymi przekonaniami, myślami itd) i w głównej mierze zależy od tego czy jesteś/będziesz zdolny podjąć się takiego trudu. Wiem że to brzmi jak truizm, ale nie wiem czy jestem w stanie to lepiej opisać w i tak przydługim komentarzu.

  6. Takich 2 lewych rąk to nie masz, bo jednak napisałeś ten post. Całkiem też dobrze idzie Ci wysławianie się. Widzę potencjał.

    Zawsze możesz zacząć od pracy z sobą jak jest problem z finansowaniem terapii, z resztą. Jak już kilka osób tu napisało, terapia to nie tylko sesje u terapeuty, a coś nad czym pracujesz w domu. Równie dobrze możesz zacząć od pracy w domu zanim zdecydujesz się terapeutę tylko upewnij się, że bierzesz materiały z dobrych źródeł.

  7. Ex spierdoks here. Wg. tego co sobie wyczytałem nawet te najbardziej specyficzne ‘objawy’ pasowały do osobowości unikającej. Przed spierdoleniem uciekałem w narkotyki i pogorszylem tym sprawę, bo wzniosłem swój brak umiejętności społecznych i osamotnienie na wyższy lvl. Na terapię chodziłem 2 lata i obróciła może życie o 180 stopni. Pomogła z lękami społecznymi, ale przede wszystkim poznałem siebie. Terapię sam przerwałem jak doszło do mnie, że już jestem w stanie sam przeć przez życie, wiem kim jestem, czego chcę, jak to uzyskać i że jestem w stanie to zrobić bez niczyjego wsparcia. Polecam, opłaca się.

    Edit: Naturalnie dzięki terapii również nie czuję już potrzeby, żeby bóle emocjonalne ‘leczyć’ ćpaniem. Sam biorę na klatę nawet te największe bolączki życia, tj. to że zdiagnozowano u mnie rok temu przewlekłą nieuleczalną chorobę.

  8. Terapia pomaga, ale nie zawsze, nie wszystkim, nie każdy rodzaj terapii i nie koniecznie tam gdzie wydaje Ci się że potrzebujesz pomocy.

    Może brzmi to jak zła reklama, ale ja jestem już trzeci raz na terapii. Pierwszy raz jak byłem nastolatkiem i nic mi to nie dało. Druga jak miałem 23-25 lat i byłem w kryzysie. Ta terapia dała mi bardzo dużo. Teraz jestem po raz trzeci (bardziej by zrozumieć siebie niż przez jakiś kryzys). Jest spoko, ale w dużej mierze dla tego że wiem jak sam pracować ze sobą i nie marnuje czasu przy rozmowie. Łatwo też zauważam gdy sam siebie oszukuje, albo staram się zastosować mechanizmy obronne wobec osób/terapeutki. Nie wiedziałbym tego bez poprzednich terapii.

    600-800zł to oczywiście bardzo dużo, ale jak sobie pomyślę na jakie pierdoły czasem wydawałem bez myślenie taką kasę to chyba jednak lepiej zainwestować w swoje zdrowie psychicznie i świadomość, że się próbuje.

  9. Możesz sobie poradzić sam, ale do tego trzeba naprawdę umieć złapać się za ryj i włączyć dyscyplinę.

    Polecał bym zacząć od wzięcia kartek i spisania bez pośpiechu, jakie masz problemy z funkcjonowaniem. Później szczerze się zastanów i napisz, jakie masz problemy emocjonalne i jak wpływają one na te pierwsze (np. wstydzę się dzwonić do urzędu, bo nieracjonalnie czuję, że się komuś narzucam, ogólnie nie potrafię domagać się yego, co mi się “należy”. Albo: boję się, co ktoś sobie pomyśli/że wyjdę na debila itd.).

    Jak już wszystko tak sobie rozpiszesz, to w razie czego masz dobre podwaliny do pracy z terapeutą. Niemniej, przed tym krokiem możesz się zastanowić, czy te twoje problemy postępują z biegiem lat (względem odczuć, ale i powagi ich skutków) i wyobraź sobie, jak będzie wyglądać twoje życia za x lat, jeśli nic z nimi nie zrobisz.

    Jeśli konkluzja dała ci poczucie ognia w dupie, to ponownie: terapia z kimś albo samodzielne działanie polegające na powolutkim i stopniowym robieniu “tych” rzeczy, które ci nie wychodzą lub których się boisz w “normalny” sposób. I tu musisz naprawdę złapać się za ryj i przycisnąć do posadzki, żeby nie uciec wgłąb siebie po jednej kompromitacji itp.

    Jedna ważna rzecz: zrozum i zaakceptuj, że tak naprawdę będziesz UDAWAĆ normalnego i robić coś normalnie tylko na pokaz (trochę jak aktor), ale z czasem powinno ci się udać wchłonąć tę nową “część” siebie, zwłaszcza jeśli zobaczysz, że ci to pomaga. Pamiętaj też, żeby racjonalnie oceniać swoje błędy i wyciągać z nich wnioski — trochę tak, jak nastoletni chłopcy uczą się rozmawiać z dziewczynami, żeby ich nie odstraszyć xD

    I wreszcie: powyższe nie pomoże ci się pozbyć poczucia “bycia spierdolonym”, ale zaskoczę cię pisząc, że mnóstwo ludzi skrywa je w środku. Prawie każdy czuje się niepewnie i nieadekwatnie w jakichś dziedzinach życia i to jest zupełnie ok — ba, mówienie o tym, gdy już wyjdziesz na prostą, jest spoiwem wielu relacji z ludźmi na głębszym poziomie. W praktyce warto po prostu karczować te zarośla, które utrudniają ci realizację własnych celów i zadań.

    Sorki, jeśli napisałem to chaotycznie, ale już mi noga zdrętwiała i muszę wstać z kibla. Jak coś, to pytaj lub pisz.

  10. Bez terapii nic ci sie nie poprawi. Ewidentnie nie masz dość pewności siebie i jesteś na tyle przytłoczony problemami że nie ma opcji żebyś sam sobie pomógł. Najpierw jakaś wspierająca albo nurt humanistyczny, potem pewnie cbt ale generalnie to idziesz na konsultacje do psychologa i on ci mówi na jaką masz iść. Jak masz robotę to idź do internisty na nfz i powiedz że do psychologa potrzebujesz iść i dadzą ci skierowanie, potem cię pokierują. Jak będzie slaby i powie ci że nic ci nie pomoże to idź do innego. Generalnie w poradni zdrowia psychicznego możesz się umówić bez skierowania ale pewnie ze skierowaniem będzie szybciej

  11. > _”uważają, że nie pasują do tego świata pod żadnym względem.”_

    Ja to po prostu zaakceptowałem i robię swoje 😅😉🤫

  12. Logika śliczna, nie chce mi się żyć, ale szkoda mi kasy żeby to naprawić. Pogratulować. W informatyce jest takie powiedzonko, “95% wszystkich problemów komputerowych siedzi przed monitorem” i po tym co tu przeczytałem mam wrażenie że zmiana tego powiedzonka na “za 95% problemów z jakimi się borykasz odpowiedzialna jest osobą którą widzisz gdy patrzysz w lustro” jest boleśnie w punkt. Chciałbym zobaczyć osobę ze złamaniem otwartym w piszczelu która tak samo by się broniła przed pomocą medyczną jak ludzie z problemami psychicznymi na skraju samobójstwa przed pomocą terapeuty, szczególnie w czasach, gdy powszechność problemów psychicznych jest tak wysoka.

  13. od kiedy wykopki są pro-terapia, to bardziej domena tego subu xD

  14. Spierdoks here. Byłam w terapii od 14 do 18 roku życia choć nadal jestem mocno spierdolona (problemy z agresją, depresja ciągnąca się od prawie dekady, ujemna samoocena i wiele innych problemów) to dzięki umiejętnościom nabytym w trakcie terapii byłam w stanie pozbierać się po dwóch latach głębokiej depresji które praktycznie przeleżałam w łóżku, zdać maturę, dostać się na studia, a także mogę normalnie wychodzić z domu i rozmawiać z ludźmi bez ataków paniki

  15. Ma sens. Miałam bardzo podobnie 16 lat temu. Wywodzę się z patologicznej rodziny wielodzietnej. Przemoc fizyczna, psychiczna i ekonomiczna na porządku dziennym. Wyrzutek społeczny, przegryw co jej się zawsze powtarzało, że prawdziwy mężczyzna to, prawdziwy mężczyzna tamto, że jestem beznadziejna i nic w życiu nie osiągne. Wpadłam z deszczu pod rynnę w toksyczną relacje która kulminowała gwałtem. Dzięki latom terapii udało mi się mieć życie społeczne mając 26 lat, zaczęłam odnajdywać siebie, aż wreszcie dzięki latom terapii i pomocy psychiatrycznej odkryłam i zaczęłam radzić sobie ze swoimi zaburzeniami. Mam teraz 2jke wspaniałych partnerów, całe grono znajomych i sama organizuje imprezy dla ludzi podobnych mnie.

    Nie poddawaj się. Nigdy nie jest za późno i dla każdego jest szansa!
    Tklucz to zaakceptować, że nie musimy być tacy jak reszta. Mamy prawo być inni i to samo prawo do szczęścia… I wierz mi. Takich “innych” jest znacznie więcej niż ci się wydaje.

  16. Jak się taki niepasujący urodziłeś to tym bardziej, tylko, że do psychiatry. Osobom w spektrum autyzmu często przyttafia się też depresja.

  17. Warto spróbować, ale ze swojej strony najbardziej polecam leki. Nawet najlepszy na świecie terapeuta nie pomógłby mi gdyby nie leki.

  18. Nie rodzisz się spierdolony, tylko w spierdolonej sytuacji. Oczywiście, że da się to przepracować z terapeutą. Trzeba tylko dobrze trafić i faktycznie regularnie na nią chodzić

  19. Ogólnie to jedna rzecz, że dopiero podczas terapii można zdać sobie sprawę jak bardzo naprawdę jest z tobą źle. W momencie w którym widzisz jakieś problemy i myślisz o terapii to raczej nie wiesz wszystkiego. Poza tym mówi się o terapi, jakby to był magiczny lek na wszystko, a w rzeczywistości terapia to czasem nawet kilka lat. Może poznawczo-behawioralna potrafi być krótsza, nawet parę miesięcy, ale i tak weź pod uwagę, że te 800 zł miesięcznie to może być przez kolejne kilka lat. Jeżeli masz możliwość terapii to korzystaj, albo chociaż zapisz się do kolejki na nfz. Jeżeli masz kiepską sytuację rodzinna to polecam zapoznanie się na własną rękę z zagadnieniami cPTSD, DDD, DDA, niedojrzałych emocjonalnie rodziców, współuzależnienia i cyklów przemocy

  20. Dobra ja prosto z mostu, nie jestem targetem tego posta ale znam wielu ludzi chodzących na terapię:

    Podsumowując – pewne zmiany są, ale cudów nie oczekuj.

    Jak ktoś jest normalnie funkcjonujący na 30% to to nie jest tak że to będzie się z miesiąca na miesiąc podnosić o 10% aż osiągniesz 90-100% i odpuszczasz terapię.

    Z tego co widzę to jest tak –

    ludzie funkcjonują na 30-40%, idą na terapię, pomaga im to w ciągu paru spotkań ogarnąć się na 50-60% ‘normy’ (wiadomo przez poznanie, przetworzenie, metody radzenia, refleksje, odkrycie i nazwanie porblemów, kontrole myśli, odruchów, zależnie od Twojego przypadku i metodologii terapii itp). Ale… Kolejne spotkania nie powodują potem tak wielkich korzyści. Po paru spotkaniach poznajesz pewne metody, obgadujesz główne tematy. I co? I dalej potrzenujesz terapii bo zaprzestanie terapii powoduje często regres. A dodatkowo, po takich przejściach jesteś też często osobą mniej odporną na normalne wydarzenia traumatyczne naturalnie występujące w życiu tak raz na rok i po każdym takim też spada Ci poziom normalnego funkcjonowania (zaburza się twoja barwa i rośnie twój współczynnik przestępczości, pozdro dla kumatych;) ) i potrzebujesz dodatkowego wsparcia więc to dodatkowy powód żeby nie odpuszczać terapii. Ponadto żeby przebić te 70% funkcjonowania i dobić chwilowo do 90% musisz dodatkowo pracować nad sobą samemu poza terapią.

    Więc jesteś on average bardziej wrażliwy, i z mniejszą funkcjonalnością po przejściach. Potrzebujesz potem ciągle terapii żeby te 80% normy nie spadło do 40% po paru miesiącach/latach bez terapii. Z ~15 osób które znam i wiem że chodzą na terapię nikt nie miał przypadku “Terapie odmieniła moje życie w taki sposób po paru miesiącach, że jestem inną osobą, ogarniętą życiowo, już od 5 lat nie potrzebuje terapii a moje życie jest pod moją kontrolą”. Raczej to jest “terapia pomaga mi funkcjonować normalnie i przetwarzać moje problemy. A one są chyba cały czas więc dobrze że mam terapię co tydzień od 5 lat, to mi pomaga na bieżąco.”

  21. 600zł miesięcznie? Damn, chce kontakt

    Edit: chodziłam na terapię 7lat i musiałam przerwać bo przestało mnie stać na nią i leki

  22. Terapia nie pomoże, jeśli nienawidzisz jak ktoś obcy ci udziela rad i czujesz uczucie buntu jak ktoś próbuje ci układać życie.

    Miałem podobne problemy z fobią społeczną, które na szczęście zanikły przed 30stką.

    Trzeba się wypalić w pewnym momencie aby zrozumieć, że to wszystko nie ma żadnego znaczenia i przestać odczuwać emocje z tym związane. Wtedy następuje prawdziwe katharsis czyli uczucie czystej obojętności i wyjebania na świat.

    Jeszcze 5 lat temu bałem się zrobić zakupy w biedronce bo miałem tak silną fobię, a ostatnio nie miałem reklamówki na buty do pracy więc spakowałem je do worka na śmieci i trzymając ten worek przejechałem pół miasta w tramwaju. I nie czułem nic, totalnie nie obchodziło mnie zdanie innych ludzi. Wspaniałe uczucie.

  23. No nie wiem kurwa, pamiętam podobne thready od <2008 wczesnego przygrywizmu z /r9k/. I wiesz co, pisanie o tym jak jest się spierdolonym na pewno przynosi gorsze efekty niż np. pójście na terapię xD

    Z opisu wynika, że nie startujesz tutaj z niczym unikalnym. Ot, kolejny koleś wysoko na skali wrażliwości / zahacza o spektrum autyzmu. Nie, to nie są rzeczy które w trymiga przepracujesz z dowolnym terapeutą. To bardziej lata odkręcania schematów i uczenia się nowych (oraz nauczenia się, że taka nauka jest w ogóle możliwa). Będzie to jednak bardziej produktywne niż spędzenia podobnej ilości czasu, jeśli nie dłużej, na rozgrzebywaniu “jaki to nie jestem zepsuty” i “terapeuta mnie nie zrozumie”. Możesz mi wierzyć ale ta druga opcja jest o wiele bardziej wykańczająca i powolna.

  24. ja kiedy mam cie w dupie i chce zebys spierdalal:

    “LECZ SIE CZLOWIEKU”

    ….gdzie, do kogo? nie wazne!

    “LECZ SIE!”

    a transfob do osoby trans tak:

    “to sie leczy! do psychiatry!”

    “wiem, tam dostalam diagnoze i terapie hormonalna”

    “LEEEECZ SIE REEEEE”

  25. Jak uważasz, nie lubię ludzi którzy nie potrafią zrozumieć innych ludzi, od razu sugerują terapie

  26. Protip: terapia nie jest dla każdego. Śmiem twierdzić że nawet dla większości ludzi.

    Czasami trzeba brać piguły i tyle.

  27. Terapia bywa pomocna. Jeśli nie potrafisz sam ogarnąć pewnych spraw ze względu na na przykład wkodowane:
    – przekonania że jesteś gorszy – Polacy jako naród są straumatyzowani ogólnie przez historię
    – katolicką indoktrynację – katolicyzm to jedna z najgorszych sekt chrześcijańskich, samo cierpienie, ból, umartwianie się, strach przed jakimś wyimaginowanym “piekłem”
    – durne przekonania głupich rodziców – cóż

    To akurat terapia może być dobra, nie ma się czego wstydzić.

    Sam akurat przeszedłem drogę ucząc się krytycznego myślenia i logicznego wnioskowania, boga nie ma, to pierdoły dla ciemnoty, zerwałem kontakty z toksyczną kato-rodziną ciemniacką, teraz żyję sobie dobrze i jest ok:)

    Polecam youtube kanałów:
    – Śmiem Wątpić
    – Karol Fijałkowski
    – Światowid
    – Jerzy Bokłażec

    I podobne

  28. Z doświadczenia mojego i bliskich: terapia naprawdę dobrze pomaga osobom, które mają niewielkie lub średnie problemy emocjonalne, trochę kompleksów, jakieś problemy w relacjach miedyzludzkich, ale ogólnie radzą sobie dobrze w życiu i nie mają głębszych zaburzeń psychicznych. Mam koleżanki, które przeszły terapię z powodów takich jak zbyt niska samoocena, delikatna nieśmiałość, nieumiejętność stawiania granic itd i te dziewczyny rozkwitły po terapii.
    Natomiast osoby z poważniejszymi chorobami lub zaburzeniami emocjonalnymi to inna bajka. Jako osoba która w najgorszych momentach choroby traci kontrolę nad własnym umysłem, myślami i głosami które slyszy w głowie uważam, że leki są niektórym osobom po prostu niezbędne, a terapia może trochę podnieść komfort życia, ale nie zrobi z nas magicznie “normalnych” ludzi. Jak mam brać czynny udział w terapii gdy w głowie mam taki hałas i niepowstrzymany natłok okropnych natrętnych myśli, że nic się przez to nie przebija? Mam okresy w których nie jestem w stanie w rozmowie powiedzieć więcej niż “tak” “nie” i “mhm” bo mój mózg odpala radio z okropnościami na pełen regulator, przez co po prostu nie jestem w stanie myśleć, nie mam przestrzeni na sformułowanie myśli, a do tego ciało wariuje. Dodatkowo mam wtedy silną paranoję, jestem przekonana że wszyscy chcą mnie skrzywdzić, łącznie z terapeutą. Jak w takiej sytuacji ma zadziałać terapia?

    Podobnie z osobami, które mają gleboko zakorzenione emocjonalne problemy, mam wrażenie że niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, jak silne mogą być takie rzeczy i niemal niemożliwe do zmiany.

    Terapia to tylko jedno z narzędzi, nie należy jej idealizować i wierzyć, że załatwi nam wszystko, bo to prosta droga do rozczarowania. Muszą do tego dojść nawyki takie jak uprawianie sportu, w miarę zdrowa dieta, pasje, relacje społeczne, praca, relaks itd. W tych ostrzejszych przypadkach uważam że niezwykle ważna jest akceptacja swojej odmienności i delikatności, odpuszczenie dążenia za wszelką cenę do bycia “normalnym”, a jednocześnie zrozumienie, że mierzymy się z problemami które mimo że nie są aż tak powszechne to nadal są ludzkie i normalne i że nie jesteśmy potworami czy przegrywami, po prostu nasza psychika z tych czy innych powodów działa trochę inaczej niż u większości osób.

Leave a Reply