Czasu PRL to czas największej kreatywności. Zrobienie czegoś z niczego- to był prawdziwy wyczyn! Niektóre z tych dań goszczą w polskich domach do dzisiaj, inne pozostały zapomniane. Pamiętasz je wszystkie?
Mortadela w panierce to jest sztos jakich mało. Danie Bogów.
Nosz… ledwo co obiad zrobiłem na jutro a mi o 9 artykuł przypomniał o babie ziemniaczanej.
Ech, najwyżej w tygodniu zrobię, tylko ziemniaki dobre muszę znaleźć
Z takich PRL-owych dań to jeszcze pamiętam:
-kanapka z pomidorem i cukrem (wiem, wiem, ale z takim mięsistym, malinowym pomidorkiem nawet znośne było)
-kanapka z plasterkiem jabłka i cukrem,
-zupa mleczna z kaszą gryczaną
-kiszka ziemniaczana (placki ziemniaczane we flaku)
-chleb z pastą paprykową (taką węgierską, w tubce)
Wiele z tych dań wywoła prędzej traumę niż nostalgię. Chleb z solą, czy “wodzionka” to sposoby na zagospodarowanie bardzo ograniczonych zasobów, które trudno z powagą nazwać potrawami.
Nie wiem czy PRLowskie, bo się urodziłem dużo później. Jednak moja mama robi taka zupę.
Zacierki na mleku podane z ziemniakami i skwarkami lub/i z smażoną na brązowo cebulką.
Posolić ziemniaki, posłodzić zupę i o ja pierdole jakie to dobre. Normalnie penisy latają za oknami.
Edit. Jadłem to dzisiaj. Zawsze to dla mnie miało taki PRLowski klimat.
Edit2. Ziemniaki obowiązkowo tłuczone i na oddzielnym talerzu.
Lorneta z meduzą to DWIE setki (albo pięćdziesiątki) i galart. Jedna setka to by była luneta z meduzą.
Catering GIT (grubo i tłusto ) tamtych czasów.
Nie wiem, czy to stricte PRL, ale: kotlet z sera.
Bierze się gruby plaster żółtego sera (powiedzmy 1cm), panieruje w jajku i bułce i smaży na tłuszczu aż panierka będzie przysmażona, a po rozkrojeniu środek ciekły. Wcina jako kotlet, czyli z ziemniakami, surówką itd.
Ja uwielbiam, niestety mój woreczek żółciowy znacznie mniej.
Wodzianka w wersji ze stopionym serem żółtym to słowacka „česnačkova”. Bardzo popularna, zanawiam za każdym razem na południu.
No, chleb ze śmietaną i cukrem się jadło za dzieciaka. Im bardziej tłusta śmietana tym lepsza lol
Makaron z owocami i śmietaną/jogurtem też.
Makaron z twarogiem i skwareczkami z cebulką. Mmmm.
Chleb z masłem/margaryną i natką pietruszki. Bardzo dobre nawet dziś, tylko że za dobry chleb trzeba srogo zapłacić. Podobnie jak za dobre masło.
Zupa szczawiowa.
Bryndza – ziemniaki smażone na smalcu, można nią napełnić pierogi.
Placki, gdzie do rozrobionej masy dodajemy startego seria i resztki jakiegolwiek mięsa, groszek konserwowy i majeranek. Podawać wyłącznie z keczupem włocławka.
Mięso oddzielone od kości po rosole, posiekane drobno i podsmażone z cebulą jako farsz do nalesników.
Stary Chleb/Bułki namoczone jajkiem i mlekiem, usmażony pod przykryciem na patelni.
14 comments
Czasu PRL to czas największej kreatywności. Zrobienie czegoś z niczego- to był prawdziwy wyczyn! Niektóre z tych dań goszczą w polskich domach do dzisiaj, inne pozostały zapomniane. Pamiętasz je wszystkie?
Mortadela w panierce to jest sztos jakich mało. Danie Bogów.
Nosz… ledwo co obiad zrobiłem na jutro a mi o 9 artykuł przypomniał o babie ziemniaczanej.
Ech, najwyżej w tygodniu zrobię, tylko ziemniaki dobre muszę znaleźć
Z takich PRL-owych dań to jeszcze pamiętam:
-kanapka z pomidorem i cukrem (wiem, wiem, ale z takim mięsistym, malinowym pomidorkiem nawet znośne było)
-kanapka z plasterkiem jabłka i cukrem,
-zupa mleczna z kaszą gryczaną
-kiszka ziemniaczana (placki ziemniaczane we flaku)
-chleb z pastą paprykową (taką węgierską, w tubce)
Wiele z tych dań wywoła prędzej traumę niż nostalgię. Chleb z solą, czy “wodzionka” to sposoby na zagospodarowanie bardzo ograniczonych zasobów, które trudno z powagą nazwać potrawami.
Nie wiem czy PRLowskie, bo się urodziłem dużo później. Jednak moja mama robi taka zupę.
Zacierki na mleku podane z ziemniakami i skwarkami lub/i z smażoną na brązowo cebulką.
Posolić ziemniaki, posłodzić zupę i o ja pierdole jakie to dobre. Normalnie penisy latają za oknami.
Edit. Jadłem to dzisiaj. Zawsze to dla mnie miało taki PRLowski klimat.
Edit2. Ziemniaki obowiązkowo tłuczone i na oddzielnym talerzu.
Lorneta z meduzą to DWIE setki (albo pięćdziesiątki) i galart. Jedna setka to by była luneta z meduzą.
Catering GIT (grubo i tłusto ) tamtych czasów.
Nie wiem, czy to stricte PRL, ale: kotlet z sera.
Bierze się gruby plaster żółtego sera (powiedzmy 1cm), panieruje w jajku i bułce i smaży na tłuszczu aż panierka będzie przysmażona, a po rozkrojeniu środek ciekły. Wcina jako kotlet, czyli z ziemniakami, surówką itd.
Ja uwielbiam, niestety mój woreczek żółciowy znacznie mniej.
Wodzianka w wersji ze stopionym serem żółtym to słowacka „česnačkova”. Bardzo popularna, zanawiam za każdym razem na południu.
No, chleb ze śmietaną i cukrem się jadło za dzieciaka. Im bardziej tłusta śmietana tym lepsza lol
Makaron z owocami i śmietaną/jogurtem też.
Makaron z twarogiem i skwareczkami z cebulką. Mmmm.
Chleb z masłem/margaryną i natką pietruszki. Bardzo dobre nawet dziś, tylko że za dobry chleb trzeba srogo zapłacić. Podobnie jak za dobre masło.
Zupa szczawiowa.
Bryndza – ziemniaki smażone na smalcu, można nią napełnić pierogi.
Placki, gdzie do rozrobionej masy dodajemy startego seria i resztki jakiegolwiek mięsa, groszek konserwowy i majeranek. Podawać wyłącznie z keczupem włocławka.
Mięso oddzielone od kości po rosole, posiekane drobno i podsmażone z cebulą jako farsz do nalesników.
Stary Chleb/Bułki namoczone jajkiem i mlekiem, usmażony pod przykryciem na patelni.
w aldi jest warszawski blok czekoladowo chałwowy.
Mmmmmm zupa szczawiowa!