Są w Polsce gminy, zwykle niewielkie wioski, skąd wszyscy młodzi ludzie już dawno pouciekali do większych miast i wszyscy mieszkańcy są powyżej sześćdziesiątki. Nic dziwnego że tam dzieci nie przybywa.
We Włoszech problem opuszczonych w ten sposób miast jest na trle poważny, że można tam “wykupić” budynek za symboliczne €1 jeśli zobowiąże się do jego remontu i zamieszkania.
inb4 nalot “znawców życia” z Uniwersytetu Chłopskiego Rozumu, którzy wyłożą swoje “mądrości” (poparte jakże głębokimi analizami naukowymi) na temat TFR:
– “*dzieci się nie rodzą bo nie ma mieszkań i są za drogie*” (nope)
– “*dzieci nie ma bo ludzi nie stać na dzieci*” (nope)
– “*ludzie będą rodzić dzieci jak dzięki PrAcY zDaLnEj będzie można mieszkać w Wypiździowe Większym, w którym nic nie ma, ach dlaczego te okrutne korpo nie chcą dawać nam pracy zdalnej, przecież to takie wybawienie*” (nope)
I dobrze ❤️
I’m mniej polaków tym lepiej.
Wydaje mi się że jest to dość naturalna faza urbanizacji, wieś po za wątpliwa zaletą rekreacji nie ma nic do zaoferowania, brakuje tam pracy, sklepów, szkół, miejsc rozrywki(Nie, remiza się nie liczy ) j a k I e j k o l w I e k infrastruktury miejskiej, czasem bez auta nawet z takiego zadupia się nawet wydostać nie da.
Osobiście uważam że nawet taka sprzedaż domów za 1 zł by nie zdała egzaminu, na wsi po prostu niczego nie ma, nic.
No przepraszam jest, komary i obrzydliwa nuda.
Ludzie uciekną, długi zostaną.
glupi tytuł, są gminy gdzie mieszka 100 osób, to ile ma się tam dzieci rodzić rocznie?
Jedyny wskaźnik który ma znaczenie w rozmowie o demografi to dzietność (total fertility rate)
Gdzie wady?
Tak musi być w społeczeństwie, które ewoluowało z gospodarki rolnej do usługowo-przemysłowej. Jedynym ratunkiem mogłoby być rozbudowywanie siatki transportowej która sprawi, że część z dotychczas wiejskich gmin przekształci się w de facto przedmieścia większych ośrodków, jeśli będą oferować dogodny czas dojazdu do miasta. Natomiast dla niektórych z gmin, szczególnie tych na granicy z Rosją/Białorusią czy Ukrainą, nie ma obiektywnie ratunku i trzeba się z tym pogodzić, zresztą może to i lepiej, że się wyludniają, bo potrzebujemy w tych miejscach pasa “ziemi niczyjej” o funkcji obronnej.
Ja pochodze z malej wioski w Malopolsce. Szkola i najblizszy sklep oddalony o 4 km, a teren bardzo gorzysty, wiec malo kto chcialby przechodzic to na nogach. Cale dziecinstwo opieralam sie na lasce rodzicow, zeby mnie zawiezli do szkoly/znajomych. Jak mialam ochote na milky waya to nie mozna bylo wyjsc do sklepu, bo daleko i niebezpiecznie (nielegalnie jezdzace po naszej lokalnej drodze tiry + brak chodnika). Na tym terenie rower to wyzwanie, jedna slaba pizzeria w okolicy, nie bylo co robic. Zadupie komunikacyjne, po zlikwidowaniu PKS zostaly tylko pojedyncze kursy do miasta powiatowego (przystanek daleko od domu). W liceum mieszkalam juz w internacie w duzym miescie.
Uwielbiam komfort duzego miasta, wszedzie mam blisko, zawsze moge gdzies isc, sklep pod nosem, duzy wybor restauracji, jak chce posiedziec wsrod przyrody to mam parki albo wyjazd kawalek za miasto w weekend. Mogliby mi zaplacic, a i tak nie wrocilabym na wies.
edit: Oczywiscie pracy nie ma, miasto powiatowe 30km dalej, ale wiekszosc ludzi pracuje w Krakowie. Jak moj ojciec, ktory dzien w dzien przez cale zycie spedza pare godzin w samochodzie.
W ponad 150 szkołach podstawowych w Korei Południowej nie ma ani jednego pierwszoklasisty.
12 comments
Są w Polsce gminy, zwykle niewielkie wioski, skąd wszyscy młodzi ludzie już dawno pouciekali do większych miast i wszyscy mieszkańcy są powyżej sześćdziesiątki. Nic dziwnego że tam dzieci nie przybywa.
We Włoszech problem opuszczonych w ten sposób miast jest na trle poważny, że można tam “wykupić” budynek za symboliczne €1 jeśli zobowiąże się do jego remontu i zamieszkania.
https://forsal.pl/nieruchomosci/aktualnosci/artykuly/9389072,domy-za-1-euro-kolejna-gmina-we-wloszech-oferuje-nieruchomosci-po-symbolicznej-cenie.html
Tylko żeby nie było, rzeczywiste koszta są dużo większe, ale i tak ciekawy sposób na przyciągnięcie ludności.
https://businessinsider.com.pl/wideo/kupili-naprawde-zniszczony-dom-za-1-euro-we-wloszech-oplacalo-sie/15mvpe9
inb4 nalot “znawców życia” z Uniwersytetu Chłopskiego Rozumu, którzy wyłożą swoje “mądrości” (poparte jakże głębokimi analizami naukowymi) na temat TFR:
– “*dzieci się nie rodzą bo nie ma mieszkań i są za drogie*” (nope)
– “*dzieci nie ma bo ludzi nie stać na dzieci*” (nope)
– “*ludzie będą rodzić dzieci jak dzięki PrAcY zDaLnEj będzie można mieszkać w Wypiździowe Większym, w którym nic nie ma, ach dlaczego te okrutne korpo nie chcą dawać nam pracy zdalnej, przecież to takie wybawienie*” (nope)
I dobrze ❤️
I’m mniej polaków tym lepiej.
Wydaje mi się że jest to dość naturalna faza urbanizacji, wieś po za wątpliwa zaletą rekreacji nie ma nic do zaoferowania, brakuje tam pracy, sklepów, szkół, miejsc rozrywki(Nie, remiza się nie liczy ) j a k I e j k o l w I e k infrastruktury miejskiej, czasem bez auta nawet z takiego zadupia się nawet wydostać nie da.
Osobiście uważam że nawet taka sprzedaż domów za 1 zł by nie zdała egzaminu, na wsi po prostu niczego nie ma, nic.
No przepraszam jest, komary i obrzydliwa nuda.
Ludzie uciekną, długi zostaną.
glupi tytuł, są gminy gdzie mieszka 100 osób, to ile ma się tam dzieci rodzić rocznie?
Jedyny wskaźnik który ma znaczenie w rozmowie o demografi to dzietność (total fertility rate)
Gdzie wady?
Tak musi być w społeczeństwie, które ewoluowało z gospodarki rolnej do usługowo-przemysłowej. Jedynym ratunkiem mogłoby być rozbudowywanie siatki transportowej która sprawi, że część z dotychczas wiejskich gmin przekształci się w de facto przedmieścia większych ośrodków, jeśli będą oferować dogodny czas dojazdu do miasta. Natomiast dla niektórych z gmin, szczególnie tych na granicy z Rosją/Białorusią czy Ukrainą, nie ma obiektywnie ratunku i trzeba się z tym pogodzić, zresztą może to i lepiej, że się wyludniają, bo potrzebujemy w tych miejscach pasa “ziemi niczyjej” o funkcji obronnej.
Ja pochodze z malej wioski w Malopolsce. Szkola i najblizszy sklep oddalony o 4 km, a teren bardzo gorzysty, wiec malo kto chcialby przechodzic to na nogach. Cale dziecinstwo opieralam sie na lasce rodzicow, zeby mnie zawiezli do szkoly/znajomych. Jak mialam ochote na milky waya to nie mozna bylo wyjsc do sklepu, bo daleko i niebezpiecznie (nielegalnie jezdzace po naszej lokalnej drodze tiry + brak chodnika). Na tym terenie rower to wyzwanie, jedna slaba pizzeria w okolicy, nie bylo co robic. Zadupie komunikacyjne, po zlikwidowaniu PKS zostaly tylko pojedyncze kursy do miasta powiatowego (przystanek daleko od domu). W liceum mieszkalam juz w internacie w duzym miescie.
Uwielbiam komfort duzego miasta, wszedzie mam blisko, zawsze moge gdzies isc, sklep pod nosem, duzy wybor restauracji, jak chce posiedziec wsrod przyrody to mam parki albo wyjazd kawalek za miasto w weekend. Mogliby mi zaplacic, a i tak nie wrocilabym na wies.
edit: Oczywiscie pracy nie ma, miasto powiatowe 30km dalej, ale wiekszosc ludzi pracuje w Krakowie. Jak moj ojciec, ktory dzien w dzien przez cale zycie spedza pare godzin w samochodzie.
W ponad 150 szkołach podstawowych w Korei Południowej nie ma ani jednego pierwszoklasisty.
[https://www.koreaherald.com/view.php?ud=20240226050665](https://www.koreaherald.com/view.php?ud=20240226050665)
No i git