>Obecnie europejscy konsumenci, zamiast naprawiać popsute sprzęty, często wolą wymienić je na nowe. To dlatego, że naprawy są kosztowne, na rynku brakuje części zamiennych lub producenci, projektując urządzenia, w ogóle nie zakładali możliwości ich naprawy i np. urządzenia są plombowane tak, że nie daje się ich otworzyć.
To nie jest jedyny problem i rozwiązanie go wcale nie zmieni drastycznie opłacalności naprawiania sprzętu.
Nawet w przypadku sprzętu, który da się naprawić, regularnie słyszę od znajomych narzekanie i wręcz oskarżanie o oszustwo, gdy nieautoryzowany, wcale nie taki drogi serwis podaje im cenę 800 zł za naprawę wcale nie jakiejś wielkiej usterki w sprzęcie, który oni kupili 3 lata temu za 1200 zł.
Różnica pochodzi stąd, że ten sprzęt był wyprodukowany taśmowo w fabryce w ramach super wydajnego i zautomatyzowanego procesu, a tam gdzie w ramach tego procesu byli potrzebni lidzie, byli to niewykwalifikowani Wietnamczycy zarabiający 5 zł/h lub Chińczycy zarabiający 15 zł/h.
W Polsce naprawia im ten sprzęt wykształcony elektronik zarabiający znacznie więcej, a serwis nie działa hurtowo. Jeśli naprawa ma zająć pół dnia, to jest to nie tylko pół dnia wynagrodzenia serwisanta, ale na pół dnia zajęte stanowisko pracy (koszt zakupu/wynajmu lokalu) i wszystkich narzędzi jakie ma do dyspozycji (które też kosztowały). Nawet jeśli akurat do tej naprawy używa tylko kilku narzędzi, to w zasięgu ręki ma kilkadziesiąt innych, które musi mieć do innych napraw lub do innego sprzętu. Wszystko to musiało być kupione, a teraz siedzi i „nudzi się” nieużywane przez większość czasu, bo każde z nich jest potrzebne do jednej na X napraw. Linia produkcyjna w fabryce nie nudzi się tylko trzaska setki egzemplarzy na godzinę.
I teraz dopiero do tych wszystkich kosztów stałych (lokal, narzędzia, pracownik) można dodać koszt wymienianych elementów, a na końcu zysk właściciela firmy, który też w przypadku niedużej firmy musi być większy w przeliczeniu na pracownika niż w przypadku masowej produkcji. Serwis z trzema pracownikami musi zarobić na czysto, po odliczeniu wszystkich kosztów, po 3-5 tysięcy na pracownika, żeby cały ten biznes się spinał i uzasadniał poniesione koszty i ryzyko prowadzenia biznesu (bo jego właściciel jako alternatywę ma możliwość po prostu iść do pracy jako serwisant, bez żadnego ryzyka, za kilka tysięcy miesięcznie). Fabryka z 500 pracownikami może zarobić raptem po tysiaku od pracownika i wyjdzie jej z tego 6 mln zysku rocznie.
Super zoptymalizowany (procesowo i kosztowo) proces produkcji na wysoką skalę kontra indywidualna naprawa o niskiej skali zawsze da tak ogromne dysproporcje. Żyjemy w świecie, w którym po prostu wielu rzeczy nie opłaca się naprawiać.
Żyjemy też w świecie, w którym urządzenia są już na tyle skomplikowane i zminiaturyzowane/zintegrowane, że nawet człowiek w typie majsterkowicza nie będzie w stanie ich naprawić (żeby np. poświęcić swój czas i zrobić to samodzielnie zamiast oddawać do serwisu). Mogłeś naprawić pralkę sprzed 20 lat, samochód sprzed 20 lat, czy telewizor kineskopowy sprzed 40 lat, ale dzisiejszego telewizora OLED, telefonu czy smartwatcha nawet ogarnięty majsterkowicz nie ma szans naprawić.
A czy Polska planuje coś zrobić z firmą Newag, która obecnie zamiast gigantycznej kary ma gigantyczne zamówienia od państwa? :p
Może zajmijmy się własnym podwórkiem.
Unia wykończy biedne firmy!!!!
Najpierw wszyscy producenci napojów musieli wydać tryliardy na nowe maszyny z zakrętkami, teraz giga korporacje nie będą mogły produkować nienaprawialnego gówna!
Z czego one będą żyły?!?! Nie pozostaje nic innego jak subskrypcja na lód w zamrażarce i mirkotransakcje w pralce!
Masz mocne 70% racji.
Bardzo wiele tanich sprzętów nie opłaca się naprawiać. Jest tylko poza cała masą tanich rzeczy kuupa drogiego sprzętu w którym mała usterka może oznaczać że nie będzie się go dało dalej używać.
Przykład: port USB c w telefonie. Przy cenie iPhona wynoszącej jakieś 7000 zł wymiana portu, nawet z lutowaniem, kosztująca 500 zł będzie opłacalna.
Nie mówiąc o wymianie baterii czy ekranu
Dalej. W płycie indukcyjnej Electroluxa poszedł mi sterownik. Wymiana teoretycznie banał bo to kwestia kilku śrubek i można wymienić całą płytę…. Jak by były łatwo dostępne.
Samochody! Powoli l, zwłaszcza z elektrykami zbliżamy się do świata w którym tylko autoryzowane serwisy będą mogły dokonywać “napraw”. W cudzysłowie bo wymiana całego zespołu części to nie naprawa a ASO nic więcej nie potrafi albo nie będzie mogło robić. Części przecież są sprawowane z komputerem i komputer je aktywuje tylko jeżeli będą oryginalne i montowane przez ASO… Wszystko w imię bezpieczeństwa i prywatności
Jak ktoś nie wierzy polecam poczytać o maszynach Jhon Deer co tam się odwala.
Także prawda, oleda czy nawet TV LCD nikt naprawiać nie będzie ale jest wiele innych produktów które miło by było móc.
4 comments
>Obecnie europejscy konsumenci, zamiast naprawiać popsute sprzęty, często wolą wymienić je na nowe. To dlatego, że naprawy są kosztowne, na rynku brakuje części zamiennych lub producenci, projektując urządzenia, w ogóle nie zakładali możliwości ich naprawy i np. urządzenia są plombowane tak, że nie daje się ich otworzyć.
To nie jest jedyny problem i rozwiązanie go wcale nie zmieni drastycznie opłacalności naprawiania sprzętu.
Nawet w przypadku sprzętu, który da się naprawić, regularnie słyszę od znajomych narzekanie i wręcz oskarżanie o oszustwo, gdy nieautoryzowany, wcale nie taki drogi serwis podaje im cenę 800 zł za naprawę wcale nie jakiejś wielkiej usterki w sprzęcie, który oni kupili 3 lata temu za 1200 zł.
Różnica pochodzi stąd, że ten sprzęt był wyprodukowany taśmowo w fabryce w ramach super wydajnego i zautomatyzowanego procesu, a tam gdzie w ramach tego procesu byli potrzebni lidzie, byli to niewykwalifikowani Wietnamczycy zarabiający 5 zł/h lub Chińczycy zarabiający 15 zł/h.
W Polsce naprawia im ten sprzęt wykształcony elektronik zarabiający znacznie więcej, a serwis nie działa hurtowo. Jeśli naprawa ma zająć pół dnia, to jest to nie tylko pół dnia wynagrodzenia serwisanta, ale na pół dnia zajęte stanowisko pracy (koszt zakupu/wynajmu lokalu) i wszystkich narzędzi jakie ma do dyspozycji (które też kosztowały). Nawet jeśli akurat do tej naprawy używa tylko kilku narzędzi, to w zasięgu ręki ma kilkadziesiąt innych, które musi mieć do innych napraw lub do innego sprzętu. Wszystko to musiało być kupione, a teraz siedzi i „nudzi się” nieużywane przez większość czasu, bo każde z nich jest potrzebne do jednej na X napraw. Linia produkcyjna w fabryce nie nudzi się tylko trzaska setki egzemplarzy na godzinę.
I teraz dopiero do tych wszystkich kosztów stałych (lokal, narzędzia, pracownik) można dodać koszt wymienianych elementów, a na końcu zysk właściciela firmy, który też w przypadku niedużej firmy musi być większy w przeliczeniu na pracownika niż w przypadku masowej produkcji. Serwis z trzema pracownikami musi zarobić na czysto, po odliczeniu wszystkich kosztów, po 3-5 tysięcy na pracownika, żeby cały ten biznes się spinał i uzasadniał poniesione koszty i ryzyko prowadzenia biznesu (bo jego właściciel jako alternatywę ma możliwość po prostu iść do pracy jako serwisant, bez żadnego ryzyka, za kilka tysięcy miesięcznie). Fabryka z 500 pracownikami może zarobić raptem po tysiaku od pracownika i wyjdzie jej z tego 6 mln zysku rocznie.
Super zoptymalizowany (procesowo i kosztowo) proces produkcji na wysoką skalę kontra indywidualna naprawa o niskiej skali zawsze da tak ogromne dysproporcje. Żyjemy w świecie, w którym po prostu wielu rzeczy nie opłaca się naprawiać.
Żyjemy też w świecie, w którym urządzenia są już na tyle skomplikowane i zminiaturyzowane/zintegrowane, że nawet człowiek w typie majsterkowicza nie będzie w stanie ich naprawić (żeby np. poświęcić swój czas i zrobić to samodzielnie zamiast oddawać do serwisu). Mogłeś naprawić pralkę sprzed 20 lat, samochód sprzed 20 lat, czy telewizor kineskopowy sprzed 40 lat, ale dzisiejszego telewizora OLED, telefonu czy smartwatcha nawet ogarnięty majsterkowicz nie ma szans naprawić.
A czy Polska planuje coś zrobić z firmą Newag, która obecnie zamiast gigantycznej kary ma gigantyczne zamówienia od państwa? :p
Może zajmijmy się własnym podwórkiem.
Unia wykończy biedne firmy!!!!
Najpierw wszyscy producenci napojów musieli wydać tryliardy na nowe maszyny z zakrętkami, teraz giga korporacje nie będą mogły produkować nienaprawialnego gówna!
Z czego one będą żyły?!?! Nie pozostaje nic innego jak subskrypcja na lód w zamrażarce i mirkotransakcje w pralce!
Masz mocne 70% racji.
Bardzo wiele tanich sprzętów nie opłaca się naprawiać. Jest tylko poza cała masą tanich rzeczy kuupa drogiego sprzętu w którym mała usterka może oznaczać że nie będzie się go dało dalej używać.
Przykład: port USB c w telefonie. Przy cenie iPhona wynoszącej jakieś 7000 zł wymiana portu, nawet z lutowaniem, kosztująca 500 zł będzie opłacalna.
Nie mówiąc o wymianie baterii czy ekranu
Dalej. W płycie indukcyjnej Electroluxa poszedł mi sterownik. Wymiana teoretycznie banał bo to kwestia kilku śrubek i można wymienić całą płytę…. Jak by były łatwo dostępne.
Samochody! Powoli l, zwłaszcza z elektrykami zbliżamy się do świata w którym tylko autoryzowane serwisy będą mogły dokonywać “napraw”. W cudzysłowie bo wymiana całego zespołu części to nie naprawa a ASO nic więcej nie potrafi albo nie będzie mogło robić. Części przecież są sprawowane z komputerem i komputer je aktywuje tylko jeżeli będą oryginalne i montowane przez ASO… Wszystko w imię bezpieczeństwa i prywatności
Jak ktoś nie wierzy polecam poczytać o maszynach Jhon Deer co tam się odwala.
Także prawda, oleda czy nawet TV LCD nikt naprawiać nie będzie ale jest wiele innych produktów które miło by było móc.