* Bo pandemia wyświetliła nam możliwą przyszłość. Chodzi mi o to, że postawy analogiczne do obecnych mogą zacząć dominować wobec nadchodzącej katastrofy klimatycznej. Tak jak przyzwyczailiśmy się do wirusa i tego, że umierają ludzie, tak samo możemy się przyzwyczaić do zmian klimatu. Najgorszą rzeczą, jaką teraz robimy, to mówienie ludziom, że z wirusem “trzeba się nauczyć żyć”.*
*Prawie od początku pandemii komunikacja była błędna: byle doczekać do szczepionki, ona wszystko załatwi, to ostatnia prosta, trzymajmy kciuki za naukowców. Teraz mamy szczepionki i nawet w krajach, gdzie 90 procent się zaszczepiło, raczej ciężko mówić o „ostatniej prostej”.*
W sumie po przeczytaniu, nawet ciekawy wywiad.
momentami ten Piotrowski mówi mądrze o tych fanatykach po obu stronach, widać to nawet na r/Polska Dostają tu sraczki jak sie powie, ze szczepionka to nie jest panaceum na wszystko, albo że nie umrzemy przez zmiany klimatu, bo to wszystko jest bardziej skomplikowane
*Owszem. Grozi nam to, że wpadniemy w koleiny wyżłobione przez pandemię.Czyli my, oświeceni, którzy ratują świat przed katastrofą, kontraciemnogród, który kwestionuje naukę. Taka polaryzacja społeczeństwbędzie dużym zagrożeniem dla skutecznej walki ze zmianą klimatyczną.*
edit: zgadzam się też z tym, że podejście tych oświeconych libków prędzej odstrasza ludzi od szczepionek czy robienia czegoś w sprawie klimatu
Mnie lekarz ostatnio powiedział – niedługo to będzie traktowane jak zwykła grypa. Ja się zgadzam, tzn nie wiem jak będzie traktowane, ale… trzeba nauczyć się z tym żyć.
Internetowy random here, ekspert od wszystkiego jak każdy Polak.
Mnie się wydaje że mamy dwie opcje: zaakceptować, że wirus jest, albo okresowo się srać i bawić w jakieś lockdowny srakdowny.
Nie wiem jak wy, bo tu wielu antywolnościowców, ale ja wiem którą opcję preferuję. Życie nie jest od tego, żeby je przeżyć zdalnie
Singapur już tak dawno zrobił
Fun fact. Jest u nas w Polsce taka partia, która jest bardziej tolerancyjna wobec wirusów, niż wobec gejów, czy kobiet.
Wiele osób tutaj ignoruje zupełnie inne kryzysy związane ze zdalnym życiem, dystansem społecznym itd. Jak np problemy psychiczne. Co to za różnica czy ktoś umrze pod wentylatorem (młody zaszczepiony osobnik ma mikroskopijna szanse na to) czy się powiesi? Czy wy rozumiecie ze to jest moneta która ma dwie strony – ratujcie cześć osób (btw najbardziej te które odmawiają wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie) ale jednocześnie tak wyglądające życie niszczy zdrowie psychiczne innych ludzi KTÓRZY NAWET NIE SĄ W GRUPIE RYZYKA. Nie twierdze ze to ma być ważniejsze ale może trzeba zwyczajnie wyważyć te dwie strony medalu?
Bardzo dobry wywiad, i interesująca perspektywa.
Ja od lat mówię, że leżą kolejno: edukacja i informowanie opinii publicznej. W naszym kraju (ale nie tylko) zainteresowanie nauką jest na samym dnie, przykryte gównem i toną mułu. Ile razy słyszałem, kiedy komuś tłumaczyłem jakiś temat, żebym “uprościł i się streszczał”, ja rozumiem starą maksymę (źle przypisaną Einsteinowi tak BTW):
>”Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz”
ale kiedy pytanie dotyczy najbardziej podstawowych faktów na temat nauk ścisłych, gdzie od słuchacza wymaga się jedynie skupienia i lekko wysilonej wyobraźni, to nie ma jak bardziej upraszczać. A duża część naszej wiedzy jest wysoce powiązana, więc jeśli tłumaczysz jedno, to musisz wytłumaczyć drugie, a potem trzecie, czwarte i tak w nieskończoność.
A ludzie, jako gatunek społeczny, głównie motywowany emocjami, źle znosi brak zrozumienia, lub presje społeczne, które każą im wykraczać poza ich możliwości. No i mamy to co mamy. Bez porządnej rewolucji społecznej i kulturowej, to nasze szanse na wędrowanie między gwiazdami oceniam na komicznie niskie.
Komentujący skupiają się na watku pandemicznym, ale sprawa zielonego ładu jest nacznie trudniejsza i poważniejsza.
Nie chcę nadmiernie siać defetyzmem, ale mamy przesrane. Te wzrosty cen pradu czy gazu to dopiero drobne pomruki tego, co nas czeka. Nie da się uratować klimatu (a w ogóle biosfery i siebie) bez radykalnej zmiany. Dekarbonizacja to jest już niewyobrażalne wyzwanie, a jeszcze trzeba przestać jak wariat zużywać tylu surowców. I nie widze najmniejszych szans, żeby to zrobić bez radykalnego spadku poziomu życia, a jeśli nawet nie samego spadku to zupełnei innej filozofii życia. I ludzie będą woleli balować jeden rok dłużej niż zapobiec katastrofie. A potem katastrofa załatwi ten probem sama.
A ja powiem tak. Co do pandemii to czym więcej będziemy się izolować tym więcej będzie zgonów bo będziemy zatracać odporność. Już nie mówiąc o konsekwencjach psychicznych u ludzi w ciągłej izolacji którzy przy każdej możliwej sytuacji będą chcieli się z niej wyrwać. Ale jak to się mówi do pierwszej wojny. Wtedy okaże się że wirus już nie taki straszny i że w ogóle to jak grypa trochę. Poza tym agencja reutera na podstawie badań Forstera bierze pod uwagę że covid był w Europie już w 2019. I jest to wysoce prawdopodobne gdyż mniej więcej od 2/3 kwartału 2019 mamy duży pik wzrostu zachorowań na serce i płuca. Od tamtego momentu szpitale były pełne a i nie brakowało w tamtym czasie wiadomości o specyficznej odmianie grypy etc. Więc moim zdaniem pandemia nie jest taka straszna i będzie tylko lepiej bo w historii wielokrotnie było tak że choroba zaczynając z wysokiego c potem lżała z siły. A co do klimatu to już z 200 lat nie było zmian klimatu więc równie dobrze można zakładać że takowa zmiana następuje. Przykładem zimny wiek 17. Czy załamania pogody z okresu czarnej śmierci. Także warto pamiętać że we wczesnośredniowiecznej Europie zachodniej normalnie występowały tornada. Przykładem zniszczenie Augsburga i rycina wykonana z tego powodu. A mówimy tu tylko i małych odchyleniach nie mówiąc już o dużych zmianach klimatu jak pustynnienie Afryki północnej za czasów późno rzymskich. Nie wspominam o tych anomaliach śnieżnych w Stanach Zjednoczonych które mimo produkcji masowych ilości co2 ochładzają się. Więc wszystko się sprowadza do tego samego. Wszystko tu runie a ludzie i tak się dostosują.
11 comments
A jaką mamy alternatywę? Ale tak, dobra uwaga.
* Bo pandemia wyświetliła nam możliwą przyszłość. Chodzi mi o to, że postawy analogiczne do obecnych mogą zacząć dominować wobec nadchodzącej katastrofy klimatycznej. Tak jak przyzwyczailiśmy się do wirusa i tego, że umierają ludzie, tak samo możemy się przyzwyczaić do zmian klimatu. Najgorszą rzeczą, jaką teraz robimy, to mówienie ludziom, że z wirusem “trzeba się nauczyć żyć”.*
*Prawie od początku pandemii komunikacja była błędna: byle doczekać do szczepionki, ona wszystko załatwi, to ostatnia prosta, trzymajmy kciuki za naukowców. Teraz mamy szczepionki i nawet w krajach, gdzie 90 procent się zaszczepiło, raczej ciężko mówić o „ostatniej prostej”.*
W sumie po przeczytaniu, nawet ciekawy wywiad.
momentami ten Piotrowski mówi mądrze o tych fanatykach po obu stronach, widać to nawet na r/Polska Dostają tu sraczki jak sie powie, ze szczepionka to nie jest panaceum na wszystko, albo że nie umrzemy przez zmiany klimatu, bo to wszystko jest bardziej skomplikowane
*Owszem. Grozi nam to, że wpadniemy w koleiny wyżłobione przez pandemię.Czyli my, oświeceni, którzy ratują świat przed katastrofą, kontraciemnogród, który kwestionuje naukę. Taka polaryzacja społeczeństwbędzie dużym zagrożeniem dla skutecznej walki ze zmianą klimatyczną.*
edit: zgadzam się też z tym, że podejście tych oświeconych libków prędzej odstrasza ludzi od szczepionek czy robienia czegoś w sprawie klimatu
Mnie lekarz ostatnio powiedział – niedługo to będzie traktowane jak zwykła grypa. Ja się zgadzam, tzn nie wiem jak będzie traktowane, ale… trzeba nauczyć się z tym żyć.
Internetowy random here, ekspert od wszystkiego jak każdy Polak.
Mnie się wydaje że mamy dwie opcje: zaakceptować, że wirus jest, albo okresowo się srać i bawić w jakieś lockdowny srakdowny.
Nie wiem jak wy, bo tu wielu antywolnościowców, ale ja wiem którą opcję preferuję. Życie nie jest od tego, żeby je przeżyć zdalnie
Singapur już tak dawno zrobił
Fun fact. Jest u nas w Polsce taka partia, która jest bardziej tolerancyjna wobec wirusów, niż wobec gejów, czy kobiet.
Wiele osób tutaj ignoruje zupełnie inne kryzysy związane ze zdalnym życiem, dystansem społecznym itd. Jak np problemy psychiczne. Co to za różnica czy ktoś umrze pod wentylatorem (młody zaszczepiony osobnik ma mikroskopijna szanse na to) czy się powiesi? Czy wy rozumiecie ze to jest moneta która ma dwie strony – ratujcie cześć osób (btw najbardziej te które odmawiają wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie) ale jednocześnie tak wyglądające życie niszczy zdrowie psychiczne innych ludzi KTÓRZY NAWET NIE SĄ W GRUPIE RYZYKA. Nie twierdze ze to ma być ważniejsze ale może trzeba zwyczajnie wyważyć te dwie strony medalu?
Bardzo dobry wywiad, i interesująca perspektywa.
Ja od lat mówię, że leżą kolejno: edukacja i informowanie opinii publicznej. W naszym kraju (ale nie tylko) zainteresowanie nauką jest na samym dnie, przykryte gównem i toną mułu. Ile razy słyszałem, kiedy komuś tłumaczyłem jakiś temat, żebym “uprościł i się streszczał”, ja rozumiem starą maksymę (źle przypisaną Einsteinowi tak BTW):
>”Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz”
ale kiedy pytanie dotyczy najbardziej podstawowych faktów na temat nauk ścisłych, gdzie od słuchacza wymaga się jedynie skupienia i lekko wysilonej wyobraźni, to nie ma jak bardziej upraszczać. A duża część naszej wiedzy jest wysoce powiązana, więc jeśli tłumaczysz jedno, to musisz wytłumaczyć drugie, a potem trzecie, czwarte i tak w nieskończoność.
A ludzie, jako gatunek społeczny, głównie motywowany emocjami, źle znosi brak zrozumienia, lub presje społeczne, które każą im wykraczać poza ich możliwości. No i mamy to co mamy. Bez porządnej rewolucji społecznej i kulturowej, to nasze szanse na wędrowanie między gwiazdami oceniam na komicznie niskie.
Komentujący skupiają się na watku pandemicznym, ale sprawa zielonego ładu jest nacznie trudniejsza i poważniejsza.
Nie chcę nadmiernie siać defetyzmem, ale mamy przesrane. Te wzrosty cen pradu czy gazu to dopiero drobne pomruki tego, co nas czeka. Nie da się uratować klimatu (a w ogóle biosfery i siebie) bez radykalnej zmiany. Dekarbonizacja to jest już niewyobrażalne wyzwanie, a jeszcze trzeba przestać jak wariat zużywać tylu surowców. I nie widze najmniejszych szans, żeby to zrobić bez radykalnego spadku poziomu życia, a jeśli nawet nie samego spadku to zupełnei innej filozofii życia. I ludzie będą woleli balować jeden rok dłużej niż zapobiec katastrofie. A potem katastrofa załatwi ten probem sama.
A ja powiem tak. Co do pandemii to czym więcej będziemy się izolować tym więcej będzie zgonów bo będziemy zatracać odporność. Już nie mówiąc o konsekwencjach psychicznych u ludzi w ciągłej izolacji którzy przy każdej możliwej sytuacji będą chcieli się z niej wyrwać. Ale jak to się mówi do pierwszej wojny. Wtedy okaże się że wirus już nie taki straszny i że w ogóle to jak grypa trochę. Poza tym agencja reutera na podstawie badań Forstera bierze pod uwagę że covid był w Europie już w 2019. I jest to wysoce prawdopodobne gdyż mniej więcej od 2/3 kwartału 2019 mamy duży pik wzrostu zachorowań na serce i płuca. Od tamtego momentu szpitale były pełne a i nie brakowało w tamtym czasie wiadomości o specyficznej odmianie grypy etc. Więc moim zdaniem pandemia nie jest taka straszna i będzie tylko lepiej bo w historii wielokrotnie było tak że choroba zaczynając z wysokiego c potem lżała z siły. A co do klimatu to już z 200 lat nie było zmian klimatu więc równie dobrze można zakładać że takowa zmiana następuje. Przykładem zimny wiek 17. Czy załamania pogody z okresu czarnej śmierci. Także warto pamiętać że we wczesnośredniowiecznej Europie zachodniej normalnie występowały tornada. Przykładem zniszczenie Augsburga i rycina wykonana z tego powodu. A mówimy tu tylko i małych odchyleniach nie mówiąc już o dużych zmianach klimatu jak pustynnienie Afryki północnej za czasów późno rzymskich. Nie wspominam o tych anomaliach śnieżnych w Stanach Zjednoczonych które mimo produkcji masowych ilości co2 ochładzają się. Więc wszystko się sprowadza do tego samego. Wszystko tu runie a ludzie i tak się dostosują.