>To, co budzi wątpliwości w klubie, to kwestie „atrakcyjności” ustawy dla par różnopłciowych (inaczej osób heteroseksualnych). PSL nie chce, żeby pary, które żyją dziś nieformalnie, odstępowały od decyzji o ślubie na rzecz związków partnerskich.
O to to. Dlatego uważam, że konserwy to największe gamonie. Historia raz po raz uczy, że próba odgórnej walki z postępem społecznym jest jak próba zawrócenia rzeki grabiami. To oczywiste, że społeczeństwo będzie się laicyzowało i będzie coraz bardziej progresywne – przynajmniej pod niektórymi względami – ale właśnie kwestia związków jednopłciowych to jedna z tych rzeczy. To proste – praktycznie całą kulturę popularną i wzorce łapiemy z zachodu – głównie USA i takie też wzorce przyjmujemy.
Gamonie nie rozumieją, że tego nie zatrzymają – mogą co najwyżej opóźnić o kilka czy kilkanaście lat. A już na pewno nie aspirując do miana otwartego, demokratycznego, europejskiego kraju. Może jakby aspirowali do miana Rosji czy Korei Północnej – dyktatur z internetem i mediami trzymanymi żelazną Kamyszową ręką za mordę, to jeszcze.
Myśląc przyszłościowo jedyne co im zostaje to walka o instytucję małżeństwa, która jest przecież z gruntu konserwatywna. Ale nie, oni chcą mieć ciastko i zjeść ciastko – przez co związki homoseksualne i tak wejdą, ale za to instytucja małżeństwa też pójdzie w pizdu i zamiast ciastka zostaną z gównem w ręku (i ustach).
Trzeba było od razu trąbić o sprzeciwie wobec pomysłu jakichkolwiek związkow partnerskich i gaedłować za małżeństwem dla par jednopłciowych. Ale Kosiniak z Kamyszem myśleli, że uda im się przez 100 lat trzymać Polskę jako enklawę bliskiego wschodu tam gdzie im pasuje, jednocześnie udając, że się jest światłym europejczykiem.
Taki chuj, teraz nie będą mieli ani zakazu związków partnerskich, ani utrzymania istotności małżeństwa.
(jak nie teraz to w bliskiej przyszłości)
Żeby było śmieszniej akurat Węgry wprowadzały już pierwsze udogodnienia dla par homoseksualnych w roku 1996, więc wcześniej niż wiele państw zachodnich.
A gdy w Warszawie jeszcze w 2004 czy 2005 zakazywano parad i/lub kończyły się rozpierduchą, w Budapeszcie protesty liczyły zwykle parę osób, a parady odbywały się od 1997 roku.
To prawda, że Orbán przejął od PiS pomysł na straszenie LGBT i niestety trochę mu się to udało, raczej w odniesieniu do osób trans. W czym pomogła też TERFiarska część lewicy. Ale jeśli PSL chce szukać wzorców dla swych poglądów, to musi chyba szukać gdzieś bardziej na wschodzie.
Okej, ale prawna korekta płci jest tam z kolei nielegalna wzorem rosyjskim, więc to żadna oznaka “cywilizacji” tak naprawdę.
3 comments
>To, co budzi wątpliwości w klubie, to kwestie „atrakcyjności” ustawy dla par różnopłciowych (inaczej osób heteroseksualnych). PSL nie chce, żeby pary, które żyją dziś nieformalnie, odstępowały od decyzji o ślubie na rzecz związków partnerskich.
O to to. Dlatego uważam, że konserwy to największe gamonie. Historia raz po raz uczy, że próba odgórnej walki z postępem społecznym jest jak próba zawrócenia rzeki grabiami. To oczywiste, że społeczeństwo będzie się laicyzowało i będzie coraz bardziej progresywne – przynajmniej pod niektórymi względami – ale właśnie kwestia związków jednopłciowych to jedna z tych rzeczy. To proste – praktycznie całą kulturę popularną i wzorce łapiemy z zachodu – głównie USA i takie też wzorce przyjmujemy.
Gamonie nie rozumieją, że tego nie zatrzymają – mogą co najwyżej opóźnić o kilka czy kilkanaście lat. A już na pewno nie aspirując do miana otwartego, demokratycznego, europejskiego kraju. Może jakby aspirowali do miana Rosji czy Korei Północnej – dyktatur z internetem i mediami trzymanymi żelazną Kamyszową ręką za mordę, to jeszcze.
Myśląc przyszłościowo jedyne co im zostaje to walka o instytucję małżeństwa, która jest przecież z gruntu konserwatywna. Ale nie, oni chcą mieć ciastko i zjeść ciastko – przez co związki homoseksualne i tak wejdą, ale za to instytucja małżeństwa też pójdzie w pizdu i zamiast ciastka zostaną z gównem w ręku (i ustach).
Trzeba było od razu trąbić o sprzeciwie wobec pomysłu jakichkolwiek związkow partnerskich i gaedłować za małżeństwem dla par jednopłciowych. Ale Kosiniak z Kamyszem myśleli, że uda im się przez 100 lat trzymać Polskę jako enklawę bliskiego wschodu tam gdzie im pasuje, jednocześnie udając, że się jest światłym europejczykiem.
Taki chuj, teraz nie będą mieli ani zakazu związków partnerskich, ani utrzymania istotności małżeństwa.
(jak nie teraz to w bliskiej przyszłości)
Żeby było śmieszniej akurat Węgry wprowadzały już pierwsze udogodnienia dla par homoseksualnych w roku 1996, więc wcześniej niż wiele państw zachodnich.
A gdy w Warszawie jeszcze w 2004 czy 2005 zakazywano parad i/lub kończyły się rozpierduchą, w Budapeszcie protesty liczyły zwykle parę osób, a parady odbywały się od 1997 roku.
To prawda, że Orbán przejął od PiS pomysł na straszenie LGBT i niestety trochę mu się to udało, raczej w odniesieniu do osób trans. W czym pomogła też TERFiarska część lewicy. Ale jeśli PSL chce szukać wzorców dla swych poglądów, to musi chyba szukać gdzieś bardziej na wschodzie.
Okej, ale prawna korekta płci jest tam z kolei nielegalna wzorem rosyjskim, więc to żadna oznaka “cywilizacji” tak naprawdę.