Wrzucam, bo to niezłe podsumowanie "afery", jaka od paru dni krąży gdzieniegdzie po sieci, a której autorem jest znany z tzw. ziemkiewiczowskiego riserczu Marcin Dobski. Źródło poniższego tekstu.


👉 Naprawdę, myślałem, że nie będę musiał się do tego zniżać, ale widzę, że pisowskie trolle są gotowe łyknąć dosłownie wszystko, co wydali z siebie Dobski i zaraz sprawa “kosmetolożki-agentki” będzie nowym dogmatem, jak te o WSI, Komoruskim, wyprzedaży lasów, Smoleńsku, uchodźcach, Berlinie i tak dalej i tak dalej.

👉 O co chodzi? Otóż pisowcy identyfikujący się jako dziennikarze odkryli, że Tusk ma asystentkę społeczną z Ukrainy. Jest nią 34 letnia Kristina Voronovska, która pracowała w salonie piękności. I przyznam się, że przez dłuższy czas myślałem, że to jest ta afera. Tusk ma asystentkę społeczną z Ukrainy, kobieta jest młoda, atrakcyjna, jest z branży beauty, co sugeruje brak kompetencji, na Instagramie ma “odważne zdjęcia”… przepraszam, ale może w tym miejscu wyjaśnię: ja teraz cytuję argumenty pisowców, ok? To były te argumenty. Że ładna, że ma selfiki, na których pokazuje nogi i tak dalej. Do tego dochodziła warstwa mająca grać na naszych najbardziej obrzydliwych emocjach, tzn. sugerowanie, że Kristina ma z Tuskiem jakiś romans, że “zdobyła stanowisko kręcąc tyłkiem” (to jedno z tych łagodniejszych określeń), że buja się z torebkami Louis Vuitton za “lekko licząc – ponad 10 tys. zł.” (to autor całej “afery” Marcin Dobski – ja znalazłem ten model torebki w sieci za 150-400 zł (zdjęcia poniżej), ale ok). A gdzieś mi mignęło, że ta torebka miała kosztować 25 tysięcy, co śmiało zrównano z tym “ile rocznie traci polski emeryt” – co chyba jasno pokazuje, jaki był prawdziwy cel tej operacji.

👉 Do tego dodajmy klasyczne po stronie pisowskiej propagowanie “szokujących ustaleń” za pomocą internetowych trolli. Najpierw więc Dobski i Nisztor, etatowi “dziennikarze” Partii, publikują “newsa”. Szczegóły historii natychmiast dopowiadają anonimowe konta typu John Bingham, które albo mają dostęp do informacji np. o rodzicach Kristiny, albo potrafią je w kilka minut znaleźć w internecie (zdecydujcie sami). A na koniec “oficjalne” pisowskie media, w których od lat pracują Dobski i Nisztor, publikują to z dopiskami typu “burza w sieci”, “niektórzy komentatorzy w sieci” (wPolityce), “wywołało burzę w mediach społecznościowych” (Gazeta Polska Codziennie), “rozgrzało do czerwoności media społecznośćiowe” (Do Rzeczy) i tak dalej, by sprawić wrażenie jakiejś masowości tej sprawy. Klasyczna zagrywka, której nie powstydziłaby się fabryka trolli w Petersburgu.

👉 Krótko mówiąc: myślałem, że to taki tam atak na tle, że tak powiem, obyczajowym. Sugestia,że premier zatrudnił niekompetentną młodą kobietę, płacąc jej hojnie, co z kolei sugeruje, że ma z nią romans. Żeby nie było: ta sugestia szła w tym przekazie bardzo otwarcie. Fakt, że kobieta jest Ukrainką, a nie na przykład Chorwatką, miał dobrze zarezonować w elektoracie z pogranicza PiS i Konfederosji, dlatego był tak namiętnie podkreślany.

👉 No ale żeby nie było niedomówień, to wyjaśnijmy: pani Kristina jest społeczną asystentką Tuska, co znaczy, że nie pobiera za to wynagrodzenia. Z namiętnie publikowanych przez prawicę zdjęć nie wynika, by prowadziła jakieś ekstrawaganckie żyćko. Nie widać tam też nic “odważnego” – są to zwykłe zdjęcia kobiety w tym wieku, która robi sobie selfiaki, czasem nieco skąpiej się ubierze, pokaże nogi i tak dalej. Jeśli kogoś to szokuje, to ten ktoś nie tylko nie załapał się na ostatnie 35 lat przemian obyczajowych w Polsce, ale chyba nawet na uniwersał połaniecki. Owszem, Kristina pracowała w salonie piękności, ale ma też magisterkę z ekonomii na ukraińskim uniwersytecie i przed przyjazdem do Polski pracowała w banku jako specjalistka. W Polsce nie mogła znaleźć pracy w branży, to poszła do innej – jak bardzo wielu imigrantów (także Polaków na Zachodzie). Choć asystentką Tuska została w maju, to w biurach KO pracowała na etacie już dwa lata temu i według polityków tej partii była ceniona za pracowitość.

👉 No i myślałem, że na tym koniec, ale okazało się, że te dzbany naprawdę chcą z niej zrobić rosyjską agentkę. Poniżej przedstawiam Wam niniejszym chyba wszystkie szokujące rewelacje. Kristina urodziła się w 1989 roku w Polsce, niedaleko radzieckiej bazy wojskowej. Ojciec Kristiny służył w radzieckiej armii. Kristina chodziła do szkoły w rosyjskiej Kalinowce. Kristina zmieniła nazwisko i ma siostrę o jeszcze innym nazwisku. Ta siostra ma na VKontakte kogoś o tym samym nazwisku, kto mieszka w Petersburgu i jest specjalistą od IT. Sama Kristina na VKontakte podaje dalej wpisy ludzi pochwalających putinowską agresję na Ukrainę.

👉 No to po kolei. Tak, jej ojciec był w radzieckiej armii, a po 1991 w ukraińskiej. Dokładnie tak samo jak 100% ukraińskich wojskowych, którzy służyli przed rokiem 1991 w jedynej armii, jaka była wtedy dostępna. Takich szokujących rewelacji można szukać więcej. Ja np. mam sąsiada, który pochodzi ze Stalinogrodu, bo tak w latach 1953-56 nazywały się Katowice. Kristina urodziła się w Polsce także dlatego, że jej dziadkowie byli Polakami, ale o tym już zapomnieli wspomnieć. Dodajmy, że “niedaleko radzieckiej bazy” urodziło się pewnie kilka milionów Polaków, bo radzieckich baz było dużo, a liczba szpitali była skończona. K

👉 Szkoła: tu jest pewna niejasność, bo po sieci lata screen, jakoby chodziła do szkoły nr 2 w Kalinowce w Rosji, ale pracująca z Kristiną radna PO z Warszawy mówi, że owszem, ale chodzi o szkołę nr 2 w Kalinowce… pod Winnicą. Winnica to takie miasto w Ukrainie. Ukraina to taki kraj niebędący częścią Rosji.

👉 Kristina zmieniła nazwisko, bo wzięła ślub i się rozwiodła. Jej siostra ma inne, bo jest siostrą cioteczną, a nie rodzoną. O tym czy ten typ o tym samym nazwisku to jej mąż/brat/kuzyn nie wiemy nic, może to być zbieżność. Z tego, że jest absolwentem państwowego uniwersytetu w Petersburgu (no bo niby jakiego innego?), też nic nie wynika. “Specjalista IT” to pojęcie szerokie. Czyli połączenie idzie tak: typ MOŻLIWE że jest podejrzany i ma to samo nazwisko co jakaś typiara, co MOŻLIWE, że nie jest przypadkowe, a wspomniana typiara to kuzynka Kristiny – ergo: Tusk zatrudnił ruską agentkę. A mówili, że to Piątek ma paranoję.

👉 Dalej: Kristina podała na VKontakte wpis typa pochwalającego rosyjską agresję. Tak. Podała go dalej w 2014 roku. Typ poparł agresję w 2022, nawet sobie zmienił proflowe na Z-tkę.
Kolejne dowody to… nie, czekaj, to koniec. To jest to.

👉 Od siebie dodam coś istotnego. Otóż tak się składa, że musiałem dziesiątki, jak nie setki, razy przeglądać social media różnych podejrzanych osób. Przescrollowałem dosłownie dziesiątki tysięcy postów. I chciałbym uprzejmie donieść, że jeśli ktoś rozsiewa rosyjską propagandę, ma jakieś dziwne powiązania i tak dalej – to naprawdę widać dość jednoznacznie. Tymczasem tutaj Dobski z Nisztorem musieli cofnąć się na profilu Kristiny aż do roku 2014 i max co znaleźli to udostępnienie posta jednego gościa, który osiem lat później okazał się popierać inwazję, jak większość Rosjan zresztą. No więc samo to jest de facto dowodem na to, że tej afery nie ma. Gdyby Kristina miała propagować ruską propagandę albo coś takiego, gwarantuję, że na jej profilach znaleźlibyśmy multum postów, co do których nikt nie miałby wątpliwości.

👉 Oczywiście fakt, że cała ta historia to tanie granie na emocjach, podparte półprawdami, manipulacjami (siostra, a siostra cioteczna, złamanie chronologii w udostępnianiu itd.), nie przeszkodziło pisowcom budować narracji, że oto mamy do czynienia z wielką aferą, która wymaga natychmiastowej reakcji ABW. Jednocześnie szybko zbudowano spin, że wszystkie te opowieści o Macierewiczu czy innych Kownackich to pikuś w porównaniu z Potenżną Aferą Kristiny. Tu może dodam, że Macierewicz bez uprawnień wpuszczał na teren SKW Rosjankę pracującą dla kontrolowanego przez ruskie służby Intouristu, a to nie jest nawet TOP 5 najdziwniejszych rzeczy, które zrobił.

👉 “Idzie olbrzym” – zapowiadał odpalenie afery Dobski. I miał rację. Był to olbrzymi stek kłamstw i dezinformacji, przez które zaszczuto niewinną kobietę. Ha tfu na nich.

by pothkan

1 comment
  1. Fakty dla widzów TV Republika nie mają większego znaczenia. Jest temat i trolle będą to wrzucać wszędzie miesiącami w każdą dyskusję, w każdy post ( coś w stylu “A co z ruską agentką w KPRM?” ).

    Podziwiam, że chciało Ci się bawić w debunking tego bajzlu i dobrze, że coś takiego jest, ale gdybym miał coś poddać krytyce – gdyby rosyjskie służby naprawdę chciały uplasować agenta w otoczeniu premiera ( znaczy – na pewno chcą. Za to im się w końcu płaci 🙂 ), to wyczyściłyby jego socjal media do zera więc argument, że nic w SM nie ma, jest mało przekonujący ( chyba, że da się wykazać, że niczego nie usunięto ). Legendowanie to elementarz w tej branży.

    Szkoda tylko, że tyle szajsu spadło na dziewczynę. No, ale pisowscy mediaworkerzy inaczej chyba nie umieją. Albo wiedzą, że aby utrzymać zainteresowanie swoich widzów, potrzebują w kółko traktować ich najmocniejszymi bodźcami.

Leave a Reply