W Jane Eyre też były zakłady wychowawcze. Zacofany klecha, przejmujący się bardziej długością włosów u dziewczynek niż gruźlicą panującą w tym samym czasie w placówce, wpajał dzieciom zupełnie niepotrzebne farmazony jak czytanie wersów z biblii czy przymusowa modlitwa. Zimna woda, niewygodne łóżka czy ledwo zjadliwe jedzenie miały trzymać dzieci “bliżej Boga”, a te same wychowawczynie, które czytały dzieciom biblie, wyżywały się na niefortunnych jednostkach według swojego widzimisię. Brzmi znajomo, ciekawe czemu.
2 comments
do śmiechu to raczej nie jest
W Jane Eyre też były zakłady wychowawcze. Zacofany klecha, przejmujący się bardziej długością włosów u dziewczynek niż gruźlicą panującą w tym samym czasie w placówce, wpajał dzieciom zupełnie niepotrzebne farmazony jak czytanie wersów z biblii czy przymusowa modlitwa. Zimna woda, niewygodne łóżka czy ledwo zjadliwe jedzenie miały trzymać dzieci “bliżej Boga”, a te same wychowawczynie, które czytały dzieciom biblie, wyżywały się na niefortunnych jednostkach według swojego widzimisię. Brzmi znajomo, ciekawe czemu.