Potrzeba 231 miejsc, żeby rządzić oczywiście.

by AngriosPL

24 comments
  1. Czyli cała kampania będzie się rozgrywać w Warszawie i Katowicach. Ewentualnie w Poznaniu lub Krakowie, o resztę nie ma sensu się bić.

  2. Jaki jest przelicznik głosów elektorskich do populacji?

  3. A potem jakiś senator i tak by złamał zasady i zagłosował na swojego zioma, a nie tego wybranego przez społeczeństwo i tłumaczył to głosowaniem z WC czy z innego miejsca

  4. suma powinna byc 560 (senat plus sejm)

    no i zapomniales podzielic tak miejsc sejmowych zeby na podlasiu wypadalo 4x tyle na mieszkanca co na slasku

  5. Czy Miasto Stołeczne Warszawa, tak jak District of Columbia, nie powinno być oddzielnym okręgiem z własnymi elektorami?

  6. Nie poddawaj im pomysłu. Im szybciej system pseudo-dwupartyjny w TymKraju zdechnie tym dla nas lepiej.

  7. Wczoraj myślałem o wyborach w USA, gdzie właściwie tylko niewielka część społeczeństwa ma wpływ na wynik wyborów (właściwie liczą się tylko swing states, bo to one decyduje o wygranej) i pomyślałem, że wam to potrzebujemy nowego określenia socjologicznego. No bo patrzcie – jak na demokrację to śmieszne, że głos większości ludzi nie ma znaczenia, ale jednak decyzyjna mniejszość jest za duża na oligarchię.

    Pomocne fakt, że ten system elektorski sprawdzał się w XVIII czy na początku XIX w., że względu na czas podróży, długie liczenie głosów w całym kraju etc. 

  8. zakładamy że polacy są jak valve i nie umią liczyć do 3?

  9. Czy ktos moze wytlumaczyc co t z liczby? W ogole nie rozumiem tego systemu

  10. A teraz mniej ludnym województwom dolicz elektorów natomiast bardziej ludnym odejmij i zobacz jaki wynik

  11. Ja sądzę że małopolskie by jednak było beton konserwowe, a lubelskie bardziej mieszane ze względu na Lublin

    A i ciekawa by była wersja z województwami sprzed 1997

  12. Nawet bym nie miał nic co federalizacji Polski. Przeprowadziłbym się do stanu/województwa który mi obieca majmniejsze podatki i najmniej socjalu.

  13. Stany to bardziej kraje członkowskie, a nie województwa. Prędzej można to porównać do UE niż Polski i wtedy to nie wydaje się tak głupie. To trochę tak jakby każdy stan wybierał swojego prezydenta, a później w zależności od populacji głos stanu jest mniej lub bardziej brany pod uwagę dla całej unii.
    Ponieważ stany mają dość dużą swobodę w tym jak działają, ma to jakiś sens. Ale co nie ma sensu, to jak są dzielone te głosy elektorskie. Bo teraz jest wszystko albo nic, więc w stanie który ma 10 głosów I wyniki są 60%-40%, jeden kandydat dostaje wszystkie 10 głosów, a drugi 0, zamiast podzielić proporcjonalnie 6 do 4.

  14. Wypraszam sobie,wolałbym se jaja obciąć tępym zardzewiałym nożem niz zagłosować na pana pomarańczkę.

Comments are closed.