Ukraina domaga się od Polski przekazania myśliwców MiG-29. Mamy jeszcze 14 takich maszyn, ale bez wsparcia sojuszników rezygnacja z nich oznaczałaby istotne osłabienie naszej obronności. Siłom Powietrznym kończą się jednak części zamienne do MiG-29. Ukraińcy zaś są w stanie z tych samolotów zrobić jeszcze dobry użytek w wojnie z Rosją.
W ostatnim czasie stosunki polsko-ukraińskie nie należały do najlepszych. Niedawno prezydent Ukrainy znowu skrytykował Polskę. W tle – spór o samoloty.
Polska nie zgodziła się na przekazanie kolejnych samolotów MiG-29. Ma co do tego konkretne powody.
Nie będziemy też zestrzeliwać rosyjskich rakiet lecących w kierunku Polski nad terytorium Ukrainy.
Nie było chyba innego kraju, który czekałby na wyniki wyborów prezydenckich w USA z takim zainteresowaniem jak Ukraina. Dla Polski klęska Ukrainy może oznaczać czołgi rosyjskie stojące tuż przed naszą granicą. Mimo to dochodzi do napięć między Kijowem a Warszawą.
Na kilka dni przez wyborami w USA prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński, podczas spotkania z liderami wspólnot terytorialnych i obwodów na Zakarpaciu, skrytykował Polskę za to, że – pomimo deklaracji oraz wielu zapewnień – nie dostarczyła Ukrainie wszystkich posiadanych samolotów MiG-29. Dostało się też przy okazji Zachodowi.
Zełeński stwierdził, że od dłuższego czasu Kijów naciska na Warszawę, by maszyny trafiły w ręce ukraińskich sił powietrznych. Polacy znaleźli jednak powód, by ich nie dostarczyć.
– Naprawdę chcieliśmy sprowadzić MiG-i z Polski, ale nie mogli nam ich dostarczyć, ponieważ nie mieli ich wystarczająco dużo, by zabezpieczyć swoją przestrzeń powietrzną. Dlatego zgodziliśmy się z NATO, że sojusz przydzieli Warszawie wsparcie lotnicze. Tak się umówiliśmy. A co stało się później? Czy Polska dała nam samoloty? Nie. Czy znaleźli inny powód? Tak – powiedział prezydent Zełeński.
Zapewnił, że uzgodnił z byłym sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, że Polska otrzyma misję policyjną – tak, jak to się dzieje w przypadku państw bałtyckich. Polegałaby ona na pełnieniu dyżurów przez sojusznicze samoloty nad terytorium Polski. Dodał, że sprawa jest złożona, a o wielu szczegółach nie może mówić publicznie.
Wiadomo tylko, że przekazane przez Polskę samoloty MiG-29 miałyby stacjonować na zachodzie Ukrainy i neutralizować rosyjskie pociski, których Polska nie chce zestrzeliwać.
Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przyznał, że nasz wschodni sąsiad jest w trudnej sytuacji. Zapewnił, że zawsze od przyjaciół i sojuszników można się spodziewać więcej, że staramy się pomóc, ale także jesteśmy krajem frontowym. Nam też Rosja grozi i nie wszystko jest możliwe…
Ukraina desperacko potrzebuje pomocy w odparciu inwazji
Dodał, że jesteśmy jedynym krajem Unii i NATO, który ma Rosję i Ukrainę za sąsiadów, więc Ukraina powinna rozumieć, że my też musimy odstraszać Putina. I zarazem doceniać to, co zrobiliśmy. Daliśmy Ukrainie ciężki sprzęt, m.in. Kraby i więcej czołgów niż Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja, Wielka Brytania razem wzięte. I to wtedy, kiedy nasz sąsiad potrzebował ich najbardziej, czyli w pierwszych miesiącach wojny.
Specjaliści wojskowi podkreślają, że – pomijając wszystkie dotychczasowe napięcia między naszymi krajami – należy zrozumieć Zełeńskiego. Sytuacja na froncie jest trudna, Ukraina desperacko potrzebuje pomocy w odparciu inwazji Kremla. Owa pomoc wciąż jest zaś za mała, a co gorsza – perspektywy pod tym względem nie rysują się zbyt dobrze.
Dlatego tak ważną sprawą dla Kijowa jest pozyskanie samolotów MiG-29 od polskich sił powietrznych. Według Ukraińców potrzeba tych myśliwców “na wczoraj”, a Polska jest gotowa dać je w najlepszym razie “pojutrze”.
Fakt, mamy argumenty, aby tak postąpić. Powód to własne potrzeby obronne. Dlatego sprawa utknęła w martwym punkcie. Z perspektywy wygranych wyborów przez Donalda Trumpa determinacja Zełeńskiego wydaje się zrozumiała.
Ukraiński prezydent chciał pozyskać polskie samoloty, zanim w Białym Domu zasiądzie Donald Trump, który gorliwością w udzielaniu pomocy wojskowej Ukrainie może się nie wykazywać… Na polskie samoloty być może przyjdzie jednak teraz Kijowowi trochę poczekać.
MiG-29 to samoloty, dla których Ukraina ma pilotów i infrastrukturę
Przypomnijmy, że w 2023 r. roku nasz kraj przekazał Ukrainie część posiadanych myśliwców MiG-29. Ani rząd polski, ani MON nie podają liczby przekazywanego sprzętu. Ukraina mogła otrzymać jeszcze kilkanaście zdemontowanych samolotów tego typu, które mogłyby zostać wykorzystane jako magazyn części zamiennych lub zostać przywrócone do stanu gotowości bojowej.
Były ambasador Ukrainy w naszym kraju Wasyl Zwarycz przyznał, że Polska dostarczyła Ukrainie co najmniej 10 samolotów MiG-29 w 2023 r. Są też informacje, że mogło to być 14 maszyn…
Rzecznik lotnictwa ukraińskiego płk Jurij Ihnat, mimo zastrzeżenia, że przekazane przez Polskę myśliwce MiG-29 to samoloty czwartej generacji, które już są przestarzałe, uważa ich przekazanie za historyczny krok.
Podkreśla, że to samoloty, dla których Ukraina ma pilotów i infrastrukturę. Do tego w praktyce maszyny te pełnią ważną rolę “latającej artylerii”. Wyposażone są w kierowane bomby lotnicze z USA i Francji, które mogą być zrzucane z odległości do 40 kilometrów od celu. Dla porównania to maksymalny zasięg współczesnych systemów o kalibrze 155 mm, takich jak polski Krab.
Należy też zwrócić uwagę, że choć Ukraina otrzymuje już samoloty F-16, a w perspektywie może też inne maszyny, jak francuskie Mirage 2000, to maszyny z czasów Układu Warszawskiego będą używane jeszcze długo.
Plany Stanów Zjednoczonych i innych partnerów w kwestii długoterminowego wsparcia obronnego dla Ukrainy mają nawet zawierać klauzulę, z której wynika, że ukraińscy piloci muszą używać radzieckich MiG-ów i suchojów, do kiedy pozwoli ich stan techniczny.
Zdaje się to potwierdzać wypowiedź Lloyda Austina, szefa Pentagonu, który – podczas spotkania w Ramstein we wrześniu 2024 r. – powiedział, że Ukraina wraz ze Stanami Zjednoczonymi i niektórymi europejskimi firmami pracuje nad zamiennikiem pocisków powietrze-powietrze R-27, używanych przez samoloty MiG-29 i Su-27.
Przypomnijmy, że w ciągu najbliższych pięciu lat, jeśli plany się nie posypią, Ukraina ma otrzymać do 90 sztuk F-16. Prezydent Zełeński powiedział, że jego kraj potrzebuje ich 128. Ukraina ma 5 brygad myśliwców (prawie 200 samolotów), w tym 3 brygady złożone z samolotów MiG-29. Pozostałe to Su-27.
Musimy zyskać więcej czasu na zbudowanie zdolności obrony powietrznej
Wołodymyr Zełenski z prośbą o przekazanie kolejnych myśliwców MiG-29 zwrócił się do polskich władz w sierpniu 2024 roku. Podkreślił, że nasze samoloty mogą znacząco wzmocnić ukraińską obronę w trwającym konflikcie z Rosją.
– Polska prawdopodobnie dała nam to, co mogła. Jednak pewne rzeczy w Polsce zostały. Są konkretne kwestie… Bardzo potrzebujemy waszych MiG-ów – mówił podczas konferencji prasowej w Kijowie.
Skończyło się na posądzeniu Polski o szukanie pretekstów, by tych maszyn Kijowowi nie przekazywać.
Polska ma na stanie jeszcze 14 myśliwców MiG-29 i 11 sztuk Su-22, ale te są już mocno przestarzałe i “reanimowane” zaledwie do szkolenia (z braku innych maszyn). Najnowszym nabytkiem polskiego wojska pozostaje 12 samolotów szkolno-bojowych FA-50GF z Korei Południowej, ale maszyny te nie są na razie gotowe do wykonywania misji bojowych.
Będą do tego przeznaczone dopiero kolejne – FA-50PL, których 36 mamy dostać w latach 2025-2028. Pierwsze samoloty F-35 (z 32 zamówionych maszyn) mamy dostać w tym roku, ale pozostaną one w USA i będą służyć do szkolenia pilotów. Do Polski przylecą dopiero za 2 lata. Tak naprawdę do obrony polskiego nieba mamy zaledwie 62 samoloty bojowe (48 F-16 i 14 MiG-29).
– Nasi sojusznicy powinni wysłać do Polski kilka eskadr innych samolotów, by dać nam czas na zbudowanie własnych zdolności, abyśmy mogli przekazać MiG-i, których ukraińscy piloci tak bardzo potrzebują – powiedział Piotr Łukasiewicz, chargé d’affaires polskiej ambasady w Kijowie, w rozmowie z ukraińską agencją prasową Ukrinform.
Tych eskadr na razie nie ma – i nie wiadomo, czy w obecnej sytuacji geopolitycznej, kiedy nie wiadomo, czy nowy prezydent USA rzeczywiście nie zdecyduje się na zmniejszenie liczby wojsk amerykańskich w Europie, w ogóle przylecą.
Wkrótce i tak skończą się części zamienne do MiG-29
Podobnie wygląda sytuacja z zarzutem prezydenta Ukrainy co do braku decyzji o zestrzeliwaniu przez Polskę rakiet rosyjskich jeszcze na terytorium Rosji.
– Władze w Kijowie nieustannie prosiły o zestrzeliwanie rakiet zmierzających w kierunku Polski. Mamy Stryj, mamy tam magazyny gazu. Kraj zależy od dostaw gazu, od tego zależy nasze życie, zwłaszcza zimą… Prosiliśmy o ochronę tylko magazynów w Stryju. Nie mamy wystarczających systemów do ochrony magazynów gazu. Czy Polacy zestrzeliwują rakiety? Nie – mówił Zełeński na wspomnianym wcześniej spotkaniu w Zaporożu.
Podkreślił, że kwestia ta jest uwzględniona w porozumieniu, jakie podpisała Polska z Ukrainą.
Zapisano w nim, że uczestnicy zgadzają się, iż konieczna jest kontynuacja dialogu dwustronnego z innymi partnerami w celu oceny zasadności i wykonalności ewentualnego przechwytywania w przestrzeni powietrznej Ukrainy pocisków rakietowych i bezzałogowych statków powietrznych wystrzelonych w kierunku terytorium Polski.
W odpowiedzi wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przypomniał, że decyzja o zestrzeliwaniu rakiet jest zawsze odpowiedzią całego NATO, nie jednego państwa. Wszelkie działania w tej mierze powinny być podejmowane na szczeblu NATO.
Podkreślił, że dziś takiej decyzji Sojuszu nie ma… Do tego Polska sama nie ma jeszcze wystarczających możliwości do pełnej ochrony własnej przestrzeni powietrznej.
Wcześniej premier Donald Tusk podczas wizyty w Kijowie stwierdził, że nasz kraj mógłby rozważyć tego typu działania, ale przy jednoznacznej współpracy w ramach NATO.
Wydawało się, że w październiku, kiedy przedstawiciele amerykańskiej Komisji Helsińskiej wystosowali apel do prezydenta Joe Bidena o umożliwienie Polsce zestrzeliwania rosyjskich środków napadu powietrznego nad terytorium Ukrainy, będzie w końcu rozstrzygnięcie sojuszu w tej sprawie.
Argumentowali, że wniosek Polski o przechwytywanie i neutralizowanie pocisków nad Ukrainą jest zarówno konieczny, jak i pilny – jako mechanizm wsparcia dla Ukrainy i zabezpieczenia granic NATO.
Czas wtedy nie sprzyjał już podejmowaniu takich decyzji. Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte, który dopiero co objął stanowisko, nie odniósł się do kwestii polskiego wniosku. Dopiero okaże się, czy sprawa będzie w ogóle rozpatrywana.
Przekazanie polskich myśliwców MiG-29 wydaje się jednak najlepszym obecnie rozwiązaniem. Gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak powiedział, że w 2024 r. mogą skończyć się części zamienne do tych samolotów. Nie mamy, skąd ich wziąć… A Ukraińcy mają. Może zatem zamiast rdzewieć powoli w naszych bazach, lepiej niech nasze myśliwce bronią ukraińskiego nieba.


