
Odnoszę wrażenie, że to zjawisko coraz bardziej się nasila. Często narzekamy, że obraz naszego kraju w mediach zachodnioeuropejskich czy amerykańskich jest nieaktualny, groteskowy i wypaczony, ale dokładnie to samo można zaobserwować, kiedy w mediach ogólnopolskich widzi się wiadomości czy reportaże spoza kilku największych miast.
Mieszkam w średnim mieście, chociaż w życiu mieszkałem również w kilku dużych, łącznie z tym największym w Polsce. Jeśli pracuje się na stanowisku specjalistycznym i aktualnie nie szuka się pracy, to różnice w codziennym życiu są naprawdę niewielkie i dotyczą raczej dostępności różnych specjalistycznych usług. Jednak kiedy czytam czy oglądam reportaże ze swojego miasta (czy innych średnich miast, które w miarę dobrze znam) w mediach ogólnopolskich, to mam odczucie, jakby to była relacja z zoo albo z głębi Syberii. Często tacy reporterzy celowo wyszukują najbardziej zaniedbane miejsca i budynki, żeby zrobić im zdjęcia, cytują "fakty" zasłyszane gdzieś pod sklepem monopolowym bez ich weryfikacji czy konfrontowania z rzeczywistością i chętnie układają zdania w różne szydercze bon-moty przebrane za współczucie (którego zresztą nie potrzeba, ponieważ żyje się tutaj zupełnie normalnie).
Czasami też nazwy różnych miast czy regionów Polski są stosowane przez publicystów, dziennikarzy albo komentatorów jako synonimy biedy, beznadziei, zacofania i głupoty – zwykle bez żadnego związku z treścią artykułu, po prostu jako słowo rzucone gdzieś od niechcenia, bez weryfikacji faktów i bez zwracania uwagi na to, że kilkadziesiąt tysięcy, sto kilkadziesiąt tysięcy, a czasami nawet ponad 200 tysięcy osób ma prawo poczuć się urażonych taką "metaforą". Takie niefortunne wypowiedzi już kilka razy zniechęciły mnie do ludzi, których wcześniej ceniłem i uważałem za intelektualistów.
Dostrzegam również, że pojęcie średnich miast zostało już prawie całkowicie wyeliminowane z dyskursu publicznego. Narracja medialna zaczęła dzielić Polskę na "metropolie" (bardzo pompatyczne określenie w naszych warunkach) oraz niezróżnicowaną i zapyziałą "prowincję" – bez jakichkolwiek miejsc pośrednich, o różnym (nie wszędzie takim samym) stopniu rozwoju i jakości życia. Już kilka lat temu mocno mnie uderzyło, kiedy ponadstutysięczny Płock został nazwany "małym miasteczkiem" w artykule na portalu związanym z jedną z najpopularniejszych gazet.
Teraz jest pod tym względem jeszcze gorzej. Oto cytat z tegorocznego artykułu na Onecie: "Sytuacja w mniejszych miastach jest jeszcze bardziej dramatyczna. Mamy coraz więcej miast, które szybko się wyludniają. Są to najczęściej miasta mniejsze, które nie mają nic do zaoferowania młodym ludziom. Do takich można zaliczyć Łódź czy Kielce". Serio? Teraz już nawet Łódź to "mniejsze miasto, które nie ma nic do zaoferowania młodym ludziom"? A miasta mniejsze od wojewódzkich pewnie już nawet nie zasługują na miano miast według tego sposobu myślenia.
Z tego ostatniego przykładu można tylko parsknąć śmiechem, ale taki pogardliwy język kształtuje również postrzeganie rzeczywistości przez wielu ludzi mających wpływ na istotne decyzje i łatwiej potem wytłumaczyć się na przykład z niesprawiedliwego podziału środków z budżetu centralnego.
by netrun_operations
20 comments
No z tą Łodzią i Kielcami to faktycznie pojechali.
A wg mnie zabójcą prawdziwych małych miast nie są takie artykuły tylko rozrzucona zabudowa na “wsiach” a potem rozjeżdżanie tych miasteczek samochodami. W Polsce nie ma (?) tradycji miejskiej zabudowy, tylko zabudowy łanowej 5 km dalej, a potem 3 samochody na rodzinę. Małe miasteczka są tylko po to żeby było gdzie do Lidla przyjechać i żeby narzekać że mało parkingów i czemu przez centrum 20 tys. miasta nie leci droga ekspresowa? Infrastruktury, usług nie potrzeba bo skoro ludzie nie opuszczają swoich posesji inaczej niż samochodem, to mogą podjechać do miasta wojewódzkiego. No i małe miasteczka umierają, ew. są dla turystów jak jest tam coś ładnego.
To nawet widać tutaj, jak ludzie potrafią pisać, że poza wojewódzkimi “nie ma pracy”, podczas gdy ludzie w większości pracują w swojej bezpośredniej okolicy.
Mieszkam teraz na południu Polski, ale pochodzę z miejscowości przy granicy województwa mazowieckiego z warmińsko-mazurskim i jak komuś o tym mówiłem to regularnie słyszałem “A to pod Warszawą, nie?” No nie.
1. Narracja i politycy lubią takie podziały.
2. Wiele małych miast faktycznie traci swoje funkcje.
3. W małych miastach faktycznie jest inna mentalność (<~25000), choć i to sie zmienia czasem.
4. Coraz bardziej w małych i średnich miastach tracimy jeden z większych atutów/cech jakim jest dobra komunikacja miejska. Jak musimy jeździć samochodem to coraz bardziej to przypomina wieś. I tak, to nie jest równomierne zjawisko, ale na pewno zachodzi w pewnych miastach.
Haha, to ostatnie dobre 🤣 Łódź, małe miasto, to jak ja mieszkam w 18 000 mieście to chyba powinniśmy stracić prawa miejskie i dostać status jakoś nie wiem, osiedla? 🤷🏻♂️
A tak serio, co się dziwisz?
Jak powiedziałem znajomym, że wyprowadzam się z Wrocławia to wszyscy bez wyjątku patrzyli na mnie jak na dziwoląga. Co tam jest? Co tam macie za atrakcje? Przecież to dziura!..
Tymczasem, neta mam lepszego niż we Wro, sprawę w urzędzie załatwiam w 15 minut. Jest ciszej, spokojniej na codzień. Za mieszkanie płacę dokładnie połowę tego co we Wrocławiu. Dzieci mają blisko do szkoły i nie muszę ich wozić samochodem, możemy sobie przejść spacerkiem, to samo z zajęciami dodatkowymi. Praktycznie co miesiąc a w lecie kilka razy w miesiącu są organizowane jakieś wydarzenia z czego sporo jest darmowych, więc dzieciaki też się nie nudzą.
Czego brakuje?
Restauracji otwartej po 21. 😐
Klubów, ale jak mam chęć to jadę do Wrocławia i rano wracam.
Kina, ale Multikino jest w sąsiednim mieście, do którego paradoksalnie jedzie się krócej niż z osiedla na którym mieszkałem do kina we Wrocławiu.
Osobiście nie mam zamiaru nigdy wracać do dużego miasta, chyba że życie by mnie do tego zmusiło, natomiast gdybym słuchał opinii moich znajomych mieszkających tam nadal w życiu bym się nie przeprowadził. Jak więc dziennikarze mają nie być uprzedzeni do małych miast, jeśli ludzie mieszkający w dużych miastach, ale i tacy którzy “zasmakowali” dużego miasta po wyprowadzce z małego, które uzależnione od przemysłu rozwiniętego jeszcze za komuny i upadłego wraz z nią zaczęły się wyludniać?
Niestety, ale mamy postępującą warszawizację Polski. W stolicę, która i tak świetnie sobie radzi, pcha się masę środków, a zaniedbuje się mniejsze miasta, a w mniejszym stopniu nawet te wojewódzkie, które nie są jakimś Krakowem czy Trójmiastem. To pogłębia tylko problemy z np. zatrudnieniem na prowincji czy mieszkaniami w stolicy, bo wszyscy ciągną tam. Dlaczego? Gdyby warszawiacy zaczęli się na coś oburzać to mogliby mocno zatruwać życie innym, w porównaniu do ludzi z prowincji. Nieironicznie, przypomina to coraz bardziej model rosyjski (oczywiście w innej skali), gdzie wali się masę kasy w stolicę, żeby mieszkańcy nie przeszkadzali, a prowincji skapuje znacznie mniej. Do tego dochodzi organizacja masy wydarzeń, wieców, konferencji właśnie w Warszawie, przez co jeszcze bardziej pogłębia się odosobnienie reszty.
No i sami wielkomiastowi mam wrażenie są oderwani od problemów ludzi z prowincji. Przykład? Kiedy pojawiają się gdzieś posty, że ktoś szuka pracy 4 miesiąc to nieprzyjemne komentarze są tylko i wyłącznie od osób, które mają w opisie np. Warszawę, Kraków czy Trójmiasto. Piszą, że w takim razie szukający muszą być marnymi kandydatami na pracownika albo, że nie umieją szukać pracy, skoro im to zajmuje tyle czasu. Kompletnie nie przyjmują do wiadomości, że miasto powiatowe to nie to samo, co metropolia.
Uwagi bardzo słuszne. Abstrahując od absurdalnych relacji medialnych, to podróżując po mniejszych miastach (Gorzów Wlkp., Zielona Góra, Częstochowa, Koszalin, metropolie Górnego Slaska) można zetknąć się z kłującą oczy biedą, ludzi zniszczonych transformacją ustrojowo-gospodarczą, zjawiskami które w “większych miastach” zostały częściowo rozwiązane, a częściowo zepchnięte na margines albo zamiecione pod dywan. Dla dziennikarza po wyższej uczelni w Warszawie podróż na przedmieścia Lublina albo Rzeszowa jest bardziej egzotyczna niż wizyta w Londynie czy Tokyo.
Sukces wyborczy PiSu dowartościowujący takie miejsca nie zwiał się znikąd.
Ludzie sami wpadają w myślenie że mniejsze miasta są gorsze. Sam mieszkam w małym mieście i regularnie to słyszę że tutaj “nie ma co robić” “nic się nie dzieje”. Wiadomo od czasu do czasu człowiek chciał by odwiedzić jakąś większą galerię lub kino, ale po prostu się przejadę do dużego miasta. Brakuje mi tylko jakiegoś transportu publicznego lub lepiej zrobionych dróg rowerowerowych. I tyle
Ja właśnie w ostatnich latach zauważyłem odwrót od tego zjawiska, szczególnie w sekcjach komentarzy. Jeszcze to 15 lat temu według TVNu czy jakiś Gazet Wyborczych to w Polsce nie było ani jednego miasta poza Warszawą i było to ewidentne i wręcz przekoloryzowane aż do przesady. Teraz chociaż czasem sie coś słyszy o miejscach takich jak Wrocław, czy Kraków, czasem nawet jest coś z Trójmiasta. Z perspektywy Polski powiatowej to i tak zabawne, ale naprawde i tak idzie to do przodu.
Odnośnie tego Onetu to tutaj widze wine, w samym Onecie i dalszym jego czytaniu. Ten portal od lat jest przepełniony totalnymi bredniami a ostatnio doszły jeszcze artykuły prosto z ChataGPT i scamerskie reklamy. To jest aczytalne, to jest realny odpowiednik AszDziennika.
*Cries in Krosno*
Jako osoba z średnio-malego miasta powiem że wiele rzeczy tutaj zasługuje na pogardę.
To o czym trąbie najgłośniej od zawsze to dziki zachód na rynku pracy. Tak jakby późne lata 90 i wczesne 00 się tutaj nigdy w pełni nie skończyły pod tym względzie. Chujowe płace, smieciowki czy też robota na czarno za każdym rogiem
I tak, nienawidzę pogardy ludzi z większych miast na zasadzie “weź kredyt ~~zmien prace~~ przeprowadź się”. Kurwa rozumiem że to jest jakieś rozwiązanie, ale nie jest one dobre dla każdego. To jest kurwa niesamowite ryzyko że się wyjebiesz na ryj w obcym mieście i zostaniesz na lodzie bez znajomości, sieci wsparcia czy chociaż jakiegoś dziedziczonego majątku.
Kurwa, nienawidzę że rozmowa o dobrobycie Polaków zatrzymuje się na Default City I Big3 a o ludziach tutaj się zapomina.
Edit: Jeszcze przypomniało mi się fajne wideo o [klasizmie w naszym kraju](https://www.youtube.com/watch?v=qAu8BjS89TI), serdecznie polecam bo jest trochę powiązane z tą dyskusją.
“Miastowi”, zwłaszcza z default city, chcą tak widzieć małe miasta i wsie. W TV lecą programy jak ‘Rolnicy z Podlasia’. ‘Chłopaki do wzięcia’ czy ‘Górale’ gdzie pokazuje się jakichś skrajnie niezaradnych ludzi zupełnie tak jakby takich ludzi nie było w dużych miastach.
Niestety, portale i gazety mniejszych miast chętnie się dokładają do takiego stereotypu. Czytasz wiadomości, to jest to przekładaniec z jakichś obrzędów i wydarzeń katolickich (półroczna anabaza z beatyfikacji kogoś, w miasteczku N. uroczyście pierdnął biskup itp), w komentarzach entuzjazm i orgazm; dożynki i andrzejki, lub podobne z udziałem koła gospodyń wiejskich, w komentarzach emeryci ze wspomnieniami; wizyty funkcjonariuszy PiS; wycinki z gazet, wydanych 100 lat temu, w komentarzach nostalgia u ludzi, którzy musieliby mieć lat 120, by tego doświadczyć.
Za to, kiedy rzadkawo i pisze się o jakiejś inwestycji, mającej na celu jakoś poprawić skomunikowanie prowincji z resztą Polski, w komentarzach burze na temat, że komu to jest potrzebne.
Ależ ocywiście. Taki język napędza sprzedaż i pozwala na łatwą manipulację emocjami czytelników. Dzięki temu łatwo można osiagnąć zysk finansowy czy polityczny. Mało kto wykona choćby wstępną analizę komunikatu jak OP. Za to prawie każdy poczuje się lepiej (mieszkaniec dużego miasta) lub gorzej (mieszkaniec “prowincji”). I o to chodzi. Kiedy buzują emocje wyłączamy myślenie i łatwo nami manipulować.
Zastanawiam się czy ten post nie jest jakąś kryptoreklamą onetu żeby kliknięcia się zgadzały xD
Sam marnej jakości artykuł wydaje się parafrazą [tego](https://www.bankier.pl/wiadomosc/Indeks-Zdrowych-Miast-W-20230-najstarsi-byli-mieszkancy-Sopotu-8830247.html), ewentualnie [podobnego artykułu na portalu podanym jako źródło](https://biznes.newseria.pl/news/polskie-miasta-szybko-sie,p1083964280)
Jest nawet dość podobny fragment
>Mamy też niestety miasta, które się wyludniają. To są często mniejsze miasta, ale także takie, które są miastami wojewódzkimi, z których jednak ludzie wyjeżdżają. To jest na przykład Łódź czy Kielce, gdzie jest bardzo dużo wyzwań związanych z tym, żeby młode osoby przytrzymać, stworzyć im atrakcyjne warunki do życia – tłumaczy dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Zgadywałbym że stażysta (albo chat gpt) dostał za zadanie “przepisz ale pozmieniaj żeby facetka sie nie czepiała” i stąd ten tekst o Łodzi i Kielcach, ewentualnie celowo posłużono się zjebanym sformułowaniem żeby oburzeni ludzie podawali link dalej.
Co do jakiejś pogardy względem “średnich miast” (czyli jakich? Określenie kojarzy mi się ze sławetną “klasą średnią” które to pojęcie niezmiennie rozpala dyskusje które zawsze kończą się wnioskiem że albo wszyscy są klasą średnią albo nikt nie jest) – nie zauważyłem niczego takiego, być może dlatego że raczej nie wchodzę na portale z ogólnymi newsami ale raczej szukam informacji na temat który mnie konkretnie interesuje albo shitpostuje na reddicie.
>Już kilka lat temu mocno mnie uderzyło, kiedy ponadstutysięczny Płock został nazwany “małym miasteczkiem” w artykule na portalu związanym z jedną z najpopularniejszych gazet.
Chodzi o Fakt? Znowu – im bardziej kontrowersyjny język, tym lepsza klikalność, nie wiem po co tego typu szajs w ogóle czytać.
>Z tego ostatniego przykładu można tylko parsknąć śmiechem, ale taki pogardliwy język kształtuje również postrzeganie rzeczywistości przez wielu ludzi mających wpływ na istotne decyzje i łatwiej potem wytłumaczyć się na przykład z niesprawiedliwego podziału środków z budżetu centralnego.
Nie zauważyłem tego typu dyskusji, co najwyżej narzekanie na janosikowe (zdaje się że niedawno zmieniane), narzekanie na ograniczenie wpływów do samorządów przez zmiany w podatku dochodowym za czasów PiS, ewentualnie nawoływania do decentralizacji (ale bez konkretów odnośnie tego jak faktycznie miałaby wyglądać polityka zapobiegająca koncentracji ludności i działalności ekonomicznej w kliku dużych ośrodkach poza inwestowaniem w transport).
Ale po co te dyskusje, przeprowadźcie się do dużych miast a Polska stanie się wielkim leśnym ekosystemem z wyspami w postaci wielkich miast. 🤦🏻♂️
Problem z małymi miastami jest brak pracy, nie wiem co w tym dziwnego takie są fakty o.O Sama się przyprowadziłam z Lublina do Wrocławia 5 lat temu i mąż ma w końcu normalną prace, żałuje ze tak późno. I ogólnie nie widzę żadnego szkalowania mniejszych miast, po za tym że brak w nich pracy, albo jeśli jest to jakś januszerka kiepsko płatna. na czarno. Jeśli coś by potrzeba poprawić to zacząć od tego.
Niestety, jeśli te mniejsze miejscowości nie wyróżniają się czymś ciekawym jak zabytki czy cuda natury to poza tańszym życiem nie mają za wiele do zaoferowania. Jeśli ktoś nie ma swojego biznesu albo pracy zdalnej to z pracą jest kiepsko, brakuje sensownych restauracji, knajp, rozrywek, wydarzeń. Jeszcze pół biedy jak są dobrze skomunikowane z miastem wojewódzkim, niestety jest wiele takich zapadlisk, gdzie trzeba poświęcić co najmniej 2h w jedną stronę. A problemy z parkingami czy korkami już dorównują większym miastom
Tak jest w każdej dziedzinie życia. W polskich filmach też miejscem akcji jest albo Warszawa/Kraków albo jedna z dwóch wariacji na temat prowincji: uroczy skansen (Ranczo Wilkowyje czy inne U Pana Boga w głębokim poważaniu) albo śmierdząca wódą mordownia (cokolwiek Smarzowskiego).
My, ludzie z prowincji, kompletnie nie mamy odniesienia w polskiej kulturze i publicznym dyskursie. I to nawet nie chodzi tylko o mieszkańców wsi, ale nawet miast do 100 tys. mieszkańców.
Nasila? Odkąd pamiętam, wszyscy zawsze mają bekę z Wałbrzycha.
Comments are closed.