Byłem ostatnio na Zakrzówku w Krakowie. Teren do spacerowania jest olbrzymi. Jedyne miejsce gdzie nie można wejść z psami to wydzielone kompieliska z drewnianymi platformami, cała reszta to mnóstwo zieleni, najróżniejszych ścieżek jest na kilka godzin chodzenia. Ale psiarze oczywiście muszą pchać się na te platformy, akurat tam gdzie im nie wolno o czym informuje regulamin i infografiki przy wejściu. Mało tego, gdy już jakiś spacerowicz z psem zabłąka się na te jebane baseny, to zostaje poinformowany przez mikrofon słyszalny na całe kąpielisko, że PSÓW WPROWADZAĆ NIE WOLNO. Ale gdzie tam, jestem jedynym psiarzem na tych platformach, TO NA PEWNO NIE DO MNIE XD, więc idę dalej. Widziałem kilkakrotnie jest typ z psem musiał być wywoływany kilka razy żeby w końcu zwrócić z zawrócić. Like WTF? Mogłeś nie zauważyć lub zignorować infografikę, ale gdy jesteś prawie że imiennie poproszony o opuszczenie miejsca i dalej nic? Masz trociny zamiast mózgu?

Albo taka akcja w kompleksie biurowym z kawiarniami i sklepami na parterze. Wokół eleganckie ścieżki i minizieleń, a na zieleni dosłownie co 2m wbita tabliczka "Zakaz palenia". Między tabliczkami stoi facet i pali. Podchodzę i mowie: "ty nie wolno palić", "to gdzie mam palić?", "nie wiem, myślałem, że nie umie pan czytac".

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Jazda pod prąd jednokierunkową, bo "kiedyś tu była dwukierunkowa"? Proszę bardzo. Zakaz zatrzymywania się pod szkołą, bo "ja tylko na chwilę", ale stanę tak, żeby zasłonić widoczność na przejście dla pieszych? Jeszcze jak.

Ja rozumiem, że wiele przepisów jest bezmyślnych i głupich, ale dlaczego Polaczki mają problem z przyswojeniem tych najbardziej oczywistych, namacalnych, koniecznych do zastosowania tu i teraz? To jakiś gwóźdź wbity w mozg?

by WineTerminator

33 comments
  1. >”ty nie wolno palić”, “to gdzie mam palić?”, “nie wiem, myślałem, że nie umie pan czytac”.

    Zgasiłeś go jak peta >!(pun intended)!<

  2. Fejsbuk mi ostatnio podsuwa grupy z różnych miast, na które wrzucane są zdjęcia nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów – tu ktoś stanie na pasach, tu na chodniku, tu będąc samemu na tych miejscach dla rodzin z wózkami/dziećmi w galeriach i sklepach, tu na miejscu dla niepełnosprawnych bez uprawnień. Właściwie zawsze komentarze to głównie wyżywanie się na autorze: że konfident, że komu to przeszkadza, że można obejść, że nie ma gdzie tam stawać (więc można stanąć na środku pasów – spoko), że na pewno tylko na chwilkę, że te miejsca (rodziny jw.) nie są oficjalnie ujęte w prawie, więc MOŻNA, itd.

    To samo masz z przekraczaniem prędkości, wyprzedzaniem na zakazach, ciągłej, itd. Zawsze tłumaczenie.

    Wydaje mi się, że my jeszcze jako społeczeństwo musimy sporą lekcję odrobić właśnie ze świadomości społecznej i postawy obywatelskiej, że nie, nie jesteśmy sami na tym świecie, chcemy czy nie to musimy żyć w społeczeństwie i jakieś zasady społeczne (już o prawnych nie mówię) nas w związku z tym obowiązują.

    To tak jak ten dowcip ze sraniem do paczkomatu, że nie ma napisane w regulaminie, że nie wolno, więc śmiało wal dwójkę. A jakby był zakaz to i tak część osób byłoby w stanie takiego potencjalnego sralca tłumaczyć, że to regulamin InPostu, a nie zapis w kodeksie.

  3. Bo przestrzeganie niektórych zasad autentycznie nie ma sensu i zdają się być wymyślone tylko po to, by utrudniać życie. Dlaczego jest zakaz zatrzymywania się pod szkołą? Jak ktoś w takim razie ma odebrać dzieci samochodem spod niej? Otworzyć drzwi w trakcie jazdy i kazać im wskakiwać? No i co komu przeszkadza, że ktoś pali na dworze, o ile nie jest bucem i wyrzuci po wszystkim peta do kosza, a nie na ziemię, zaśmiecając “mini-zieleń”?

  4. Z moich obserwacji powody są różne:

    1. Ludzie nie rozumieją (lub raczej nie próbują zrozumieć), dlaczego jakiś zakaz funkcjonuje.
    2. Część osób reprezentuje podejście typu “nikt nie widzi, to nie ma problemu”. Dopóki takiego delikwenta ktoś nie upomni, to będzie starał się przemknąć. Zwrócenie takiemu uwagi często nie pomaga, za to podejście ewoluuje w “no ale w czym problem”
    3. Dobro wspólne nie jest szanowane. Publiczne znaczy niczyje (jakbyśmy na to, kurde, z podatków nie płacili!).

    i oczywiście powód najważniejszy:

    4. Niektórzy to po prostu doopki bez krztyny kultury osobistej.

  5. >Ja rozumiem, że wiele przepisów jest bezmyślnych i głupich, ale dlaczego Polaczki mają problem z przyswojeniem tych najbardziej oczywistych, namacalnych, koniecznych do zastosowania tu i teraz?

    Jak trochę pojeździsz po świecie to okazuje się, że tak jest wszędzie. Po prostu jako gatunek jesteśmy głupi.

  6. Bo większość z nich jest bezużyteczna, nie ma zastosowania do rzeczywistości użytkownika albo w żaden sposób nie jest egzekwowana, więc po co mialbym ich przestrzegać.

  7. Akurat jestem psiarzem i po prostu wiem, że jak mój pies zrobi “to i owo” to problemów nie narobi bo waży szokujące 8kg i jest mega społeczny.

    Nie wejdę z nim do apteki czy sklepu, ale na terenie na świeżym powietrzu to nie zwracam specjalnie uwagi.

    Te znaki nie są na żądanie lokalnej społeczności, dużo ludzi lubi psy albo są neutralni

  8. 1. Pozostałość po poprzednim systemie, gdzie władza była wrogiem obywatela. (w sumie dalej jest, ale się lepiej kryje).
    2. Nietrafione zdjęcie. Na zdjęciu regulamin, do którego potrzeba 20 min czytania i magistra prawa, żeby zrozumieć co w nim jest zapisane. To ma nawet swoją nazwę, takie rozformalizowanie wszystkiego. Inne przykłady, to znaki drogowe, które czasem trzeba się zatrzymać, żeby przeczytać wszystkie dni, godziny, pojazdy, wyjątki, wyjątki od wyjątków, itp, itd. To kolejny relikt PRL.

  9. *rozumiem, że wiele przepisów jest bezmyślnych i głupich*

    I już masz odpowiedź na zadane pytanie 😉.

  10. Naród wyuczony od setek lat, że wszelkie prawa, już od czasów zaborów albo i wcześniej są bezużyteczne, bez sensu i jedyna opcją na przeżycie jest ich nie egzekwować. Później wojna i PRL gdzie żeby coś zjeść, cokolwiek mieć, trzeba było uciekać się do jakichś sztuczek, tricków, omijać prawo. Ludzie są wyuczeni, że ci, którym się coś udało i coś osiągnęli zawsze naginali prawo i potem sprowadza się to, do tego, że nawet przepisów na takim poziomie, jak tutaj, się nie przestrzega.

  11. Dlaczego przepisy tak bardzo nie znoszą przestrzegania Polaków?

  12. U mnie jest ścieżka rowerowa koło szkoły i nigdy nie można nią przejechać, bo zawsze stoją zaparkowane na niej samochody. Najbardziej mnie wkurwia, że parking jest 200m od szkoły, ale komu by się chciało iść taki kawał. Kiedyś jak zwróciłem babie uwagę, żeby nie parkowała to oczywiście odpowiedź “ale wszyscy tak robią”

  13. Wcielę się w rolę adwokata diabła. Sam regularnie łamie przepisy przechodząc na czerwonym świetle. Z czego to wynika? Po prostu widząc, że samochody które stoją przed przejściem mają czerwone światło albo (tym bardziej) mając czerwone na przejściu przez tory tramwajowe kiedy widzę, że żaden tramwaj nie jedzie, nie będę czekał 3 minut na zmianę światła.

    Czasami łamanie przepisów wynika z pragmatyki i o ile nie narażasz tym innych na niebezpieczeństwo/dyskomfort i jesteś gotowy do poniesienia konsekwencji za swoje czyny to w sumie git.

  14. Nie Polacy tylko ludzie, skończcie wreszcie z tymi kompleksami mniejszości wobec zachodu

  15. Widzisz ten regulamin? Myslisz ze ktos ma na spacerze ochote na tyle tekstu

  16. Pewnym małym przyczynkiem do tego może być to że niektóre instytucje publiczne stawiają zakazy od czapy i dopiero próba ich złamania pokazuje że one kompletnie nie obowiązują, a zysków ze stosowania się do nich brak, wręcz przeciwnie.

    Tutaj dla mnie koronnym przykładem są szpitale – bardzo wiele z nich ma podany zakaz wjazdu (nie dotyczy karetek itp.).
    A w znacznej części przypadków okazuje się że podjeżdżasz pod stróżówkę i się dowiadujesz, że proszę bardzo, parking 5-10zł za godzinę i normalnie paragon dostajesz, nie że cię na lewo wpuszczają jako pracownika.

    I w ten sposób uczą ludzi że zakazy należy próbować łamać.

    Moje odczucie jest takie, że to jest potencjalnie mentalna spuścizna PRLu i takie zachowanie istnieje jeszcze w ludzi głowach jak coś co po prostu się robi, no i jak wspominałem, zdarza się że wciąż nie bezpodstawnie…

  17. Czy ja dobrze widzę, że to jest bramka żeby wejść nad jezioro?

  18. Jeśli chcesz dostać raka polecam komentarze w jakiejkolwiek grupie dot aut kiedy pada hasło “filtr cząstek stałych”.

  19. powód jest banalny.

    123 lata zaborów, okupacja, komunizm, parę lat dzikiego kapitalizmu…

    Polski ETOS to walka PRZECIWKO SYSTEMOWI!
    Utożsamianie się Polaków z państwem, z systemem jest na zdecydowanie niższym poziomie niż w krajach zachodnich.

    Dlatego rzadziej widzimy przepisy jak NASZE przepisy stworzone dla nas, a częściej jako przepisy PRZECIWKO NAM, więc jak je ominiemy, złamiemy – to wygrywamy…

    Oczywiście istnieją “wyspy praworządności”, miejsca gdzie ludzie mogą sobie pozwolić/decydują na przestrzeganie zasad z potrzeby wewnętrznej. Ale to raczej wyspy.

    Potrzeba za 150 lat budowy poczucia odpowiedzialności za otoczenie żeby to się zmeniło

  20. Czy przed każdym z obiektów do których wchodzisz kino galeria hipermarket park przystanek autobusowy etc. Czytasz pełen regulamin? Nie? To skończ marudzić po zapewne sam/sama łamiesz te same przepisy o które czepiasz się innych ludzi.

  21. Nie unoś się tak. Z psem do kamieniołomu nie można wejść?

    Jeszcze latem jak jest tłok bo się ludzie kąpią to mogę zrozumieć ale w listopadzie? Debilny przepis

  22. Kiedyś słyszałam teorie że to jeszcze z czasów zaborów, że państwo to twój wróg, nie słuchaj się go, nie słuchaj się przepisów, rób swoje i dbaj tylko o siebie, potem jeszcze przyszedł komunizm i tak ta mentalność ma się dobrze do dziś.

  23. Najczęściej to bezmyślność – większość osób leci przez życie na automacie i się nie zastanawia za mocno nad większością rzeczy, które robi. Ostatnio w miejskim zoo, tuż obok znaku „nie karmić zwierząt” babka z bombelkiem karmiła zwierzę. Zapytałem, czemu to robi. Odpowiedziała, że jej córka chciała. No i tak to leci właśnie.

  24. To że ktoś se wbił tabliczkę w trawnik z zakazem to nie znaczy, że to ma jakąś moc. Ostatnio od straży miejskiej się dowiedziałem, że niektóre znaki nawet są wbijane tak o i one nie obowiązują, ale musisz sam się tym interesować, bo straż się tym nie interesuje.

  25. Tak samo jak w przypadku drogowych- nasrane tego tyle i jeszcze od połowy są wyjątki.
    Pod każdym buspasem tablica a3 z 30ma wyjątkami kiedy jednak można, ale tylko miedzy 11.30 a 11.45. Zakaz parkowania w niedziele nieparzyste w koniunkcji marsa. I dla samochodów z tablicami kończącymi się na liczby pierwsze
    Przestrzeń mamy straszliwie zaśmieconą niekończącymi się regulaminami które sreszta często są sprzeczne z prawem, nie nakładają kar lub są same w sobie niemożliwe do egzekwowania i/lub przestrzegania

  26. W podstawówce na początku roku wychowawczyni mówiła że albo się zrzucamy na ryzę papieru do ksero albo może niech czyjś rodzic z pracy przyniesie, no i ktoś przynosił i dostawał ocenę z zachowania. 30 lat temu to była norma i nikt nie mówił że to kradzież.

    Tak samo ściąganie w szkole, najostrzejszy nauczyciele dawali lufę ze sprawdzianu jak kogoś złapali ale nie pamiętam by ktoś miał choćby obniżoną ocenę z zachowania nie mówiąc już o poważniejszych konsekwencjach. Tak samo w porze matur zawsze w radio prowadzący i goście opowiadali anegdotki jak ściągali na maturze. Nie jacyś wielcy buntownicy czy gangsterzy ale topowi aktorzy i politycy – były prezydent Polski bez skrępowania kiedyś opowiadał jakiemuś dziennikarzowi że ściągał na maturze i nikt w tym nie widzi problemu.

    Po prostu taką mamy kulturę że od małego nas uczą że przepisy są po to by je łamać i że oszukiwanie i drobne kradzieże to zaradność a problem jest tylko wtedy gdy ktoś da się złapać.

  27. Myślę że w porównaniu do wielu innych państw i kultur to znaczna większość Polaków przestrzega zasady. Szczególnie jeśli chodzi o takie niepisane, typu jak się nie zachowywać w przestrzeni publicznej. Nawet wiele razy ludzie czekali na światła na przejściu mimo że na kilometr było widać że nic nie jedzie. Więc o ile są Polacy co zasad nie przestrzegają to jako naród raczej ich przestrzegamy.

  28. Nie jest to nic nadzwyczajnego w przypadku narodu, który w ciągu ostatnich dwóch stuleci ustalał regulacje samodzielnie zamiast mieć je narzucane jedynie przez 46 lat (albo i nawet mniej, jeżeli pominie się okres sanacji).

Comments are closed.