To już nie są cyberataki. To pierwsza światowa wojna cyfrowa

5 comments
  1. To wszystko prawda, ale przestrzegam, “dziennikarze” Spidersweb zamiast pisać o smartfonach i tabletach, pisza na tematy na których kompletnie się nie znają.

  2. No nie taka [pierwsza](https://en.wikipedia.org/wiki/2007_cyberattacks_on_Estonia). Pierwsza to była z Estonią w 2007r. Tym bardziej, że Estonia jest krajem wysoce zinternetyzowanym i tam cyberataki były wymierzone w instytucje państwa. Nie żadne tam sianie plotek i zamętów, tylko ataki nastawione na zniszczenie parlamentu czy ministerstw. Ze względu na to jak bardzo Estonia była już wtedy osadzona w internecie. Międzynarodowi eksperci jasno stwierdzili: to był atak obcego państwa, na niezbędne dla funkcjonowania kraju, instytucje. To tak jakby ktoś podłożył bombe pod parlament, albo wysadził wszystkie tory kolejowe czy mosty w atakowanym kraju.

    Nie zostało to nazwane wojną, bo oficjalnie żaden kraj nie był zaangażowany w ataki (tylko “hakiery patrioci”). Estonii udało się w końcu skutecznie odeprzeć atak i w rezultacie nikt nie zginął. Ale dla wszystkich było jasne, że Rosja zaatakowała inne państwo jako instytucję, a nie obywateli.

    Więc to nie jest pierwsza światowa wojna cyfrowa chyba, że chodzi o Pierwszą Światową Wojnę Cyfrową, w sensie nie pierwsza na świecie, ale pierwsza, która angażuje cały świat, to co innego.

  3. Próbuję sobie wyobrazić jak można to pisowskiemu cyberdziaduchowi na Radzie Bezpieczeństwa wytłumaczyć. On stan wojenny ogłoszony w TV przespał.

  4. No dobrze, to już któryś artykuł, który o tym widzę. Zmasowany atak hakerski na Ukrainę to jedno, ale de facto uderzył też w państwa NATO, czy gdyby udowodnić, że to że strony rosyjskiej, sojusz mógłby znaleźć się z tej okazji w stanie wojny z Rosją?

  5. Ta cyberwojna trwa już od jakiegoś czasu, tylko raz przybiera na sile raz cichnie, jak każda wojna z resztą.

Leave a Reply