https://preview.redd.it/mdaid49fr5de1.jpg?width=167&format=pjpg&auto=webp&s=8b9fcbcc41b5b996e7a63e9e37a6c231e860e74f

I jako wielki fan jej głosu, uważam za stosowne zrobić o tym post. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów lat 90tych i wczesnych 2000ych. Większość piosenek Żurawinek to byłyby niczym nie wyróżniające się czteroakordówki, gdyby nie jej głos.

Robię ten post dla siebie, bo samotność i izolacja społeczne mocno i jest mi przyjemnie, ilekroć ktoś zajrzy i coś poprzeżywa przez chwilę razem ze mną, a pamięć o Dolores jest jednym z elementów mojej strawy duchowej. Aaaaale- jeśli ktoś z obecnych na reddicie zoomerów, lub starszych alf zajrzy tutaj i się ze śpiewaniem Dolores zapozna, to będę to uważał za plus.

A. I pamiętajcie, że konsumpcja alkoholu i kąpiel w wannie to jest bardzo słabe połączenie. Albo jedno, albo drugie, Koleżanki i Koledzy.

Poniżej jedna z moich ulubionych piosenek Dorores O'Riordan, niech spoczywa w pokoju (celowo nie "Zombie").
https://www.youtube.com/watch?v=SHoHIL2ABVQ





by 69kKarmadownthedrain

11 comments
  1. Paaaanie, to jedna z najlepszych wokalistek, jakich przyszło mi słuchać. Ta sama liga, co Freddie.

  2. Już siódma? Czas leci nie wiadomo kiedy. Był rok 1996/97, mój ojciec miał dwie pierwsze płyty The Cranberries na kasecie (xd) i jeździły w samochodzie więc cała rodzina była dość mocno osłuchana z ich wczesną twórczością. Mój faworyt do dziś to Ridiculous Thoughts

  3. Gdzieś tam teraz jest zespół w którym Dolores O’Riordan i Chester Bennington śpiewają razem. Musi być! 😉 Cześć ich pamięci!

  4. Mój wujek był wielkim fanem The Cranberries i dalej pamiętam, że zawsze jak kiedyś jeździliśmy do niego to siedziałem z rodzeństwem w pokoju i słuchaliśmy ich albumów dla zabicia czasu. Nie rozumiało się kompletnie tekstu, ale i tak się słuchało. Mimo, że nie słuchałem ich już od bardzo długiego czasu, to mam pełno wspomnień z ich muzyką. Ciężko uwierzyć, że minęło już 7 lat od śmierci Dolores. Uważam, że jedna z najlepszych wokalistek. Myślę, że dziś będzie idealnym dniem, by ponownie posłuchać ich muzyki.

  5. Opie, powiedz proszę że nie jesteś tym pojebem co pojechał do hotelu, w którym O’Riordan fiknęła, wynająć pokój, w którym O’Riordan fiknęła, żeby słuchać muzyki Cranberries leżąc w wannie, w której O’Riordan fiknęła. 

    Niewykluczone że doszło też do czynów dalszych.

  6. Dla mnie najlepsze zawsze było promises, wersję z nagrania live 1999 z Paryża chyba utrwaliłem już w swojej pamięci na zawsze

  7. Do dzisiaj nie mam pojęcia jak się wymawia jej nazwisko

  8. Może będę marudą, ale tekst “albo jedno, albo drugie” mówiąc o alkoholu, który nie był jakimś niefortunnym przypadkiem w jej śmierci, a tak naprawdę głównym powodem, bo zabił ją alkoholizm, jest trochę nie na miejscu. Tak jakby ktoś przez depresję nałapał się uzależnienia od adrenaliny, zapierdalał regularnie 300 na godzinę i pewnego razu wjebał się w drzewo, a o jego śmierci mówili “jak już tyle zapierdalacie, to wybierajcie trasy bez drzew”. No nie, winne jest uzależnienie, spowodowane depresją. A alkohol jeszcze ją podbija.

    Zmieniam więc morał: jeśli szanujecie O’Riordan – nie pijcie. Wcale. Jeśli czujecie się okropnie – wybierzcie terapię, zanim alkohol wybierze waszą śmierć.

  9. Akurat ostatnio naszło mnie i po ponad 25 latach wrzuciłem na Spotify album Bury the hatchet.

    Pierwsze dwie piosenki animal instinct and loud and clear mogą być moimi ulubionymi openerami ever.

Comments are closed.