Może i jesteśmy sami, ale za to biedni i bez własnego mieszkania/domu.
O dzieciach i ich kosztach nawet nie wspomnę, toksyczne rolki na insta czy tiktoki z jednej i drugiej strony powodujące kompletny brainrot jeżeli chodzi o związki i tak potem to wygląda.
W zeszłym roku rozstałem się i jestem zaskoczony jak obecnie wygląda zawieranie nowych znajomości oraz próba rozwijania ich.
Nie szukam związku na siłę, mam swoje cele życiowe i raczej nie chciałbym dokonywać roszad, aby dostosować się do kogoś, byle nie być samemu.
Mimo wszystko mam w swoim otoczeniu znajome, które pracują w tym samym zawodzie co ja, mamy z tego powodu podobny styl życia, dobrze dogadujemy się, raz na jakiś czas wyjdziemy gdzieś w większej grupie na miasto oraz są same. Dwukrotnie podjąłem próbę spotkania się tylko we dwoje gdzieś na obiad albo tą typową kawę. Nie doszło do niczego, ponieważ jako odpowiedź usłyszałem, że to przez braku czasu oraz ze względu na inne plany.
Clou tych sytuacji jest to, że powszechnie wiadomo wśród naszego grona, że te osoby narzekają na samotność oraz na to, że w dzisiejszych czasach nie da się nikogo poznać.
Dużo słyszałem na temat kwestii poszukiwania kogoś w swoim życiu, lecz miałem inną perspektywę na to ze względu na byciu w długotrwałym związku. Teraz, gdy sytuacja jest inna i w pewnym sensie doświadczyło się tego, widzę, że część opowiadań kolegów nie była przesadzona
Osiem milionów mniej rozczarowań
Czy tylko mnie irytują te słowa typu [wstaw dowolny przedrostek tutaj] -oza? Nie można po prostu napisać o epidemii samotności?
Będą zdalne?
Kto to jest singiel? Brakuje zdefiniowania singla. Czy jak ktoś ma 20 lat i nie ma partnera/partnerki, to jest singlem, czy może jak ma dopiero 30 lub 40? Albo jak np. kobiecie zmarł mąż, to ona jest singielką. Trudno dokładnie powiedzieć o kim mowa. Może za singli są uważani wszyscy poza związkami małżeńskimi, a małżeństw zawiera się coraz mniej, mimo, że ludzie żyją razem. Ja na przykład jestem w małżeństwie, ale praktycznie żyję w pojedynkę. Nie wiem, czy jestem singlem, czy nie. Dużo niewiadomych.
Nic tylko czekać na przekroczenie masy krytycznej i wtedy może zaobserwujemy masowe odejście od patologicznych poglądów na interakcje międzyludzkie, które w dzisiejszych czasach królują.
5 minut temu przeczytałem na innym subie historię gościa (30 lat), który umawiał się z dziewczyną przez 3 miesiące i wszystko było w porządku…aż do momentu gdy spytała ile trwał jego ostatni związek. Wyjawił jej, że to jego pierwszy związek w życiu. Uznała to za kompletny dealbreaker i z miejsca z nim zerwała. To nie pierwsza taka historia, którą widziałem i zapewne jedna z wielu tysięcy. Partner wspaniały, wszystko ok, ale wychodzi jedna kompletnie losowa nic nie znacząca rzecz i na jej bazie ktoś decyduje, że trzeba wszystko przekreślić.
Niestety to co aktualnie obserwujemy jest nadmierną korekcją po całych setkach lat gdy kobiety faktycznie miały znacząco bardziej ograniczone prawa i możliwości niż mężczyźni. Teraz jak mogą “pokazać”, że robią co chcą, niestety idą znacząco za daleko z tymi dziwacznymi restrykcjami i wymogami. Efektem tego jest samotność i kobiet i mężczyzn.
Skoro ludzie boją się być z kimś to muszą być sami.
Nie wiem jak to działa, ale w moim środowisku 9/10 dziewczyn (średnia wieku 25 lat) jest w związkach i to często 4+ letnich z kolei faceci conajmniej w 3/4 single.
Matematyka się nie matematykuje, ale przyznam też, że sam osobiście mam jakieś turbo apatyczne podejście do związków. Niby człowiek się czuje samotny, ale jednocześnie nie mam zupełnie energii na zaloty i chęci na kompromisy w związku.
mnie zawsze ciekawiło ile osób faktycznie byłoby w związkach gdyby nie presja rodziny, presja społeczna, sytuacja ekonomiczna, nie koniecznie planowane dzieci, wspólny kredyt czy inne zewnętrzne czynniki
pary jednopłciowe są tu bardziej autentyczne, te które są od dawna razem, robią to wbrew presji społeczeństwa, często wbrew swoim rodzinom, mimo straszenia piekłem ze strony Kościoła i z licznymi utrudnieniami ze strony państwa
jestem przekonany, że singli byłoby przynajmniej 20 milionów, ale kawalerki są drogie w chuj
W obecnych czasach trudno jest mieć chomika a co dopiero żonę i dziecko.
Brak stabilnego zatrudnienia i brak realnych praw pracowniczych
relatable
A jakieś plany rozwiązania tego, oprócz niemożliwie drogich nieruchomości i ciągle rosnących cen (czy odlotów typu bykowe p. Jakubiaka?). Bo argument, że dziadkowie mieli 10 dzieci na 20 metrach i chodzili do szkoły pod górkę w dwie strony mnie nie przekonuje.
Będzie problem w przyszłości? Tak, ale na ten moment jakby każdy z piszących tutaj miał piątkę dzieci to i tak będzie promil – nie wiem czy da się na to wypracować rozwiązanie systemowe, taki znak czasów. Zawsze jak było “lepiej” w historii to ludzie rozmnażali się mniej aktywnie a gdy zaczynała być bida to szło to do góry. Więc gdy będzie faktycznie kreska to może znowu zaczniemy rodzić na potęgę. Albo i nie. Perspektywa raczej odległa czasowo i większość z nas tego nie dożyje więc nawet ciężko mówić, że czas pokaże. Ogólnie mamy teraz obecnie system, w którym teoretycznie wszystko jest możliwe…ale zarazem niepewność o jutro jest ogromna.
Zmieniła się rola społeczna dziecka. Kiedyś to był dodatkowy parobek a i przy większej śmiertelności młodych to szansa, że któryś tam nie dożyje 1 czy 18 urodzin była dużo większa więc trzeba było mieć ich więcej. Obecnie dziecko to droga, długoterminowa inwestycja, na którą niestety nie stać każdego (no chyba, że przyjmujemy, że naszym celem jest faktycznie mieszkanie w 10 na tych 20 metrach, no ale teraz młodziaków nawet na to nie stać).
No i jeszcze kwestia tego, że jak ktoś jest singlem z wyboru, to nie zmusisz go do posiadania dziecka. A jak ktoś nie ma szczęścia do partnera/nie wie jak się zabrać za jego znalezienie (tzw. miejsca trzecie zamierają a i ludzie są mniej otwarci)…to w sumie też nic się z tym nie zrobi.
Ja w ciągu 5-10 lat dziecko bym chciał mieć, jako takie spełnienie życiowe. Czy się uda? Nie wiem, mam nadzieję.
Przyjmujcie Wietnamki, Indonezyjki i Latynoski. Odwrócenie proporcji migrantów każdemu wyjdzie na dobre
Taka jest kolej rzeczy. Teraz mamy regres populacyjny. Potem będzie kryzys gospodarczy. A potem znowu złota era nieskończonego rozwoju bo nagle wszyatko jest możliwe. I tak w kółko.
Wina leży po stronie cywilizacji.
Kogo to dziwi?
Koszty życia olbrzymie, dostęp do mieszkania utrudniony a oczekiwania wobec mężczyzny pozostają niezmienne. Nadal ma być żywicielem, przodownikiem mimo tego, że kobiety już wypierają mężczyzn w sferze zarobków i wykształcenia. Sformowana została kobieca kasta pracownicza o charakterze korpourzędniczym/ biurowousługowym, mężczyzni zaś zajmują się głównie pracą fizyczną, są technikami lub specjalistami i to w kraju gdzie na pracę fizyczną patrzy się z wyjątkową pogardą.
Jeśli nie dojdzie do jakiejś rewolucji w kontrakcie żeńsko-męskim, jeśli przy wybieraniu partnera nie będziemy brali pod uwagę tego jak wygląda teraz świat i nie zmieniali oczekiwań wobec siebie to sytuacja będzie się tylko pogarszać.
Mamy takie czasy, że takie rzeczy będą tylko się pogłębiać. Jeżeli ktoś sobie nie znalazł pięknej młodzieńczej miłości w wieku 18-25 to potem jest już tylko trudniej. Nagle ludzi zaczyna interesować czym zajmuje się ojciec lub matka kandydata, czy ma rodzeństwo, czy rodzina jest duża i nagle z tego wszystkiego robi się pierdolony excel a nie miłość. Bo każdy liczy byle tylko się ustawić jak najszybciej i mieć w życiu jak najłatwiej. Potem jak się kogoś szuka 30+ to nagle problem pt. ludzie mają bagaże doświadczeń, nawiedzających ex, są wypaleni i bez chęci do czegokolwiek. Sami sobie ten los gotujemy.
Najpierw poprawmy prawo aby ani jedna ani druga strona nie była stratna przy rozwodzie,rozpadzie zwiazku z dziećmi, oraz prawo do zrezygnowania z ojcostwa kiedy partnerka chce dziecko a ty nie. Kobieta może utrzymać ciążę po mimo sprzeciwu partnera który nie dość że nie ma nic do powiedzenia to jeszcze musi alimenty płacić.
Juice is not Worth the squeeze.
Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę że muszą wybierać z odpadów bo ci co wiedzą idą mgtow.
Nic dziwnego, przy obecnej dojrzałości emocjonalnej przeciętnego człowieka
Artykuł trochę manipuluje. 50% jednoosobowych gospodarstw domowych w Polsce to osoby 60+, czyli głównie wdowy
Singloza to szczytowe przystosowanie ewolucyjne organizmów żywych rozmnażających się płciowo.
/s
Mozemy mówić o słabych perspektywach ekonomicznych na zakładanie rodziny, śmieciowki, rynek mieszkaniowy itd oczywiście to prawda, ale znacznie zmieniły się oczekiwania społeczne i nie ma co ukrywac, że social media odgrywają tutaj olbrzymią rolę.
Już kiedyś u Fromma czytałem fragment takiego eseju w którym pisał o urynkowieniu relacji, a to było w kontekście lat 70, 80… A to co jest teraz to przecież jakies skrajne esktremum tego co on tam opisał, domyślną forma poznawania nowych ludzi jest internet gdzie oceniamy kogoś naszymi atawizmami w parę sekund, jesteśmy rządzeni algorytmem który zarabia na naszym poczuciu samotności, gniewu i tak dalej. Your lose I somebody’s gain
Każdy oczywiście też jest skupiony bardzo na sobie, ma poczucie, że zaraz za rogiem czeka lepsza opcja, paradoks wyboru. Po co się starać jak za rogiem jest lepszy model człowieka? Po co chodzic na kompromisy, liczą się przecież MOJE potrzeby. Oczywiście nie jestem wolny od tego, sam się na tym łapie i mnie to przeraża jak podświadomie to wchodzi do głowy przez samo uczestnictwo w tym systemie relacyjno społecznym.
Ja widzę to nawet abstrahując od związków, bardzo ciężko jest tak w ogóle poznać nowych ludzi. Ludzie po prostu nie dają sobie szansy, jest też kryzys z tzw “miejscami trzecimi”, jest ich coraz mniej.
Ogólnie nie wiem co z tym zrobić, dostrzegam to wszystko, na wielu z tych rzeczy sam się łapie. Mysle, że trzeba też właśnie zacząć po prostu od siebie – być trochę bardziej kompromisowym, uczęszczać na różne eventy, spotkania, wydarzenia i po prostu dawać sobie szanse. Tak mi się wydaje. Plus próbować tworzyć jakieś społeczności i w nich uczestniczyc, nic więcej mi do głowy nie przychodzi niestety
Ledwo sie niemiec tusk dorwal do wladzy i juz sir Polska wyludnia!!
ale co w tym dziwnego? to, że kiedyś ludzie żenili się w wieku ~20 było wynikiem wpływu otocznia, społeczności, rodziny, czyli generalnie kolektywne czynniki kulturowe determinowały decyzje ludzie, którzy uważali je za swoje własne decyzje. teraz ludzie chcą żyć po swojemu, wpływ kolektywu jest mniejszy, bo ceniony jest indywidualizm, dlatego jest tyle singli. ale to nie jest nic złego ani dobrego, po prostu taki jest teraz trend
Eee tam. Gdybym była religijna, codziennie dziękowałabym bogu, że nie muszę mieszkać w kraju arabskim. Singloza is the way.
Pewnie zostanę zaatakowany, ale rozwój przemysłu pornograficznego może mieć z tym coś wspólnego
Nie wiem… mi tak samej jest lepiej niż w jakimkolwiek związku jakim byłam i dlatego chcę żeby tak zostało na długo
Ja bym i powalczył z tym fenomenem, ale nie umiem rozmawiać z ludźmi, a tym bardziej z kobietami
W sumie ciekawe kogo liczy się jako singla, a kogo nie. Bo jak liczy się wszystkich starszych niż 18 lat którzy nie są obecnie w związku małżeńskim to mnie te dane nie dziwią.
Ja w swojej kategorii wiekowej widzę dużo par będących w długoletnich związkach, sporo singli którzy chcieliby być w związkach, sami nie są jakimiś super partiami, ale mają wymagania jakby byli, trochę facetów którzy nie szukają zobowiązań, oraz sporo kobiet nie zainteresowanych związkami w ogóle, lub potencjalnie zainteresowanych, ale tylko jeżeli partner spełniałby bardzo specyficzne wymagania.
Mogę powiedzieć, że jestem świeżo upieczonym singlem. I na chwile obecną nie zamierzam pobierać aplikacji randkowych, ani szukać na siłę. Potrzebuje czasu dla Siebie, by siebie poukładać. Ale i tak nie zamierzam być singlem do końca życia, chociaż w życiu poznałem kilka osób, które są zupełnymi singlami od wielu lat, będąc po trzydziestce lub nawet czterdziestce. I co więcej czują się z tym dobrze, nie zamierzają zmieniać swojej sytuacji.
Hej, nikt nie pytał o zgodę, czy mogą o mnie napisać artykuł. Pozwę. Kto ze mną? (wink wink, nudge nudge)
Pokolenia wchodzące teraz w pełną dorosłość często pierwsze świadome wspomnienia o ekonomii mają z czasów dużego optymizmu, rozwoju i przestrzeni na przedsiębiorczość. Potem, gdy coraz bliżej było do czasu na samodzielność sprawy zaczęły się sypać, obietnice składane młodym w szkołach zostały dalekie od spełnienia, edukacja nie nadążyła za negatywnym wpływem technologii, studia okazały się pułapką, przepisy na sukces nie wypaliły, realne kryzysy oddzieliły ludzi od siebie, rodzice narzekali coraz więcej, małżeństwa się sypały i tak dorobiliśmy się pokolenia pesymistycznie nastawionego na przyszłość.
Starsi nie rozumieją, że to nie kwestia obiektywnej jakości życia w danym momencie, a tego jakie perspektywy ludzie mają na przyszłość. Młode pokolenia za standard do osiągnięcia stawiają sobie to co im niejako świat obiecywał za dzieciaka. Pogodzenie się z nieosiągalnością pragnień, które wydawały się całkiem banalne jak dom z kawałkiem ogrodu, czy chociażby wesele (osobiście tkwię w narzeczeństwie głównie dlatego, że nie wiemy jak się zabrać za ślub, nie stać nas na imprezę dla rodziny z potańcówką, a głupio zawieść oczekiwania bliskich pobierając się “po cichu”), zajmuje nieco czasu. Social media utrudniają to przez dalsze odrealnienie celów młodych ludzi.
Jak człowiek ma poczucie, że ledwo daje radę sam zrealizować swoje potrzeby, to po co mu dodatkowe obciążenie oczekiwaniami dodatkowej osoby? Przecież już dość ciężko spełnić oczekiwania swoich własnych rodziców, których też pewnie niedługo będzie potrzeba utrzymywać, więc po co dokładać czynniki zmniejszające przewidywalność kolejnych lat? W prostym, przewidywalnym życiu singla łatwiej planować wydatki i odnaleźć komfort w codziennych czynnościach. Ludzie patrzą na potencjalnych partnerów bardzo krytycznie przez lęk przed ryzykiem.
Media i politycy napuszczają tylko starszych na młodszych. Młodzi ludzie to teraz kolejna mniejszość, którą łatwo o wszystko obwiniać, a to budowanie poczucia winy tylko będzie się przyczyniać do dalszego zamykania się młodych dorosłych w swoich czterech ścianach. Z dala od starszych, którzy obwiniają i z dala od rówieśników, którzy również nie mają pomysłu na siebie.
29 lat trwało, zanim poznałam przyzwoitego chłopa. Także totalnie mnie to nie dziwi, że jest tyle singielek. The odds are good, but the goods are odd.
36 comments
Lepsze to niż epidemia rodzinozy i kościółkozy
I’m doing my part 🫡
Może i jesteśmy sami, ale za to biedni i bez własnego mieszkania/domu.
O dzieciach i ich kosztach nawet nie wspomnę, toksyczne rolki na insta czy tiktoki z jednej i drugiej strony powodujące kompletny brainrot jeżeli chodzi o związki i tak potem to wygląda.
W zeszłym roku rozstałem się i jestem zaskoczony jak obecnie wygląda zawieranie nowych znajomości oraz próba rozwijania ich.
Nie szukam związku na siłę, mam swoje cele życiowe i raczej nie chciałbym dokonywać roszad, aby dostosować się do kogoś, byle nie być samemu.
Mimo wszystko mam w swoim otoczeniu znajome, które pracują w tym samym zawodzie co ja, mamy z tego powodu podobny styl życia, dobrze dogadujemy się, raz na jakiś czas wyjdziemy gdzieś w większej grupie na miasto oraz są same. Dwukrotnie podjąłem próbę spotkania się tylko we dwoje gdzieś na obiad albo tą typową kawę. Nie doszło do niczego, ponieważ jako odpowiedź usłyszałem, że to przez braku czasu oraz ze względu na inne plany.
Clou tych sytuacji jest to, że powszechnie wiadomo wśród naszego grona, że te osoby narzekają na samotność oraz na to, że w dzisiejszych czasach nie da się nikogo poznać.
Dużo słyszałem na temat kwestii poszukiwania kogoś w swoim życiu, lecz miałem inną perspektywę na to ze względu na byciu w długotrwałym związku. Teraz, gdy sytuacja jest inna i w pewnym sensie doświadczyło się tego, widzę, że część opowiadań kolegów nie była przesadzona
Osiem milionów mniej rozczarowań
Czy tylko mnie irytują te słowa typu [wstaw dowolny przedrostek tutaj] -oza? Nie można po prostu napisać o epidemii samotności?
Będą zdalne?
Kto to jest singiel? Brakuje zdefiniowania singla. Czy jak ktoś ma 20 lat i nie ma partnera/partnerki, to jest singlem, czy może jak ma dopiero 30 lub 40? Albo jak np. kobiecie zmarł mąż, to ona jest singielką. Trudno dokładnie powiedzieć o kim mowa. Może za singli są uważani wszyscy poza związkami małżeńskimi, a małżeństw zawiera się coraz mniej, mimo, że ludzie żyją razem. Ja na przykład jestem w małżeństwie, ale praktycznie żyję w pojedynkę. Nie wiem, czy jestem singlem, czy nie. Dużo niewiadomych.
Nic tylko czekać na przekroczenie masy krytycznej i wtedy może zaobserwujemy masowe odejście od patologicznych poglądów na interakcje międzyludzkie, które w dzisiejszych czasach królują.
5 minut temu przeczytałem na innym subie historię gościa (30 lat), który umawiał się z dziewczyną przez 3 miesiące i wszystko było w porządku…aż do momentu gdy spytała ile trwał jego ostatni związek. Wyjawił jej, że to jego pierwszy związek w życiu. Uznała to za kompletny dealbreaker i z miejsca z nim zerwała. To nie pierwsza taka historia, którą widziałem i zapewne jedna z wielu tysięcy. Partner wspaniały, wszystko ok, ale wychodzi jedna kompletnie losowa nic nie znacząca rzecz i na jej bazie ktoś decyduje, że trzeba wszystko przekreślić.
Niestety to co aktualnie obserwujemy jest nadmierną korekcją po całych setkach lat gdy kobiety faktycznie miały znacząco bardziej ograniczone prawa i możliwości niż mężczyźni. Teraz jak mogą “pokazać”, że robią co chcą, niestety idą znacząco za daleko z tymi dziwacznymi restrykcjami i wymogami. Efektem tego jest samotność i kobiet i mężczyzn.
Skoro ludzie boją się być z kimś to muszą być sami.
Nie wiem jak to działa, ale w moim środowisku 9/10 dziewczyn (średnia wieku 25 lat) jest w związkach i to często 4+ letnich z kolei faceci conajmniej w 3/4 single.
Matematyka się nie matematykuje, ale przyznam też, że sam osobiście mam jakieś turbo apatyczne podejście do związków. Niby człowiek się czuje samotny, ale jednocześnie nie mam zupełnie energii na zaloty i chęci na kompromisy w związku.
mnie zawsze ciekawiło ile osób faktycznie byłoby w związkach gdyby nie presja rodziny, presja społeczna, sytuacja ekonomiczna, nie koniecznie planowane dzieci, wspólny kredyt czy inne zewnętrzne czynniki
pary jednopłciowe są tu bardziej autentyczne, te które są od dawna razem, robią to wbrew presji społeczeństwa, często wbrew swoim rodzinom, mimo straszenia piekłem ze strony Kościoła i z licznymi utrudnieniami ze strony państwa
jestem przekonany, że singli byłoby przynajmniej 20 milionów, ale kawalerki są drogie w chuj
W obecnych czasach trudno jest mieć chomika a co dopiero żonę i dziecko.
Brak stabilnego zatrudnienia i brak realnych praw pracowniczych
relatable
A jakieś plany rozwiązania tego, oprócz niemożliwie drogich nieruchomości i ciągle rosnących cen (czy odlotów typu bykowe p. Jakubiaka?). Bo argument, że dziadkowie mieli 10 dzieci na 20 metrach i chodzili do szkoły pod górkę w dwie strony mnie nie przekonuje.
Będzie problem w przyszłości? Tak, ale na ten moment jakby każdy z piszących tutaj miał piątkę dzieci to i tak będzie promil – nie wiem czy da się na to wypracować rozwiązanie systemowe, taki znak czasów. Zawsze jak było “lepiej” w historii to ludzie rozmnażali się mniej aktywnie a gdy zaczynała być bida to szło to do góry. Więc gdy będzie faktycznie kreska to może znowu zaczniemy rodzić na potęgę. Albo i nie. Perspektywa raczej odległa czasowo i większość z nas tego nie dożyje więc nawet ciężko mówić, że czas pokaże. Ogólnie mamy teraz obecnie system, w którym teoretycznie wszystko jest możliwe…ale zarazem niepewność o jutro jest ogromna.
Zmieniła się rola społeczna dziecka. Kiedyś to był dodatkowy parobek a i przy większej śmiertelności młodych to szansa, że któryś tam nie dożyje 1 czy 18 urodzin była dużo większa więc trzeba było mieć ich więcej. Obecnie dziecko to droga, długoterminowa inwestycja, na którą niestety nie stać każdego (no chyba, że przyjmujemy, że naszym celem jest faktycznie mieszkanie w 10 na tych 20 metrach, no ale teraz młodziaków nawet na to nie stać).
No i jeszcze kwestia tego, że jak ktoś jest singlem z wyboru, to nie zmusisz go do posiadania dziecka. A jak ktoś nie ma szczęścia do partnera/nie wie jak się zabrać za jego znalezienie (tzw. miejsca trzecie zamierają a i ludzie są mniej otwarci)…to w sumie też nic się z tym nie zrobi.
Ja w ciągu 5-10 lat dziecko bym chciał mieć, jako takie spełnienie życiowe. Czy się uda? Nie wiem, mam nadzieję.
Przyjmujcie Wietnamki, Indonezyjki i Latynoski. Odwrócenie proporcji migrantów każdemu wyjdzie na dobre
Taka jest kolej rzeczy. Teraz mamy regres populacyjny. Potem będzie kryzys gospodarczy. A potem znowu złota era nieskończonego rozwoju bo nagle wszyatko jest możliwe. I tak w kółko.
Wina leży po stronie cywilizacji.
Kogo to dziwi?
Koszty życia olbrzymie, dostęp do mieszkania utrudniony a oczekiwania wobec mężczyzny pozostają niezmienne. Nadal ma być żywicielem, przodownikiem mimo tego, że kobiety już wypierają mężczyzn w sferze zarobków i wykształcenia. Sformowana została kobieca kasta pracownicza o charakterze korpourzędniczym/ biurowousługowym, mężczyzni zaś zajmują się głównie pracą fizyczną, są technikami lub specjalistami i to w kraju gdzie na pracę fizyczną patrzy się z wyjątkową pogardą.
Jeśli nie dojdzie do jakiejś rewolucji w kontrakcie żeńsko-męskim, jeśli przy wybieraniu partnera nie będziemy brali pod uwagę tego jak wygląda teraz świat i nie zmieniali oczekiwań wobec siebie to sytuacja będzie się tylko pogarszać.
Mamy takie czasy, że takie rzeczy będą tylko się pogłębiać. Jeżeli ktoś sobie nie znalazł pięknej młodzieńczej miłości w wieku 18-25 to potem jest już tylko trudniej. Nagle ludzi zaczyna interesować czym zajmuje się ojciec lub matka kandydata, czy ma rodzeństwo, czy rodzina jest duża i nagle z tego wszystkiego robi się pierdolony excel a nie miłość. Bo każdy liczy byle tylko się ustawić jak najszybciej i mieć w życiu jak najłatwiej. Potem jak się kogoś szuka 30+ to nagle problem pt. ludzie mają bagaże doświadczeń, nawiedzających ex, są wypaleni i bez chęci do czegokolwiek. Sami sobie ten los gotujemy.
Najpierw poprawmy prawo aby ani jedna ani druga strona nie była stratna przy rozwodzie,rozpadzie zwiazku z dziećmi, oraz prawo do zrezygnowania z ojcostwa kiedy partnerka chce dziecko a ty nie. Kobieta może utrzymać ciążę po mimo sprzeciwu partnera który nie dość że nie ma nic do powiedzenia to jeszcze musi alimenty płacić.
Juice is not Worth the squeeze.
Śmiać mi się chce jak sobie pomyślę że muszą wybierać z odpadów bo ci co wiedzą idą mgtow.
Nic dziwnego, przy obecnej dojrzałości emocjonalnej przeciętnego człowieka
Artykuł trochę manipuluje. 50% jednoosobowych gospodarstw domowych w Polsce to osoby 60+, czyli głównie wdowy
Singloza to szczytowe przystosowanie ewolucyjne organizmów żywych rozmnażających się płciowo.
/s
Mozemy mówić o słabych perspektywach ekonomicznych na zakładanie rodziny, śmieciowki, rynek mieszkaniowy itd oczywiście to prawda, ale znacznie zmieniły się oczekiwania społeczne i nie ma co ukrywac, że social media odgrywają tutaj olbrzymią rolę.
Już kiedyś u Fromma czytałem fragment takiego eseju w którym pisał o urynkowieniu relacji, a to było w kontekście lat 70, 80… A to co jest teraz to przecież jakies skrajne esktremum tego co on tam opisał, domyślną forma poznawania nowych ludzi jest internet gdzie oceniamy kogoś naszymi atawizmami w parę sekund, jesteśmy rządzeni algorytmem który zarabia na naszym poczuciu samotności, gniewu i tak dalej. Your lose I somebody’s gain
Każdy oczywiście też jest skupiony bardzo na sobie, ma poczucie, że zaraz za rogiem czeka lepsza opcja, paradoks wyboru. Po co się starać jak za rogiem jest lepszy model człowieka? Po co chodzic na kompromisy, liczą się przecież MOJE potrzeby. Oczywiście nie jestem wolny od tego, sam się na tym łapie i mnie to przeraża jak podświadomie to wchodzi do głowy przez samo uczestnictwo w tym systemie relacyjno społecznym.
Ja widzę to nawet abstrahując od związków, bardzo ciężko jest tak w ogóle poznać nowych ludzi. Ludzie po prostu nie dają sobie szansy, jest też kryzys z tzw “miejscami trzecimi”, jest ich coraz mniej.
Ogólnie nie wiem co z tym zrobić, dostrzegam to wszystko, na wielu z tych rzeczy sam się łapie. Mysle, że trzeba też właśnie zacząć po prostu od siebie – być trochę bardziej kompromisowym, uczęszczać na różne eventy, spotkania, wydarzenia i po prostu dawać sobie szanse. Tak mi się wydaje. Plus próbować tworzyć jakieś społeczności i w nich uczestniczyc, nic więcej mi do głowy nie przychodzi niestety
Ledwo sie niemiec tusk dorwal do wladzy i juz sir Polska wyludnia!!
ale co w tym dziwnego? to, że kiedyś ludzie żenili się w wieku ~20 było wynikiem wpływu otocznia, społeczności, rodziny, czyli generalnie kolektywne czynniki kulturowe determinowały decyzje ludzie, którzy uważali je za swoje własne decyzje. teraz ludzie chcą żyć po swojemu, wpływ kolektywu jest mniejszy, bo ceniony jest indywidualizm, dlatego jest tyle singli. ale to nie jest nic złego ani dobrego, po prostu taki jest teraz trend
Eee tam. Gdybym była religijna, codziennie dziękowałabym bogu, że nie muszę mieszkać w kraju arabskim. Singloza is the way.
Pewnie zostanę zaatakowany, ale rozwój przemysłu pornograficznego może mieć z tym coś wspólnego
Nie wiem… mi tak samej jest lepiej niż w jakimkolwiek związku jakim byłam i dlatego chcę żeby tak zostało na długo
Ja bym i powalczył z tym fenomenem, ale nie umiem rozmawiać z ludźmi, a tym bardziej z kobietami
W sumie ciekawe kogo liczy się jako singla, a kogo nie. Bo jak liczy się wszystkich starszych niż 18 lat którzy nie są obecnie w związku małżeńskim to mnie te dane nie dziwią.
Ja w swojej kategorii wiekowej widzę dużo par będących w długoletnich związkach, sporo singli którzy chcieliby być w związkach, sami nie są jakimiś super partiami, ale mają wymagania jakby byli, trochę facetów którzy nie szukają zobowiązań, oraz sporo kobiet nie zainteresowanych związkami w ogóle, lub potencjalnie zainteresowanych, ale tylko jeżeli partner spełniałby bardzo specyficzne wymagania.
Mogę powiedzieć, że jestem świeżo upieczonym singlem. I na chwile obecną nie zamierzam pobierać aplikacji randkowych, ani szukać na siłę. Potrzebuje czasu dla Siebie, by siebie poukładać. Ale i tak nie zamierzam być singlem do końca życia, chociaż w życiu poznałem kilka osób, które są zupełnymi singlami od wielu lat, będąc po trzydziestce lub nawet czterdziestce. I co więcej czują się z tym dobrze, nie zamierzają zmieniać swojej sytuacji.
Hej, nikt nie pytał o zgodę, czy mogą o mnie napisać artykuł. Pozwę. Kto ze mną? (wink wink, nudge nudge)
Pokolenia wchodzące teraz w pełną dorosłość często pierwsze świadome wspomnienia o ekonomii mają z czasów dużego optymizmu, rozwoju i przestrzeni na przedsiębiorczość. Potem, gdy coraz bliżej było do czasu na samodzielność sprawy zaczęły się sypać, obietnice składane młodym w szkołach zostały dalekie od spełnienia, edukacja nie nadążyła za negatywnym wpływem technologii, studia okazały się pułapką, przepisy na sukces nie wypaliły, realne kryzysy oddzieliły ludzi od siebie, rodzice narzekali coraz więcej, małżeństwa się sypały i tak dorobiliśmy się pokolenia pesymistycznie nastawionego na przyszłość.
Starsi nie rozumieją, że to nie kwestia obiektywnej jakości życia w danym momencie, a tego jakie perspektywy ludzie mają na przyszłość. Młode pokolenia za standard do osiągnięcia stawiają sobie to co im niejako świat obiecywał za dzieciaka. Pogodzenie się z nieosiągalnością pragnień, które wydawały się całkiem banalne jak dom z kawałkiem ogrodu, czy chociażby wesele (osobiście tkwię w narzeczeństwie głównie dlatego, że nie wiemy jak się zabrać za ślub, nie stać nas na imprezę dla rodziny z potańcówką, a głupio zawieść oczekiwania bliskich pobierając się “po cichu”), zajmuje nieco czasu. Social media utrudniają to przez dalsze odrealnienie celów młodych ludzi.
Jak człowiek ma poczucie, że ledwo daje radę sam zrealizować swoje potrzeby, to po co mu dodatkowe obciążenie oczekiwaniami dodatkowej osoby? Przecież już dość ciężko spełnić oczekiwania swoich własnych rodziców, których też pewnie niedługo będzie potrzeba utrzymywać, więc po co dokładać czynniki zmniejszające przewidywalność kolejnych lat? W prostym, przewidywalnym życiu singla łatwiej planować wydatki i odnaleźć komfort w codziennych czynnościach. Ludzie patrzą na potencjalnych partnerów bardzo krytycznie przez lęk przed ryzykiem.
Media i politycy napuszczają tylko starszych na młodszych. Młodzi ludzie to teraz kolejna mniejszość, którą łatwo o wszystko obwiniać, a to budowanie poczucia winy tylko będzie się przyczyniać do dalszego zamykania się młodych dorosłych w swoich czterech ścianach. Z dala od starszych, którzy obwiniają i z dala od rówieśników, którzy również nie mają pomysłu na siebie.
29 lat trwało, zanim poznałam przyzwoitego chłopa. Także totalnie mnie to nie dziwi, że jest tyle singielek. The odds are good, but the goods are odd.
Comments are closed.