
Leżę właśnie nie mogąc zasnąć ze stresu przed jutrem. Dlaczego? Bo mój kochany kotek umiera na włókniakomięsaka na oczodole. A jutro umówioeni jesteśmy, na przeprowadzenie go za tęczowy most. Geralcik ma 12 lat, jest mniejszy niż reszta ferajny bo taki się urodził, nie widzi od urodzenia, ma pół ogona A jak stoi do jedzenia to wygląda jak kawaii dziewczynka robiąca ahegao. Diagnozę dostaliśmy przed świętami, po komplikacjach z oczkiem, które mimo że ślepy, to miał zachowane oba bo nic się nie działo. Musieliśmy mu usunąć bo podejrzanie spuchło, wpierw myśleliśmy z żoną, że podczas bójki z jednym z reszty stada oberwał pazurem. Ale niestety, po usunięciu oka spokój był przez miesiąc. Teraz, od czerwca patrząc, jest z nim źle. Nie ma siły stać stabilnie, pójść do kuwety bo jak już to kręci się w kółko, zrobił się tkliwy, zrzędliwy o samodzielnym jedzeniu niewspominając. Obecnie jest na sterydzie, który mu podaję przez iniekcję i przeciwbólowym. I choć wiem, że to, że nie leży odłogiem tylko się w miarę rusza to zasługa leków to i tak nie mogę pozbyć się myśli, że idziemy go jutro zabić. Zamiast po prostu sprawić by nie cierpiał. Mamy obecnie 4 koty, wszystkie z pogotowia opiekuńczego, do tej pory straciliśmy trzy inne koty, w skutek nieprzewidzianych, fatalnych przypadków (zator w jelitach, wylew i połączenie zniszczonego pęcherza z nowotworem płuc). Ale tamte odejścia były "lepsze", bardziej znośne bo nagłe. Tu, patrzymy jak on cierpi i z dnia na dzień ma co raz mniej siły na cokolwiek. A mimo to mrajdoli po swojemu, próbuje przyjść nas przywitać jak wracamy do domu czy natychmiast się wybudza jak tylko trzaśniemy lodówką. On nadal próbuje być sobą mimo, że choroba go wykańcza. I fajnie jest móc pożegnać się ze swoim przyjacielem, członkiem rodziny ale ten ból i cierpienie jakie przeżywamy patrząc na niego.. Chcielibyśmy obiecać mu, że jutro wrócimy od "doktóra" i wszystko będzie dobrze, dostanie michę mięsa, uwali się na kolanach jak będę grał a potem ponaparza się że swoim kumplem Rico. Ale jedyne co możemy mu obiecać, to że jutro przestanie boleć. Jego, bo nie nas. Człowiek jest durnym stworzeniem, oswaja, przyzwyczaja się i zżywa z istotami, które żyją o wiele za krótko a potem cierpi podczas starty. Bezsilność, bezradność, smutek, żal, złość, poczucie winy. Tak chciałem się wygadać przed obcymi. Kochajcie swoje małe kreaturki.
by BlackIsTheSoul1
7 comments
🙁 🫂❤️🩹
Bardzo współczuję ☹️
Współczuję.
Trochę zazdroszczę że możesz się z nim pożegnać i skrócić cierpienie. Ja z moim pieskiem nie zdążyłem 🙁
Bardzo współczuję 🙁
Znam ten ból, tydzień temu się dowiedziałem że nasza świnka morska, pierwsze zwierzątko mojej żony, ma dużego guza z którym nic nie zrobimy bo jest za stary na operacje (8 lat)… Dopiero w środę wizyta kontrolna gdzie dowiemy się czy opieka paliatywna bo jest stabilnie, czy pożegnanie przy tęczowym moście…
Sram po gaciach, zrobiłem sobie krzywdę tym stresem mimo że widzę że póki co świnka ma się dobrze. Od dłuższego czasu spodziewaliśmy się że ten moment kiedyś nadejdzie, to nie będzie pierwszy prosiak którego pożegnamy, to człowiek po prostu nie jest na to gotowy.
Ale spójrz na to z drugiej strony. Dałeś mu lata opieki, pełną miskę, zabawę, godną starość.
I jutro z godnością pomożecie mu znaleźć się w miejscu gdzie będzie widział, gdzie jedzenia nigdy nie zabraknie i gdzie zawsze będzie się gdzie wygrzewać.
I jeszcze jedno. Łzy nie są niemęskie, a jesli zapłaczesz nad futrzastym przyjacielem, to znaczy że naprawdę nim był.
Wiem, co czujesz. 25 grudnia uśpiliśmy naszą Lusię i do dzisiaj się pozbierać nie mogę… najgorsze jest chyba to czekanie na wizytę/przyjście weterynarza. Serce pęka, ale zrozumienie, że to kochane stworzonko już nie będzie cierpiało i będzie gonić za myszkami, tarzać w kocimiętce oraz zajadać wszelkie smaczki na zawsze trochę podnosi na duchu. Geralcik na pewno jest Wam bardzo wdzięczny za wspaniały dom, ale też potrzebuje uwolnić się od bólu.
Lusia też była czarna, miała biały krawat i białe skarpetki.
Trzymajcie się.
Szczerze współczuję. Nie będę w stanie powiedzieć ci niczego, co miałoby chociaż cień szansy sprawić, że te chwile będą choć odrobinę łatwiejsze do przetrawienia, bo mi nie było w stanie pomóc absolutnie nic, kiedy również po dwunastu latach musieliśmy podjąć decyzję o ulżeniu w cierpieniu naszemu psu. Styczeń 2012 roku, pamiętam. Koniec świata Majowie wieszczyli dopiero na grudzień, dla mnie nastąpił już w styczniu.
Spróbuję ci jednak przekazać coś, co – choć nie pomoże w tej chwili – z czasem może sprawić, że będzie ci lżej. A może uznasz, że to tylko farmazony jakiegoś losowego bąbla z internetów.
Przez te dwanaście lat zajmowałeś się tym mniejszym od reszty, niewidzącym kotem z połową ogona. Dałeś mu dom, opiekę, miłość, a nawet – wybacz górnolotny ton – życie, na które być może nie mógłby liczyć gdzie indziej i z kimś innym. I wiesz, zwierzęta wyczuwają takie rzeczy. Twój kot to wyczuwa i mój pies też to czuł, od samego początku aż do końca. I myślę, że gdyby nasze zwierzaki mogły mówić, byłyby nam wdzięczne za ten cały czas razem tak jak my zawsze będziemy wdzięczni im i chciałyby, żebyśmy zapamiętali tylko te lepsze dni. Geralcik na pewno nie uważa, że zamierzacie go zabić – czuje, że cierpi i wie, że wy, którzy jesteście jego rodziną, robicie wszystko, żeby mu pomóc. Niestety czasami to “wszystko” oznacza już tylko zakończenie tego niesprawiedliwego cierpienia w możliwie komfortowy sposób. Dałeś mu bez wątpienia wspaniałe życie, teraz musisz być przy nim na jego końcu i pomóc mu osiągnąć spokój, przekroczyć tę granicę, za którą nie ma już żadnego bólu.
Może coś w tym jest, że człowiek jest durny, bo przyzwyczaja się do istot, które żyją o wiele za krótko – ja do teraz nie potrafię wziąć kolejnego zwierzaka, bo myślę, że nie przeżyłbym znów tego samego. Ale myślę też, że to nasze zżycie się z nimi i wszystkie wynikającego z tego rzeczy to mimo wszystko najlepsze, co możemy dać i im, i nam samym.
Życzę ci siły, byś był w stanie przetrwać jutro.
Comments are closed.