
Wiecie, libki i tzw. klasa średnia, ogólnie ci co walczyli o obniżenie składki zdrowotnej jak o niepodległość.
Pytam, bo w sumie od jakiegoś czasu obserwuję 2 zjawiska, które próbuję jakoś ze sobą pożenić, ale ni chuja. Z jednej strony co jakiś czas dochodzą do mnie jęki niezadowolonych nowobogackich. Niedawno jeden ziomek z platynową kartą w Luxmedzie czy innym Medicoverze narzekał na twiterze, że czeka w kolejce już którąś z kolei godzinę, a obsługa klienta uspokajała go w czasie rzeczywistym. Komentariat podzielił się jak zwykle na dwa obozy: jedni doradzali pójście na SOR (bo to samo tylko "za darmo"), inni radzili odpuszczenie sobie wszelkich abonamentów u prywaciarzy i płacenie z miejsca za usługę, wtedy (podobno) jest się przyjmowanym od ręki. Dzięki, mordo, super rada.
Z drugiej strony, wiele osób narzeka ile to już kasy wpakowali w "ten system" i nie otrzymali żadnego zwrotu. Obecnie najlepiej zarabiający płacą najniższe składki więc sytuacja niejako się wyrównuje, ale poziom opieki medycznej jako takiej pojedzie w dół.
Naprawdę nie wiem co libki robią z zaoszczędzonymi pieniędzmi. Czy wszyscy jak jeden mąż pakują interes w szpital Medicovera w Warszawie? Czy liczą, że jak w złotych latach '90 jakoś się "dogadają pod stołem" z ordynatorem gdy już przyjdzie co do czego? Czy ktoś może mnie uświadomic gdzie jest ta zajebista prywatna opieka medyczna na wysokim poziomie?
With all due respect, sam jestem klientem jednego z prywatnych ubezpieczycieli. U lekarza na NFZ nie byłem już dobre parę lat, poza ostatnią wizytą na SORze, która tak mnie wkurwiła, że do napisania tego tekstu aż mnie zmusiła. Ogólnie jestem w stanie płacić większe daniny na zdrowie w skali miesiąca i roku, jeśli tylko (nawet nieznacznie) poprawi to jakość polskiej służby zdrowia. Na SORze było od groma ludzi. Rozklad pacjentow jak rozkład wyborców był zapewne normalny, czyli ci, którzy popierają mniejsze składki, cieszą się że mogą kiblować kilkanaście godzin bez gwarancji bycia przyjętym. W sumie wyczekałem się parę godzin, posłuchałem plotek i fantazji seksualnych lekarzy, ale zbadało mnie łącznie 4 lekarzy, w tym 2 specjalistów + pakiet badań. Czy mogło być to lepiej i sprawniej zorganizowane? Z pewnością tak. Czy prywaciarze lepiej zarzadają kasą i czasem? Bez wątpienia tak. Ale ostatecznie otrzymałem diagnozę i wskazówki, co do dalszego leczenia i skierowanie na wizyty kontrolne do specjalistów. Customer service mocne 2/10, metytoryczność i skala pomocy 10/10. Piszę to niejako na marginesie zabójstwa CEO w NY i absurdalnych faktur za podstawowe leczenie w US, które latały na amerykańskim Reddicie.
Ogólnie chodzi mi o to, że nie ma alternatywy dla państwowej służby zdrowia. Prywaciarze mogą usprawniać i udrażniać system i nieźle na tym zarabiać, ale każde powikłanie, każda poważniejsza sprawa kończy się wizytą w państwowym szpitalu. Wiedzą o tym pacjentki z komplikacjami po prywatnych klinikach leczenia bezpłodnosci. Karetka do szpitala medicovera w Warszawie nie wszędzie przyjedzie, a ja wolałbym jednak, żeby zwykłe karetki jeździły normalnie, żeby personelu było więcej i żeby mieli potrzebne narzędzia. Tylko tyle i aż tyle.
Mój post oczywiście wali w libków, bo to wdzięczny i łatwy cel, ale problem jest dużo większy. Ogranicznie składek na zdrowie popiera mniej lub bardziej jakieś 70-80% społeczeństwa. Może warto przekonać np. emerytów, że dodatkowe emerytury warto przeznaczyć na NFZ, bo i tak najprawdopodobniej wydadzą te kasę na leczenie.
Dajcie znać co myślicie i gdzie leży to medyczne prywaciarskie El Dorado.
by WineTerminator
16 comments
Mysle ze sektor prywatny bedzie sie rozrastał. Ładowanie pieniędzy w sektor publiczny prowadzi do napychania kieszeni lekarzom i to tyle, wiec wolałbym płacić ubezpieczycielowi który cokolwiek mi gwarantuje w zależności od wpłaty niż lądować w studnie bez dna która nie zależnie od wpłaconej składki obsłuży cię tak samo marnie
Jeśli ktoś jest w stanie kiblować na sorze kilkanaście godzin, nie zostać przyjętym i po prostu wyjść to w ogóle nie powinno go być na sorze od początku…
Ciężko traktować poważnie tekst zaczynający się od “libek to, libek tamto”
Co to znaczy libki?
Generalnie powinien być system taki że z publicznych pieniędzy utrzymywana jest tylko służba zdrowia ratująca życie czyli szpitale, skomplikowane zabiegi, leczenie nowotworów. A cała reszta oddelegowana do sektora prywatnego. Wtedy każdy według potrzeb mógłby się ubezpieczyć. Ja rzadko korzystam z pomocy internistów czy innych specjalistów więc chciałbym móc wybrać ubezpieczenie tańsze z dużym udziałem własnym bo mi się to opłaci.
Everybody gangsta until NFZ wrapped mówi, że twoje zeszłoroczne świadczenia przekroczyły milion złotych.
Jest jeszcze jeden minus prywatnej służby zdrowia o którym mało się mówi a który przytrafił się u mnie w rodzinie. Otóż “prywaciarz” nie powie Ci nie. Moja mama leczyła się na raka wątroby i znalazła opcję wykonania ablacji. Lekarz na NFZ powiedział, że nie zrobią zabiegu. Prywaciarz po konsultacji telefonicznej powiedział, że oczywiście. Summa summarum, operacja okazała się zabiegiem ratującym stan konta lekarza a nie zdrowie pacjenta.
Jak ja już rzygam tym argumentem, że wszyscy korzystają ze służby zdrowia tak samo więc powinni płacić takie same składki.
To co, likwidujemy podatek dochodowy i od teraz każdy płaci po prostu taka samą składkę? Przecież wszyscy korzystamy z państwa tak samo, więc czy ktoś zarabia 5 tys czy 50 tys powinien odprowadzać do budżetu tyle samo. Przecież wojsko wszystkich chroni w ten sam sposób, wszystkie dzieci uczą się w takich samych szkołach….
Wystarczy wprowadzić kryterium dochodowe na 800+ lub podnieść zaniżony wiek emerytalny, pieniędzy na nfz będzie aż z nadmiarem, no ale ideologia „nic co PiS dał nie odbierzemy” jest nieustępliwa
W tym roku zapłacilem 17k składki zdrowotnej. Czy to dużo czy mało? Jeżeli faktycznie cos mi się przytrafi czym bede musiał ratować życie prawdopodobnie się zwróci. Jeżeli nie to cóz. Żyjemy w społeczeństwie.
Teraz jedyne co robie aby zbudować sobie status w publicznej służbie zdrowia to honorowe krwiodawstwo. Mam nadzieje że nie stanie sie to na tyle popularne ze zaczna zabierac benefity w postaci skroconych terminow itd.
Możliwe że problem jest też z ilością lekarzy, może potencjalnie z pensjami. Tutaj systemowe zaniedbania z poprzednich lat się odzywają. Rzucenie sporej ilości kasy może aż tak bardzo nie pomóc. Może też większe zapotrzebowanie bo starzejemy się jako społeczeństwo.
Chyba po prostu jesteśmy w dupie i lepiej nie będzie. Ale szczerze trochę zaczyna wkurzać mnie ten dodatkowy 9% podatek na UoPie. Zawsze myślałem że w Polsce jest czasem jako-tako ale przynajmniej w miarę niskie podatki są, a teraz… koszty pracodawcy, pit, składki zdrowotne… wcale tak mało nie jest. Już mogli by dać po prostu jeden podatek (niech będzie progresywny tak jak jest) ale kurde czarno na białym a nie takie cuś.
Tak czy siak chyba jest źle nie tylko z powodu piniążków, mam takie wrażenie.
Biedny Hołdys, od trzech godzin czeka na sorze aż przyszyją mu twarz zjedzoną przez lamparty
Osobiście nie byłem zadowolony z podwyżki składki zdrowotnej, ale z bardzo prostego powodu – obecny model opieki zdrowotnej jest przestarzały i niewydajny. Dosypywanie pieniędzy bez gruntownej reformy jest bez sensu.
Niestety nie widzę obecnie po żadnej stronie chęci do tego, żeby ten cały system przebudować od zera. Osobiście uważam, ze cały model pt. “szpital dostaje 10 zabiegów na miesiąc” jest idiotyczny. Cały model rozliczania placówkę medycznych z NFZ jest chory. Polecam poczytać jakie fikołki potrafi robić NFZ, żeby tylko nie płacić pieniędzy. Dlaczego przy obecnej informatyzacji NFZ nie może po prostu płacić za badania, które zostały wykonane? Skoro zgłosiło się 20 osób, to niech NFZ zapłaci za 20 osób. Co to za chore szacunki, że w danym okresie tylko X osób może mieć zrobiony zabieg?
Jestem gotowy płacić 2x tyle, ile teraz, jeżeli dzięki temu, będę miał bezproblemowy dostęp do badań diagnostycznych. Obecnie musisz mieć OBJAWY, żeby dostać skierowanie. Nie muszę tłumaczyć, że w wielu przypadkach, pojawienie się objawów jest już ostatnim dzwonkiem. Parę lat temu, gdy potrzebowałem mieć na CITO(!!!) zrobione badania, to na NFZ czekaj pan 2 miesiące, za 1k miałem w ciągu 3 dni termin. Mnie na szczęście stać, ale współczuję tym, dla których jest to niemożliwa kwota do wydania.
Dlatego, jeżeli ktoś mi mówi “płać więcej, ale nie licz na nic więcej” to niestety, ale nie jestem zadowolony.
ależ to jest modus operandi dużego biznesu, oni za tym lobbują. wygląda to tak:
1) narzekamy na publiczne usługi. gadamy w kółko, że prywatne lepsze, wydajniejsze i w ogóle.
2) ludzie, co mają do czynienia z usługami kiwają głowami. przepychane są kolejne cięcia i cięcia i odsuwanie inwestycji, bo przecież to niewydajne.
3) sektor publiczny, przez jeszcze większe niedofinansowanie działa jeszcze gorzej, ludzie idą do prywaciarza.
4) sektor publiczny zdycha.
5) i mamy El Dorado. w tym momencie można śpiewać trzysta dolców za obejrzenie gardziołka i dwie tabletki paracetamolu.
6) … a jak się klient będzie pluł o zwrot z ubezpieczenia, to choćby miał rację, będziemy się z nim sądzić. gupi robak jest biedniejszy od koncernu i wymięknie w procesie pierwszy xd
Powtórzę coś co kiedyś obiło mi się o uszy, a wydaje się dość sensowne. Od rządów AWS nikt nie ruszył służby zdrowia w znaczącym stopniu, bo nie ważne co zrobisz i tak ludzie będą niezadowoleni. Nawet jeśli mielibyśmy super politykę co, by mogła zdziałać cuda, to jeśli wymagałaby okresu przejściowego, który mógłby znacznie pogorszyć i tak mizerne stan opieki zdrowotnej, po to by potem było lepiej, to żadna partia na to nie pójdzie, bo może się to skończyć przegranymi wyborami na starcie. W momencie gdy służba zdrowia jest w słabym stanie od lat, to ludzie po prostu zaakceptowali ten stan rzeczy i że nie da się nic zmienić, a partie polityczne traktują to jako cichy konsensus między sobą, że będą o tym gadać, ale nikt tego nie ruszy. Problemem jest też to, że taka reforma najprawdopodobniej wymagałaby lat, bo nawet jakbyśmy skłonili magicznie lekarzy do pracy w państwowych ośrodkach , to nadal trzeba zorganizować lokale, sprzęt i przede wszystkim specjalistów. To wszystko wymagałoby powolnego procesu kumulacji zasobów przy jednoczesnym ciągłym funkcjonowania służby zdrowia. Dodajmy do tego inny problem, Polska służba zdrowia działa: dziwnie. Szpitale są zarządzane dość podobnie do prywatnych ośrodków, rozdział środków jest dość hierarchiczny więc często pieniądze mające iść na cały ośrodek, zostają na najwyższych stanowiskach. Księgowość jest prowadzona w stylu prywatnego przedsiębiorstwa, ewaluacja wyników też, a jednocześnie w teorii powinno to służyć publicznej sprawie. Na dodatek PiS przez ostatnie lata również dokładał się do stopniowej prywatyzacji służby zdrowia przez dawanie ludziom pieniędzy i mówienie: macie kasę, to idźcie do prywatnego lekarza. Przecież już tak jest z dentystami, że żeby zrobić coś na NFZ to jest czasami tragedia. Dawanie ludziom kasy, nie poprawiając jednocześnie publicznych usług siłą rzeczy prowadzi, do stopniowego wypierania przez prywatne firmy państwowych działań. Zaś spadająca efektywność i popyt na państwowe działania, nakręcają jeszcze bardziej retorykę mówiącą: “patrzcie jaka ta służba zdrowia nieefektywna, nieefektywna bo państwowa. Rynek lepiej to rozwiąże.” . Tu by musiała istnieć konkretna presja społeczna, której nie dałoby się zbić zwyczajnym zasypywaniem problemów kasą. Bo co z tego, że będziemy mieć kasę, jeśli system jest dziurawy i skorumpowany?
Imo dobry system leczenia to system pół prywatny pół państwowy. Każdy płaci tak jak teraz istnieje sobie nfz i państwo dodatkowo zatrudnia placówki prywatne. Każdy obywatel jeśli chce nadal może skorzystać z ubezpieczenia prywatnego. Dodatkowo za korzystanie z państowych usług powinny być pobierane dodatkowe małe opłaty w stylu 25-50 zł za wizytę. Ludzie sobie nic nie robią z tych wizyt umawiają się potem nie przychodzą a emeryci często przychodzą do lekarza bo nie mają co robić i przychodzą dla zabicia czasu. Małe opłaty za każdą wizytę zmusiły by ludzi do jakiejś refleksji i większego poszanowania tych wizyt oraz czasu lekarzy. A jeśli komuś szkoda 25 czy 50 zł na wizytę to chyba raczej nie jest jednak tak chory.
Comments are closed.