Główną bohaterką jest Jagoda Koteł. Kobieta to pracoholiczka, numerem jeden w jej życiu jest kariera. Wiele wymaga od siebie, tyleż samo od podwładnych. Nie byłoby to oczywiście niczym złym. Problem w tym, że Jagody nie sposób polubić. Aby osiągać kolejne cele, czyli szczeble korporacyjnego wyścigu szczurów, kobieta nie cofa się przed niczym. Idzie do łóżka z kim warto, zbiera haki na kogo popadnie, nie waha się przed małymi szantażykami. Do tego ma cięty język, jest wulgarna i stosuje mobbing. Współpracownicy nie nazywają jej inaczej niż „Sucz” i marzą o tym, żeby pozbyć się jej, niekoniecznie humanitarnym sposobem. W końcu jednak rezygnują z morderstwa i knują intrygę, wskutek której kobieta dyscyplinarnie traci etat, a razem z nim nie tylko pokaźne dochody i służbowy samochód, lecz także reputację. O pracy na podobnym stanowisku u konkurencji nie ma co liczyć. Wraca więc do rodzinnego domu, gdzie pogrąża się w obżarstwie, lenistwie i… braku higieny.

Niestety nie zadbała wcześniej o oszczędności. Nie ma też partnera ani przyjaciół, w których mogłaby znaleźć jakiekolwiek oparcie – „jej życie sprowadzało się do pracy, używek i przygodnego seksu” [s. 30]. Rodzona matka ma dosyć widoku zaniedbanej i bezproduktywnej córki. Zwraca się po radę do wiekowej ciotki, która od razu ma pomysł na życie dla Jagody: może przyjechać do niej, aby zatrudnić się w lokalnym pensjonacie, gdzie miałaby zapewnione również mieszkanie i wyżywienie. Jagoda jedzie tam przekonana, że zostanie menedżerką, a to pozwoli jej stanąć na nogi. No cóż, kilkunastotysięczna pensja dyrektor projektowej w wielkiej firmie to już przeszłość. Koteł musi się teraz zadowolić najniższą krajową i całkiem niekierowniczym stanowiskiem. Do jej obowiązków należeć będzie m.in. obieranie ziemniaków i sprzątanie pokojów.

Równolegle z bieżącymi wydarzeniami mamy tutaj liczne retrospekcje, które jednak zupełnie mi nie przeszkadzały. Przeciwnie, dzięki nim poznajemy kulisy wrobienia Jagody – motywacje jej podwładnych i szczegóły ich niecnego planu.

Fabularnie książka Olgi Rudnickiej prezentuje się całkiem nieźle, chociaż nie udało mi się polubić żadnego z bohaterów. Są wredni, chciwi, niesympatyczni i przeważnie prostaccy. Posługują się niewybrednym językiem, który niestety udziela się także narratorowi (po co?). Nie potrafię się z nikim utożsamić. Humoru tu sporo, i owszem, ale nie do końca w moim guście. Dodatkowo zakończenie powieści jest dość nijakie. Czegoś tam możemy się domyślać. Być może to otwarta furtka dla kolejnej części, jednak szkoda, że przynajmniej główne wątki nie zostały zgrabnie domknięte. Jeśli powstanie drugi tom, chętnie dowiem się z niego, co z tego wszystkiego wynikło.

Całość oceniam jako niezłą pozycję, która mogłaby być lepsza, bardziej dopracowana. Nie wątpię wszakże, że wielu czytelnikom i czytelniczkom przypadnie do gustu i nieco ich rozweseli, a może nawet skłoni ku głębszej refleksji.

Aleksandra Dolęga-Mazur