
Wczoraj byłem na szantach w Krakowie. Koncert finałowy trwał 5 godzin. I było wszystko od szant poetyckich po metalowe.
Ale chór "Zawisza Czarny" z Gdyni był wyjątkowy na tle reszty. Wszyscy inni byli pod względem technicznym lepsi. Ale oni byli niesamowici bo śpiewali autentyczne szanty. Wyobraźcie sobie 50 gości w w wieku 30+ którzy "płynął" pociągiem przez całą Polskę z Gdyni by wystąpić w Krakowie. I spotykają się po to by się spotkać. Byli naprawdę autentyczni w tym co robili.
Zazdroszczę wam Gdynianie.
I z innej beczki. Mam znajomego. Gdy poznałem go był już osobą bardzo wierzącą. I gdy słyszę a w ten weekend jedziemy z chłopakami do Częstochowy odmawiać różaniec. To widzę radość w jego oczach.
Sam się bawię w sport amatorski gdzie wg oficjalnych statystyk składki płaci 2000+ w Polsce. Trafiłem przypadkiem. I mamy zimową edycję zawodów gdzie pomagam. I w wolnej chwili w szatni wywiązała się dyskusja pomiędzy panami 40plus: mieć czy być. Każdy został przy swoim. Ale była fajna rozmowa.
Jak poznać ludzi?
Nie szukać ich.
Szukać miejsc gdzie można zrealizować swoje potrzeby związane ze śpiewem, modlitwą, potrzebą zadbania o kondycję fizyczną. A reszta czyli ludzie zawsze się znajdą by wesprzeć, pomóc.
by Majestic_Mammoth3503
7 comments
tl;dr: nie szukać ludzi, szukać miejsc gdzie można spotkać ludzi
Ale jak to? To siedząc w domu, przeglądając reditka i oglądając netflixa nie pozna się znajomych?
Ludzi poznale,ludzi sie uczy.
AI pisało tego posta?
Coś w tym jest, niestety moja praktyka była naznaczona pechem, wszystkie moje próby rizzowania grając w CSa zakończyły się porażką. Na nextcie po poznaniu towarzyszki w graniu wylosowywało jebanego Dusta 2, nienawidzę tej mapy. Jeśli kiedyś będę miał partnerkę i zapyta mnie czy miałem kogoś wcześniej to odpowiem, że miałbym gdyby nie ta jebana mapa z piaskiem. Nie wiem jakie jest prawdopodobieństwo, że poniosłem w ten sposób porażkę aż dwa razy, ale jest to dla mnie powód by nienawidzić tę mapę jeszcze bardziej. Jeśli trzecia dziewczyna poznana w csie też zostanie przeze mnie stracona przez tą jedną mapę na której absolutnie nie potrafię grać to znaczy, że jest to jakaś klątwa.
Też byłam na Shanties, co prawda nie na koncercie finałowym, ale na K7 i K8. Ogólnie jestem na tym festiwalu od paru lat, widać że jest to takie towarzystwo wzajemnej adoracji (w raczej pozytywnym znaczeniu, wszyscy wykonawcy to jedna rodzina, choć trochę też negatywnym, bo ciężko o kogoś nowego na tym festiwalu). No i miałam podobną rozkminę, średnia wieku wykonawców i widowni to raczej 60+, Ci ludzie mają wspólne wspomnienia, rejsy zrealizowane i zaplanowane, razem muzykują i piją w tawernach, po prostu im tego zazdroszczę.
Jako 30-latka z Krakowa z patentem żeglarskim i żeglowaniem w serduchu bardzo bym się chciała wkręcić w takie towarzystwo w swoim wieku, ale czy to w ogóle możliwe? Nie ma za bardzo miejsc w których można poznać podobnych ludzi, kluby żeglarskie to raczej leśne dziadki trzepiące kasę na szkoleniach i wypożyczalniach, a nie miejsce regularnych spotkań zajawionych tematem. Jeśli ktoś w moim wieku żegluje to zazwyczaj robi to od dziecka i patrzy na nas z góry, że my z mężem dopiero próbujemy się nauczyć wszystkiego od zera i zyskać w tym trochę pewności i samodzielności, mamy jakichś pojedynczych znajomych zainteresowanych tym samym, ale po kilku wspólnych rejsach już trochę jesteśmy nimi zmęczeni i brakuje nam świeżej krwi.
Nawet byłam na rejsie z klubem żeglarskim z mojego korpo, bo pracuję zdalnie dla oddziału w Gdańsku, ale przez cały rejs były korpo tematy zamiast żeglarskich (serio gadanie o Scrumie i Aglie przez 99% czasu), nawet poszantować było ciężko, bo szant za bardzo nikt nie lubił i nie znał, więc też trochę nie siadło…
Podsumowując, wcale nie jest tak łatwo znaleźć ludzi mimo posiadania jakiejś pasji/zainteresowania.
Czemu używasz kropek jako przecinków
Comments are closed.