I w ten sposób wiesz że rozmawiasz z 14 latkiem xD
Ale w praktyce mniej-więcej tak to działa przy okazji B2B. Jest budżet na stanowisko i tyle.
Naturalnie, przecież kiedy PiS uchwalił zwolnienie do 26 roku życia z podatku to od razu wszystkim młodym pensje skoczyły do góry xD
Zawsze w takich sytuacjach zastanawia mnie jedno.
To są w całości ludzie, którzy są bardzo przeciwni wszystkim dodatkom finansowym, które nazywają tzw. “rozdawnictem”. Zawsze w dyskusji jeden z koronnych argumentów jest taki, że “rozdawnictwo” prowadzi do inflacji, bo jak sporo ludzi będzie miało więcej pieniędzy, to zwiększy się popyt i ceny wzrosną – co zresztą w najszerszym ujęciu jest prawdą, po prostu nie w takim stopniu jak twierdzą i jest to bardziej zniuansowane, no ale…
To teraz, stosując ich logikę, skoro np. mediana to 6 tysięcy, a po postulowanych przez nie zmianach każdy z tej grupy pracowników otrzyma niejako “bonusowo” dodatkowe 4 tysiące, to co się wtedy stanie? Skoro 500 zł jest tak wybitnie proinflacyjnym czynnikiem, że praktycznie nas zabija, to jak nazwać 4000+?
W takim wypadku, jak Balcerowicz – wieszczę scenariusz Turecki/Grecki/Wenezuelski. Największa grupa pracowników znienacka dostaje 4k więcej?
Parafrazując ich powiedzenie “Każdy będzie miał 10 tysięcy, ale chleb będzie po tysiąc”.
Odpowiadasz takiemu kucowi:
– to teraz wyobraź sobie że jesteś super przedsiębiorcą i masz przed sobą dwóch kandydatów na pracownika, jeden zrobi robotę za 6000 a drugi za tę samą robotę chce 16000, nie ma między nimi znacznych różnic. Zatrudniasz tego droższego czy tańszego? A jeśli tego tańszego to płacisz mu 6000 czy więcej? Np 10000?
I obserwujesz fikołki umysłowe
Całe nie, w praktyce to jest bardziej pół na pół.
Całe pewnie nie. Cześć na pewno. Jak z b2b. Część pewnie pozwoli obniżyć ceny celem zwiększenia udziału w rynku (chyba, że mamy monopol – ze sluzba zdrowia w pewnym stopniu tak jest).
Na szybko win win – wyższe pensje i niższe ceny.
Pytanie, na które nikt nie odpowiada to jakie inne daniny się pojawią, albo jakie funkcje państwa zostaną wyłączone ze względu na brak pieniędzy w budżecie.
No generalnie pracującym na B2B oddaje i dlatego pracują na B2B, bo dostają więcej pieniędzy.
Jak ktoś nie jest specjalistą to żadne zmiany składek nie sprawią, że będzie dostawał więcej pieniędzy, bo po prostu nie jest wartościowy dla pracodawcy.
Taaa sa tez ubezpieczenia roznego rodzaju…ktore jak sobie wrzucisz w nie to co pokrywa NFZ (czyli w sumie wszystko) to wyjdzie 20k miesiecznie albo wogole nie pokryja np. leczenia raka, skomplikowanych operacji z duzym ryzykiem itp. Wrzuccie sobie zlamanie np. gdzies na stoku + transport helikopterem do szpitala i opka na cito, przeciez jak to podlicza to wam jebnie skladka x 2 na nastepny rok.
Ostatnio gdzies czytalem, ze jakis tam bodajze prawnik z PL mial wypadek w US i mimo polisy na 1mln PLN zbiera teraz hajs na leczenie, bo koszty sa tam tak wysokie. Ludzie nie ogarniaja, ze leczenie dlugotrwale + rehab to jest praktycznie studnia bez dna, ale jasne, 500zl na miesiac na cala rodzinke i jechane.
Te wszystkie osoby to chyba naprawdę muszą przyjechać do USA i na własnej skórze doświadczyć jak świetnie to wszystko działa.
Przez ponad rok chodziłam z kompletnie rozwalonym woreczkiem żółciowym. To jakie ostatecznie miałam symptomy to przechodzi ludzkie pojęcie.
Raz za razem amerykańscy lekarze mnie odsyłali do domu, twierdząc, że to niestrawnosc albo zgaga.
Dopiero za którymś razem łaskawie lekarz zrobił konkretniejsze badania, bo dosłownie zażądałam, żeby spojrzeli do środka mojego ciała i że po prostu nie wyjdę ze szpitala póki czegoś nie zrobią. Lekarz mnie wysyłał na CT scan przewracając oczami, a za godzinę wrocił i kazał NATYCHMIAST zaklepywać termin operacji.
Przez ponad rok wymiotowałam, miałam sraczke, napady bólu o 4 w nocy, że się budziłam i nie mogłam spać aż nie przeszło, dreszcze, gorączki, sranie na szaro albo po prostu kawałkami pogryzionego jedzenia, i mogłabym jeszcze dłużej wymieniać.
Chuj wie, czy jakbym tego ostatniego dnia się nie postawiła i zaczęła stawiać żądań, co by się stało jakbym po prostu poszła do domu? Może by mnie ten woreczek zabił.
No ale żyję, i w nagrodę za to całe doświadczenie zostało mi ponad 10 000 dolarów długu.
Mam jedno z najlepszych możliwych ubezpiecznień, które kosztuje około 400 dolarów miesięcznie i mam takie szczęście, że mój pracodawca w ramach benefitow płaci około 300 dolarów z tego, bez odbierania z mojej pensji. I wciąż tysiące dolarów mojego długu za głupi woreczek.
Koleżanka jest okulistką, ostatnio miała mammograf i dostała rachunek 6000.
Nie wyobrażam sobie jak ktokolwiek może myśleć, że to jest lepszy system. Bo co, bo niby lekarze jacyś lepsi z tego powodu? No nie wiem, jak mój brat miał rozjebany woreczek żółciowy to nie przeszedł aż przez takie piekło w Polsce jak ja w Ameryce.
Albo co, że niby kolejek nie ma? Teraz mam też jakieś problemy za zdrowiem i w grudniu dostałam skierowanie do neurologa. Pierwszy wolny termin? 17 kwietnia! Już się nie mogę doczekać.
WSZYSTKO takie samo jak w Polsce. Lekarze tak samo umieją być niekompetentni, mieć ciebie w dupie, tak samo czekasz miesiące na wizytę. Tylko potem trzeba jeszcze zapłacić, no i boisz się stracić pracę, bo co to będzie?
Ostatnio dziewczynę, która za mną pracuje przejechał samochod. Znalazła się w krytycznym stanie na oddziale intensywnej terapii. Po paru tygodniach w pokoju socjalnym w pracy wisiało ogłoszenie, że jest dla niej zbiórka pieniędzy aby opłacić ubezpieczenie. No bo jak nie pracujesz, to ubezpieczenia nie ma. I to nie takie proste załatwić jakieś socjalne.
Ludzie naprawdę tego chcą????
Jak mój tato w Polsce dostał zawał to nie płacił za karetkę, za terapię, za leki, za pobyt w szpitalu, za wszczepienie urządzenia. A mama zadzwoniła od razu po karetkę jak tylko zaczął narzekać, że go coś w piersi pobolewa. Nikt się nie musiał martwić o pieniądze. A w USA ludzie boją się dzwonić po karetkę. Zawsze sobie myślę, ze jakby tutaj że mną mieszkał to by już był martwy.
Użytkownik tomasz z posta gra cwaniaka bo 40 koła za operację jest kwotą którą jest w stanie ogarnąć swoim organiczonym umysłem.
Chętnie bym zobaczył reakcję tego debila jakby zachorował na raka i zorientował się że same leki kosztują 500k-1m w skali roku – i mówię tu tylko o cenie rynkowej leków do chemioterapii, cenę opieki ambulatoryjnej i resztę łaskawie pomijam xd
Oczywiście że zapłaci Ci więcej jeżeli potrzebuje obsady stanowiska bo inaczej zatrudni Cię konkurencja. Jak w mojej branży nagle zaczęło się b2b robić popularne to na fakturę pisało się parę złotych poniżej wcześniejszych kosztów pracodawcy.
Oczywiście pomijamy też fakt, że jak pozbędziemy się konkurencji w postaci “darmowej” opieki zdrowotnej, to ta operacja będzie kosztowała nie 40 a 140 tysięcy.
13 comments
I w ten sposób wiesz że rozmawiasz z 14 latkiem xD
Ale w praktyce mniej-więcej tak to działa przy okazji B2B. Jest budżet na stanowisko i tyle.
Naturalnie, przecież kiedy PiS uchwalił zwolnienie do 26 roku życia z podatku to od razu wszystkim młodym pensje skoczyły do góry xD
Zawsze w takich sytuacjach zastanawia mnie jedno.
To są w całości ludzie, którzy są bardzo przeciwni wszystkim dodatkom finansowym, które nazywają tzw. “rozdawnictem”. Zawsze w dyskusji jeden z koronnych argumentów jest taki, że “rozdawnictwo” prowadzi do inflacji, bo jak sporo ludzi będzie miało więcej pieniędzy, to zwiększy się popyt i ceny wzrosną – co zresztą w najszerszym ujęciu jest prawdą, po prostu nie w takim stopniu jak twierdzą i jest to bardziej zniuansowane, no ale…
To teraz, stosując ich logikę, skoro np. mediana to 6 tysięcy, a po postulowanych przez nie zmianach każdy z tej grupy pracowników otrzyma niejako “bonusowo” dodatkowe 4 tysiące, to co się wtedy stanie? Skoro 500 zł jest tak wybitnie proinflacyjnym czynnikiem, że praktycznie nas zabija, to jak nazwać 4000+?
W takim wypadku, jak Balcerowicz – wieszczę scenariusz Turecki/Grecki/Wenezuelski. Największa grupa pracowników znienacka dostaje 4k więcej?
Parafrazując ich powiedzenie “Każdy będzie miał 10 tysięcy, ale chleb będzie po tysiąc”.
Odpowiadasz takiemu kucowi:
– to teraz wyobraź sobie że jesteś super przedsiębiorcą i masz przed sobą dwóch kandydatów na pracownika, jeden zrobi robotę za 6000 a drugi za tę samą robotę chce 16000, nie ma między nimi znacznych różnic. Zatrudniasz tego droższego czy tańszego? A jeśli tego tańszego to płacisz mu 6000 czy więcej? Np 10000?
I obserwujesz fikołki umysłowe
Całe nie, w praktyce to jest bardziej pół na pół.
Całe pewnie nie. Cześć na pewno. Jak z b2b. Część pewnie pozwoli obniżyć ceny celem zwiększenia udziału w rynku (chyba, że mamy monopol – ze sluzba zdrowia w pewnym stopniu tak jest).
Na szybko win win – wyższe pensje i niższe ceny.
Pytanie, na które nikt nie odpowiada to jakie inne daniny się pojawią, albo jakie funkcje państwa zostaną wyłączone ze względu na brak pieniędzy w budżecie.
No generalnie pracującym na B2B oddaje i dlatego pracują na B2B, bo dostają więcej pieniędzy.
Jak ktoś nie jest specjalistą to żadne zmiany składek nie sprawią, że będzie dostawał więcej pieniędzy, bo po prostu nie jest wartościowy dla pracodawcy.
Taaa sa tez ubezpieczenia roznego rodzaju…ktore jak sobie wrzucisz w nie to co pokrywa NFZ (czyli w sumie wszystko) to wyjdzie 20k miesiecznie albo wogole nie pokryja np. leczenia raka, skomplikowanych operacji z duzym ryzykiem itp. Wrzuccie sobie zlamanie np. gdzies na stoku + transport helikopterem do szpitala i opka na cito, przeciez jak to podlicza to wam jebnie skladka x 2 na nastepny rok.
Ostatnio gdzies czytalem, ze jakis tam bodajze prawnik z PL mial wypadek w US i mimo polisy na 1mln PLN zbiera teraz hajs na leczenie, bo koszty sa tam tak wysokie. Ludzie nie ogarniaja, ze leczenie dlugotrwale + rehab to jest praktycznie studnia bez dna, ale jasne, 500zl na miesiac na cala rodzinke i jechane.
Te wszystkie osoby to chyba naprawdę muszą przyjechać do USA i na własnej skórze doświadczyć jak świetnie to wszystko działa.
Przez ponad rok chodziłam z kompletnie rozwalonym woreczkiem żółciowym. To jakie ostatecznie miałam symptomy to przechodzi ludzkie pojęcie.
Raz za razem amerykańscy lekarze mnie odsyłali do domu, twierdząc, że to niestrawnosc albo zgaga.
Dopiero za którymś razem łaskawie lekarz zrobił konkretniejsze badania, bo dosłownie zażądałam, żeby spojrzeli do środka mojego ciała i że po prostu nie wyjdę ze szpitala póki czegoś nie zrobią. Lekarz mnie wysyłał na CT scan przewracając oczami, a za godzinę wrocił i kazał NATYCHMIAST zaklepywać termin operacji.
Przez ponad rok wymiotowałam, miałam sraczke, napady bólu o 4 w nocy, że się budziłam i nie mogłam spać aż nie przeszło, dreszcze, gorączki, sranie na szaro albo po prostu kawałkami pogryzionego jedzenia, i mogłabym jeszcze dłużej wymieniać.
Chuj wie, czy jakbym tego ostatniego dnia się nie postawiła i zaczęła stawiać żądań, co by się stało jakbym po prostu poszła do domu? Może by mnie ten woreczek zabił.
No ale żyję, i w nagrodę za to całe doświadczenie zostało mi ponad 10 000 dolarów długu.
Mam jedno z najlepszych możliwych ubezpiecznień, które kosztuje około 400 dolarów miesięcznie i mam takie szczęście, że mój pracodawca w ramach benefitow płaci około 300 dolarów z tego, bez odbierania z mojej pensji. I wciąż tysiące dolarów mojego długu za głupi woreczek.
Koleżanka jest okulistką, ostatnio miała mammograf i dostała rachunek 6000.
Nie wyobrażam sobie jak ktokolwiek może myśleć, że to jest lepszy system. Bo co, bo niby lekarze jacyś lepsi z tego powodu? No nie wiem, jak mój brat miał rozjebany woreczek żółciowy to nie przeszedł aż przez takie piekło w Polsce jak ja w Ameryce.
Albo co, że niby kolejek nie ma? Teraz mam też jakieś problemy za zdrowiem i w grudniu dostałam skierowanie do neurologa. Pierwszy wolny termin? 17 kwietnia! Już się nie mogę doczekać.
WSZYSTKO takie samo jak w Polsce. Lekarze tak samo umieją być niekompetentni, mieć ciebie w dupie, tak samo czekasz miesiące na wizytę. Tylko potem trzeba jeszcze zapłacić, no i boisz się stracić pracę, bo co to będzie?
Ostatnio dziewczynę, która za mną pracuje przejechał samochod. Znalazła się w krytycznym stanie na oddziale intensywnej terapii. Po paru tygodniach w pokoju socjalnym w pracy wisiało ogłoszenie, że jest dla niej zbiórka pieniędzy aby opłacić ubezpieczenie. No bo jak nie pracujesz, to ubezpieczenia nie ma. I to nie takie proste załatwić jakieś socjalne.
Ludzie naprawdę tego chcą????
Jak mój tato w Polsce dostał zawał to nie płacił za karetkę, za terapię, za leki, za pobyt w szpitalu, za wszczepienie urządzenia. A mama zadzwoniła od razu po karetkę jak tylko zaczął narzekać, że go coś w piersi pobolewa. Nikt się nie musiał martwić o pieniądze. A w USA ludzie boją się dzwonić po karetkę. Zawsze sobie myślę, ze jakby tutaj że mną mieszkał to by już był martwy.
Użytkownik tomasz z posta gra cwaniaka bo 40 koła za operację jest kwotą którą jest w stanie ogarnąć swoim organiczonym umysłem.
Chętnie bym zobaczył reakcję tego debila jakby zachorował na raka i zorientował się że same leki kosztują 500k-1m w skali roku – i mówię tu tylko o cenie rynkowej leków do chemioterapii, cenę opieki ambulatoryjnej i resztę łaskawie pomijam xd
Oczywiście że zapłaci Ci więcej jeżeli potrzebuje obsady stanowiska bo inaczej zatrudni Cię konkurencja. Jak w mojej branży nagle zaczęło się b2b robić popularne to na fakturę pisało się parę złotych poniżej wcześniejszych kosztów pracodawcy.
Oczywiście pomijamy też fakt, że jak pozbędziemy się konkurencji w postaci “darmowej” opieki zdrowotnej, to ta operacja będzie kosztowała nie 40 a 140 tysięcy.
Comments are closed.