— To jest jednoosobowa działalność. Facet dziś handluje bronią, ale jeśli mu nie pójdzie, to jutro zajmie się mydłem, a pojutrze jabłkami – określa amerykańskiego kontrahenta Fabryki Broni “Łucznik” nasz związany z zakładem rozmówca.

— Skupują w Europie Wschodniej stare, poradzieckie karabinki AK, odnawiają je i sprzedają w Stanach. Handlują głównie przez internet. Ich warsztat to taki nieco większy blaszak – mówi kolejna związana z Fabryką Broni osoba, wskazując na odpowiednie zdjęcie.

— Z takimi firmami zawsze handlowaliśmy na jednej zasadzie: najpierw bilet, potem kino — dodaje kolejny nasz rozmówca związany z radomską fabryką.

A jednak w pewnym momencie Fabryka Broni odwróciła ten model handlu. To szybko doprowadziło do zadłużenia Amerykanów, które wzrosło do prawie 2 mln dol. Jak wynika z audytu, który znajduje się w redakcji Onetu, Fabryka Broni wpakowała się w problemy na własne życzenie – a raczej życzenie jej prezesów.