
Uszanowanko,
mam pytanie – głównie do osób palących, ale też do wszystkich obserwujących temat z boku.
Od jakiegoś czasu męczy mnie wrażenie, że wyrzucanie niedopałków papierosów na ulicę, do studzienki czy na plażę jest zaskakująco powszechne i społecznie "akceptowane" – szczególnie w porównaniu np. z wyrzuceniem plastikowej butelki lub puszki które wywołuje dużo bardziej negatywną reakcję otoczenia. Oczywiście to nie jest nic odkrywczego ale zastanawiam się dlaczego tak się dzieje.
Zanim też ktoś zarzuci mi generalizowanie – wiem, że nie wszyscy palacze tak robią. Ale zauważyłem, że osoby w moim otoczeniu, które nigdy nie rzuciłyby papierka na chodnik, bezrefleksyjnie wyrzucają niedopałek.
Dlaczego? Czy to:
- z braku świadomości, że filtr papierosa to plastik (octan celulozy), który rozkłada się 10-15 lat, zawiera toksyny i zanieczyszcza glebę oraz wodę?
- z jakiegoś społecznego przyzwolenia (np. samej grupy osób palących), że "tak się po prostu robi"?
- a może po prostu "bo nie ma popielniczek", a zabranie ze sobą śmierdzącego niedopałka jest problematyczne?
Dla kontekstu – według badań niedopałki utrudniają wzrost roślin, zanieczyszczają środowisko, a jednocześnie to jedno z najczęstszych źródeł śmieci na świecie.
Dlatego jestem ciekaw: czy jako palacze zdajecie sobie sprawę, że filtry zawierają plastik i mają realny wpływ na środowisko? Jak w ogóle postrzegacie wyrzucanie niedopałków – czy to dla Was problem, czy coś zupełnie neutralnego? I czy zdarza się Wam zwrócić komuś uwagę, gdy śmieci – nie tylko papierosem, ale czymkolwiek? Zapraszam do dyskusji.
Z góry dzięki za szczere odpowiedzi – nie mam zamiaru nikogo atakować, jestem po prostu ciekaw, jak to wygląda z drugiej strony, bo sam nigdy nie paliłem.
by ScarGeneral
41 comments
Podejrzewam że z tego samego powodu z którego czasem na trawniku leżą puszki, butelki, czy jakieś inne papierki po batonie. Lenistwo i brak wiedzy
[removed]
Ja stawiam na miks:
– chamstwa i braku wychowania tj. miotnę bo to tylko jeden pet lub płacę podatki za sprzątanie więc niech robią
– zwracanie uwagi komuś na łamanie przepisów = konfident, a mamy dalej z tym złe skojarzenia
– nie zawsze jest kosz pod ręką lub w niedalekiej odległości
– jest na tyle powszechne, a egzekwowanie jest nieistniejące więc każdy to robić będzie bo może
A nawet jak zwrócisz uwagę to ktoś może być na tyle agresywny, że minimum wydrze się na Ciebie, a w skrajnych przypadkach będzie chciał Ci najebać bo co się czepiasz.
I to się tyczy absolutnie wszystkiego – od śmiecenia, przez łamanie przepisów drogowych.
Palacze (i inni uzależnieni) to syfiarze, odc. 2137.
Bo jakimś przypadkiem każda osoba, która rzuca pety wyglada jakby mi mogła wybić zęby za zwrócenie jej uwagi.
[deleted]
To jeszcze kolejne przekleństwo to alkusy pijące małpki/browce i rzucające je gdzie popadnie. Ewentualnie logika ludzi co zabierają w jakieś miejsce pełne butelki z alko i mają problem je wyrzucić do kosza lub zabrać ze sobą jak te okoliczne są pełne
Jak paliłem to albo stałem koło popielniczki/kosza, albo trzymałem peta do kosza. Ludzie śmieli się ze mnie z tego powodu, że jestem taki “porządny”. Z drugiej strony ile razy zwracam uwagę komuś, że pali pod wiatą autobusową, w tłumie ludzi, albo wyrzuca pety na chodnik, spotykam się z dwoma reakcjami: albo ignorowanie tego i udawanie, że nie słyszy, albo agresja słowna w moim kierunku. Po wielu takich sytuacjach po prostu przestałem zwracać uwagę, bo szkoda moich nerwów, a nie dlatego, że mi się to podoba.
Jest mało zauważalne, widać dopiero gdy ilość petów na ziemi się nawarstwi
Nie zaobserwowałam tego typu zachowań… w ostatnich 10 latach? Dużo tego było w latach 80-tych i 90-tych, potem stopniowo ludzie zaczęli się chyba przyzwyczajać do pewnego poziomu kultury. Nie spędzam na mieście jakiejś szalonej liczby godzin, nie siedzę w oknie w postaci monitoringu osiedlowego, ale z osobistych doświadczeń – z ręką na sercu – nie jestem w stanie przypomnieć sobie sytuacji, w której ktoś rzuciłby niedopałek na ulicę. Takie zachowanie wywołuje u mnie pianę na ustach, także niewątpliwie zwróciłabym uwagę.
Nie wnikajac w to co filtry zawieraja, uwazam smiecenie czymkolwiek za przejaw prostactwa. Raz (w UK) zwrocilem uwage staszej nobliwej pani – powiedzialem jej czy nie moglaby tego podniesc i wyrzucic do kosza. CHyba sie przestraszyla i to zrobila. Raz mialem dziada, ( akurat jak sie zaczal covid i nie bylo wiadomo nic, jeszcze lockdownow nie bylo a chyba ludzie sie zarazali we Wloszech) ktory charchlal jakby mial gruzlice i sie skarzyl, ze hotel w ktorym pracuje nie ma pomieszczen dla palacych – powiedzialem staremu smierdzielowi, ze nie mamy rowniez heroin injection rooms.
A kto powiedział że jest, kiedyś było
Nie dbają o własne zdrowie, a co dopiero o środowisko.
Nie wiem, ale jakoś miesiąc temu dosłownie widziałem starszą panią (tak 60+), która stając dosłownie 2 metry obok śmietnika wyrzuciła kiepa na ziemię. Tak jak normalnie jestem raczej introwertykiem i nie gadam z ludźmi na ulicy, to tak się wkurzyłem widząc to, że zrugałem ją z góry do dołu. Ta niestety miała wszystko w dupie i tylko powiedziała mi, że każdy tak robi to co ona się będzie wysilać. Przez następne 10 minut miałem podniesione ciśnienie
EDIT: interpunkcja
Większość osób nie interesuje się szczegółami czegokolwiek co się wokół nich dzieje, wiec podejrzewam, że faktycznie od groma osób nigdy aktywnie się nie zastanawiało czy pety to plastik i jaki mogą mieć wpływ na środowisko. Brak popielniczek/śmietników to na pewno jeden z powodów – jestem palaczem i nie chcę usprawiedliwiać siebie albo kogokolwiek innego, ale jest jak jest. Wielokrotnie miałem sytuacje, że musiałem iść z niedopałkiem 15 minut zanim znalazłem jakiś śmietnik. To ja, ale nie wydaje mi się, żeby było wielu palaczy, którzy tak się tym przejmują. Praktycznie nie kojarzę żebym widział kogoś chodzącego z niedopałkiem, więc zakładam, że większość wyrzuca go w najbliższe krzaki jeżeli zaraz obok nie ma kosza.
Mimo wszystko myślę, że głównym powodem jest fakt, jak małym śmieciem się wydaje niedopałek. Jak przyłapiesz kogoś na wyrzuceniu puszki albo całego worka, to jednak wydaje się to większą sprawą, niż taki mały pet. Raczej ludziom głupio się czepiać o taką “pierdołę”, szczególnie, że wszyscy dookoła wyrzucają te pety gdzie popadnie. A duża część palaczy też nie traktuje tego jako wielka sprawa, skoro to taki mały pet. Wiadomo, nikt nie pomysli, że w życiu wyrzuci takich petów kilka tysięcy i to już jest duża sprawa. Dodatkowo niedopałka bardzo łatwo wyrzucić szybko i niezauważenie, Wystrzeli taki palcami i idzie dalej, to nawet nikt tego nie zauważy.
Nie powiem, zdarzało mi się okazjonalnie wyrzucić peta w miejsce niepowołane gdy “nie miałem innego wyjścia”, ale ogólnie staram się tak nie robić. Przyznam też, że jakkolwiek znajomym czy rodzinie mogę zwrócić uwagę na coś takiego, obcej osobie na pewno nie. Może to kwestia gdzie się wychowałem, ale takie zwracanie uwagi zwykle mogło się skończyć wyzwiskami, a nie tym, że ktoś przeprosi i podniesie śmiecia, dlatego raczej tego nie robię.
Nie jest akceptowane, ale jak ktoś nie jest wychowany to nie ma sensu zwracać uwagi
Szanowni Państwo,
Palaczy prądem, palą to ścierwo na ulicy jakby nigdy nic, ludzie przechodzący obok silą rzeczy też wdychają to ścierwo. Palacze palą obok pezystanków a jak wiatr wieje to ścierwo naa przystanek to mają wyjebane. Takiej babie zwróciłem uwagę to z mordą na mnie. Później takie śmierdzące babsko wchodzi do autobusu i jebie od niej tym ścierwem.
Najgorszy sort.
Niepozdrawiam.
Najczęściej pety leżą przy petach, więc wychodzą z założenia, ze jeden w tą czy tamtą nie zaszkodzi.
Czasami stojąc w korku ma się ochotę wyjść i wrzucić komuś do auta kiepa, który tyle co wyleciał przez uchyloną szybę.
W PL nie widziałem ale montowane są takie popielniczki w chodniku, najczęściej przy lokalach żeby rzucić przed wejściem. Fajna sprawa.
Jednak jedyne skuteczne rozwiązanie to chyba prądem lub kijem, po łapach 🙂
Mnie bardziej niż na ulicy dziwi cały trawnik zajebany filtrami dwie klatki od mojej. Nie wiem, czy sąsiadom nie przeszkadza, czy ktoś po prostu ma sąsiadów w dupie. Dosłownie setki tego tam leżą.
Dlatego w tym kraju paczka fajek powinna kosztować 100 zl!
11 lat paliłem papierosy i nigdy nawet w astronomicznym poziome upojenia alkoholowego nie rzuciłem papierosa do studzienki albo na ziemie bo akurat cenie sobie to ze mamy dość czysto w miejscach publicznych, a teraz jak używam produktów iqosa wypalony wykład wkładam do pustej paczki ktora nosze w kieszeni jesli nie ma śmietnik obok.
To kwestia złego wychowania i ludzkiej ignorancji oraz głupoty.
tzn ja palę joye bez filtra, także luzik
Najwyższy poziom raka to jak zrzucają niedopałki z balkonu. Petowiska na trawnikach/w ogródkach pod blokami nie są wcale takie rzadkie. A tu raczej nie działa argument, że daleko do śmietnika 😀 Jednocześnie wywalanie jakichś butelek czy innych śmieci przez okno nie jest takie częste, więc obstawiam, że chodzi o rozmiar
W większości krajów Europy są za to mandaty, u nas nie ma. Brat w Belgii musiał za mamą latać i ją opieprzać jak wyrzucała pety bo to nie Polska
Pierdole, czas na kontrowersyjną opinie. Uważam że za wyrzucanie niedopałków na ulicę lub trawniki powinno być społeczne przyzwolenie na łamanie nóg. Zwłaszcza jeśli palacz nie wykazywał kultury w trakcie palenia i musiał się z tym śmierdzącym gównem wepchnąć w tłum na przystanku. (Opinia wcale nie motywowana dzisiejszym przeżyciem… Wcale.)
Jak paliłem za młodu, to wszystkie 3. Głównie dlatego, że wszyscy palacze tak robią.
Później zmądrzałem i zbierałem swoje filtry w kieszeni (jak się wykruszy końcówke to tak nie śmierdzą).
Później w ogóle zmądrzałem i nie palę.
Fakt, że wielu kolegów z tamtych lat miało wyjebane, a charaktery mają bliżej do ‘nikt mnie nie będzie pouczać jak mam robić’.
Gdy jestem w stanie zlokalizować kosz na śmieci w obrębie najbliższych 100 metrów, to podchodzę do tego kosza i wyrzucam peta. Nie noszę ze sobą niedopałków, bo śmierdzą i brudzą. Nie ma w tym głębszej filozofii. Palacze nie rzucają petów na ziemię złośliwie, zacierając rączki z radości że dojebią środowisku. Po prostu niektóre miasta nie zapewniają odpowiedniej ilości koszy na śmieci. Dla zachowania równowagi zbieram śmieci po jedzeniu w maku czy KFC, które notorycznie znajdują się na poboczach, wyrzucane z okien samochodów. Dobrym pytaniem byłoby dlaczego to się dzieje, skoro torba po jedzeniu nie śmierdzi i nie ma żadnych przeciwwskazań by zabrać ją ze sobą do najbliższego śmietnika.
https://preview.redd.it/puyackn39tue1.jpeg?width=4080&format=pjpg&auto=webp&s=e7fd0ddb30577694ebbdcafd384f49a25cc7ab5d
Pozdrawiam z przystanku w Wawie, idealnie się zgrało z zobaczeniem tego posta.
W uproszczeniu myślę, że chodzi o egoizm, którego w naszych rodakach pełno i to w tej zadziornej formie oraz lenistwo. Może też o jakąś osobistą satysfakcję, świadomą lub nie, z nieprzestrzegania reguł społecznych, bo przecież jak coś się robi dla dobra wspólnego to lemingoza, a może nawet lewactwo.
Sam jak nie mam śmietnika w pobliżu to gasze i zachowuje kiepa, aż śmietnik się znajdzie. Zwracalem też uwagę swoim znajomym, bo na nich mogę mieć wpływ i wszyscy się szybko przestawili.
Strasznie mnie to irytuje. Szczyt wkurwienia w tym temacie miałem schodząc że Szrenicy w karkonoskim parku narodowym, koleś idąc z rodziną rzucił peta na szlaku. Nie wytrzymałem i podniosłem, podbiegłem i mu oddałem mówiąc do jego dziecka, że “tatuś o czymś zapomniał”.
Nie mam pojęcia jak edukować ludzi żeby nie robili wokół siebie syfu. Dla mnie to niepojęte jak można nie dbać o najbliższą okolicę i jak bardzo ludzie nie przywiązują wagi do tego, że samopoczucie może być znacznie lepsze jeśli wychodząc z klatki zamiast peta, pustej małpki i psiego gówna jest po prostu czysto.
Niektórzy nie lubią wyrzucać petów do śmietnika, bo jest ryzyko że się zajara. To, że można wysypać żar na ziemię i bezpieczie wyrzucić już sam filtr do kosza, zaskakująco wielu ludziom nie przychodzi do głowy.
Ja paliłam jak miałam 16-19 lat i wyrzucałam ze wszystkich powodów które wymieniłeś. Nie zdawałam sobie sprawy, ale nawet o tym nie myślałam. Teraz nie palę i razi mnie kiedy widzę takie zachowania u innych. Mądry po szkodzie
Nie jest.
Nie jestem palaczem, ale też nie zwracam uwagi jak ktoś pali w miejscu z zakazem palenia/rzuca niedopałkiem/bucha mi dymem prosto w twarz. Bardzo bym chciał ale większość osób które tak robią wyglądają jak ktoś to za zwrócenie uwagi mógłby mnie mocno pobić, a ja chcę tylko wrócić bezpiecznie do domu jak każdy inny. Wydaje mi się że rolę w tym też gra bezkarność wobec łamania przepisów, nigdy w życiu nie udało mi się jeszcze doświadczyć kogoś dostającego mandat czy nawet ba, zwykłego zwrócenia uwagi ze strony straży miejskiej/patrolującej policji 🤷
Kraków
https://preview.redd.it/1bjoll35ktue1.jpeg?width=1579&format=pjpg&auto=webp&s=34be4c84fe3ed50b28e7f4d7441fd6eebf7928b2
Na pewno nie ma tu mowy o społecznym przyzwoleniu. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś niedopałek ot tak przy ludziach wywalał. patrzy się wszak na to tak samo jak na wyrzucenie puszki, butelki, czy innego papierka.
Gdybym miął zgadywać to :
– mało koszy żeby niedopałek wyrzucić ; czyli jak masz peta to po zdeptaniu go musisz albo go trzymać przez parę minut w łapie, albo chowasz do kieszeni, w obu wypadkach coś czego wielu zwyczajnie się nie chce
– niektóre środowiska już są zasyfione ; zauważ, ze ilość petów na ulicy rośnie wprost proporcjonalnie do bliskości do jakiś już usyfionych miejsc, albo generalnie miejskiej starówki – rzucić petem na chodnik gdzie nie ma nigdzie śmieci, a rzucić go obok sterty małpek i wiadra innych petów to dwie inne rzeczy
– potencjalnie niska szkodliwość czyny ; pet to śmietek o wymiarach centymetr na dwa, jeśli nie patrzysz w dół, to go nawet nie zauważysz, jasne, jeśli ileś tysięcy osób na rok wyrzuci tak peta to się robi problem, ale z perspektywy większości osób to będzie “tylko jeden pet”
problem z petem jest taki ze jednak sie pali wiec jak go dobrze nie zgasisz moze narobić bałaganu w kieszeni 🙂
nawet jak zgasisz to jednak trochę taki kiep wali wiec noszenie go to taki sobie biznes 🙂
sam nie pale wiec trochę mi to lotto ale tak sobie wyobrażam problem palaczy z kiepami
Dobre pytanie…
Pracuję przy sprzątaniu tereniu zewnętrznego przy pewnym centrum hurtowym i tak naprawdę, gdyby nie palacze zrzucający pety z rampy przy budynkach, w których pracują to bym miał o te 15 minut więcej w ciągu dnia na jakieś inne czynności, gdzie z każdej strony każdego budynku jest przynajmniej jeden kosz z popielniczką, a tak muszę zbierać pety po takich mał… albo lepiej nie obrażam zwierząt, bo są mniejszymi syfiarzami od nich
jako palacz wydaje mi się że to nieświadomość albo zwykła ignorancja, osobiście denerwuje mnie takie podejście, bo jestem osobą która chodzi na spacer do lasu z własnym słoikiem na pety
Bo nie ma za to realnej kary.
Case closed.
Czytałem kiedyś badanie psychologiczne na ten temat i konkluzja była taka, że wielu palaczy ma głęboko zakorzeniony ambiwalentny stosunek do swojego nałogu, przez co po skończeniu tej przyjemnej części procesu chcą jak najszybciej wyprzeć i pozbyć się po niej śladu. Z własnej obserwacji dodam, że widać to dobrze po częstym upychaniu kiepów w różne szczeliny czy do kratek kanalizacyjnych.
Comments are closed.