Czy u nich jest wprowadzona równa płacą za równa prace, I czy w takim razie osoby menstruujace zarabiają mniej z powodu częstszych nieobecności?
Jaki wymiar, jak zgłaszane, jak płatne?
Internetowe Punkty: Zdobyte.
Menstruujący pracownicy: Szczęśliwi.
Gamedev CDPu: W stanie rozpaczy na 4 crunchu z rzędu.
Nie no, kurwa jest w pytę.
Super. Woda na młyn dla wszystkich, co nienawidzą kobiet, i szukają powodów, żeby je wykluczać z branży, jakby perspektywa macierzyństwa nie była wystarczającą kosą podczas rozmów o pracę.
Żadnych szczegółów nie podali, a szkoda. Bardzo jestem ciekawa, czy taki urlop to płatny, czy przysługuje określona liczba dni itd.
Kiedyś babcia mi mówiła, że za czasów PRL można było bez problemu dostać dzień wolny z powodu miesiączki, ale niestety nie dopytałam, czy to chodziło o urlop na żądanie (jeśli wtedy już taki był) czy wsteczne L4, czy co. Może ktoś coś wie?
Serio, to jako “osoba menstruująca” jestem wobec tego raczej sceptyczna. Przypomina mi się zgłaszanie “niedyspozycji” na wf-ie w szkole, i komentarze nauczycielki jeśli jej się to za często/nierówno w kalendarzu układało, a jak nie daj boshu trafiło kilka lekcji pod rząd… . Kończyło się na tym, że każda z nas, oprócz sks-owych sportsmenek, brała po prostu 1 raz na miesiąc, z zapotrzebowaniem podyktowanym raczej przygotowaniem do innych lekcji niż fizjologią.
Miesiączka miesiączce nie równa – nie tylko u różnych kobiet, ale i u tej samej kobiety. Do końca menstruowania mi bliżej już chyba niż do początku, ale nadal nie jestem w stanie przewidzieć, czy w tym miesiącu znów mi ciotka wjedzie na pełnym wkurwie, że 2 dni z łóżka nawet nie wyjdę, czy ot, przez tydzień pochodzę w podpasce, miesiączka? jaka miesiączka? I teraz mam się tłumaczyć, dlaczego mój grafik ciotkourlopów nie wygląda jak Pani Ani z biurka obok? Mój pracodawca ma mieć de fakto wgląd do mojego kalendarzyka? Do kalendarzyków wszystkich swoich pracownic? Sorry, ale pachnie mi to powtórką z rozrywki…
Poproszę raczej bardziej elastyczny czas pracy, z możliwością wzięcia całego dnia wolnego jako wyjście prywatne do odpracowania (8h -> raptem 1 godz dziennie więcej przez 8 dni). Ale do tego potrzeba by pewnie zmian w kodeksie pracy, czyli pieśń przyszłości…
I tak, to jest dodatkowy młyn dla dyskryminacji kobiet na rynku pracy, jakby ciąża i macierzyństwo nie było dość dotkliwe.
Okay
Skipnę pytanie o accountability, czy jak kobieta nie przyzna sie do miesiączki bo nie znosi jej źle to ma jeden dzień kacowego, ale zapytam, czy będzie to płatne?
7 comments
Czy u nich jest wprowadzona równa płacą za równa prace, I czy w takim razie osoby menstruujace zarabiają mniej z powodu częstszych nieobecności?
Jaki wymiar, jak zgłaszane, jak płatne?
Internetowe Punkty: Zdobyte.
Menstruujący pracownicy: Szczęśliwi.
Gamedev CDPu: W stanie rozpaczy na 4 crunchu z rzędu.
Nie no, kurwa jest w pytę.
Super. Woda na młyn dla wszystkich, co nienawidzą kobiet, i szukają powodów, żeby je wykluczać z branży, jakby perspektywa macierzyństwa nie była wystarczającą kosą podczas rozmów o pracę.
Żadnych szczegółów nie podali, a szkoda. Bardzo jestem ciekawa, czy taki urlop to płatny, czy przysługuje określona liczba dni itd.
Kiedyś babcia mi mówiła, że za czasów PRL można było bez problemu dostać dzień wolny z powodu miesiączki, ale niestety nie dopytałam, czy to chodziło o urlop na żądanie (jeśli wtedy już taki był) czy wsteczne L4, czy co. Może ktoś coś wie?
Serio, to jako “osoba menstruująca” jestem wobec tego raczej sceptyczna. Przypomina mi się zgłaszanie “niedyspozycji” na wf-ie w szkole, i komentarze nauczycielki jeśli jej się to za często/nierówno w kalendarzu układało, a jak nie daj boshu trafiło kilka lekcji pod rząd… . Kończyło się na tym, że każda z nas, oprócz sks-owych sportsmenek, brała po prostu 1 raz na miesiąc, z zapotrzebowaniem podyktowanym raczej przygotowaniem do innych lekcji niż fizjologią.
Miesiączka miesiączce nie równa – nie tylko u różnych kobiet, ale i u tej samej kobiety. Do końca menstruowania mi bliżej już chyba niż do początku, ale nadal nie jestem w stanie przewidzieć, czy w tym miesiącu znów mi ciotka wjedzie na pełnym wkurwie, że 2 dni z łóżka nawet nie wyjdę, czy ot, przez tydzień pochodzę w podpasce, miesiączka? jaka miesiączka? I teraz mam się tłumaczyć, dlaczego mój grafik ciotkourlopów nie wygląda jak Pani Ani z biurka obok? Mój pracodawca ma mieć de fakto wgląd do mojego kalendarzyka? Do kalendarzyków wszystkich swoich pracownic? Sorry, ale pachnie mi to powtórką z rozrywki…
Poproszę raczej bardziej elastyczny czas pracy, z możliwością wzięcia całego dnia wolnego jako wyjście prywatne do odpracowania (8h -> raptem 1 godz dziennie więcej przez 8 dni). Ale do tego potrzeba by pewnie zmian w kodeksie pracy, czyli pieśń przyszłości…
I tak, to jest dodatkowy młyn dla dyskryminacji kobiet na rynku pracy, jakby ciąża i macierzyństwo nie było dość dotkliwe.
Okay
Skipnę pytanie o accountability, czy jak kobieta nie przyzna sie do miesiączki bo nie znosi jej źle to ma jeden dzień kacowego, ale zapytam, czy będzie to płatne?