Nie wiem jak to jest w skali kraju, ale w moim doświadczeniu jest tak, że powiedz “grubemu”, że jego problem to nadmiar kalorii i zaraz masz awanturę, wizytę w HR i ogólnie wszyscy pierdolca dostają, ale kiedy “chudemu” KAŻDY jedzie “zjedz coś”, “jak można być tak chudym”, to dookoła nikt okiem nie mrugnie i w obronę nie weźmie.
Wiele razy zrzucałem wagę do zawodów, a im człowiek starszy, tym brutalniejszy to proces. Ileż można słuchać ludzi, którzy idą “kupić ci pączka”, albo dopieprzają się do spożywania zgodnie z harmonogramem małych porcji.
Nie wiem jak to jest być otyłym. Wiem, że polactwo zgnoi cię, jak tylko przejdziesz z jakiegokolwiek powodu na dietę.
Nazwijcie mnie hejterem czy innym grubofobem, ale uważam, że między
> coraz trudniej osiągnąć ideał piękna coraz bardziej oderwany od rzeczywistości
a
> duży brzuch przeszkadza jej w obcinaniu paznokci u stóp. Ten balon, który nosi przed sobą, nie pozwala też samodzielnie zapiąć sprzączki przy butach, ściągnąć sznurowadeł.
Jest dosyć dużo szarości, w których większość społeczeństwa powinna się bez problemu znaleźć.
Ludzie którzy wytykają grubym ludziom to, że są grubi, tłumaczą się, że chodzi im tylko o ich zdrowie. To jest oczywiście kłamstwo, chodzi tylko o to, żeby się dowartościować i poczuć lepszym od kogoś – na zasadzie “może i jestem nieudacznikiem, ale przynajmniej nie jestem taki gruby”.
Problem w tym, że taki “fat shaming” nie działa. Żadno obrażanie nie działa pozytywnie. Jak komuś powiesz, że jest głupi, to nie ruszy do biblioteki się dokształcać, tylko się obrazi.
Zresztą, ta troska o zdrowie bywa mocno chybiona, bo ludzie grubi potrafią mieć wszystkie wyniki badań w normie, a ludzie z wagą w normie za wysoki cholesterol, trójglicerydy i co tam jeszcze.
Jak ktoś się dobrze czuje w swoim ciele, to dlaczego dla ciebie miałby to być problem? A jeśli ktoś faktycznie ma problem zdrowotny, to ostatnie co potrzebuje usłyszeć, to takie właśnie słowa.
IMO to otyłe osoby próbują światu wmówić, że to jest piękne (co jest bardzo subiektywną sprawą) i zdrowe (co jest ewidentnym kłamstwem).
Tak mieliśmy problem z idealizowaniem osób anorektycznych, ale to przesada w drugą stronę.
Od razu nienawidzą…. Po prostu większość osób nie gloryfikuje choroby i nie udaje przed innymi że nadmierna tkanka tłuszczowa jest ok. Bo nie jest.
[removed]
“Stoi przy kuchence. Czeka, aż smalec rozgrzeje się na patelni. Gdy słyszy, jak delikatnie syczy powietrze pod podwójnym, stalowym dnem, wrzuca kiełbasę. Mięso skwierczy, delikatny flak zmienia się w brązową, chrupiącą skórkę.
Okrągła jak księżyc w pełni twarz Elżbiety wyraża spokój i błogość.”
Totalnie sobie wyobrażam montaż tej sceny jak w “Rekwiem dla snu”.
Nienawiść to oczywiście gruba przesada, co najwyżej bym to nazwał brakiem aprobaty
Nienawiść to duże słowo. Otyłość to choroba, często połączona z uzależnieniem od jedzenia jak alkoholizm. Mówienie ludziom prawdy jest traktowane jako atak.
Taki problem dzisiejszego świata, jak brat mi mówi że jestem słaby bo zapuściłem się w treningu to patrzę i oceniam i wracam do ćwiczeń bo zwyczajnie moja subiektywna ocena jest często błędna. Według artykułu powinienem powiedzieć ze to „weak shaming” i protestować. Są czasem problemy hormonalne ale prawda jest taka ze większość ludzi je teraz śmieci i nic nie trenuje. Pod trenuje nie rozumiem raz na tydzień na aerobik tylko intensywny ruch 4-5 razy w tygodniu i mniejsza intensywność w pozostałe dni. Jeśli teraz ludzie mówią ze robią 5000 kroków i to jest wysiłek to na prawdę coś poszło nie tak…
Błagam, nie normalizujmy otyłości nie spowodowanej chorobą jako czegoś pozytywnego. Nie wszystko co amerykańskie jest dobre i warto importować na rodzimy grunt.
“You have to do it every day. That’s the hard part. But it does get easier”.
Dla jasności. Nie mówię o nadwadze tylko o poważnej otyłości.
Nie obnoszę się z tym ale jeśli ktoś pyta to się nie pierdzielę w tańcu i mówię co myśle. Jak ktoś jest po prostu spasioną świnią to mu o tym mowie (pomijając świnie) i mowie mu dlaczego tak tego nie znoszę. To jest szkodliwe dla ciebie, twojej rodziny pośrednio (szybciej umierasz przez obżarstwo), jest kosztowne i marnuje to jedzenie. W dodatku normalizacja tego to jest jakaś masakra dla przyszłych pokoleń, biorąc pod uwagę nasz coraz bardziej stacjonarny tryb życia. I utrzymuje to zdanie, nie ma co się chrzanić w miłe słówka. To jest szkodliwe i trzeba to zwalczać. Nie licząc osób chorych to nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia takiego zapuszczenia się i jak ktoś chce tak żyć to proszę bardzo, ale ma być specjalna składka dla takich osób, tak jak powinna być dla osób nadużywających alkohol czy papierosy do extremum. Chyba że jest system jak w stanach, wtedy to sobie zryj ile chcesz i umrzyj na zawał w wieku 30 paru lat – droga wolna.
A jak ci nie pasuje i to tam są drzwi o ile się zmieścisz. 95% tych ludzi (z mojego doświadczenia) to i tak nie czuje się z tym dobrze i jedynie zgrywają ze im pasuje żeby unikać niewygodnej prawdy.
Z drugiej strony oczywiście absolutnie popieram wszelkie starania zgubienia wagi, kiedy tylko pojawia się taka chęć to cały powyższy text i punkt widzenia idzie w odstawke i staram się takiej osobie pomóc osiągnąć cel. Należy otyłość tępić ale absolutnie wystrzegać się wyśmiewania tych osób, one mają to zgubić a nie się powiesić albo zabić tabletkami.
Nadwaga to oznaka słabości i braku kontroli. Wiem po sobie. Znaczna otyłość to choroba psychiczna i coś obrzydliwego. Osobom otyłym należy się pomoc, a nie akceptacja i udawanie że są normalni.
Wiem o dwóch-trzech społeczeństwach (Francja, Włochy, Japonia) gdzie grubych ludzi sie otwarcie wyśmiewa, jest społeczne przyzwolenie na jasne nazwanie sprawy po imieniu – *jesteś gruby* i koniec. Dodatkowo dochodzi tu totalne popieprzenie na punkcie własnej kuchni i celebracja aktu jedzenia.
No i ciekawie są to społeczeństwa gdzie otyłych jest relatywnie mało a ludzie żyją wyraźnie dłużej.
Wnioski nasuwają się same – **fat shaming działa**
Ja tam nie lubię tylko ludzi, którzy pierdolą, że “nie mogę schudnąć, bo XXX”. Tak naprawdę, nie może, bo nie chce. Niektóre choroby autoimmunologiczne to utrudniają, no ale lets get real. Z zasadą zachowania energii się nie wygra, ale szkoda na to tracić czasu.
Poza tym, ja lubię grube kobiety. Ba, uwielbiam i kocham! Nie lubię z kolei chudych. Wolałbym, by częściej pojawiały się krągłe panie w reklamach itd. Dlaczego? Bo dlaczego inni faceci mogą podziwiać chude laski wszędzie, a ja nie? W ogóle ciekawe jak to jest, wszędzie w popkulturze puszyste kobiety, wow! Pewnie oszalałbym! Aczkolwiek jest pewna granica, działa w obie strony. Nie jestem za tuczeniem, ani zabranianiem redukowania. Albowiem egzystencja ludzi nie polega na tym, że muszą się komuś podobać. Jak mi się podobasz, to fajnie, ale kurwa, kim ja jestem, byś musiała mi się podobać? Podobaj się sobie, czuj się dobrze ze sobą, gdy patrzysz w lustro! Ot co!
Co do panów, im więcej otyłych panów, to kompletnie ich sprawa z mojej perspektywy. O ile nie narzekają, że “nie mogą”, albo próbują wmówić jakieś nienaturalne standardy (np, że zawałowiec z otłuszczoną wątrobą to jakaś wyższa forma męskości).
Sam kiedyś też byłem gruby, ale nie czuję się lepiej, teraz jestem wzorem do naśladowania, ale nie czuję się z tego powodu lepiej i nie czuję konieczności dokuczania. Wolę być przykładem- moszna? Moszna! Może dlatego, że ogólnie wygląd nie jest jakimś istotną wartością dla mnie sam w sobie i nie przywiązuję do tego wagi. Wagi, hehe
15 comments
Nie wiem jak to jest w skali kraju, ale w moim doświadczeniu jest tak, że powiedz “grubemu”, że jego problem to nadmiar kalorii i zaraz masz awanturę, wizytę w HR i ogólnie wszyscy pierdolca dostają, ale kiedy “chudemu” KAŻDY jedzie “zjedz coś”, “jak można być tak chudym”, to dookoła nikt okiem nie mrugnie i w obronę nie weźmie.
Wiele razy zrzucałem wagę do zawodów, a im człowiek starszy, tym brutalniejszy to proces. Ileż można słuchać ludzi, którzy idą “kupić ci pączka”, albo dopieprzają się do spożywania zgodnie z harmonogramem małych porcji.
Nie wiem jak to jest być otyłym. Wiem, że polactwo zgnoi cię, jak tylko przejdziesz z jakiegokolwiek powodu na dietę.
Nazwijcie mnie hejterem czy innym grubofobem, ale uważam, że między
> coraz trudniej osiągnąć ideał piękna coraz bardziej oderwany od rzeczywistości
a
> duży brzuch przeszkadza jej w obcinaniu paznokci u stóp. Ten balon, który nosi przed sobą, nie pozwala też samodzielnie zapiąć sprzączki przy butach, ściągnąć sznurowadeł.
Jest dosyć dużo szarości, w których większość społeczeństwa powinna się bez problemu znaleźć.
Ludzie którzy wytykają grubym ludziom to, że są grubi, tłumaczą się, że chodzi im tylko o ich zdrowie. To jest oczywiście kłamstwo, chodzi tylko o to, żeby się dowartościować i poczuć lepszym od kogoś – na zasadzie “może i jestem nieudacznikiem, ale przynajmniej nie jestem taki gruby”.
Problem w tym, że taki “fat shaming” nie działa. Żadno obrażanie nie działa pozytywnie. Jak komuś powiesz, że jest głupi, to nie ruszy do biblioteki się dokształcać, tylko się obrazi.
Zresztą, ta troska o zdrowie bywa mocno chybiona, bo ludzie grubi potrafią mieć wszystkie wyniki badań w normie, a ludzie z wagą w normie za wysoki cholesterol, trójglicerydy i co tam jeszcze.
Jak ktoś się dobrze czuje w swoim ciele, to dlaczego dla ciebie miałby to być problem? A jeśli ktoś faktycznie ma problem zdrowotny, to ostatnie co potrzebuje usłyszeć, to takie właśnie słowa.
IMO to otyłe osoby próbują światu wmówić, że to jest piękne (co jest bardzo subiektywną sprawą) i zdrowe (co jest ewidentnym kłamstwem).
Tak mieliśmy problem z idealizowaniem osób anorektycznych, ale to przesada w drugą stronę.
Od razu nienawidzą…. Po prostu większość osób nie gloryfikuje choroby i nie udaje przed innymi że nadmierna tkanka tłuszczowa jest ok. Bo nie jest.
[removed]
“Stoi przy kuchence. Czeka, aż smalec rozgrzeje się na patelni. Gdy słyszy, jak delikatnie syczy powietrze pod podwójnym, stalowym dnem, wrzuca kiełbasę. Mięso skwierczy, delikatny flak zmienia się w brązową, chrupiącą skórkę.
Okrągła jak księżyc w pełni twarz Elżbiety wyraża spokój i błogość.”
Totalnie sobie wyobrażam montaż tej sceny jak w “Rekwiem dla snu”.
Takie to dosyć na czasie, https://www.stuff.co.nz/national/education/128179041/massey-university-academic-cat-paus-dies-suddenly
Nienawiść to oczywiście gruba przesada, co najwyżej bym to nazwał brakiem aprobaty
Nienawiść to duże słowo. Otyłość to choroba, często połączona z uzależnieniem od jedzenia jak alkoholizm. Mówienie ludziom prawdy jest traktowane jako atak.
Taki problem dzisiejszego świata, jak brat mi mówi że jestem słaby bo zapuściłem się w treningu to patrzę i oceniam i wracam do ćwiczeń bo zwyczajnie moja subiektywna ocena jest często błędna. Według artykułu powinienem powiedzieć ze to „weak shaming” i protestować. Są czasem problemy hormonalne ale prawda jest taka ze większość ludzi je teraz śmieci i nic nie trenuje. Pod trenuje nie rozumiem raz na tydzień na aerobik tylko intensywny ruch 4-5 razy w tygodniu i mniejsza intensywność w pozostałe dni. Jeśli teraz ludzie mówią ze robią 5000 kroków i to jest wysiłek to na prawdę coś poszło nie tak…
Błagam, nie normalizujmy otyłości nie spowodowanej chorobą jako czegoś pozytywnego. Nie wszystko co amerykańskie jest dobre i warto importować na rodzimy grunt.
“You have to do it every day. That’s the hard part. But it does get easier”.
Dla jasności. Nie mówię o nadwadze tylko o poważnej otyłości.
Nie obnoszę się z tym ale jeśli ktoś pyta to się nie pierdzielę w tańcu i mówię co myśle. Jak ktoś jest po prostu spasioną świnią to mu o tym mowie (pomijając świnie) i mowie mu dlaczego tak tego nie znoszę. To jest szkodliwe dla ciebie, twojej rodziny pośrednio (szybciej umierasz przez obżarstwo), jest kosztowne i marnuje to jedzenie. W dodatku normalizacja tego to jest jakaś masakra dla przyszłych pokoleń, biorąc pod uwagę nasz coraz bardziej stacjonarny tryb życia. I utrzymuje to zdanie, nie ma co się chrzanić w miłe słówka. To jest szkodliwe i trzeba to zwalczać. Nie licząc osób chorych to nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia takiego zapuszczenia się i jak ktoś chce tak żyć to proszę bardzo, ale ma być specjalna składka dla takich osób, tak jak powinna być dla osób nadużywających alkohol czy papierosy do extremum. Chyba że jest system jak w stanach, wtedy to sobie zryj ile chcesz i umrzyj na zawał w wieku 30 paru lat – droga wolna.
A jak ci nie pasuje i to tam są drzwi o ile się zmieścisz. 95% tych ludzi (z mojego doświadczenia) to i tak nie czuje się z tym dobrze i jedynie zgrywają ze im pasuje żeby unikać niewygodnej prawdy.
Z drugiej strony oczywiście absolutnie popieram wszelkie starania zgubienia wagi, kiedy tylko pojawia się taka chęć to cały powyższy text i punkt widzenia idzie w odstawke i staram się takiej osobie pomóc osiągnąć cel. Należy otyłość tępić ale absolutnie wystrzegać się wyśmiewania tych osób, one mają to zgubić a nie się powiesić albo zabić tabletkami.
Nadwaga to oznaka słabości i braku kontroli. Wiem po sobie. Znaczna otyłość to choroba psychiczna i coś obrzydliwego. Osobom otyłym należy się pomoc, a nie akceptacja i udawanie że są normalni.
Wiem o dwóch-trzech społeczeństwach (Francja, Włochy, Japonia) gdzie grubych ludzi sie otwarcie wyśmiewa, jest społeczne przyzwolenie na jasne nazwanie sprawy po imieniu – *jesteś gruby* i koniec. Dodatkowo dochodzi tu totalne popieprzenie na punkcie własnej kuchni i celebracja aktu jedzenia.
No i ciekawie są to społeczeństwa gdzie otyłych jest relatywnie mało a ludzie żyją wyraźnie dłużej.
Wnioski nasuwają się same – **fat shaming działa**
Ja tam nie lubię tylko ludzi, którzy pierdolą, że “nie mogę schudnąć, bo XXX”. Tak naprawdę, nie może, bo nie chce. Niektóre choroby autoimmunologiczne to utrudniają, no ale lets get real. Z zasadą zachowania energii się nie wygra, ale szkoda na to tracić czasu.
Poza tym, ja lubię grube kobiety. Ba, uwielbiam i kocham! Nie lubię z kolei chudych. Wolałbym, by częściej pojawiały się krągłe panie w reklamach itd. Dlaczego? Bo dlaczego inni faceci mogą podziwiać chude laski wszędzie, a ja nie? W ogóle ciekawe jak to jest, wszędzie w popkulturze puszyste kobiety, wow! Pewnie oszalałbym! Aczkolwiek jest pewna granica, działa w obie strony. Nie jestem za tuczeniem, ani zabranianiem redukowania. Albowiem egzystencja ludzi nie polega na tym, że muszą się komuś podobać. Jak mi się podobasz, to fajnie, ale kurwa, kim ja jestem, byś musiała mi się podobać? Podobaj się sobie, czuj się dobrze ze sobą, gdy patrzysz w lustro! Ot co!
Co do panów, im więcej otyłych panów, to kompletnie ich sprawa z mojej perspektywy. O ile nie narzekają, że “nie mogą”, albo próbują wmówić jakieś nienaturalne standardy (np, że zawałowiec z otłuszczoną wątrobą to jakaś wyższa forma męskości).
Sam kiedyś też byłem gruby, ale nie czuję się lepiej, teraz jestem wzorem do naśladowania, ale nie czuję się z tego powodu lepiej i nie czuję konieczności dokuczania. Wolę być przykładem- moszna? Moszna! Może dlatego, że ogólnie wygląd nie jest jakimś istotną wartością dla mnie sam w sobie i nie przywiązuję do tego wagi. Wagi, hehe