W wieku 20 lat zaczęła nagrywać amatorskie porno. “To nie był przymus, a spełnienie marzeń”

6 comments
  1. Na drugim zdjęciu ma na udzie blizny po głębokich samookaleczeniach. Myślę, że wyczerpałem temat.

  2. Sprytny pomysł na reklamę swojego OF, bo chyba tylko w ten sposób można nazwać ten artykuł. Nic nowego ani konkretnego na temat zawodu i branży jako tako w tym artykule nie ma. Zero jakichkolwiek statystyk, informacji jacy ludzie częściej wybierają ten zawód, nic o fakcie że część osób w tej branży nie jest w niej ze swojej woli i nie zarabia na siebie a kogoś innego.

    Ot, wywiad z kimś kto to robi bo lubi ukazujący tylko jedną stronę tego biznesu – tak jak pisałem w pierwszym zdaniu, reklama OF.

  3. Też nie przepadam za takim płytkim, ocierającym się o puste promo podejściu do tematu. Sexworking jest okej, i trzeba walczyć z piętnowaniem osób i ich wyborów. Na pewno trzeba się cieszyć, że internet demokratyzował przemysł – możliwość prowadzenia tego niezależnie „odalfonsowiła” go lekko. Co jednak nie znaczy, że problemy sutenerstwa, eksploatacji, czy handlu ludzkim towarem przeminęły: wciąż jest duży, a postępująca normalizacja w dodatku trochę go zakamuflowała. Nie jestem jednak entuzjastą jego jawnej gloryfikacji, czy po prostu przesadnej promocji – to nie jest branża dla wszystkich, ba, raczej mniejszość osób jest w stanie unieść idące z nią w parze implikacje. A w czasach gospodarczej niepewności i marnych perspektyw coraz więcej osób będzie skłonna nawigować ku takiej pracy, i często może się ostro rozczarować, albo po prostu doznać szkód. Są osoby, które dorobiły się milionów na onlyfans, ale średni miesięcznych dochód twórców to niespecjalnie imponujące 180 dolarów. Generalnie uważam, że nasza przestrzeń publiczna potrzebuje lepszych adwokatów tematu, czy tam edukatorów – i mówię to jako osoba będąca w związku z byłą sexworkerką/spotykająca się w przeszłości z więcej niż jedną.

Leave a Reply