Paulina Matysiak: Rząd powinien wprowadzić bezpłatną komunikację miejską

19 comments
  1. Zależy czy po prostu narzuci się ze ma być darmowa, a samorządy będą musiały pokryć wszystkie koszty i radzić sobie same, czy to rząd je sfinansuje. Wydaje mi się, ze tylko ta druga opcja ma sens, bo pierwsza najwyżej doprowadzi do zminimalizowania ilości linii i kursów w ramach cięcia kosztów przez samorząd kiedy nic się nie będzie zwracać, a ostatecznie nikt taką „podupadłą” komunikacja nie będzie chciał jeździć. Takie zmiany powinny być bardzo dobrze przemyślane.

  2. To nie jest rozwiązanie niespotykane na świecie, ale przede wszystkim to trzeba zadbać, żeby po pierwsze komunikacja publiczna była, po drugie była komfortowa i pokrywała dobrze obszary zamieszkania, po trzecie żeby była konkurencyjna czasowo z samochodami. W takiej Warszawie, jak się nie mieszka przy metrze czy przy tramwaju, to co z tego, że autobusem się wszędzie dojedzie jak trwa to pół godziny dłużej niż samochodem. A jest mnóstwo ludzi, którzy by woleli nawet zapłacić i być szybciej na miejscu, w niektórych przypadkach to jest godzina czasu wolnego więcej w ciągu dnia.

  3. Komunikacja publiczna powinna być sfinansowana lub dofinansowana przez komunikację indywidualną. Podzielić miasto na trzy strefy: centrum, dookoła centrum, obrzeża. Naliczać opłatę (kamery na podstawie numerów rejestracyjnych) za każdy dzień, w którym samochód był użyty do jeżdżenia po mieście. Jeśli bilet miesięczny-kwartalny na komunikację publiczną kosztuje przykładowo 5 zł dziennie, to:

    * samochód używany tylko w strefie 3, na obrzeżach: 5 zł/dzień,
    * samochód używany w strefie 2, dookoła centrum: 20 zł/dzień,
    * samochód używany w strefie 1, w centrum: 50 zł/dzień.

    Jeśli ktoś spoza miasta dojedzie na obrzeża i przesiądzie się w komunikacje publiczną, to zapłaci 5 zł (pewnie mniej niż paliwo jakie zużył na dojazd) albo nawet 1,25 zł na osobę jeśli nie przywiózł głównie powietrza.

    Jeśli ktoś z jednego obrzeża jechał na inne obrzeże, np. jakąś obwodnicą, to też zapłaci 5 zł. To są często trasy, które ciężko pokonać komunikacją publiczną bez przesiadek, więc samochód jest tu częściej uzasadniony.

    Jeśli ktoś bardzo potrzebuje się pchać do centrum samochodem, 50 zł za każdy taki dzień.

    Jeśli ktoś mieszka w centrum i lamentuje – bez obaw, każdy dzień, w którym samochód stoi nieużywany na parkingu nic nie kosztuje. Wszędzie ma blisko, a wszędzie dalej doskonałe połączenie komunikacyjne (z centrum dojedzie wszędzie względnie łatwo). Jeśli mimo to potrzebuje jeździć samochodem, to niech płaci.

    Potencjalnym hejterom zapobiegawczo odpisuję: osobiście korzystam z samochodu codziennie, z komunikacji publicznej może raz w roku (i to nie w każdym roku). Mieszkam w „strefie 2”.

  4. Na zachodzie nie stać ich na takie rozwiązania a według razemków stać Polskę.. proponuję najpierw się skupić na odpowiednim finansowaniu służby zdrowia a potem iść dalej

  5. Rzad powinien doplacac i wiecej niz polowe do inwestycji w tabor czy nowe trasy tramwajow/autobusow. Remonty tez sa potrzebne. Tego potrzebujemy, juz teraz czesto bilet miesieczny moze byc 10x tanszy niz miesieczne uzywanie auta (doliczmy sam koszt auta, ubezpieczenia, paliwo, serwis, przeglad). Co z tego ze komunikacja bedzie za frajer, jak nie bedzie dobra czestotliwosc tych autobusow, zwlaszcza dla osob co na obrzeżach/w gminie miasta mieszkaja, gdzie autobus jest moze raz na godzine/dwie. I oczywiscie, buspasy, parkingi p+r tez sa potrzebne, zeby korki z centrum wywalić. Ale to wszystko sprowadza sie do poczatku, czyli jeszcze wiekszych, sprawniejszych i przede wszystkim SZYBSZYCH inwestycji i w infrastrukture i tabor.

    Edit: a co do biletow: darmowa komunikacja w mistach wojewodzkich moze byc bardzo szkodliwa, ale moxna inaczej to naprawic. Np. Dla osob co odprowadzaja podatek w miescie, znizka 25/50% (zalezy) na komunikacje, wtedy miasto zyskuje, jak rowniez ZTM,jak i obywatel bo znizki zawsze są OP

  6. Mieszkając w dużym mieście nie wyobrażam sobie jeżdżenia samochodem. Korki to jedno, ale samochód to też masakrycznie dużo kosztów – paliwo, przeglądy, naprawy, opłaty za parkowanie… Do tego jadąc samochodem trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo zawsze jakiś baran wymusi pierwszeństwo, inny nieporadny stanie na środku skrzyżowania, jakiś wariat będzie wyprzedzał na trzeciego przez pasy na czerwonym świetle… W autobusie czy tramwaju siadam, zakładam słuchawki i pogrążam się w lekturze książki, przeglądaniu Instagrama czy wpatrywaniem się w okno.
    Płacę raz w miesiącu za kartę miejską i to wszystko, o co muszę zadbać.

    Problemem jest to, że małe miasteczka i wsie są często słabo skomunikowane. Dla tych ludzi samochód jest koniecznością, bo autobus jest jeden i jedzie raz na dwie godziny, a w święta dwa/trzy razy dziennie. Ludzie wolą kupić najtańszy samochód, żeby dojechać do pracy czy na zakupy, bo oszczędzają w ten sposób mnóstwo czasu. Młodzi często wyjeżdżają z takich miejsc i już tam nie wracają, bo nic ciekawego tam nie ma. W konsekwencji mamy mnóstwo osób w miastach i wyludniające się mniejsze miasteczka.
    To jest problem, z którym trzeba coś zrobić, bo miasta nie są z gumy i wszyscy się w nich nie pomieszczą.

  7. Przypominam, że za granicą jest wojna finansowana z zakupów paliw kopalnych od Rosji, a ropa do naszych rafinerii płynie od Putina.

    I nie możemy się łatwo przestawić na inne źródła bo to wymaga zmodyfikowania procesów w rafineriach (różne ropy naftowe mają trochę inne składy). Wszystko co pozwoli oszczędzić benzynę jest teraz potrzebne, bo to lepsze niż ruskie czołgi pod Warszawą za kilka lat.

  8. Tak. Dobrze zorganizowana komunikacja miejska będzie czynnikiem zmniejszającym liczbę ludzi jeżdżących samochodem – w obrębie miasta. Nie wszyscy ludzie żyją w dużych miastach, czy też miastach w ogóle.

    Co w przypadku kiedy potrzebujesz (albo po prostu chcesz) wyjechać POZA miasto? Kto jak kto, ale lewica powinna zdawać sobie sprawę, że nie wszyscy Polacy to miastowi i nie wszyscy pracują w biurze położonym w środku miasta.

    Sieć PKS i PKP powinna być także silnie rozbudowana, jeżeli w taki sposób chcemy działać.

  9. Czy gdyby komunikacja jakimś cudem była darmowa, nie zmniejszy jej to do totalnej samodestrukcji i jeździć będzie, ale standard wygody, czystości, nowoczesności będzie totalnie zerowy. Wolałbym już, by pracodawca lub rząd dał odliczenie podatku od komunikacji.
    Płace 450zł miesięcznie za bilet plus kartę miejską Warszawską. Jakbym tak z 20% otrzymał wzrotu z podatku z Pitu np. w załączniku dostarczył bilety/paragony chętnie ludzie by się przesiedli na taką komunikację.
    Dodatkowo oprócz PKSów to chyba nie znam państwowego przewoźnika. Wszystko jest prywatne lub samorządowe więc spokojnie kasa państwa by na tym nie ucierpiała. PIT natomiast spokojnie by wyciągnęła trochę pieniędzy z budżetu państwa które napełniły ostatnio chore pieniądze z inflacji i SSP.

Leave a Reply