Tak. Kiedyś zakupy za 50 zł wystarczały na kilka dni, teraz kupuję byle co i płacę ponad 100.
​
Swoją drogą, ile kosztują was takie bieżące wydatki tygodniowo?
Kupuję dokładnie to samo, a zamiast 20 zł za zakupy wychodzi 30 zł. No to jak jest? Dobrze?
Póki co – teoretycznie wydaję tygodniowo tyle samo, to jest mniej więcej te same pieniądze, co rok wczesniej. Tylko kupuję mniej, ponieważ odstawiliśmy z moją ładniejszą połówką wszelkie umilacze i głupoty.
Mamy hipoteczny na zmiennym oprocentowaniu i generalnie nie ma dramatu, staraliśmy się tak wycelować w cenę mieszkania / ratę kredytu, żeby nawet potrojenie raty nas nie rozłożyło finansowo, ale obok tego inflacyjnego bałaganu staramy się też powiększać poduszkę finansową na czarną godzinę.
Stąd jak dotąd nie odczuwam, abym wydawał więcej, tylko kupuję mniej. Finalnie wychodzi na to samo, czyli: jest drożej. Póki co nie zeszliśmy ze średniej półki cenowej kupowanych produktów, ale to zapewne kwestia czasu.
Na szczęście jestem w tej dobrej sytuacji, że nie odczuwam mocno podwyższenia cen.
A co do cen spożywki, a szczególnie warzyw, to pamietam, że jesteśmy na przedwiośniu i co roku o tej porze (między kwietniem a czerwcem) różne portale medialne publikują gównoartykuły typu: Pietruszka po 30 złotych za kilogram! Truskawki w tym roku po 20!!! Młode ziemniaki po 15!!!
Zanim zacznie się sezon na krajowe warzywa i owoce, to niestety tak jest.
Ja śledzę wydatki ale dopiero od kilku miesięcy więc póki co, trochę za mała próba. Korzystam za to z aplikacji Lidla, która ma wszystkie paragony, a robię tam zakupy że dwa razy w tygodniu od 4 lat. Na podstawie tych paragonów, wychodzi mi że za podobne zakupy place ok. 6% więcej niż na początku 2021 roku i 8% więcej pod koniec 2019 roku. Czyli mniej niż wynosi nominalna inflacja, a moja wypłata przez te dwa, trzy lata wzrosła o około 20% więc nie, wyższe ceny żywności to nie aż taki problem dla mnie. Oczywiście, to jest takie wyliczenie z dupy, bo zakupy nie są identyczne, bo mogę wybierać tańszą półkę itp. albo nie kupować akurat tych kategorii, które podrożały najbardziej. Plus oczywiście dochodzą do tego takie wydatki jak opłaty za prąd itp. które są znacznie wyższe.
Mnie wzrost raty kredytu o prawie 700zl dojebal dużo bardziej niż inflacja cen żywności.
Oliwa z oliwek praktycznie w tej samej cenie co slonecznikowy
No niektóre ceny są jak z kosmosu. Olej i masło najgorsze, chleb nie tak bardzo. Na paliwo wydajemy ok. 320 zł miesięcznie(renault nie zawodzi). Byle gówno kupisz i już 50 zł, albo nawet 100.
Mnie to nie rusza, bo ja zawsze robię zakupy za 100 zł ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Najbardziej czuje jak sie jedzie zatankować… pod koniec zeszłego roku pełen bak to było jakies 400 PLNow… teraz ponad 600…
Co do produktów spożywczych, widze tez spory wzrost… I do tego ceny ciagle rosna… Czyli za te same produktu z miesiąca na miesiąc płaci się więcej… ale co się dziwić… wszystko połączone z cenami paliwa…
Niestety Orlen napycha kieszenie, korzystając z okazji… w PL ceny paliw wzrosty najbardziej w EU…
O inflacji nie wspomnę… a bedzie jeszcze gorzej… 400+ na zlobki, setki tysięcy nowych wniosków 500+ od uchodzcow, bonusy dla polityków, na ktore normalny człowiek pracuje 10 lat…
U mnie w lokalnej biedrze kajzerki poszły z 27gr do 31gr i według mnie to niedopuszczalny skandal
Wczoraj kupowałem mały chleb żytni za 5.60 zl a ekspedientka powiedziała że jego cena zmienia się prawie codziennie
Tak. Droższe zakupy codzienne to fakt, ale najbardziej dotkliwe są podwyżki w restauracjach – mam wrażenie że ceny urosły tam zdecydowanie bardziej niż gdzie indziej.
Przez to chodzę w takie miejsca dużo rzadziej – tutaj udział ma też pandemia która odzwyczaiła mnie od jedzenia na mieście (a i nie zamawiam niczego na dowóz, bo często przyjeżdża już rozmięknięte a ja wolę świeże).
Od trzech lat prowadzę, wraz z żoną, coś w rodzaju budżetu domowego- wiesz, kilka tabelek w które wpisujemy wszystkie zarobki i wydatki- wychodzi na to, że w marcu 2021 za jedzenie płaciliśmy 1308,13 zł, a w tym roku 1565,57 zł, więc tak- widać różnicę
I tak i nie.
Jasne, wzrost cen jedzenia, paliwa jest. Tyle że na paliwo i tak wydaje mniej, bo pracuję zdalnie dzięki pandemicznej rewolucji. Jedzenie owszem, droższe, ale dostałem sytą podwyżkę + mam nadwyżkę z paliwa. Kredytu nie mam, więc stopy procentowe mnie nie bolą. Najbardziej odczułem wzrost cen gazu na ogrzewanie domu, ale idzie lato więc już ulga będzie.
Jeszcze przed pandemią przestałam robić zakupy w Polsce bo dźwiganie tego plus kupowanie nadawanego bagażu przestało się opłacać.
Natomiast to co mnie najbardziej przeraziło to prąd. Ojciec ma pralkę, piekarnik i telewizor na prąd. Ja mam to wszystko plus gotuje na prądzie też, wyliczając mój czajnik elektryczny – on używa gazowego, no i jeszcze u nas bez przerwy chodzą dwa komputery, on laptopa włącza raz w miesiącu żeby zapłacić rachunki. Jest nas dwie osoby on jest sam. Za prąd płacimy tyle samo. On mieszka w Warszawie, ja w Zurychu.
Chleb 5,30, jezus maria. Piec to trzeba będzie niedługo na wodzie.
Ja zawsze tankuję za 100zł, to nie zauważyłem różnicy w cenie paliwa.
Powiem tak… Kiedy dostałem nową pracę z 2x wyższą płacą, nie nacieszyłem się tym zbyt długo bo wszystko i tak zdrożało do tego stopnia, że mój poziom życia stał się niemal równy z tym kiedy to zarabiałem mniej.
Edit: pamiętacie te memy że hehe polska kosmiczna flota to 3000 zł na rękę? Krążyło to po necie jakoś 3 lata temu. No to dziś to jest minimalna kwota aby móc się samemu jakoś utrzymać i to z mocno zaciśniętym pasem.
Masło już od kilku lat stale idzie w górę. Już nie pamiętam ile kiedyś kosztowało. A chleb to sporo podrożał. Zazwyczaj kupujemy w piekusiu, kiedyś chleb deakowy czy 7 zbóż był za jakieś 3,39 o ile dobrze pamiętam, teraz 4,50
Tak, na przykładzie kanapek które zdarzyło mi się kupować rano w piekarni – kosztowały 3 zł, teraz 6…
2 tygodnie temu maslo kosztowalo 5.70zl, a ze to dla mnie za drogo to sie czailem na promocje, ktore co rusz sie pojawialy wczesniej (4.99zl przy 3 sztukach itp.). No i pare dni pozniej kupilem za 6.50zl.
Za to owsianka potaniala i to znacznie, wiec chyba zamowie wagon albo dwa.
Z dziewczyną mamy budżet około 1000-1100 zł na miesiąc na dwie osoby.
Wystarcza chillowo, gotujemy z głową i kupujemy z głową. Omijamy syfiaste produkty, mieska mniej, więcej warzyw.
Zrobienie chilli con carne z soczewica to koszt raptem nie wiem… 30-40 zl? A jest na cały tydzień, zupki i inne takie też spoko wychodzą.
Tak, jest drożej w pytę, ale trzeba po prostu rozważniej kupować. (Liczymy oboje kalorie, trzymamy sie w miarę, nie kupujemy coca coli za często czy innych syfow, co kosztują miliony a… Chuja dają).
Pieczywo jemy z fraca bo fajnie pieką obok nas i można sobie spoczko wybrać.
Raczej nie odmawiamy podstawowych produktów… Jak ktoś chce jogurt, bierze jogurt itp. kwestia, że wiemy ile jemy i nie marnujemy żarcia (nic nie stoi tyle w lodówce, zeby zdążyło umrzeć).
Jedyne co piecze to fakt, ze pomidory, papryka, winogrona to produkty dla patrycjuszy… Ich koszt jest kosmiczny. O, ostatnio robilismy ciasto na zimno z mascarpone i galaretką. 50 zl za skladniki na 🍰.
Polecam chodzić na ryneczki warzywne w miastach, produkty lepsze, cena lepsza 😉
W Rzeszowie chodzimy w sobotę na taki mały i cevy warzyw i owoców do jakości jest dużo atrakcyjniejsza.
Wbrew pozorom biedronka nie jest tanim sklepem, osobiście już wolę iść do lidla.
Mam nadzieję, że obecne ceny żywności skłonią ludzi troszkę do rozsądniejszego kupowania papu, nic mnie tak nie wkurwia jak marnowanie żywności.
Ok 20% więcej niż przed rokiem płacę za ten sam koszyk zakupów. Tyle wynosi inflacja wg. Mojego doświadczenia.
Pierś z kurczaka kilo (czasem na kości) za 27 zł w moim lokalnym Avita. Płakałem pół dnia
400 na 6 osób tyg z czego dwoje z Ukrainy (matka z córką).
Najbardziej mleko wędlina i pieczywo. Robiłem zdjęcia paragonów i któregoś dnia zrobię zestawienie.
1. Jak ostatnio kupilem kiść banana i 4 pomarańcze za ponad 20zł to się mocno zdziwiłem.
2. Dostałem rachunek za prąd, zrobiłem OMG na 200zł.
3. Pizze przestałem zamawiać. Kiedyś 30zł (jeszcze wcześniej z 10 lat temu 25zł ), teraz 40-50zł
4. Uber, ta sama trasa zamiast 20zł to kosztuje 30zł albo więcej.
5. Przed pandemia/poczatek pandemii za duże zakupy płaciłem 150-200zł, teraz 250zł albo 300zł
6. Pewien zabieg u chirurga stomatologii, kiedyś 1200zł, teraz 1500zł. Na szczęście załapałem się jeszcze na starą cenę. Też mocno wzrosły ceny aparatów u ortodontów.
I można jeszcze długo wymieniać.
Najbardziej dotyka mnie wysoka cena coca-coli.
Byłem wczoraj biedronce.
Zakupy dla rodziny 2+1 na tydzień i święta = 773 zł 34 grosze. Mam nadzieje że biedronka doceni i da bon 500.000 na mieszkanie.
5 lat temu zakupy za 773zl do auta by mi nie weszły.
Tak, kiedyś mieliśmy luksus nie patrzenia na ceny, a teraz już patrzymy i przerażają nas kwoty na paragonach.
Kiedyś zamawialiśmy jedzenie bez zastanawiania się, bo jesteśmy leniwi, teraz ograniczamy takie luksusy i już wolę coś ugotować. Powoli stajemy się mistrzami w domowych burrito, pizzy i falafelach.
Nie mamy noża na szyi, dobrze nam się powodzi, ale znowu oglądamy złotówkę dwa razy, jak za starych studenckich czasów.
Masło kupuję raz na pół roku, więc jak zobaczyłam cenę ponad 7zł za kostkę, to aż mnie wryło w ziemię.
Cena manicure w moim ulubionym salonie skoczyła z 80zł do 100zł w ciągu chyba pół roku.
Mocno, ale widzę to głównie po oszczędnościach. Do tej pory połowę miesięcznych zarobków odkładałem na oszczędności, a z reszty żyłem (hipoteka, paliwo, opłaty, zakupy). Od mniej-więcej października ubiegłego roku systematycznie muszę zmniejszać kwotę odkładaną na oszczędności by nie zmniejszać poziomu na którym żyję. Od tamtego czasu jest to już około 800 zł miesięcznie mniej.
W lokalnej piekarni:
– rok temu chleb foremkowy (zwykły rozmiar bochenka) : 2,70 / dziś ten sam chleb : 4,39 (!!)
– bułka kajzerka : dwa lata temu 40gr, rok temu 70gr, wczoraj 90gr
Jem dużo warzyw, więc pomidory po 12zł, ogórki po 15, papryka po 18 potem dają absurdalny rachunek. 4 zł za jedną paprykę, no boli.
Swoją drogą, jedyne co staniało po podwyżce gazu w tej piekarni to chleb żytni (na szczęście mój ulubiony i jedyny ktory kupuje:D), z 3,90 na 3,49 chyba (acz dwa lata temu był za 2,99, rok temu 3,29). Wie ktoś dlaczego?
Wszystko jest drogie w chuj, a w pracy dalej będę wysłuchiwał, że młodzi są roszczeniowi, bo chcą dużo pieniędzy na start, ciekawe ile mają chciec skoro teraz 3k na rękę na utrzymanie w mieście samemu ledwo starcza, bo wszystko poszło w górę łącznie z kosztem pokojów i ich dostępnością
“Glownie ciekawi mnie jedzenie warzywa”
Co konkretnie chcesz wiedziec o jedzeniu warzyw ?
Tak, praktycznie już nie kupuję mięsa, wszystkie inne produkty wybieram “marki carrefour”. Przynajmniej nauczyłem się lepiej gotować.
Oczywiście, że tak. Ceny pieczywa są absurdalne – jakieś 3,5 roku temu mój ulubiony chleb kosztował 4 ziko, dziś kosztuje 9. Musiałem znaleść nowy ulubiony chleb. Ceny warzyw wystrzeliły o większą ilość procent niż ilość stron w raporcie smoleńskim. Na 2 osoby gotując w domu wydajemy 1200-1600 miesięcznie.
Dziadek, zagorzały wyznawca pisu rzadko wychodzi po zakupy, zwykle robi mu je ciocia. Ostatnio poszedł sam i był zszokowany ceną oleju. Nic jednak nie dotarło i nadal święcie wierzy w propagandę tvp.
Nie specjalnie, ale nadganiam inflację wzrostem zarobków.
Szefostwo jest mocno antypisiarskie i jak się wkurzyli na raporty o inflacji tak wszystkim od ręki dali podwyżki tak żeby pensje poszła w górę dobry kawałek ponad inflację. W międzyczasie właściciel mieszkania niezbyt na czasie, przy przedłużeniu umowy czynsz podniósł poniżej inflacji (a że mam czynsz i tak niski, to aż musiałem gościowi tak lekko zasugerować że na 5% podwyżki to on będzie solidnie stratny ale i tak nie dociągnął do tego o ile inflacja poszła) tak, że w zasadzie mam lepiej niż przed podwyżkami.
Najbardziej chyba boli mnie wzrost cen warzyw i owoców. Moje życie bez pomidorów i cukinii ma mało smaku, a 19 zł/kg za jedno lub drugie boli. Dodatkowo, dzięki wzrostowi popytu na wynajem mieszkań właściciel postanowił mi zwiększyć koszt wynajmu o 200 zł. A moja ostatnia podwyżka wynagrodzenia wyniosła…50 zł. Brutto. Miesięcznie.
Pomidory za 12 zł z importu i 20 zł polskie to jakaś farsa 🤣
To jest idealny moment żeby przejść na dietę niskokaloryczną. Jeśli dziennie macie 2000kcal to nie będziecie wydawać na wysokokaloryczne snacki czy restauracje tylko będziecie gotować w domu i to mniej (polecam tu dietę bezmięsna i wysokobiałkową). W efekcie zaoszczędzicie i będzie sylwetka greckiego Boga na lato.
UK.
Było 40£ teraz jest 50£ za tygodniowe zakupy na dwie osoby, wliczając w to jakieś smakołyki na weekend.
Było by pewnie wiecej ale kupuje z głową bo nie lubie jak coś się marnuje
***** *** niestety wszystko drożeje, od dawna nie robiłem zakupów poniżej 100 zł. Teraz nawet 1000 zł na tydzień wydaje się być mało.
43 comments
Tak. Kiedyś zakupy za 50 zł wystarczały na kilka dni, teraz kupuję byle co i płacę ponad 100.
​
Swoją drogą, ile kosztują was takie bieżące wydatki tygodniowo?
Kupuję dokładnie to samo, a zamiast 20 zł za zakupy wychodzi 30 zł. No to jak jest? Dobrze?
Póki co – teoretycznie wydaję tygodniowo tyle samo, to jest mniej więcej te same pieniądze, co rok wczesniej. Tylko kupuję mniej, ponieważ odstawiliśmy z moją ładniejszą połówką wszelkie umilacze i głupoty.
Mamy hipoteczny na zmiennym oprocentowaniu i generalnie nie ma dramatu, staraliśmy się tak wycelować w cenę mieszkania / ratę kredytu, żeby nawet potrojenie raty nas nie rozłożyło finansowo, ale obok tego inflacyjnego bałaganu staramy się też powiększać poduszkę finansową na czarną godzinę.
Stąd jak dotąd nie odczuwam, abym wydawał więcej, tylko kupuję mniej. Finalnie wychodzi na to samo, czyli: jest drożej. Póki co nie zeszliśmy ze średniej półki cenowej kupowanych produktów, ale to zapewne kwestia czasu.
Na szczęście jestem w tej dobrej sytuacji, że nie odczuwam mocno podwyższenia cen.
A co do cen spożywki, a szczególnie warzyw, to pamietam, że jesteśmy na przedwiośniu i co roku o tej porze (między kwietniem a czerwcem) różne portale medialne publikują gównoartykuły typu: Pietruszka po 30 złotych za kilogram! Truskawki w tym roku po 20!!! Młode ziemniaki po 15!!!
Zanim zacznie się sezon na krajowe warzywa i owoce, to niestety tak jest.
Ja śledzę wydatki ale dopiero od kilku miesięcy więc póki co, trochę za mała próba. Korzystam za to z aplikacji Lidla, która ma wszystkie paragony, a robię tam zakupy że dwa razy w tygodniu od 4 lat. Na podstawie tych paragonów, wychodzi mi że za podobne zakupy place ok. 6% więcej niż na początku 2021 roku i 8% więcej pod koniec 2019 roku. Czyli mniej niż wynosi nominalna inflacja, a moja wypłata przez te dwa, trzy lata wzrosła o około 20% więc nie, wyższe ceny żywności to nie aż taki problem dla mnie. Oczywiście, to jest takie wyliczenie z dupy, bo zakupy nie są identyczne, bo mogę wybierać tańszą półkę itp. albo nie kupować akurat tych kategorii, które podrożały najbardziej. Plus oczywiście dochodzą do tego takie wydatki jak opłaty za prąd itp. które są znacznie wyższe.
Mnie wzrost raty kredytu o prawie 700zl dojebal dużo bardziej niż inflacja cen żywności.
Oliwa z oliwek praktycznie w tej samej cenie co slonecznikowy
No niektóre ceny są jak z kosmosu. Olej i masło najgorsze, chleb nie tak bardzo. Na paliwo wydajemy ok. 320 zł miesięcznie(renault nie zawodzi). Byle gówno kupisz i już 50 zł, albo nawet 100.
Mnie to nie rusza, bo ja zawsze robię zakupy za 100 zł ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Najbardziej czuje jak sie jedzie zatankować… pod koniec zeszłego roku pełen bak to było jakies 400 PLNow… teraz ponad 600…
Co do produktów spożywczych, widze tez spory wzrost… I do tego ceny ciagle rosna… Czyli za te same produktu z miesiąca na miesiąc płaci się więcej… ale co się dziwić… wszystko połączone z cenami paliwa…
Niestety Orlen napycha kieszenie, korzystając z okazji… w PL ceny paliw wzrosty najbardziej w EU…
O inflacji nie wspomnę… a bedzie jeszcze gorzej… 400+ na zlobki, setki tysięcy nowych wniosków 500+ od uchodzcow, bonusy dla polityków, na ktore normalny człowiek pracuje 10 lat…
U mnie w lokalnej biedrze kajzerki poszły z 27gr do 31gr i według mnie to niedopuszczalny skandal
Wczoraj kupowałem mały chleb żytni za 5.60 zl a ekspedientka powiedziała że jego cena zmienia się prawie codziennie
Tak. Droższe zakupy codzienne to fakt, ale najbardziej dotkliwe są podwyżki w restauracjach – mam wrażenie że ceny urosły tam zdecydowanie bardziej niż gdzie indziej.
Przez to chodzę w takie miejsca dużo rzadziej – tutaj udział ma też pandemia która odzwyczaiła mnie od jedzenia na mieście (a i nie zamawiam niczego na dowóz, bo często przyjeżdża już rozmięknięte a ja wolę świeże).
Od trzech lat prowadzę, wraz z żoną, coś w rodzaju budżetu domowego- wiesz, kilka tabelek w które wpisujemy wszystkie zarobki i wydatki- wychodzi na to, że w marcu 2021 za jedzenie płaciliśmy 1308,13 zł, a w tym roku 1565,57 zł, więc tak- widać różnicę
I tak i nie.
Jasne, wzrost cen jedzenia, paliwa jest. Tyle że na paliwo i tak wydaje mniej, bo pracuję zdalnie dzięki pandemicznej rewolucji. Jedzenie owszem, droższe, ale dostałem sytą podwyżkę + mam nadwyżkę z paliwa. Kredytu nie mam, więc stopy procentowe mnie nie bolą. Najbardziej odczułem wzrost cen gazu na ogrzewanie domu, ale idzie lato więc już ulga będzie.
Jeszcze przed pandemią przestałam robić zakupy w Polsce bo dźwiganie tego plus kupowanie nadawanego bagażu przestało się opłacać.
Natomiast to co mnie najbardziej przeraziło to prąd. Ojciec ma pralkę, piekarnik i telewizor na prąd. Ja mam to wszystko plus gotuje na prądzie też, wyliczając mój czajnik elektryczny – on używa gazowego, no i jeszcze u nas bez przerwy chodzą dwa komputery, on laptopa włącza raz w miesiącu żeby zapłacić rachunki. Jest nas dwie osoby on jest sam. Za prąd płacimy tyle samo. On mieszka w Warszawie, ja w Zurychu.
Chleb 5,30, jezus maria. Piec to trzeba będzie niedługo na wodzie.
Ja zawsze tankuję za 100zł, to nie zauważyłem różnicy w cenie paliwa.
Powiem tak… Kiedy dostałem nową pracę z 2x wyższą płacą, nie nacieszyłem się tym zbyt długo bo wszystko i tak zdrożało do tego stopnia, że mój poziom życia stał się niemal równy z tym kiedy to zarabiałem mniej.
Edit: pamiętacie te memy że hehe polska kosmiczna flota to 3000 zł na rękę? Krążyło to po necie jakoś 3 lata temu. No to dziś to jest minimalna kwota aby móc się samemu jakoś utrzymać i to z mocno zaciśniętym pasem.
Masło już od kilku lat stale idzie w górę. Już nie pamiętam ile kiedyś kosztowało. A chleb to sporo podrożał. Zazwyczaj kupujemy w piekusiu, kiedyś chleb deakowy czy 7 zbóż był za jakieś 3,39 o ile dobrze pamiętam, teraz 4,50
Tak, na przykładzie kanapek które zdarzyło mi się kupować rano w piekarni – kosztowały 3 zł, teraz 6…
2 tygodnie temu maslo kosztowalo 5.70zl, a ze to dla mnie za drogo to sie czailem na promocje, ktore co rusz sie pojawialy wczesniej (4.99zl przy 3 sztukach itp.). No i pare dni pozniej kupilem za 6.50zl.
Za to owsianka potaniala i to znacznie, wiec chyba zamowie wagon albo dwa.
Z dziewczyną mamy budżet około 1000-1100 zł na miesiąc na dwie osoby.
Wystarcza chillowo, gotujemy z głową i kupujemy z głową. Omijamy syfiaste produkty, mieska mniej, więcej warzyw.
Zrobienie chilli con carne z soczewica to koszt raptem nie wiem… 30-40 zl? A jest na cały tydzień, zupki i inne takie też spoko wychodzą.
Tak, jest drożej w pytę, ale trzeba po prostu rozważniej kupować. (Liczymy oboje kalorie, trzymamy sie w miarę, nie kupujemy coca coli za często czy innych syfow, co kosztują miliony a… Chuja dają).
Pieczywo jemy z fraca bo fajnie pieką obok nas i można sobie spoczko wybrać.
Raczej nie odmawiamy podstawowych produktów… Jak ktoś chce jogurt, bierze jogurt itp. kwestia, że wiemy ile jemy i nie marnujemy żarcia (nic nie stoi tyle w lodówce, zeby zdążyło umrzeć).
Jedyne co piecze to fakt, ze pomidory, papryka, winogrona to produkty dla patrycjuszy… Ich koszt jest kosmiczny. O, ostatnio robilismy ciasto na zimno z mascarpone i galaretką. 50 zl za skladniki na 🍰.
Polecam chodzić na ryneczki warzywne w miastach, produkty lepsze, cena lepsza 😉
W Rzeszowie chodzimy w sobotę na taki mały i cevy warzyw i owoców do jakości jest dużo atrakcyjniejsza.
Wbrew pozorom biedronka nie jest tanim sklepem, osobiście już wolę iść do lidla.
Mam nadzieję, że obecne ceny żywności skłonią ludzi troszkę do rozsądniejszego kupowania papu, nic mnie tak nie wkurwia jak marnowanie żywności.
Ok 20% więcej niż przed rokiem płacę za ten sam koszyk zakupów. Tyle wynosi inflacja wg. Mojego doświadczenia.
Pierś z kurczaka kilo (czasem na kości) za 27 zł w moim lokalnym Avita. Płakałem pół dnia
400 na 6 osób tyg z czego dwoje z Ukrainy (matka z córką).
Najbardziej mleko wędlina i pieczywo. Robiłem zdjęcia paragonów i któregoś dnia zrobię zestawienie.
1. Jak ostatnio kupilem kiść banana i 4 pomarańcze za ponad 20zł to się mocno zdziwiłem.
2. Dostałem rachunek za prąd, zrobiłem OMG na 200zł.
3. Pizze przestałem zamawiać. Kiedyś 30zł (jeszcze wcześniej z 10 lat temu 25zł ), teraz 40-50zł
4. Uber, ta sama trasa zamiast 20zł to kosztuje 30zł albo więcej.
5. Przed pandemia/poczatek pandemii za duże zakupy płaciłem 150-200zł, teraz 250zł albo 300zł
6. Pewien zabieg u chirurga stomatologii, kiedyś 1200zł, teraz 1500zł. Na szczęście załapałem się jeszcze na starą cenę. Też mocno wzrosły ceny aparatów u ortodontów.
I można jeszcze długo wymieniać.
Najbardziej dotyka mnie wysoka cena coca-coli.
Byłem wczoraj biedronce.
Zakupy dla rodziny 2+1 na tydzień i święta = 773 zł 34 grosze. Mam nadzieje że biedronka doceni i da bon 500.000 na mieszkanie.
5 lat temu zakupy za 773zl do auta by mi nie weszły.
Tak, kiedyś mieliśmy luksus nie patrzenia na ceny, a teraz już patrzymy i przerażają nas kwoty na paragonach.
Kiedyś zamawialiśmy jedzenie bez zastanawiania się, bo jesteśmy leniwi, teraz ograniczamy takie luksusy i już wolę coś ugotować. Powoli stajemy się mistrzami w domowych burrito, pizzy i falafelach.
Nie mamy noża na szyi, dobrze nam się powodzi, ale znowu oglądamy złotówkę dwa razy, jak za starych studenckich czasów.
Masło kupuję raz na pół roku, więc jak zobaczyłam cenę ponad 7zł za kostkę, to aż mnie wryło w ziemię.
Cena manicure w moim ulubionym salonie skoczyła z 80zł do 100zł w ciągu chyba pół roku.
Mocno, ale widzę to głównie po oszczędnościach. Do tej pory połowę miesięcznych zarobków odkładałem na oszczędności, a z reszty żyłem (hipoteka, paliwo, opłaty, zakupy). Od mniej-więcej października ubiegłego roku systematycznie muszę zmniejszać kwotę odkładaną na oszczędności by nie zmniejszać poziomu na którym żyję. Od tamtego czasu jest to już około 800 zł miesięcznie mniej.
W lokalnej piekarni:
– rok temu chleb foremkowy (zwykły rozmiar bochenka) : 2,70 / dziś ten sam chleb : 4,39 (!!)
– bułka kajzerka : dwa lata temu 40gr, rok temu 70gr, wczoraj 90gr
Jem dużo warzyw, więc pomidory po 12zł, ogórki po 15, papryka po 18 potem dają absurdalny rachunek. 4 zł za jedną paprykę, no boli.
Swoją drogą, jedyne co staniało po podwyżce gazu w tej piekarni to chleb żytni (na szczęście mój ulubiony i jedyny ktory kupuje:D), z 3,90 na 3,49 chyba (acz dwa lata temu był za 2,99, rok temu 3,29). Wie ktoś dlaczego?
Wszystko jest drogie w chuj, a w pracy dalej będę wysłuchiwał, że młodzi są roszczeniowi, bo chcą dużo pieniędzy na start, ciekawe ile mają chciec skoro teraz 3k na rękę na utrzymanie w mieście samemu ledwo starcza, bo wszystko poszło w górę łącznie z kosztem pokojów i ich dostępnością
“Glownie ciekawi mnie jedzenie warzywa”
Co konkretnie chcesz wiedziec o jedzeniu warzyw ?
Tak, praktycznie już nie kupuję mięsa, wszystkie inne produkty wybieram “marki carrefour”. Przynajmniej nauczyłem się lepiej gotować.
Oczywiście, że tak. Ceny pieczywa są absurdalne – jakieś 3,5 roku temu mój ulubiony chleb kosztował 4 ziko, dziś kosztuje 9. Musiałem znaleść nowy ulubiony chleb. Ceny warzyw wystrzeliły o większą ilość procent niż ilość stron w raporcie smoleńskim. Na 2 osoby gotując w domu wydajemy 1200-1600 miesięcznie.
Dziadek, zagorzały wyznawca pisu rzadko wychodzi po zakupy, zwykle robi mu je ciocia. Ostatnio poszedł sam i był zszokowany ceną oleju. Nic jednak nie dotarło i nadal święcie wierzy w propagandę tvp.
Nie specjalnie, ale nadganiam inflację wzrostem zarobków.
Szefostwo jest mocno antypisiarskie i jak się wkurzyli na raporty o inflacji tak wszystkim od ręki dali podwyżki tak żeby pensje poszła w górę dobry kawałek ponad inflację. W międzyczasie właściciel mieszkania niezbyt na czasie, przy przedłużeniu umowy czynsz podniósł poniżej inflacji (a że mam czynsz i tak niski, to aż musiałem gościowi tak lekko zasugerować że na 5% podwyżki to on będzie solidnie stratny ale i tak nie dociągnął do tego o ile inflacja poszła) tak, że w zasadzie mam lepiej niż przed podwyżkami.
Najbardziej chyba boli mnie wzrost cen warzyw i owoców. Moje życie bez pomidorów i cukinii ma mało smaku, a 19 zł/kg za jedno lub drugie boli. Dodatkowo, dzięki wzrostowi popytu na wynajem mieszkań właściciel postanowił mi zwiększyć koszt wynajmu o 200 zł. A moja ostatnia podwyżka wynagrodzenia wyniosła…50 zł. Brutto. Miesięcznie.
Pomidory za 12 zł z importu i 20 zł polskie to jakaś farsa 🤣
To jest idealny moment żeby przejść na dietę niskokaloryczną. Jeśli dziennie macie 2000kcal to nie będziecie wydawać na wysokokaloryczne snacki czy restauracje tylko będziecie gotować w domu i to mniej (polecam tu dietę bezmięsna i wysokobiałkową). W efekcie zaoszczędzicie i będzie sylwetka greckiego Boga na lato.
UK.
Było 40£ teraz jest 50£ za tygodniowe zakupy na dwie osoby, wliczając w to jakieś smakołyki na weekend.
Było by pewnie wiecej ale kupuje z głową bo nie lubie jak coś się marnuje
***** *** niestety wszystko drożeje, od dawna nie robiłem zakupów poniżej 100 zł. Teraz nawet 1000 zł na tydzień wydaje się być mało.