A ty widzisz w dziecku człowieka?

2 comments
  1. Całkiem ciekawy artykuł. Zastanawiam się, czy w kraju takim jak Polska – który nie chciał przyjąć nawet tej konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet – możliwe są szybkie zmiany w prawie na rzecz dzieci. W końcu skoro kobieta to podludź, bo ważniejsza od jej realnych potrzeb jest ideologiczna konserwatywna wizja rodziny, to co dopiero dziecko. Myślę, że diagnoza z tego artykułu może być trafna: że u nas wciąż pojmuje się opiekę nad dzieckiem jako władzę, “posiadanie dziecka”, a nie odpowiedzialność za dziecko, które jest pełnoprawną istotą ludzką.

    Z drugiej strony na końcu piszą, że system analizy przypadków śmierci dzieci miał być wdrożony z inicjatywy Dudeła (tak, Długopisa), ale nie wyszło. Więc może jest jakiś cień szansy, że coś takiego nawet konserwatyści by wprowadzili, gdyby ich odpowiednio nacisnąć.

  2. W Polsce dziecko nigdy nie było małym członkiem rodziny, a bardziej żywym przedmiotem, w najlepszym wypadku inwestycją.

    500+ (w połączeniu z innymi programami) tylko bardziej uprzedmiotowił dzieci, bo teraz już nie są dla niektórych inwestycją na przyszłość, a inwestycją w teraźniejszość. Wiadomo, nie w każdej części Polski zrobienie kilku dzieci cię utrzyma, a na pewno nie w dużych miastach. Ale czasem trzeba się przejechać i zobaczyć, że na drodze między tymi dużymi miastami jest kupa malutkich, które często wyglądają jakby od końca wojny nic się tam nie zmieniło, oprócz widocznych oznak starzenia się budynków. Ludzie tam mają zwykle własne mieszkania, albo domy na wsiach to i 500+ nagle z wspomożenia budżetu domowego, przy odpowiedniej ilości dzieci i w połączeniu z innymi zasiłkami i programami socjalnymi, daje możliwość utrzymania się. Może na niskim poziomie, ale jak twoją jedyną perspektywą jest szukanie pracy w miejscu, gdzie jedyny biznes to jedna biedronka, albo dino,do najbliższego dużego miasta jest godzina dojazdu, a jak coś się znajdzie w pobliżu to zwykle na czarno, za grosze po 12h dziennie u Janusza to wtedy życie z socjalu staje się dobrą alternatywą. Kiedy życie z socjalu jest dobrą alternatywą, wielu ludzi, którzy mają dzieci, myślą o nich tylko jako o źródle dochodu. Wtedy łatwiej o przemoc, bo nie bijesz człowieka, bijesz swoją własność.

    Kolejna rzecz to pozostałości po komunie, które przechodzą na młodych, gdzie to dziecko potrzebowało bicia, bo inaczej „w dupie się mu poprzewraca”. A jak ktoś przesadzi i zamiast klapsa, pobije dziecko to się powie, że z kolegami się musiał pobić, bo to gnój, a nie dobre dziecko.

    Sam urodziłem się na wsi. Moi rodzice się rozwiedli, a matka większość dni i nocy była u swojego nowego mężczyzny. Ja musiałem pilnować dziadków alkoholików, którzy byli niebezpieczni względem siebie. Musiałem słuchać obelg, wyzwisk w moim kierunku, bity nie byłem, najwyżej czasem poszarpany. Matki to nie obchodziło, co najwyżej zabierała mi oszczędności jak udało się już coś uzbierać. Zostałem wycofanym dzieckiem, więc zaczęli się śmiać ze mnie w szkole. Nauczyciele byli tacy sami jak ludzie na wsi, więc nic nie robili z tą sytuacją, bo to „jego wina, że jest dziwny, a do tego beton”. Jedyne na co moja matka zwracała uwagę to oceny, bo miała wg mnie plan, w którym będę pracował, żeby ona już nie musiała (utrzymywany byłem z 400 zł alimentów, to co matka zarabiała wydawała od razu na maszyny hazardowe, ale marzyła o innym życiu, własnym Mercedesie, domu po dziadkach dla siebie itp). Ciagle też wypominała mi, że mnie nie biła.
    Ojciec jest lepszy, choć i w nim pojawiają się typowo polskie zachowania. Kiedy nie miał pracy i utrzymywałem go przez miesiące, kosztem zapożyczenia się i sprzedaży moich najcenniejszych rzeczy to jedyne co udało mi się usłyszeć od niego to „alimenty przez lata musiałem na ciebie płacić, a nie musiałem”, więc miałem za to być wdzięczny jeszcze.

    Niestety polskie podejście do rodzicielstwa jest w najlepszym wypadku wątpliwe.

Leave a Reply