No, krytyka polityczna jak zawsze w formie. Nie pamiętam artykułu, który by mnie nie odrzucił już w pierwszym akapicie.
A co tym razem nam zaserwowano? Otóż jest wyśmiewanie typowych w dzisiejszych czasach porad od “januszy”, typu “jeśli młodych nie stać na mieszkania, to znaczy, że źle dysponują pieniędzmi”. I o ile zgadzam się, że takie rady są guzik warte, to jednak autor napisał coś, co mnie striggerowalo:
“Platformy społecznościowe uzależniają i wpędzają nastolatki w depresje? Trzeba edukować, jak odpowiedzialnie korzystać z internetu.”
Przecież to jest consensus naukowy, a nie “dobre rady matczaka”. Starając się ośmieszyć tak poważna sprawę, jak wpływ social mediów na mozg, który nie jest do końca rozwinięty (dla przypomnienia, mozg się rozwija do 25. roku zycia), konstrukcje social mediów rodem z kasyna, czy rozwałkowanie mózgu dopaminą, autor nie dość, że pokazuje swoją niewiedzę w temacie, to jeszcze trywializujac TAK poważna sprawę, działa na szkodę. Nie polecam.
Polecam za to wywiad z Simonem sinekiem, który ładnie obrazuje, co social media robią z nastolatkami i jak to wplywa na ich dorosle zycie:
Edukacja nie jest lekiem na całe zło… ale artykuł ewidentnie jest skonstruowany tak aby zasugerować że jest bezużyteczna.
Druga strona medalu jest taka, że niedouczonych – żeby nie powiedzieć: głupich – ludzi bardzo łatwo kontroluje się propagandą.
Edukacja finansowa powinna być podstawa, ale nie szkolna czy podążanie za jakimś guru tylko samodzielna nauka na błędach. To samo z przedsiębiorczością. Jeśli uczy się ludzi, że jakieś zachowanie jest ok bo większość tak robi to zwyczajnie nie działa w ekonomii i przedsiębiorczości. Inwestując w to co wszyscy prawdopodobnie bierzesz udział w kreowaniu bańki:)
Ludzie nie analizują i robią bezmyślne ruchy jak ostatnie kupowanie mieszkań na kredyt przy historycznie wysokich cenach i niskich stopach. Każdy kto czytał cokolwiek z historii to tego nie zrobił, duża części ludzi z gotówka nie zrobiła tego tylko czeka aż geniuszom inwestycji posypią się kredyty. To nie bankierzy na wall street tworzą kryzysy, to szturm dużej liczby ludzi bez wiedzy napędza takie sytuacje. Bankierzy wysiedli zanim statek zatonął pod ciężarem wsiadających bez zastanowienia.
Ale jest nadzieją na przyszły rok.
Dobry artykuł, do tego co podał autor można by dodać jeszcze wiele innych przykładów.
Dwie główne rzeczy – po pierwsze, kampanie edukacyjne i nauka “praktycznych rzeczy” odnoszą skutek w specyficznych warunkach. Wiadomo to dość dobrze, bo na całym świecie prowadzono niezliczone akcje edukacyjne (zdrowie, finanse, ekologia, bezpieczeństwo) i programy edukacyjne mające zmienić zachowanie ludzi po zakończeniu szkoły. Badano skuteczność bardzo wielu takich działań i rzeczywiście większość z nich nie przynosi oczekiwanego skutku. Takie które się udają, muszą być przeważnie bardzo proste w przekazie i dotyczyć decyzji które podejmuje się w danym momencie, a nie np. wzięcia kredytu za 5 lat.
Generalnie w wielu kwestiach pomaga po prostu podniesienie ogólnego poziomu wykształcenia społeczeństwa.
Często dobrze działa edukacja wspierana prawem – czyli informowanie, że za dane niebezpieczne zachowanie po prostu grozi kara.
A druga sprawa, wiele tych dyskusji o edukacji, szczególnie finansowej i zawodowej ma sugerować, że ludzie mają problemy w życiu, bo są za głupi. Tylko, że za ich sytuację zawodową w największym stopniu odpowiada system ekonomiczny w którym żyją, a nie ich prywatne decyzje finansowe. Gdybyśmy wszyscy zostali informatykami i mielibyśmy po 5 mieszkań na wynajem, taki system nie mógłby w ogóle funkcjonować. To co może zadziałać na poziomie poszczególnych osób, nie ma szans zadziałać na poziomie całego społeczeństwa.
A jeszcze jedna uwaga, szczególnie dotycząca edukacji finansowej – czego w ogóle powinno się uczyć? To nie jest przecież żaden rodzaj science, a uczenie “rozsądnych” zachowań może oznaczać w różnych krajach i w różnym czasie całkowicie co innego. Takie porady potrafią się bardzo szybko dezaktualizować i nie ma żadnej pewności, że taka edukacja nie wpędzi ludzi w większe kłopoty niż jej brak. Tu potrzebna by była umiejętność przewidywania przyszłości.
Nie jest lekiem ale porzadna edukacja zdecydowanie bardziej pomaga niz szkodzi
6 comments
No, krytyka polityczna jak zawsze w formie. Nie pamiętam artykułu, który by mnie nie odrzucił już w pierwszym akapicie.
A co tym razem nam zaserwowano? Otóż jest wyśmiewanie typowych w dzisiejszych czasach porad od “januszy”, typu “jeśli młodych nie stać na mieszkania, to znaczy, że źle dysponują pieniędzmi”. I o ile zgadzam się, że takie rady są guzik warte, to jednak autor napisał coś, co mnie striggerowalo:
“Platformy społecznościowe uzależniają i wpędzają nastolatki w depresje? Trzeba edukować, jak odpowiedzialnie korzystać z internetu.”
Przecież to jest consensus naukowy, a nie “dobre rady matczaka”. Starając się ośmieszyć tak poważna sprawę, jak wpływ social mediów na mozg, który nie jest do końca rozwinięty (dla przypomnienia, mozg się rozwija do 25. roku zycia), konstrukcje social mediów rodem z kasyna, czy rozwałkowanie mózgu dopaminą, autor nie dość, że pokazuje swoją niewiedzę w temacie, to jeszcze trywializujac TAK poważna sprawę, działa na szkodę. Nie polecam.
Polecam za to wywiad z Simonem sinekiem, który ładnie obrazuje, co social media robią z nastolatkami i jak to wplywa na ich dorosle zycie:
[youtube.com/watch?v=xNgQOHwsIbg](https://youtube.com/watch?v=xNgQOHwsIbg)
Edukacja nie jest lekiem na całe zło… ale artykuł ewidentnie jest skonstruowany tak aby zasugerować że jest bezużyteczna.
Druga strona medalu jest taka, że niedouczonych – żeby nie powiedzieć: głupich – ludzi bardzo łatwo kontroluje się propagandą.
Edukacja finansowa powinna być podstawa, ale nie szkolna czy podążanie za jakimś guru tylko samodzielna nauka na błędach. To samo z przedsiębiorczością. Jeśli uczy się ludzi, że jakieś zachowanie jest ok bo większość tak robi to zwyczajnie nie działa w ekonomii i przedsiębiorczości. Inwestując w to co wszyscy prawdopodobnie bierzesz udział w kreowaniu bańki:)
Ludzie nie analizują i robią bezmyślne ruchy jak ostatnie kupowanie mieszkań na kredyt przy historycznie wysokich cenach i niskich stopach. Każdy kto czytał cokolwiek z historii to tego nie zrobił, duża części ludzi z gotówka nie zrobiła tego tylko czeka aż geniuszom inwestycji posypią się kredyty. To nie bankierzy na wall street tworzą kryzysy, to szturm dużej liczby ludzi bez wiedzy napędza takie sytuacje. Bankierzy wysiedli zanim statek zatonął pod ciężarem wsiadających bez zastanowienia.
Ale jest nadzieją na przyszły rok.
Dobry artykuł, do tego co podał autor można by dodać jeszcze wiele innych przykładów.
Dwie główne rzeczy – po pierwsze, kampanie edukacyjne i nauka “praktycznych rzeczy” odnoszą skutek w specyficznych warunkach. Wiadomo to dość dobrze, bo na całym świecie prowadzono niezliczone akcje edukacyjne (zdrowie, finanse, ekologia, bezpieczeństwo) i programy edukacyjne mające zmienić zachowanie ludzi po zakończeniu szkoły. Badano skuteczność bardzo wielu takich działań i rzeczywiście większość z nich nie przynosi oczekiwanego skutku. Takie które się udają, muszą być przeważnie bardzo proste w przekazie i dotyczyć decyzji które podejmuje się w danym momencie, a nie np. wzięcia kredytu za 5 lat.
Generalnie w wielu kwestiach pomaga po prostu podniesienie ogólnego poziomu wykształcenia społeczeństwa.
Często dobrze działa edukacja wspierana prawem – czyli informowanie, że za dane niebezpieczne zachowanie po prostu grozi kara.
A druga sprawa, wiele tych dyskusji o edukacji, szczególnie finansowej i zawodowej ma sugerować, że ludzie mają problemy w życiu, bo są za głupi. Tylko, że za ich sytuację zawodową w największym stopniu odpowiada system ekonomiczny w którym żyją, a nie ich prywatne decyzje finansowe. Gdybyśmy wszyscy zostali informatykami i mielibyśmy po 5 mieszkań na wynajem, taki system nie mógłby w ogóle funkcjonować. To co może zadziałać na poziomie poszczególnych osób, nie ma szans zadziałać na poziomie całego społeczeństwa.
A jeszcze jedna uwaga, szczególnie dotycząca edukacji finansowej – czego w ogóle powinno się uczyć? To nie jest przecież żaden rodzaj science, a uczenie “rozsądnych” zachowań może oznaczać w różnych krajach i w różnym czasie całkowicie co innego. Takie porady potrafią się bardzo szybko dezaktualizować i nie ma żadnej pewności, że taka edukacja nie wpędzi ludzi w większe kłopoty niż jej brak. Tu potrzebna by była umiejętność przewidywania przyszłości.
Nie jest lekiem ale porzadna edukacja zdecydowanie bardziej pomaga niz szkodzi