– Co się dzieje, panie Kraszewski?
– Źródła – odparł. – Źródła znów przestały bić. A kiedy przestają bić, ludzie znikają”.
Zaginięcie człowieka zawsze kojarzy nam się z tajemnicą. Jak to możliwe, że ktoś tak po prostu zniknął? Jak to możliwe, że pewnego dnia wyszedł z domu i już nie wrócił? Gdzie jest? Co się z nim dzieje? Czy żyje?
Jednak zaginięcie to nie tylko kolejny tytuł dziennikarskiego artykułu. To dramat najbliższej rodziny, która nie przestaje wierzyć w odnalezienie zaginionej osoby. Czy to jednak ma sens? Ile lat można czekać?
Przywołuję ten temat nie bez powodu. Właśnie skończyłem lekturę najnowszej powieści Kingi Wójcik pod tytułem „Wywierzysko”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Autorka, z wykształcenia politolog, jest doskonale znana czytelnikom. „Wywierzysko” to druga część serii z prywatnym detektywem Aleksandrem Zamojskim.
W tym miejscu mała dygresja. Nie czytałem pierwszego tomu pod tytułem „Trzcinowisko”. Jednak w niczym nie przeszkadza to nam, aby sięgnąć po tom drugi. Szybko zorientujemy się w zależnościach pomiędzy bohaterami i relacjach, jakie ich łączą.
Już na wstępie zdradzę, że recenzowana książka bardzo mi się spodobała. Kinga Wójcik napisała bardzo dobry i wciągający kryminał. Autorka nie poszła na skróty – nie ma w jej książce tak modnych dziś scen brutalnej przemocy, niepotrzebnych przekleństw czy innych tego rodzaju rzeczy. W zamian za to jest historia. Niezwykle ciekawie opowiedziana historia, która przykuwa naszą uwagę od pierwszej do ostatniej strony.
Do detektywa Aleksandra Zamojskiego zgłasza się pewna staruszka. Twierdzi ona, że widziała niedawno swojego wnuczka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że chłopiec zaginął wraz z całą rodziną piętnaście lat temu. Była to sprawa, którą żyła cała Polska. Z dnia na dzień dosłownie w powietrzu rozpłynęła się pięcioosobowa rodzina. Po prostu wyszli z domu i wszelki ślad po nich zaginął. Nikt nie wie, co się z nimi stało.
Zatem czy to możliwe, że Krystyna naprawdę widziała zaginionego wnuczka? Zamojski nie jest przekonany, ale decyduje się przyjrzeć tej sprawie. Nie przypuszcza nawet, do czego go to zaprowadzi.
Policjantka Roma Sułecka prowadzi właśnie poszukiwania nastolatki. Dziewczyna znika po szkolnej imprezie. Co się z nią mogło stać? Czyżby komuś zależało na tym, aby zaginęła?
W toku śledztwa drogi Aleksandra i Romy przecinają się i prowadzą do odkrycia skomplikowanej prawdy. Prawdy, która na zawsze zburzy spokój kilku osób. Czy to w ogóle możliwe, aby te dwie sprawy były ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane?
Jakby tego wszystkiego było mało w rezerwacie przestają bić źródła. Wielu mieszkańców jest przekonanych o tym, że gdy tak się dzieje, to w mieście stanie się coś złego. Czy to tylko miejska legenda?
„Wywierzysko” to kryminał, który czytałem z prawdziwą przyjemnością. To powieść o miłości, zdradzie, nienawiści i zemście. Powieść o wyborach, które rodzą tragiczne konsekwencje. Powieść o zbrodni, która pociąga za sobą kolejną zbrodnię. Powieść o winie, która domaga się odkupienia.
Kinga Wójcik udowadnia, że ma naprawdę dobre pióro. Recenzowanej książce nie można niczego zarzucić. Nie ma w niej niepotrzebnej przesady ani nienaturalnej naiwności. Broni się zarówno sama historia (inspirowana oczywiście prawdziwym zaginięciem całej rodziny) jak i bohaterowie. Wszystkie postaci są „jakieś”. To nie tylko kolejne imiona ale konkretni ludzie, ich emocje, wybory i codzienne życie. Obserwujemy ich wzajemne relacje, widzimy jak się zmieniają wraz ze zmieniającymi się okolicznościami. Wszystko to sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom przygód Aleksandra Zamojskiego i Romy. Wszystkim zaś zdecydowanie polecam „Wywierzysko”. Jest to świetny kryminał.
Wojciech Sobański