Jestem pewien, że Ildefonso Falconesa nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten hiszpański autor za sprawą swego rewelacyjnego debiutu „Katedra w Barcelonie” zyskał uznanie czytelników na całym świecie. Sam uważam, że jest to jedna z najlepszych przeczytanych przeze mnie powieści. Dlatego też bardzo się ucieszyłem, sięgając po najnowszy tytuł pisarza „Niewolnica wolności”. W Polsce książka ukazała się nakładem wydawnictwa Albatros. Od razu zwracamy uwagę na jej rozmiary – powieść liczy sobie ponad sześćset stron.

Już na wstępie powiem, że autor stworzył kolejne monumentalne dzieło, które dotyka bardzo trudnego tematu. Akcja recenzowanej powieści rozgrywa się w dwóch płaszczyznach czasowych.

Najpierw przenosimy się na kolonialną Kubę połowy XIX wieku. Na wyspę przybywa właśnie statek pełen uprowadzonych z Afryki dziewcząt. Jako niewolnice trafiają one przede wszystkim na wielkie plantacje trzciny cukrowej. Właśnie tam mają ciężko pracować, pomnażając majątek białych właścicieli. Ich los jest z góry przesądzony. To katorżnicza praca od świtu do nocy. Oprócz tego mają jeszcze rodzić dzieci, aby pomnażać liczbę niewolników.

Autor bardzo realistycznie oddaje ówczesną rzeczywistość. Był to czas, gdy życie niewolnika właściwie nic nie znaczyło. Był całkowicie zależny od swojego pana. Wielcy plantatorzy w porozumieniu z Kościołem i władzami państwowymi stali się dosłownie panami życia i śmierci swoich niewolników. Jednym z takich potężnych plantatorów trzciny był markiz Santadoma. To właśnie do niego trafia nowa niewolnica Kaweka. Nie chce zaakceptować ona rzeczywistości, która stała się jej udziałem. Czy jednak niewolnik może odmienić swój los? Czy w tym przeklętym świecie jest miejsce na coś więcej, niż pracę ponad siły i baty spadające na plecy? Czy Kaweka zdoła przetrwać to wszystko, co ma jej do zaoferowania los?

W roku 2017 w Madrycie poznajemy Litę, córkę kobiety która całe życie służyła w domu Santadomy. Bank markiza finalizuje ważną transakcję z Amerykanami. Tymczasem właśnie wtedy Lita odkrywa sekret, który wywraca jej życie do góry nogami. Czy znajdzie w sobie dość siły, aby wyjawić prawdę? Czy w XXI wieku uprzedzenia rasowe to już naprawdę przeszłość? Jak na to wszystko zareaguje matka Lity? Czy można stawić czoła potężnej rodzinie, nie narażając się przy tym na kłopoty?

„Niewolnica wolności” to monumentalna powieść, osnuta wokół losów dwóch głównych bohaterek. Choć Kaweka i Lita żyją w zupełnie różnych światach, to łączy je jedno – niezgoda na panującą rzeczywistość. Obie mają naturę wojowniczki i obie chcą walczyć o swoje prawa.

Ildefonso Falcones tą powieścią przybliżył nam wstydliwą historię Kuby i Hiszpanii. Przypomniał, że Hiszpania jako jedno z ostatnich państw zniosła niewolnictwo w swoich koloniach. W niezwykle realistyczny sposób odmalował los niewolników pracujących na plantacjach trzciny cukrowej. Byli przecież ludźmi – nieobce im były emocje. Oni również czuli, przeżywali i doświadczali. Łzy i ciężka praca przeplatały się ze śpiewem, seksem, brutalnością, rozpaczą. Powoli dojrzewała chęć buntu i poprawy swojego losu. Jak jednak stawić czoła potężnym Hiszpanom? W jaki sposób i czym walczyć? Czy nie jest to tylko wybór innego rodzaju śmierci?

Na podobne pytania będzie sobie musiała odpowiedzieć w XXI wieku Lita. Czy iść na wojnę z potężną i wpływową rodziną? Czy nie jest za późno na ujawnienie prawdy? Jak to zmieni jej życie?

Jestem pewien, że sięgając po „Niewolnicę wolności” nie będziecie zawiedzeni. Nazwisko autora jest w tym przypadku najlepszą rekomendacją.

Wojciech Sobański