Na początek ograniczenia w miastach, potem zakaz samochodów spalinowych, ograniczenie prędkości autostradowej do 100km/h (co za poroniony pomysł, autostrada jest od tego żeby szybko jechać…). Jeszcze jakieś typy w UE wprowadzą limity podróży samolotem dla normalnych ludzi i tak powolutku będą “gotować żabę”. Dojdzie do tego, że wprowadzą limity zużycia energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, albo w ogóle zakażą posiadania wypasionego komputera, mocarnego sprzętu grającego czy dużego telewizora, bo się okaże że “zużywają za dużo energii”.
Mam nadzieję że się mylę, ale może być tak że za kilkanaście lat będziemy mieszkać w jakiś klitkach, jeść tylko produkty roślinne, nasze pieniądze będą tylko zapisem na koncie, który można w każdym momencie zmienić albo zlikwidować, a własność prywatna będzie zmarginalizowana i zarezerwowana dla najbogatszych.
Żadnej wolności i przyjemności z życia. Czytając takie artykuły żałuję, że nie urodziłem się te 20 lat wcześniej, kiedy można było jeszcze żyć na poziomie i nie martwić się o tego typu kwestie. Obecnie mam wrażenie że co rusz ktoś chce czegoś zakazywać i ograniczać, a przeciętny Kowalski ma to wszystko znosić i się potulnie dostosować.
Oczywiście bogatych i możnych tego świata te ograniczenia nie dotyczą i mają je wszystkie w dupie. No naprawdę, zajebista perspektywa na przyszłość.
Typowa rozmowa polskich mediów z ekspertem. Biorą kogoś kto się na czymś (mam nadzieję), zna – tu na klimacie i pozwalają mu opowiadać o przeróżnych rzeczach na których się nie zna wcale. Z artykułu wyraźnie widać, że ekspert nie zna się na: produkcji rolnej, demografii, migracjach, ekonomii, socjologii i handlu międzynarodowym (ten statek w kanale). A jeszcze na historii – ci dawni rolnicy rozumiejący naturę.
Wychodzi więc zwykłe zrzędzenie dziadersa, na poziomie który jesteśmy w stanie osiągnąć na reddicie, a jak się trafią prawdziwi insaiderzy z danych dziedzin, to nawet u nas jest lepiej.
Zacząć od zakazu prywatnych (i leasingowych/wypożyczanych, bo zakaz posiadania na własność bez tego guzik zmieni) jachtów i odrzutowców. Może i stanowią niski % emisji ale pozwoli to budować zaufanie społeczne do zmian.
4 comments
Rozmowa trochę jak: https://www.youtube.com/watch?v=XM0uZ9mfOUI
Na początek ograniczenia w miastach, potem zakaz samochodów spalinowych, ograniczenie prędkości autostradowej do 100km/h (co za poroniony pomysł, autostrada jest od tego żeby szybko jechać…). Jeszcze jakieś typy w UE wprowadzą limity podróży samolotem dla normalnych ludzi i tak powolutku będą “gotować żabę”. Dojdzie do tego, że wprowadzą limity zużycia energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, albo w ogóle zakażą posiadania wypasionego komputera, mocarnego sprzętu grającego czy dużego telewizora, bo się okaże że “zużywają za dużo energii”.
Mam nadzieję że się mylę, ale może być tak że za kilkanaście lat będziemy mieszkać w jakiś klitkach, jeść tylko produkty roślinne, nasze pieniądze będą tylko zapisem na koncie, który można w każdym momencie zmienić albo zlikwidować, a własność prywatna będzie zmarginalizowana i zarezerwowana dla najbogatszych.
Żadnej wolności i przyjemności z życia. Czytając takie artykuły żałuję, że nie urodziłem się te 20 lat wcześniej, kiedy można było jeszcze żyć na poziomie i nie martwić się o tego typu kwestie. Obecnie mam wrażenie że co rusz ktoś chce czegoś zakazywać i ograniczać, a przeciętny Kowalski ma to wszystko znosić i się potulnie dostosować.
Oczywiście bogatych i możnych tego świata te ograniczenia nie dotyczą i mają je wszystkie w dupie. No naprawdę, zajebista perspektywa na przyszłość.
Typowa rozmowa polskich mediów z ekspertem. Biorą kogoś kto się na czymś (mam nadzieję), zna – tu na klimacie i pozwalają mu opowiadać o przeróżnych rzeczach na których się nie zna wcale. Z artykułu wyraźnie widać, że ekspert nie zna się na: produkcji rolnej, demografii, migracjach, ekonomii, socjologii i handlu międzynarodowym (ten statek w kanale). A jeszcze na historii – ci dawni rolnicy rozumiejący naturę.
Wychodzi więc zwykłe zrzędzenie dziadersa, na poziomie który jesteśmy w stanie osiągnąć na reddicie, a jak się trafią prawdziwi insaiderzy z danych dziedzin, to nawet u nas jest lepiej.
Zacząć od zakazu prywatnych (i leasingowych/wypożyczanych, bo zakaz posiadania na własność bez tego guzik zmieni) jachtów i odrzutowców. Może i stanowią niski % emisji ale pozwoli to budować zaufanie społeczne do zmian.