Czego nie znoszę w Oldze Tokarczuk? (Film Krzysztofa M. Maja o klasiźmie laureatki nagrody Nobla)

1 comment
  1. Tak właściwie Tokarczuk nie jest wyjątkiem, a raczej wpływową reprezentantką bardzo powszechnej postawy wśród tak zwanej liberalnej inteligencji, zwłaszcza średniego pokolenia – o czym w sumie Maj mówi, wskazując na to, że z takimi postawami spotkał się na studiach polonistycznych: hodowaniem ekspertów i ekspertek podtrzymujących dość kuriozalny mit inteligencji. Takich wcielonych “wychowanych na trujce”, tyle że mających po dwadzieściakilka lat. Coś w rodzaju młodszych wersji pokoleń powoli odchodzących na emeryturę, urodzonych w latach 40., 50. czy 60. Po prostu kształtują swoich następców – mniej lub bardziej udolnie.
    Co się dzieje przy okazji corocznego ogłoszenia wyników czytelnictwa w Polsce? Feeria komentarzy na temat tego, jaką męką jest życie w społeczeństwie z “degeneratami”, którzy nie przeczytali ani jednej książki w roku. Albo, że przeczytali, ale nie są to gatunki uznawane za godne uwagi (gatunkizm w odniesieniu do tekstów kultury to straszliwy rak, zwłaszcza w wersji, w której nazwa gatunku już służy za obelgę – przykłady znacie, “techno/rap to nie muzyka, kultura hiphopowa to degeneracja”) i licujące z jakimś obrazem tak zwanego człowieka z klasą. No właśnie, z klasą? To znaczy, o jakiej grupie/klasie mowa? Takiego, który czyta tylko Bułhakowa, a nie LeGuin czy pyka w Disco Elysium. Czyta literaturę piękną i słucha operetek, a nie trwoni czas na jarmarczne “fantasy”. No ale zaraz – gadający kot o antropomorficznych cechach i magiczne sztuczki to nie jest fantasy? Nie, to literatura piękna. Operetki? Nie, to przecież nigdy nie był pogardzany gatunek muzyczny dla mieszczan bez ambicji. Chopin i Liszt? Klasyka, a nie wcale muzyka uważana za haniebnie zanieczyszczoną folklorem. Paradoksalnie ponawia się jojczenie o degeneracji kultury współczesności, zupełnie jak niegdyś u Adorno. Tyle, że Adorno wieszał koty na jazzie, za który współcześni elitaryści daliby się pokroić, a Tokarczuk przemawia (to znaczy czyta z kartki) mając na głowie dready, za które kilka dekad temu zostałaby uznana za przedstawicielkę szkodliwej subkultury narkomanów XD

    Według mnie sednem tego, o czym mówi Maj to po prostu obnoszenie się osób uznawanych za wpływowe z totalnym niezrozumieniem przemian w sposobach konsumpcji kultury, faworyzowaniem ultrakonserwatywnego podejścia przy jednoczesnej deklaracji otwartości, tolerancji i postępowości. Co przy laureatce tej rangi nagrody, która pozostaje w łączności ze środowiskami twórczymi; która zapewne orientuje się w tym, jak wygląda obecnie zróżnicowanie rynku wydawniczego i kultury jako takiej jest po prostu przypałem.

Leave a Reply