Embargo na ropę cofnie Rosję o lata. Putin nie ma nabywców ani magazynów [ANALIZA]

5 comments
  1. Dyskutowane obecnie na forum Unii Europejskiej embargo na dostawy ropy naftowej z Rosji może wpędzić państwo Władimira Putina w ogromne tarapaty. Nie chodzi wyłącznie o utratę zysków ze sprzedaży tego surowca, ale o strukturalne problemy dla sektora naftowego, niezwykle trudne i kosztowne do przezwyciężenia. Mówiąc krótko: jeśli UE przestanie odbierać rosyjską ropę, to Kreml zostanie z potężnym wolumenem surowca, którego nie da się sprzedać ani zmagazynować, a w którym utopić można cały segment wydobycia. Żeby zrozumieć istotę tych trudności należy spojrzeć na konkretne liczby.

    W Rosji wydobywa się ok. 10 milionów baryłek ropy dziennie (1,3 mln ton), co w skali roku daje 3,65 mld baryłek (ok. 470 mln ton). Rosyjskie eksporty ropy naftowej wynoszą ok. 1,825 mld baryłek rocznie (ok. 247 mln ton). Połowa z tego (912 mln baryłek, 123 mln ton) trafia na rynek unijny, głównie do Holandii, Niemiec i Polski. Wszystkie te kraje popierają pomysł embarga na surowiec z Rosji. Do krajów OECD trafia kumulatywnie ok. 60% rosyjskiego eksportu ropy naftowej.

    Rosja ma stosunkowo nieduże możliwości magazynowe – wynoszą one zaledwie 97 mln baryłek (13 mln ton) dla „czystej” ropy. Według doniesień medialnych mogą one być już prawie pełne – na co mają wskazywać informacje z połowy kwietnia podane przez Agencję Reutera, które wskazywały, że Rosja zamierza dokonać gigantycznych inwestycji w sektor magazynowania, podwajając jego możliwości.

    Co ważne, jak podaje portal S&P Global, Rosjanie nie posiadają obiektów do tworzenia rezerw strategicznych – mają zatem problem z manewrowaniem wydobywanym wolumenem. W sytuacji spadku popytu, jedynym wyjściem Rosji jest cięcie wydobycia.

    Jak donosi portal energyintel.com, rosyjskie problemy z pojemnością magazynową uwidoczniły się już w 2019 roku, podczas tzw. kryzysu chlorkowego, kiedy to ropa płynąca przez system Przyjaźń została zanieczyszczona chlorkami organicznymi. Operator rurociągu, czyli spółka Transnieft, musiał wycofać zanieczyszczony surowiec, czym znacząco uszczuplił dostępne moce magazynowe i wywołał nerwową reakcję w całym sektorze.

    Z powyższych danych wyłania się następujący obraz: Rosja sprzedaje na rynek UE jedną czwartą wydobywanej przez siebie ropy, wolumen dziesięciokrotnie większy od własnych mocy magazynowych. Jeśli Unia wstrzyma odbiór tego surowca, to Moskwa będzie musiała albo szukać innych odbiorców, albo ciąć wydobycie. Warto zbadać najpierw tę pierwszą opcję.

    Azjatycka alternatywa

    Azja południowa oraz wschodnia jest często przedstawiana jako alternatywa dla rynku europejskiego w kwestii rosyjskiego eksportu ropy naftowej. Prawda wygląda jednak inaczej – ani Chiny, ani Indie nie skompensują Rosji ubytku w postaci UE. Na przeszkodzie stoją ograniczenia logistyczne, infrastrukturalne oraz możliwości konsumpcyjne tych gospodarek.

    Kluczową alternatywą dla Kremla w zakresie handlu ropą mają być Chiny. Główną lądową trasą dostaw rosyjskiej ropy do Państwa Środka jest system rurociągów ESPO o długości prawie 5 tysięcy kilometrów. Przesyłany nim surowiec trafia – poza ChRL – również do Japonii i Korei Południowej, które wycofały się już z handlu rosyjską ropą. Przepustowość tego systemu pozwala, by rocznie płynęło nim do Chin maksymalnie ok. 260 mln baryłek (35 milionów ton) ropy. Jeszcze przed pełnoskalową agresją na Ukrainę Rosjanie wysyłali nim ok. 220 mln baryłek (30 mln ton). Poza ESPO Rosjanie mogą też skorzystać z systemu rurociągów Kazachstan-Chiny, który jest mniejszy – dysponuje przepustowością roczną ok. 150 mln baryłek (20 mln ton). Co więcej, połączenie to jest eksploatowane głównie przez spółki kazachskie i kazachsko-chińskie. Możliwości zwiększenia dostaw są tu więc ograniczone.

    .

  2. Dzięki za wklejenie artykułu; kacapy widzę bawią się w fuck around and find out. Niech szczezną ze swoją ropą.

Leave a Reply