#CiekaweLiczby

31 comments
  1. W duzym miescie koszt mieszkania to kilkaset tysiecy zlotych. Osoby na początku kariery zawodowej oczywiscie nie beda sobie mogly na nie pozwolic – jedynym wyjsciem jest wynajecie mieszkania. Problem w tym, ze lepiej czasami placic rate np. 1500zl niz za wynajem 1500zl – w koncu splaca sie kapital.

    Polacy maja tez poki co niska mobilnosc – niewielu jest sklonnych przeniesc sie do innego miasta za praca

    Budowanie na wynajem wiec jakims rozwiazaniem, ale potrzeba wiecej czasu by rynek sie dostosowal.

    Jakims wyjsciem bylby tez powrot mieszkan spoldzielczych czy TBS-ow.

  2. Wydaje mi się, że problem leży w całkowitym braku dostępu mieszkań dla osób już nie ważne z jakim portfelem. A przez to że państwo przestało budować jakiekolwiek mieszkania to będzie tylko gorzej.

  3. Sytuacja na rynku mieszkań dawno nie była tak pojebana. Zdarzyło mi się mieć to cudowne szczęście i odziedziczyć po rodzicach kilka mieszkań i staram sie je wynajmować po bardzo niskich cenach (np. kawalerka za 1500 ze wszystkimi mediami już wliczonymi poza internetem) i jak widzę oferty wynajmu w internecie gdzie za podobne mieszkania co moje życzą sobie 2500 czynsz + 600 media + czynsz administracyjny + kaucja najlepiej 3 miesiące naprzód to mnie to absolutnie rozpierdala.

    Biorąc pod uwage rosnące ceny wszystkiego to mam nadzieje, że w końcu bańka mieszkaniowa pierdolnie bo rynek nieruchomości jest tak pełen skurwysyńskich nadużyć, że bardzo współczuję młodym ludziom, którzy nie mają tego przywileju posiadania własnego mieszkania na start. Albo zadłużasz się na połowę życia i cudem unikasz przez ten czas szpitala, albo płacisz pojebane ceny chytrym skurwysynom.

  4. Jak mnie bawi to gadanie o wynajmie, przecież każdy średnio ogarnięty wie ze kredyt wyjdzie podobnie do wynajmu a po jakimś czasie mieszkanie się spłaci. Z czego odkładać jak się wynajmuje? Prawda jest taka ze większość ludzi nie jest mobilna i będzie mieszkać w okolicy ilus km od tego gdzie się urodziła

  5. A ja zapytam o konkreciki – czy pani Defratyka też uważa, że nie musi mieć mieszkania na własność? Jaki jest tak w szczegółach jej status mieszkaniowy? Czy stosuje swoje światłe rady w swoim własnym życiu?

  6. O kurwa XD ale mądra. O jakich kilku latach oszczędzania ona mówi? W kilka lat większość ludzi nie jest w stanie uzbierać na 1/10 mieszkania nawet. Wkład własny 20% nawet jeśli byłoby 10% to na jakieś decent mieszkanie/ troszkę większy niż dacza dom pod Warszawą (bez działki) trzeba mieć dobre pół miliona złotych. 10% z pół miliona – 50 tyś zł. Z dupy mamy sobie to 50k wytrząsnąć? Kto w ogóle ma taki hajs?

  7. Nie wiem jak ona rozumie stwierdzenie “mieszkanie prawem, nie towarem”, ale dla mnie nie jest ono równoważne z “mieszkanie dla każdego za darmo” tylko raczej “mieszkania nie powinny podlegać tym samym zasadom co towary” czyli elimujemy dużym graczom możliwość wpływania na ceny mieszkań, dla prywatnych inwestorów czynimy inwestycję w mieszkanie jak najmniej opłacalną itp.

    Przyznam jednak, że osobiście nie mam pojęcia jak miałoby to w praktyce wyglądać i nie wiem czy stworzenie dobrego rozwiązania jest w ogóle możliwe.

  8. Żadna strona tej dyskusji nie ma sensownego pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Lewica przynajmniej widzi problem, ale mam wrażenie że ich pomysły nie spinają się ekonomicznie. Rynek mieszkań jest ogromny i ma ogromną bezwładność.
    Do tego wynajem na wielką skalę długoterminowo będzie prowadził do rozwarstwienia. Rodzina która posiądź mieszkanie (nawet na kredyt) ma pewną stabilność i relatywnie bezpieczny kapitał. Rodzina która wynajmuje mieszkanie najorawdopoblniej nie ma nic cenniejszego niż samochód który z każdym rokiem traci wartość.
    Do tego co z ludźmi przechodzącymi na emeryturę? Jeśli wynajmują, najprawdopodniej będą musieli się przeprowadzić i obniżyć standard życia. A ich wnuki po ich śmierci będą w równie trudnej sytuacji.
    Wydaje mi się że dążenie do własnego mieszkania jest lepszą drogą dla szeroko pojętego społeczeństwa, a argument ze na zachodzie wynajmują jest z dupy.

  9. wiecie co mnie najbardziej wkurwia w tych mieszkaniach? Rodzina mówiąca HUR DUR KUP SWOJE CO BEDZIESZ WYNAJMOWAL, PIENIADZE W ETER, KOMUS KREDYT SPLACASZ. I nic kurwa, absolutnie nic nie dociera. Nie jest wazne, ze oni kupili mieszkanie 3x taniej i spłacają 30 lat.

  10. Lewaki same sobie winne tej interpretacji tego hasła. Trzeba było nim nie rzucać przy okazji głośnych sporów ze squattersami i patolokatotami.

  11. Kilka lat oszczędzania. Tja.

    Ciekawe, co by się stało w takim hipotetycznym scenariuszu: za politykę monetarną odpowiada jaszczomp ustawiający stopy procentowe poniżej inflacji, a za fiskalną – były bankster, który bez mrugnięcia okiem wpompowuje masę pieniędzy bez pokrycia na łapówki wyborcze dla ciemnego luda.

    Czy skutkowałoby to dramatycznym wzrostem cen nieruchomości? W końcu gdzieś trzeba upchać szybko tracące na wartości pieniądze, a zalane gotówką banki oferowałyby śmieszne procenty dla depozytów.

    Czy mogłoby się to skończyć sytuacją, w której roczny wzrost ceny mieszkań byłby wyższy od oszczędności?

    Jak to dobrze, że to tylko hipotetyczny scenariusz.
    A nie, chwila…

  12. A jak ostatnio napisałem, że nie czytam wysrywów oszołomów z FOR to mnie zminusowali 🙁

    Ja wiem, że ona już w FOR nie pracuje, ale jak to mówią: “Człowiek z Balcerowicza wyjdzie, Balcerowicz z człowieka nigdy” xD

  13. Powodzenia w odłożeniu na wkład własny kiedy ceny wynajmu zapierdalają tak że obecnie nie jest niczym dziwnym dostać odmowę z banku po czym nie mając wyboru płacić za wynajem więcej niż rata kredytu którego odmówił ci bank na podobne mieszkanie xD

  14. Życie teraz to taka gra w monopoly, tylko że dołączyliśmy dopiero pod koniec rozgrywki. Wszystkie pola są już dawno wykupione, ceny stanięcia na pole paraliżują, na kupno od kogoś nie ma najmniejszych szans.

    Zostaje ci chodzenie w kółko i pobieranie gwarantowanych nędznych groszy licząc na to, że w tym okrążeniu ci one wystarczą do przetrwania.

    ŚWIETNA ZABAWA 👌 ktoś ma pomysł jak “wygrać grę” w tym przypadku?

  15. Interesujące jest jak przy tym powiedzeniu, jedni mówią że mamy kapitalizm i jak coś chcesz to sobie zarób i kup, a z drugiej jest w tym trochę racji bo to czy będziesz mieć dach nad głową zależy od szczęścia.

    To tak jakby pierwsza osoba na świecie zadeklarowała że słońce to jej własność a cała reszta ludzi ma płacić za użytkowanie.

  16. **jaka odklejona xd**

    Warszawa, załóżmy 4k – to i tak nie jest minimalna

    na jaki wkład własny odłożyć, jak wynajem kawalerki jest za 2,5 tys?

    zostaje tylko na przeżycie

    ok. może 500zł miesięcznie odlożysz.

    500 * 12 = 6k rocznie

    …ale moment, przy pensji 4k masz zdolność kredytową jakieś… 150 tys?

    a ceny kawalerek zaczynają się od 330 tys?

    więc musisz mieć 180 tys. wkladu własnego.

    i być na umowie o pracę na czas nieokreślony ofc.

    **zapewne dostała mieszkanie po rodzicach**

  17. Moja mama od 20 lat marzy o własnym domu. Od 10 lat mój ojczym jest na emigracji zarabiając na wkład własny. Mają dziecko w wieku szkolnym i muszą wynajmować mieszkanie. Dopiero teraz byli w stanie uzbierać konkretną kwotę ale przez wzrost cen to i tak jest za mało żeby kupić dom na obrzeżach małego miasteczka które bardziej przypomina wieś. Musiałam wziąć kredyt na siebie na 10 lat żeby mogli kupić sobie działkę budowlaną którą i tak mieli taniej po znajomości. Musieli mnie utrzymywać jak byłam na studiach i później gdy że względów zdrowotnych nie mogłam pracować, więc dla mnie to normalne żeby się odwdzięczyć. A jednak od dwóch lat nie są w stanie dostać kredytu na budowę wymarzonego domu. Przypominam, że chcą się wybudować w pipiduwie na Podkarpaciu.

    Ja nawet nie mam co myśleć o tym żeby wziąć kredyt i kupić sobie mieszkanie mimo że zarabiam 8k. Robiłam ostatnio podliczenia i najzwyczajniej nie dam rady będąc sama spłacać tak dużego kredytu. Musiałam zamieszkać z bratem żeby podzielić się kosztami wynajmu i życia ale i tak nie jest tak łatwo odłożyć pieniądze. Mieszkamy w Łodzi. Moi znajomi pokupowali mieszkania i domy tylko dlatego że pomogli im rodzice, mieszkali z rodzicami przez długi czas lub mogli prawie za bezgrosz wynajmować mieszkania na studiach i odłożyć. Ja nie miałam tego szczęścia bo musiałam wyjechać pół kraju żeby znaleźć pracę w której zaczynałam od 4k czyli jakiegoś minimum na starcie w IT i utrzymywać się sama. Teraz zapierdalam za te 8k ale straciłam przez to zdrowie i spokój psychiczny. Na wakacje mnie nie stać i nawet nie wiem jak ludzie mogą jeździć na jakieś wycieczki za granicę. Psychiatra wysłał mnie na dwumiesięczne chorobowe i cyk wypłata mniejsza. A rachunki takie same.

    Mam też koleżankę ok 10 lat starszą czyli teraz jest przed 40. Zarabia jakieś 5k brutto i ledwo ją stać żeby wynająć kawalerkę w Łodzi i to w takim stanie że elektryka zjebana i nawet z kibla jest problem żeby skorzystać.

    To są realia ludzi. Nie każdy ma mieszkanie po babci czy rodziców którzy kupią ci mieszkanie za pół miliona w Wawie. Poza czynszem i kwoty za wynajem trzeba też za coś żyć a wszystko drożeje. I nie każdy ma zdrowie i nie może czekać 3-4 miesiące na wizytę u lekarza więc pozostają wizyty prywatne. Jest mi przykro jak czytam te brednie o tym że PRZECIEŻ DA SIĘ UZBIERAĆ NA KREDYT O CHUJ WAM CHODZI. Od zawsze chciałam mieć swoje mieszkanie, nie jakieś duże bo mi samej i psu rozmiaru M dużo miejsca nie trzeba, ale prawdopodobnie nie jest mi dane własne M, przez może następne 10 lat co najmniej, a że nie mam już siły tak zapierdalać to być może wgl mnie nie będzie stać po zmianie pracy.

    Sorry za rant ale niektórzy tu strasznie pierdolą głupoty.

  18. Haha, ja wiem ze każdy jest kowalem swojego losu i jak potrzebuję kasy to po prostu powinienem zmienić pracę ale przy moich zarobkach, gdybym chciał wynajmować mieszkanie, to na wkład własny do kredytu uzbierałby chyba za 40 lat – oczywiście zakładając że żywiłbym się samymi parówkami 😅 chyba pora kupić bliźniaka w stanie surowym i sprzedać go za milion złotych

  19. Jakie k…wa oszczędności?

    Musisz gdzieś mieszkać żeby pracować, żeby gdzieś mieszkać musisz płacić czynsz oprócz opłat,na który idzie większość pensji.

    Dorzuć do tego chorobę cywilizacyjną pt. depresja, której leczenie zżera 1/3 pensji (no bo przecież jak przez NFZ to można od razu w łeb sobie palnąć – przynajmniej mniej boli) i powodzenia w zbieraniu na mieszkanie.

  20. Defratyka masz problem z życiem? Zajmij się okradaniem pracowników przez pracodawców. Wtedy przekonasz się, że mieszkanie to podstawa.

Leave a Reply