Ziemniaczana afera na Podkarpaciu. 150 ton zniknęło w jeden dzień

by JustWantTheOldUi

6 comments
  1. Najśmieszniejszy w tym wszystkim jest Fakt.

    Najpierw nakręcają całą sprawę, właściciela nie da się namierzyć, powtarzają plotkę “Bierzcie, ile chcecie — za darmo!”: https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/rzeszow/ktos-wysypal-150-ton-ziemniakow-bierzcie-za-darmo-jaka-jest-prawda/3kdss19

    Dwa dni później “Ojej ktoś puścił plotkę i okradli człowieka”: https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/rzeszow/150-ton-ziemniakow-zniknelo-z-pola-w-dabrowicy-to-nie-rozdawnictwo-to-kradziez/yqh1349

  2. No dobra, powiedzmy, że złapią autora plotki. Da się to w ogóle ścigać z KK, a jeśli tak to z jakiego artykułu?

  3. Cała ta sprawa jest jakaś podejrzana.

    Po pierwsze idea że nikt nie wiedział czyje to pole jest kompletną bzdurą. Na wsi każdy wie co jest czyje. Zanim mieliśmy gpsy i elektroniczą ewidencję działek, to jeśli była jakaś sprawa sądowa o zawłaszczenie ziemi, to się do sądu wzywało sąsiadów, którzy zwykle byli w stanie 50 lat do tyłu powiedzieć kto dokładnie jakie pole obrabiał i gdzie była miedza.

    Po drugie, nawet jeśli by ktoś nie wiedział, czyje to pole, to znalezienie tej informacji to jest 5 minut w internecie i opłata 40 zł za numer księgi wieczystej. Jakby ludzie się nad tym zastanawiali, tak jak to media opisywały, to by sobie sprawdzili.

    Po trzecie, ludzie sprzątnęli 150 ton ziemniaków, zanim się właściciel zorientował? Cała gmina słyszałą tą plotkę. W mediach nie było dokładnego adresu, więc ludzie to od siebie nawzajem usłyszeli. Ale do właściciela ziemi to nie dotarło? Człowiek, który wysypał 150 ton ziemniaków na polu nie usłyszał plotki, że 150 ton darmowych ziemniaków leży na polu, albo mu się żadna lampka nie zaświeciła?

    Pierwsze co mi przychodzi do głowy to oszustwo ubzpieczeniowe, szczerze mówiąc. Nic innego tu nie ma sensu.

Comments are closed.