
[https://i.imgur.com/p2pLxKY.png](https://i.imgur.com/p2pLxKY.png)
Mój koszmar do niedawna. Człowiek się przyzwyczaja ale jednak trochę zajęło ogarnięcie, że spanie na takim czymś nie jest pewnie zbyt zdrowe ani wygodne. Amerykańskie seriale z nastolatkami i ich wielkimi łóżkami trochę pomogły z polskim praniem mózgu xd Ale zakładam, że jednak w naszych małych mieszkaniach to była (i wciąż jest?) konieczność. Moi rodzice i ich rodzeństwo też tak spali do czasu wyprowadzki na swoje, dla nich dalej to normalne i nie mogą zrozumieć że to niekoniecznie najlepsze rozwiązanie i nie muszą torturować siebie i swoich dzieci “bo ja tak miałem i jakoś żyję”.
[View Poll](https://www.reddit.com/poll/ur237u)
19 comments
Mieliśmy z bratem takie fotele, które się rozkładały
Wersalki miały sens w PRL, kiedy mieszkania były małe i meble musiały być wielofunkcyjne, żeby jak najlepiej wykorzystać przestrzeń.
Teraz jak ktoś ma miejsce na łóżko czy tapczan i normalna kanapę do salonu, to używanie wersalki do codziennego spania nie jest zbyt mądre.
Mieszkam z rodzicami od urodzenia z wyjątkiem czasu studiów (ale wracałem na prawie każdy weekend i zawsze na święta i wakacje). Od dziecka aż do liceum miałem taką składaną “sofę”, jak była złożona, dwie osoby mogły na niej siąść. A jak się chciało położyć, trzeba było podnieść do góry oparcie, wyciągnąć siedzenie, w głębi było miejsce na kołdrę, poduszki etc., a potem się to zamykało i voilà, łóżko gotowe. Oczywiście z biegiem czasu wszystko się zużywa, więc przez te kilkanaście lat miałem dwa albo trzy takie łóżka.
Natomiast na studiach miałem już takie zwykłe łóżko, otwierające się jak wersalka, ale bez oparcia (EDIT: to tapczan, jestem debilem). I ~~to łóżko~~ ten tapczan mam do dziś. Zajmuje więcej miejsca, ale jest zdecydowanie ~~lepsze~~ lepszy.
Moim zdaniem wersalki to bardziej takie lata 90, 2000.
Ja miałem takie łóżko dla dzieci, więc jako nastolatek średnio na wysokość pasowało. No, ale tak to jest jak matka woli wydać hajs, który dostała na łóżko dla mnie na maszyny xD
Na normalnym łóżku *jak było*. Był też rozkładany narożnik – nie wersalka, kloce ze sklejki z warstwą gąbki tapicerskiej i obszyte materiałem. Był też położony na podłogę materac, bo łóżko się zarwało i nie było budżetu żeby cokolwiek innego zrobić. Było też spanie przez dziesięć lat na rozkładanym łóżku turystycznym ([chyba nawet ten sam model](https://archiwum.allegro.pl/oferta/ikea-sandvika-lozko-skladane-polowe-dostawka-i8531815753.html)).
Normalne, a osiągalne to dwie różne rzeczy. Jak ciebie i rodziców stać na normalne wyrko, owszem, jest lepszą opcją. Jak nie, to jakoś przeżyjesz.
Od mniej więcej podstawówki do liceum to samo wąskie łóżko.
Miałam wersalkę taką jak na zdjęciu i i tak zawsze była rozłożona i pościelona jak normalne łóżko, więc zupełnie nie spełniała swojej wersalkowej funkcji.
Dopiero po wyprowadzce i kupieniu normalnego łóżka i materaca uświadomiłam sobie co to znaczy ‘zdrowy sen’ i że ból pleców po spaniu w wieku nastoletnim jednak nie był normalny.
W domu rodzinnym dalej trwa kult wersalek- matka przerabia mój stary pokój na swoją sypialnię i… chce tam wstawić nową wersalkę, bo przecież od zawsze tak było, że śpi się na wersalce, no bo na czym XD I weź tu człowieku dyskutuj, że spanie na płaskim i równym materacu jest zwyczajnie lepsze niż spanie na dołkach i pagórkach wersalki. Nie przetłumaczysz.
W dzieciństwie mieśmy z siostrą takie rozkładane fotele. W pewnym momencie mój fotel uległ uszkodzeniu i na jakiś czas musiałem przenieść się na materac rozkładany na podłodze. Na początku się buntowałem, ale z czasem weszło mi w nawyk spanie na poziomie gruntu, że już nigdy nie chciałem wracać na nic, co jest jakimkolwiek łóżkiem. 😀 I tak jest do chwili obecnej (a mam prawie 35 lat) śpię na fajnym, wygodnym materacu rozkładanym bezpośrednio na podłodze. Minusów nie zauważam, plusy owszem: spora oszczędność miejsca, bo można to złożyć do formy siedziska i postawić pod ścianą lub schować do wnęki, do tego latem na poziomie gleby jest o wiele chłodniej.
Ja miałem sofę, mniej-więcej coś w tym stylu https://www.brw.pl/sofa-daria-iii,39127. Na przestrzeni podstawówka – połowa studiów, łącznie dwie. Jak byłem w gimnazjum przestałem ją rozkładać. Nie chciało mi się. Zdejmowałem poduszki, koc, słałem i tak spałem. Było całkiem wygodnie. Czasami w weekendy nawet nie chciało mi się ścielić “łożka”.
Teraz z żoną mamy wielkie, normalne łóżko. Zajmuje trochę miejsca, ale jakbyśmy wzięli sofę to pewnie i tak by stała cały czas rozłożona z pościelą.
Większość dzieciństwa spałam na łóżku piętrowym
Najpierw do czasu szkoły średniej miałem taką rozsuwaną na kółkach, trzymodulowa sofę. Taką z twardą częścią pod głową i nogami, a miękką pod plecami. Za każdym razem jak tylko o niej pomyślę, to mnie plecy ebią. Potem przesiadka na wersalkę, co już było niesamowitym przeskokiem komfortu. Pod koniec studiów kupiłem sobie łóżko 160×200 z materacem, co było luksusem w stosunku do poprzednich przeżyć, ale przeprowadzka do mieszkania wymusiła na mnie zmianę rozmiaru do 120×200 na dwie osoby.
Nigdy więcej nie chcę spać na stałe na czym innym niż materac. Może być bez łóżka.
Najpierw na tapczanie (takie dziwne coś, co było zintegrowane z szafką – część do leżenia była dwuczęściowa – 1/3 stanowiła oparcie które zamykało dół szafki, a 2/3 się wysuwało, jak się wysunęło, to pod tym była skrzynia na pościel, którą przykrywała ta 1/3 i już można było spać z głową w szafce de facto xD, a nad tą częścią do spania/siedzenia była półka i szafka), potem amerykanka i się wyprowadziłem na studia, ale syndrom sztokholmski mocno i dalej śpię na amerykance. No ale kupiłem ją za flaszkę na początku studiów, to mam sentyment. Jak się w końcu wyprowadzę z kołchozu na swoje, to będzie materac. Oj, tak.
Obie babcie po śmierci dziadków trwają w miłości do kanap i rogówek. Były próby wytłumaczenia, że przecież i tak nie będzie tego składać, bo pokój awansował do poziomu sypialni i na łóżku będzie wyżej i wygodniej, to nie, będą składać, bo jak to tak ma cały dzień rozwalone leżeć? No i nie składają.
Najpierw spalem z rodzicami na wersalce w duzym (bo mielismy za malo pokoii). Bracki poszedl na studia to dostalem swoj pokoj. Tam najpierw spalem na tapcznie, potem na lozku chowanym do mebloscianki (pierunsko ciezkie nie skladalem) potem na innym lozku skladamym do mebloscianki (dalej nie skladalem bo pod spodem chowalem balagan :D). Oba mialy normalny materac wiec w sumie to byly “normalne lozka” tylko chowajace sie do szafy.
Na koniec przesiadlem sie na taka kanape jak na zdjeciu i byla spoko wygodna.
Po wyprowadzce spie z zona dalej na kanapie bo mamy duzy pokoj a nie salon :D. A corka ma antresole w malym. polecam kanape calkiem plaska a nie z wygibasami. Lozko by bylo lepsze ale to oznacza dodakowy pokoj na sypialnie, a na razie na M5 perspektywy sie odsuwaja.
Ja na takim dziwnym wysuwanym łóżku (ni to szeroki fotel, ni to wąska kanapa), gdzie środkowa sekcja była tak ugnieciona, że lędźwiami leżałem praktycznie na desce. Fajnie fajnie
Chwilowo pomieszkuję u rodziców i śpię na mojej starej kanapie….
Jezu, jak ja teraz tęsknię za swoim łóżkiem…
Ale odpowiadając na Twoje pytanie, zawsze kanapa/wersalka u rodziców.
I, również dość klasycznie, swego czasu oni też spali na kanapie w dużym pokoju
Materac rzucony na ziemię
Wersala team, zawsze rozłożona i zascielona jak łóżko. Moja uchodzila za dość wygodną i naprawdę dobrze sie na niej spało!
Głównie na wersalce, pościel w środku. Na jednym z mieszkań (7 lat) rozkładany tapczan. Na takim spały też później moje dzieci, zanim kupiłem im piętrowe łóżko.
Ja do marca 2020 spałam zawsze na łóżku, ale wtedy, wracając z akademika do domu, przeniosłam się na stałe do pokoju “gościnnego” gdzie była wtedy po gościach rozłożona kanapa i no tak już tam zostałam xD Dwie osoby się na tym mieszczą, więc jak dziewczyna/koleżanka do mnie przyjeżdżają to wystarczy drugą kołdrę przynieść i można oglądać/grać na położonym naprzeciw telewizorze więc 🙂 Ale przyznam, że bez położonej na wierzch pianki była całkiem twarda ta kanapa xD