Książki kocham za to, że przenoszą nas w inną rzeczywistość i to, że dzięki czytaniu poznaję ich bohaterów. Wielu z nich jest tak wspaniale wykreowanych, że jestem przekonana, że oni żyją nie tylko na kartach powieści i w umyśle pisarza, ale istnieją naprawdę. Wiele z tych postaci wyjątkowo polubiłam, ba wręcz pokochałam i taka właśnie jest Stefcia. Poznałam ją całkiem przypadkiem, przeglądając instagramowe profile. Na jednym z nich wyświetlił mi się jeden z odcinków serialu i przepadłam. Zaczęłam śledzić kolejne odcinki, a gdy na ich podstawie wydano książkę, o której teraz piszę, postanowiłam jak najszybciej ją przeczytać. Stefcia, ta przebojowa i bardzo autentyczna „dziwczocha” stała mi się jeszcze bliższa i bardziej kochana. Dziś powiedzielibyśmy o niej, że to osoba kreatywna, przebojowa i odważnie krocząca do przodu młoda kobieta, która szuka szczęścia, nie boi się o siebie zawalczyć. Wtedy to była niesamowita odwaga i złamanie wszelkich stereotypów. Śledząc losy sympatycznej młodej kobiety, poznajemy z jednej strony realia życia na dawnej polskiej wsi, a z drugiej codzienność dworskiego życia u bogatego państwa, które pławi się w luksusie i korzysta z życia. Stefcia z chwilą podjęcia pracy transformuje się z jednego świata do drugiego. Jej przygody i perypetie chwilami śmieszą do łez, chwilami ogromnie wzruszają i chwytają za serce.