
Czy nie macie wrażenia, że 2022 jest najgorszym rokiem pod względem ekonomicznym dla Kowalskiego ba minimalnej i młodych ludzi po studiach od lat 90tych? Biorąc pod uwagę inflcje, kryzys po pandemii i wojnę na Ukrainie.

Czy nie macie wrażenia, że 2022 jest najgorszym rokiem pod względem ekonomicznym dla Kowalskiego ba minimalnej i młodych ludzi po studiach od lat 90tych? Biorąc pod uwagę inflcje, kryzys po pandemii i wojnę na Ukrainie.
37 comments
Najgorszym rokiem póki co*
Mam wrażenie, że w tej chwili mniej osób wyjeżdża do Irlandii pracować na stałe, więc nie. Oczywiście są to subiektywne spostrzeżenia i dane z IDzD
Przypomnij sobie, jeśli możesz i potrafisz początek lat 90tych to zrozumiesz ze teraz nie jest aż tak tragicznie jak Ci się wydaje
Lata 2000-2004 przed wejściem do EU to też 1/5 narodu zarejestrowanych bezrobotonych
Więc lata gorsze jeśli byłeś studentem, który musiał się sam utrzymać.
Jak z minimalną i siłą nabywczą to nie wiem, ale najpierw trzeba było sobie tą minimalną gdzieś wyczarować przy takim bezrobociu.
A po tym też ciężko tylko, że mnóstwo osób wyjechało. Stopniowo się bogaciliśmy.
Cóż ci mam powiedzieć, w tym roku skończyłam technikum, jutro pisze ostatnią maturę i niby ide na studia. I tak nie jestem w najgorszej sytuacji bo jednak dam sobie radę znaleźć pracę w zawodzie (IT) i płace w “mojej” dziedzinie nawet na początku złe nie są. Z jednej strony jestem wdzięczna że nie jest źle, ale to “nie jest źle” to i tak jest chujowo patrząc obiektywnie. Nie widzę kolorowo przyszłości i to nawet nie chodzi o ten kraj. Moje pokolenie po prostu jest w czarnej dupie.
Nie, zdecydowanie nie. Po pierwsze nie ma kryzysu, po drugie nie ma bezrobocia, po trzecie płace minimalne objęły cały rynek pracy i to sprawiło, że warunki pracy są nieporównywalnie lepsze niż jeszcze 10 lat temu.
Myślę że ten rok i kilka poprzednich to najlepsze lata w historii dla Janusza Kowalskiego.
Głupi jak but, kompetencji żadnych, jeśli ma dyplom to albo od Rydzyka, albo zajebał na bazarze. A bańka rocznie wpada.
ja tam skoczyłem pisać maturki, pracowac nie wiem gdzie, nie wiem czy iść na studia a w gratisie odma na start “dorosłowci” i leże w szpitalu
Konczylem studia jakos w czasach kryzysu 2008. Starsi koledzy mowili kilka lat wczesniej ‘zostajesz mgr inz i wybierasz w ofertach jak w ulegalkach’. Spedzilem miesiace wysylajac CV, nikt nie odpowiadal, deprecha narastala. O obecnej sytuacji na rynku slysze teraz od znajomych, raczej nie jest zle. Bardzo latwo o prace w IT, kilku sie przebranzowilo doszkalajac sie na wlasna reke i niezle zarabia. Gorzej z wynajmem i kredytami.
Jako osoba która w chodzi w samodzielne życie tzn. Pierwsza praca i wyprowadzenie się z partnerką od rodziców oraz organizowanie ślubu to sytuacja trochę ciężka. Nie wiem jak było w latach 90 ale jestem załamany jak każdemu 40 latkowi muszę tłumaczyć że 2500 za wynajem w stolicy to nie tak wiele, że nie stać mnie na 8 letnie auto i nie niemoge wziąść kredytu na dom bo sytuacja jest taka jaka jest
Nie. Lata 90 były tragedia. Wczesne 2000? Również. Nawet początek 2000 był inny niż teraz problem w tym, że chyba pierwszy raz doświadczamy kryzysu tj następny rok mose być gorszy niż poprzedni (I ciągle lepszy niż 10 lat temu). Po części dlatego ze sporo tego wyższego standardu było na tani kredyt.
Nawet problemy mamy już bardziej nowoczesne. Zamiast tego czy znajdę pracę martwimy się czy starczy na mieszka mieszkanie a nawet jego kupno.
Jeszcze jakiś czas temu na tych licznikach było 4/5zł😳
Jak ktoś przeżył kryzys lat 80-ych, inflację i przemiany ustrojowe lat 90-ych, to takie coś to jest pryszcz.
Lepiej nie sprawdzaj, ile minimalnych i średnich pensji kosztowało np. PS1 w latach dziewięćdziesiątych i PS2 w latach zerowych.
Masz takie wrażenie bo jesteś młody. I wrażenia zwykle są wrażeniami, a nie faktami.
Fakty: (koło mnie na orlenie 7,17 zł jest) – Obecnie minimalna krajowa netto jest 2363,56 zł i daje to 329 litrów benzyny
W 2012 ceny 95 sięgały nawet 6,60 zł , a wtedy minimalna krajowa netto była 1111,86 zł, czyli 168 litrów.
Więc na samym tym wskaźniku, Kowalskiemu na minimalnej krajowej żyje się obecnie 1,95 raza lepiej niż w 2012 roku.
W 2000 roku (najstarsze dane jakie znalazłem), minimalna krajowa była 512,83 zł, a litr benzyny kosztował 2,83 zł, co daje 181 litrów.
źródła:
[https://www.mylpg.eu/pl/stacje/polska/ceny/](https://www.mylpg.eu/pl/stacje/polska/ceny/)
[https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82aca_minimalna](https://pl.wikipedia.org/wiki/P%C5%82aca_minimalna)
[https://www.motofaktor.pl/ceny-paliw-w-polsce/](https://www.motofaktor.pl/ceny-paliw-w-polsce/)
Ja się już sam boję. Zarabiam dobrze jak na 40-, ale jak widzę co się dzieje to strach coś zjeść z lodówki czy pojechać gdzieś autem. Z drugiej strony nie mogę narzekać, ale moja lewa strona mówi, że inni mają gorzej i nawet nie chce wiedzieć co muszą robić, żeby domknąć miesiąc czy mieć satysfakcję z bycia dorosłym i w teorii móc zrobić co się chce. Jak mi się noga poślizgnie to leżę. Nie wiem czemu ludzie jeszcze to tolerują. Nie ma buntu. „Jakoś to będzie”. Kurde. Nie zapowiada się, żeby miało być. Twoi rodzice muszą przejadać oszczędności, Ty nie odłożysz nic na jutro. Gdzie tu sens? Pisdy dawno temu powinny wyjeżdżać na taczkach.
Tylko jeśli nie znasz historii
A miało się w końcu polepszyć po pandemii w tym roku :/
Absolutnie nie. I nawet nie trzeba cofać się do takich zamierzchłych czasów jak lata 90te. Nawet w porównaniu do czasów, kiedy ja zacząłem pracować czyli 2009, to teraz płaca minimalna ma większą siłę nabywczą. Wtedy zarabiałem jakieś 900 zł na rękę i to ledwo starczyło na to, żeby w ogóle jakkolwiek wyżyć. Starczyło na wynajem dwupokojowego mieszkania na 4 osoby, bilety zbiorkomu, najtańsze żarcie z dyskontu na promocji i w sumie tyle. Odliczając bilety i mieszkanie / rachunki zostawało mi może ze 300-350 zł na miesiąc. Każdy nieprzewidziany wydatek typu jakies spodnie za 50 zł to już było przejebane po całości, a i tak pod koniec miesiąca musiałem jeździć bez biletów bo mi kasy nie starczało.
Teraz po odjęciu kosztów stałych + bilety w podobnej sytuacji zostałoby mi jeszcze jakieś 1400 zł. Nawet uwzględniając obecną inflację itp. to jest w chuj więcej kasy i zupełnie inny poziom życia.
W sumie nie jestem na 100% pewien czy od kilkunastu lat był chociaż jeden rok gdzie wartość realna płacy minimalnej nie rosła rok do roku. Co roku jej wartość realna się zwiększa. I obecny rok faktycznie jest pierwszym od bardzo dawna, kiedy może to zahamować albo nawet odwrócić, bo jest już na styku obecnie. Ale nawet jeśli inflacja przekroczy wzrost płacy minimalnej (14%) to nadal jej siła nabywcza będzie większa niż 5, 10, 15, czy 20 lat temu.
No nie wiem.
W kryzysie w 2008 jako jedyny pracujący utrzymywałem 3 osoby na minimalnej krajowej +premie na gówno-umowie.
Ostatnio czytałem na jakiś onetowatych biadolenie jak to rodzina przez kredyt musiała zrezygnować z zagranicznych wakacji i zajęć dodatkowych dla dziecka.
Tak, a o co chodzi?
Nie mam takiego wrażenia. Pamiętam ciągły strach rodziców na początku lat 90-tych o to czy będzie praca, czy będzie coś do garnka włożyć.
Pamiętam też 2008 rok kiedy zaraz po studiach skończył się “rynek pracownika” zaczął krach na giełdzie, pękła w Stanach bańska na rynku nieruchomości i była chu***a na rynku pracy, ludzie brali co się dało. Teraz jest naprawdę dobrze w porównaniu do tego co było, oczywiście znacznie gorzej niż w 2019. ale jak się wojna skończy i ruszy odbudowa Ukrainy, to oprócz rosnących cen materiałów budowlanych będzie eldorado (mam nadzieję).
A ja uważam, że zawsze jest chujowo, tylko czasami trochę mniej. Niska poprzeczka to brak rozczarowania.
Bezrobocie jest nadal bardzo niskie. Gdy wchodziłem na rynek pracy coś około 2000 roku, bezrobocie było w okolicach 20%. Oszem, nie jest dobrze, po dwóch latach pandemii a teraz jeszcze wojna. Inflacja spadnie gdy poziom produkcji wróci do stanów przed covidowych, wojna też się skończy. Nie ma tragedii – serio.
I tak jest lepszy niz 2023 🤣
Nigdy tak się nie cieszyłem, że jestem biedakiem, którego nie stać na auto (droga benzyna), ani na kredyt na mieszkanie.
Nie rozumiem trochę tego porównywania dawnych lat do aktualnych? W sensie rozumiem jeśli chce się zapobiec temu co było. Wszyscy w komentarzach piszecie że było strasznie chujowo ale nie spotkałem ani razu stwierdzenia że nie można dopuścić by to się stało ponownie. Więc najlepiej to po prostu pozwalać na chujnie, patrzeć jak odbierają wam prawa żeby spowrotem małymi krokami wracać do tamtych lat ale w zamian przecież kiedyś było gorzej? Nim się obejrzymy będziemy żyć tak jak wtedy i wpierdalać ryż ale przecież kiedyś było gorzej nie?
Najgorszym od dojścia PiS do władzy, ale na pewnie nie od upadku komuny. Bezrobocie to jednak teraz 3-5%. Ciezko nie mieć pracy
Zmiana VATu na paliwo była chwytem marketingowym, który i tak spierdolił się z rowerka przez wojnę. Do tej pory firma transportowa biorąc fakturę za tankowanie mogła odliczyć 23% VATu, teraz może sobie odliczyć 8% VATu. Koszty i tak poniosą wszyscy.
No ja nie wiem. Ja jestem w trakcie/na końcu studiów i mam 12k. Ofc, lepiej żeby było taniej, ale to co jest, jest do przeżycia.
Akurat co do cen paliwa, które tu podajesz jest winą tego, że koncerny naftowe nałożyły podczas wojny na/w Ukrainie ok. 700% marży. Powiedzcie mi, czy jak jest piekarnia i nie daje sobie rady na rynku przez szalejącą w PL inflację, to czy taki piekarz ze swoją piekarnią może tak drastycznie podnieść ceny? No, nie!
Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy.
To co się dzieje na świecie od ponad 2 lat to totalny cyrk jest. Straszliwa pandemia tak śmiertelnego wirusa, teraz wojna na Ukrainie, a za rogiem czeka kryzys gospodarczy rozmiarów co najmniej tego z 2008 roku, kryzys żywnościowy (będziecie robić za miskę ryżu jak wam morawiecki obiecał) oraz wszechogarniająca stagflacja.
Moim zdaniem – dobrze już było. Trzeba się przygotować na chude lata i bardzo nieprzewidywalną przyszłość. Jestem bardzo ciekawy jak to wszystko się potoczy – nóż widelec, może się “znajdzie” rozwiązanie tego problemu. Wszakże wielki reset jest światu potrzebny no nie?
2018 to był ostatni normalny rok
W dorosłość startowałem koło 2007 roku. Pierwszy rok studiów, pierwsza praca na umowę. 700 zł na pół etatu. W wakacje się zapierdalało żeby dostać 1000 albo 1100. Wynajem pokoju na obrzeżach miasta to było 400 zł, jedzenie obliczone co do grosza – 250-300 zł co miesiąc. Każdy wydatek droższy od CD-Action musiałem planować z wyprzedzeniem.
Nie wiem jak jest teraz u dwudziestoparolatków ale chyba nie aż tak źle.
Odnosząc się do gospodarki, cykl koniunkturalny powtarza się mniej więcej co 10 lat. I tak długo ciągnęliśmy bo poprzednia recesja rozpoczęła się w 2008 a szczyt osiągnęła mniej więcej w 2011 roku (Bańka na nieruchomościach w USA). Poprzedni miał miejsce na przełomie wieków (2000-2002, bańka internetowa, tzw kryzys dotcom,ów) 1989-1991 przy okazji rewolucji ustrojowych.
Ciekawe co tym razem walnie – mieszkaniówka ( choć sądzę że tu państwo wesprze kredytobiorców a inwestorzy pozgarniają nieco tańsze lokale z rynku) czy kryptowaluty.
Ktoś wspominał kryzys wodny – to jeszcze nie ten czas, myślę że to będzie problem bardziej wyraźny dopiero przy następnej okazji, za te jakieś 10 lat.
Bzdura. W latach dziewięćdziesiątych była wręcz nędza.
2015-2019 to były golden times jednak jak tak teraz myślę.