Czy pomaganie uchodźcom z Ukrainy, bo “są jak my”, jest OK?

4 comments
  1. Z tego co wiem, najważniejszym czynnikiem, którym straszono Polaków podczas poprzedniego kryzysu imigracyjnego było to, że wśród tamtejszych migrantów mogą być terroryści. Wśród Ukraińców tego nie ma, chociażby z tego względu, że w Ukrainie nie ma tej tradycji terrorystycznej, a w Afganistanie niestety jest. I w tamtym czasie np. talibowie regularnie grozili takimi atakami w Europie. Dziwne, że artykuł nie porusza tak istotnej kwestii.

    Powinno zostać także wspomniane, że Ukraińcom będzie łatwiej się zasymilować w naszym kraju. To już nie chodzi tylko o naszą wygodę, ale też ich. I nie jest to powód wymyślony, zwłaszcza jeśli chodzi o Polskę. Z takim Ukraińcem można się jakoś dogadać nawet jeśli obydwoje będziemy posługiwać się swoimi językami. Jeśli natomiast przyswoją, czy też my przyswoimy paręset słów w języku drugiego narodu, które są inne, to znika już większość barier w porozumiewaniu.

    Oczywiście były też powody z czapy. Np., że nie damy rady przyjąć tych 10, czy 20 tys. migrantów. Patrząc z dzisiejszej perspektywy widać, jak debilny był to powód, ale te kilka lat temu wielu ludzi było przekonanych, że to jest wielki ciężar dla kraju. Podejrzewam, że nadal znajdą się osoby, które będą twierdziły, że jakbyśmy wtedy przyjęli tych migrantów, to dziś nie bylibyśmy w stanie pomagać Ukrainie.

    I jeszcze jedna sprawa. Gdybyśmy przyjęli wtedy tych imigrantów i jednak zaistniałby choć jeden atak terrorystyczny w Polsce, to podejrzewam, że dziś ZP i Konfederacja miałyby znacznie większą reprezentację w sejmie. A to także stwarzałoby pewne dodatkowe niebezpieczeństwa. I piszę to jako osoba, która była wówczas za przyjmowaniem tych uchodźców, choć z zachowaniem wysokiej ostrożności. I znowu, w stosunku do Ukraińców nie mam takich obaw. Gdyby nie obawa o terroryzm, to wówczas nie miałbym już żadnych zastrzeżeń, żeby Polska przyjęła te kilkadziesiąt tysięcy osób.

  2. Wreszcie ktoś się wyzwolił z amerykańskiego modelu poprawnosci politycznej. Szkoda, że autor zamiast “pojechać prosto z mostu” kryje argumenty za zasłona dymną wahań i wątpliwości.

    Bez emocjonalnego zaangażowania społeczeństw żadna pomoc humanitarna w pełnej społecznej skali nie jest możliwa. To wynika z psychologii jednostki – inaczej dotyka nas nieszczęście obcej osoby niż kogoś bliskiego, co w zachowaniach społecznych odpowiada za hamujące oddziaływanie różnic kulturowych.

    Opowiadanie pierdół o niesprawiedliwości różnego – w sferze emocji – traktowania masowej imigracji z krajów odległych nie tylko geograficznie, ale i kulturowo obcych, a zwłaszcza etykietowanie tego rasizmem przyszło z Hameryki, a w Europie zostało bezmyślnie “kupione” przez (wspierane przez Rosję, sic!) kręgi skrajnie lewicowe…

    Rasizm jest mi obcy, ale nie akceptuję tworzenia kulturowo obcych, nieintegrujących się z ludnością lokalną, enklaw narodowych w państwach przyjmujących migrantów.

  3. offtopując trochę, to patrząc na rozkład wgórę- i wdółstrzałkowanych komentarzy tutaj dochodzę do ciekawych wniosków na temat erPolskiej społeczności

Leave a Reply