Gdzie w opowieści Piketty’ego znajduje się Polska?

5 comments
  1. Zbieram się do tej książki od dawna, problem z Pikettym jest taki że tworzy niesamowicie grube cegłówki. Wciąż nie zregenerowałem się po kapitale w xxi wieku czytanym rok temu.

  2. > Kończąc, pozwolę sobie parafrazować Jarosława Kaczyńskiego: „Polecam poczytać Piketty’ego”. Zgodnie z merytokratycznym duchem epoki warto słuchać politycznych zwycięzców.

  3. Ludzie zwyczajnie akceptują nierówności z kilku powodów:
    1. Wolność wyboru powoduje różne rezultaty, praktycznie nie udaje się osiągnąć identycznych rezultatów ekonomicznych przez dwa nawet kopiujące się przedsiębiorstwa, bo ważny jest też czynnik czasu i pierwszeństwa
    2. Ludzie wolą być wolni, co oznacza że do ich działań ma zastosowanie punkt pierwszy
    3. Chcą brać udział w walce o duże stawki. Równość dochodów zabija rywalizację i bardziej przedsiębiorcy uciekną. Tak powstała najsilniejsza gospodarka świata – poprzez drenaż ambitnych z innych krajów
    4. Komunizm nie ma szans gospodarczo z kapitalizmem. Widać było to w 20 wieku, widać teraz gdy centralnie sterowana Rosja wykrwawia się ekonomicznie a zachód ma się dobrze. Każdy chce być po zwycięskiej stronie.
    5. Ludzie pamiętają komunizm i nie chcą go nigdy więcej

  4. > Upadek państw komunistycznych sprawił, że kapitalizm pozostał bez ideologicznego konkurenta. Porażka gospodarcza komunizmu oraz zbrodnie komunistycznych dyktatur sprawiły, że zapomniano o zbrodniach kapitalizmu – niewolnictwie, kolonializmie, klęskach głodu.

    W sumie jest to geniusz Zachodu i kapitalizmu, że o Stalinie i Pol Pocie to każdy wie, ale o belgijskim Kongo, rdzennych mieszkańcach Ameryk, klęskach głodu np. w Indiach rozmawiają naprawdę tylko nerdzi.

    >Polsce mamy jedno z największych osiągnięć turbokapitalizmu – lewicę, która ignoruje kwestie nierówności ekonomicznych i nie chce podwyższać podatków najbogatszym. Próżno szukać tych zagadnień w programie wyborczym Lewicy z 2019 roku.

    To nie do końca jest prawda z tym programem, ale to prawda, że ta garstka ludzi nazywających się “lewakami” w Polsce to po prostu ludzie, którzy nie uznają homoseksualizmu za patologię i mają generalną wiedzę o fazach rozwoju płodu. Co oznacza, że po prostu mają ogólną wiedzę o współczesnej (chociaż zwłaszcza w konteście tego drugiego to brzmi jak kpina) medycynie/świecie i skojarzenie tego z “lewicą” jest przypadkowe.

Leave a Reply