Doświadczenia Wielkiej Brytanii pokazują, że wyjście z UE niesie długofalowe skutki gospodarcze i społeczne, które odczuwalne są latami. Brexit przyczynił się do trwałego obniżenia potencjału rozwojowego brytyjskiej gospodarki i odczuwalnie uderzył w eksport oraz inwestycje.
Analogii między debatą o brexicie i polexicie jest wiele, choć istnieją istotne różnice dotyczące sytuacji politycznej i gospodarczej obu krajów. Eksperci wskazują, że polexit byłby dla Polski bardziej druzgocący niż brexit dla Wielkiej Brytanii z powodu silnej integracji gospodarczej i zależności od funduszy unijnych.
Skutki opuszczenia UE dla Polski obejmowałyby utratę swobodnego dostępu do rynku UE, ograniczenie napływu środków unijnych, pogorszenie pozycji międzynarodowej oraz zagrożenia dla stabilności gospodarczej i politycznej.
– Trudno przewidzieć, czy będzie rosnąć liczba zwolenników wyjścia Polski z UE, bo trendy w dłuższej perspektywie są dziś niepewne – mówi Interii Biznes dr hab. Adam Gendźwiłł, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, socjolog i politolog. W jego ocenie wynika to z większej nieprzewidywalności naszej rzeczywistości politycznej, zarówno wewnętrznej, jak i międzynarodowej, a opinie na temat członkostwa Polski w UE od lat podlegają naturalnym wahaniom.
Polexit a brexit. Polska kroczy drogą Wielkiej Brytanii? Ekonomistka: Analogii jest dużo
Jednak w Wielkiej Brytanii temat brexitu też przez długi czas wydawał się fatamorganą. Zdaniem prof. dr hab. Leokadii Oręziak z Katedry Finansów Międzynarodowych Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, analogii między nastrojami społecznymi i politycznymi w Wielkiej Brytanii przed referendum a obecnymi dyskusjami wokół Polexitu w Polsce jest dużo. – Referendum w 2016 r. w Wielkiej Brytanii poprzedzone zostało silną antyunijną propagandą, a zwolennicy brexitu powtarzali hasła o potrzebie odzyskania suwerenności. Złożyli też wiele nierealnych obietnic, jak np. że dzięki brexitowi będzie więcej pieniędzy na finansowanie publicznej ochrony zdrowia oraz, że kraj odzyska kontrolę nad napływem imigrantów – zauważa.
– Prawdziwym celem, forsowanym głównie przez wielkie korporacje, było odejście od unijnych wymagań, w tym dotyczących bezpieczeństwa produktów, rynku finansowego, ochrony danych, czy środowiska naturalnego. Zwolennicy brexitu zaangażowali specjalne firmy, w tym finansowane przez Rosję, by za pomocą mediów społecznościowych kreować fałszywy obraz UE. Brytyjskie referendum pokazuje, jak dzięki manipulacjom opinią publiczną, można doprowadzić do nieodwracalnego kroku w postaci wyjścia kraju z Unii – ocenia dla Interii Biznes.
Jej zdaniem – z racji tego, że w Polsce do wyjścia z UE nie jest potrzebne referendum – wybory parlamentarne w 2027 r. będą więc w istocie referendum w sprawie udziału Polski w UE. – Prawica w Polsce, przy wsparciu Rosji, pod hasłami o suwerenności, konsekwentnie forsuje ideę wyjścia kraju z Unii. Hasła te są jedynie przykrywką dla jej rzeczywistego celu w postaci wyeliminowania Unii jako strażnika praworządności w Polsce. Antyunijna prawica chce sobie zapewnić bezkarność za naruszenia zasad państwa prawa i masową grabież pieniędzy publicznych – twierdzi.
Debata nad wyjściem z UE. Więcej podobieństw czy różnic między Polską a Wielką Brytanią?
Pewne podobieństwa dostrzega także dr Łukasz Rachel, ekonomista z University College London. – Przed brexitem członkostwo Wielkiej Brytanii w UE i migracja nie były głównymi tematami wyborców, dopóki nie stały się centralnym punktem kampanii. Podobnie w Polsce debata o polexicie długo była marginalna, a dopiero od niedawna szybko nabrała intensywności – zauważa w rozmowie z Interią Biznes.
Nieco inaczej widzi to dr hab. Adam Gendźwiłł. – Widzę mimo wszystko niewiele podobieństw do debaty w Wielkiej Brytanii przed brexitem. Tam kwestia wyjścia z UE była długo obecna na agendzie politycznej, a wokół niej powstała antyunijna partia UKIP i istotny eurosceptyczny segment w Partii Konserwatywnej, co niemal doprowadziło do podziału rządzącej partii. Premier David Cameron ogłaszając referendum realizował obietnice dane wpływowej frakcji swojej partii. W Polsce partie eurosceptyczne istnieją, ale nie mają takiego profilu jak UKIP ani takiego wpływu jak antyunijni konserwatyści. Najbliższą analogią może być PiS, w którego elektoracie i elitach obecny jest wyraźny segment eurosceptyczny. Można szacować że około jedna trzecia elektoratu PiS co najmniej nie chce dalszej integracji i jest mocno eurosceptyczna. Ale ten podział wewnątrz PiS jest raczej uśpiony, partyjne elity go nie podsycają – ocenia.
Jego zdaniem kolejną istotną różnicą jest skala nastrojów i wskazuje, że w referendum brexitowym nieco ponad 50 proc. Brytyjczyków opowiedziało się za wyjściem z UE, podczas gdy w Polsce żadne sondaże nie wskazują aż tak dużej większości zwolenników polexitu. – Przypomnę, że w Polsce w referendum akcesyjnym w 2003 r., gdy kampania przeciw UE była mocno rozgrzana, ponad 77 proc. głosów padło za przystąpieniem – dodaje.
Różni nas także charakter sprzeciwu wobec UE. Na Wyspach kluczową rolę odgrywała kontrola granic i imigracja. – Kraj był od dekad kierunkiem migracji, część obywateli liczyła że głos za brexitem jest właściwie głosem w sprawie polityki migracyjnej. Ważne było też przekonanie, że świadczenia państwa powinny przysługiwać wyłącznie obywatelom brytyjskim (nazywa się to w badaniach “szowinizmem socjalnym”). Hojność brytyjskiego systemu Welfare była przy tym nieporównywalnie większa niż polskiego. W Polsce imigranci z Ukrainy są wciąż stosunkowo nieliczni i nie korzystają w podobnym stopniu ze świadczeń państwowych – zauważa.
Skutki brexitu odczuwalne do dziś. Wyjście z UE wciąż uderza w brytyjską gospodarkę
Ekspertka z SGH zauważa, że brexit trwale obniżył długoterminowy potencjał rozwojowy brytyjskiej gospodarki, głównie z powodu utraty swobodnego dostępu brytyjskich towarów do unijnego rynku. Do tego dostęp ten obecnie jest silnie ograniczany przez bariery pozacelne, w tym kontrole graniczne związane z wymogami fitosanitarnymi i weterynaryjnymi oraz bezpieczeństwa. Bariery te są szczególnie uciążliwe dla małych i średnich eksporterów.
– W efekcie brytyjski eksport na rynek UE jest znacznie niższy niż gdyby kraj pozostał w Unii. To skutkuje niższym wzrostem gospodarczym, utratą dochodów budżetowych, niższymi inwestycjami i odpływem kapitału za granicę – wylicza. Nie udało się też zapanować nad imigracją. – Zamiast imigrantów z UE nastąpił masowy napływ osób z biedniejszych regionów świata – wskazuje. Do tego wyjście z UE pozbawiło Brytyjczyków podstawowych swobód wynikających z integracji europejskiej, w tym dotyczących podejmowania pracy, podróżowania i prowadzenia interesów z państwami Unii.
Widać to wyraźnie w badaniach. W 2025 r. pokazały one, że 56 proc. brytyjskiego społeczeństwa uważa brexit za błąd, spowodował wzrost kosztów utrzymania i zubożenie społeczeństwa. – Ponad połowa wyborców, w tym 80 proc. młodych, pragnie powrotu Wielkiej Brytanii do Unii. Na razie nie ma jednak na to szans – ocenia prof. dr hab. Leokadia Oręziak.
Dla dr. Łukasza Rachela jednym z najważniejszych skutków brexitu jest to, że wprowadza on tarcia i trudności w wymianie gospodarczej ze zdecydowanie największym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, a przedsiębiorcy zamiast rozwijać swoje firmy “użerają się z nowymi przepisami i wymaganiami”.
– Kolejnym jest spadek inwestycji. Niepewność polityczno-gospodarcza wstrzymała decyzje prywatne i publiczne, przez co inwestycje w Wielkiej Brytanii są od dekady najniższe w porównaniu z krajami o podobnym poziomie rozwoju, hamując długoterminowy wzrost – dodaje. – Początkowa panowała niepewność, co to właściwie oznacza brexit i dyskusja dotyczyła głównie finalnej umowy handlowej, regulacji i np. cen nieruchomości. Z czasem sytuacja częściowo się ustabilizowała, ale wiele decyzji inwestycyjnych wciąż hamuje obawa o popyt, koniunkturę i konkurencyjność Wielkiej Brytanii – zauważa.
Następną kwestią jest sytuacja finansów publicznych. Każdy budżet w Wielkiej Brytanii jest dokładnie analizowany. Ekonomista z UCL mówi, że inwestorzy są nerwowi, a rynki finansowe wrażliwe na każdy sygnał. – W dużej mierze jest to efekt długotrwałych skutków brexitu, który wpłynął na kondycję finansów państwa, zmniejszając możliwości pozyskiwania podatków i planowania długoterminowych wydatków – ocenia.
– Dyskusja koncentruje się też na kwestiach bezpośrednio odczuwalnych przez obywateli, takich jak wydatki na ochronę zdrowia czy fundusze wsparcia, bardziej niż na abstrakcyjnych umowach handlowych. Wiele z tych problemów jest powiązanych z brexitem i jego skutkami gospodarczymi – relacjonuje dr Rachel.
Polska poza UE? Eksperci zgodni: Nasza sytuacja byłaby trudniejsza niż Wielkiej Brytanii
Zdaniem prof. dr hab. Leokadii Oręziak z SGH sytuacja Polski poza Unią byłaby pod każdym względem znacznie gorsza niż Wielkiej Brytanii. – Polexit skutkowałby utratą swobodnego dostępu polskich firm do rynku UE. Na rynek ten trafia obecnie ponad 75 proc. polskiego eksportu. Polexit uderzyłby silnie w eksport zarówno towarów przemysłowych, jak i rolnych. Nastąpiłaby degradacja rolnictwa także z powodu utraty unijnego wsparcia finansowego, co oznaczałoby spadek dochodów rolników, a w efekcie zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego kraju – wylicza.
Zauważa, że od 2004 r. Polska otrzymała ponad 168 mld euro netto z budżetu Unii, z kolei polexit oznaczałby definitywną utratę dostępu do funduszy unijnych. – Znacząco przyczyniły się one do awansu cywilizacyjnego kraju po przystąpieniu do Unii. Teraz potrzebne są pilnie m.in. na wsparcie polskiego przemysłu obronnego i sektora energetycznego – wskazuje.
Do tego – jak podkreśla – po wyjściu z Unii wiarygodność kredytowa Polski drastycznie by spadła, a w efekcie nastąpiłby gwałtowny odpływ kapitału z kraju i spadek napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. – To skutkowałoby załamaniem wartości polskiej waluty i lawinowym narastaniem długu publicznego, a w końcu niewypłacalnością państwa – ostrzega.
Jej zdaniem polexit byłby ogromnym ciosem dla całej polskiej gospodarki i wszystkich grup społecznych, ponieważ Polacy straciliby nie tylko dostęp do jednolitego rynku i unijne fundusze, ale też prawo do swobodnego podróżowania, osiedlania się i pracy w krajach UE.
– Skutki polexitu byłyby opłakane – przyznaje także wprost ekonomista z UCL. – Polska jest silnie zintegrowana gospodarczo z UE, zarówno na poziomie firm, jak i poprzez środki unijne, które przez lata wspierały nasz rozwój. Wyjście z UE byłoby więc wielkim uderzeniem dla gospodarki, ale konsekwencje nie ograniczałyby się tylko do ekonomii – ocenia dr Rachel.
Polexit byłby ogromnym ciosem dla całej polskiej gospodarki i wszystkich grup społecznych.
W podobnym tonie wypowiada się dr hab. Adam Gendźwiłł. – Konsekwencje wyjścia Polski z UE byłyby katastrofalne – przyznaje. – Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje to w praktyce. Obserwują to zresztą sami Brytyjczycy. Od około trzech lat w Wielkiej Brytanii utrzymuje się wyraźna większość poparcia dla opcji “rejoin”, czyli ponownego przystąpienia do UE, co samo w sobie jest znaczącym sygnałem – wskazuje.
– Kluczowe są też twarde dane – np. handel zagraniczny i funkcjonowanie firm. Polska gospodarka w większym stopniu niż brytyjska zależy od zagranicznego kapitału i wymiany z partnerami UE, podczas gdy Wielka Brytania dysponuje atutami gospodarczymi, które zapewniają jej większą samosterowność i silniejszą pozycję przetargową. Nie mamy np. niczego porównywalnego z londyńskim City. Polexit byłby dla polskiej gospodarki bardzo niekorzystny i odczuwalny przez lata – wylicza politolog i socjolog z UW.
Polexit zagrożeniem dla pozycji Polski na świecie. “Spowodowałby osamotnienie”
– Równie istotna jest kwestia polityczna. Wyjście z UE głęboko podzieliłoby polskie społeczeństwo i destabilizowało istniejące struktury polityczne, wywołując spory także wewnątrz istniejących partii. Nic dziwnego, że temat ten bywa wspierany przez wywiady państw nieprzyjaznych oraz organizacje dążące do destabilizacji Polski – ma bowiem duży potencjał destabilizacyjny – dodaje prof. UW.
Konsekwencje wyjścia Polski z UE byłyby katastrofalne. (…) Przykład Wielkiej Brytanii pokazuje to w praktyce.
Eksperci w rozmowie z Interią Biznes wskazują także na daleko idące konsekwencje geopolityczne takiego scenariusza. – Opuszczenie UE byłoby sygnałem, że Polska rezygnuje z partnerstwa zachodniego i wybiera model bardziej izolacyjny. To wpłynęłoby negatywnie na nastroje firm, inwestorów oraz opinię publiczną – zarówno wewnętrzną, jak i międzynarodową. Polska korzysta z tego, że jest zakotwiczona w zachodniej części kontynentu. To daje stabilność gospodarczą i polityczną, a także zwiększa zaufanie inwestorów zagranicznych. Utrata tej “kotwicy” byłaby fundamentalnym ciosem dla dobrobytu kraju. Osłabiłoby to pozycję Polski na arenie międzynarodowej i w oczach partnerów gospodarczych – mówi dr Łukasz Rachel.
Prof. dr hab. Oręziak uważa za kluczowe fakt, że polexit spowodowałby nie tylko marginalizację naszego kraju w polityce i gospodarce europejskiej, ale też osamotnienie w obliczu wielkich zagrożeń, w tym ze strony Rosji, bez szans na samodzielną obronę niepodległości i swoich żywotnych interesów – ocenia.
– Prowadziłoby to do drastycznego ograniczenia szans rozwojowych kraju, a w rezultacie do trwałego ubóstwa większości społeczeństwa. To z kolei podważyłoby szanse na przetrwanie demokracji w Polsce, a w efekcie stanowiłoby podłoże ustanowienia rządów autorytarnych, tym bardziej, że nie byłoby już wsparcia ze strony Unii dla demokratycznych mechanizmów rządzenia państwem – podkreśla Interii Biznes.
Opuszczenie UE byłoby sygnałem, że Polska rezygnuje z partnerstwa zachodniego i wybiera model bardziej izolacyjny. (…) Utrata tej “kotwicy” byłaby fundamentalnym ciosem dla dobrobytu kraju.
Ekonomistka przypomina, że Wielka Brytania była i nadal jest mocarstwem o ogromnym potencjale gospodarczym. – Praktyka brexitu pokazała jednak, że nawet taki kraj może bardzo boleśnie odczuć skutki izolacji od swoich głównych partnerów gospodarczych. Dla Polski skutki wyjścia z Unii byłyby katastrofalne – mówi wprost prof. dr hab. Leokadia Oręziak.
Z kolei prof. Adam Gendźwiłł podkreśla, że w Wielkiej Brytanii scenariusz samodzielności od dawna był obecny w wyobraźni obywateli, w debacie publicznej, wspierany przez tradycję wyspiarskiego izolacjonizmu. – W Polsce już w latach 90. środowiska sceptyczne wobec UE, m.in. ugrupowania Janusza Korwin-Mikkego, nie mówiły o Polsce samodzielnej i odizolowanej, przedstawiały tylko NAFTA jako alternatywę dla Unii. Dziś trudno znaleźć w obozie polexitu spójną realną alternatywę dla Polski – kraju średniej wielkości, “wciśniętego” między inne kraje i nie oblanego oceanem, co zasadniczo odróżnia nas od Wielkiej Brytanii i ogranicza geopolityczne pole manewru polskich elit i społeczeństwa – wymienia ekspert UW.
Po brexicie czas na dyskusję o polexicie? Ekonomista: Warto uczyć się na błędach innych krajów
Dr hab. Adam Gendźwiłł, profesor UW, przypomina czasy przed referendum akcesyjnym, kiedy w Polsce notowano najwyższy poziom otwartego eurosceptycyzmu. – Po wejściu do UE nastroje proeuropejskie wzrosły i utrzymywały się przez dłuższy czas, by około 2015 roku spaść w związku z niezadowoleniem społecznym po dwóch kadencjach rządów PO-PSL. To mogło przyczynić się do zwycięstwa PiS – zauważa.
– Po okresie stagnacji obecnie nastroje eurosceptyczne i antyeuropejskie są bardziej widoczne niż rok czy dwa lata temu, choć według regularnych badań CBOS nie są większe niż w latach 2014-2015. Nadal też nie dorównują poziomowi sprzed referendum akcesyjnego, gdy otwarty antyunijny sceptycyzm był znacznie powszechniejszy – dodaje.
I choć pojedyncze sondaże wskazywały w ostatnich tygodniach, że wyjścia Polski ze Wspólnoty chce około 20 proc. społeczeństwa i w ocenie eksperta z UW są mocnym sygnałem ostrzegawczym, to nie są jednak wyjątkowe. – W większości państw europejskich – zarówno starej Unii, jak i nowych członków – istnieją znaczące segmenty eurosceptyków; w niektórych krajach naszego regionu, na przykład w Bułgarii, jest ich nawet znacznie więcej niż w Polsce – ocenia. – Stosunek do Unii odgrywa coraz większe znaczenie jako czynnik różnicujący elektoraty. Wśród proeuropejskiej części społeczeństwa coraz wyraźniej nazywane są korzyści wynikające z członkostwa w Unii. Dobrym przykładem jest przemówienie Radosława Sikorskiego w Sejmie – przypomina.
– Oczywiście, zmienił się kontekst – mamy wojnę za wschodnią granicą i inny kontekst funkcjonowania UE. Warto jednak zauważyć, że obserwujemy raczej polaryzację nastrojów wobec UE, a nie wyłącznie wzrost eurosceptycyzmu – dodaje.
Z kolei dr Łukasz Rachel dodaje, że w Wielkiej Brytanii ogromna część uwagi aparatu państwa, ekspertów, firm i gospodarstw domowych została skupiona na brexicie. – W efekcie inne istotne kwestie – jak edukacja, ochrona zdrowia, polityka społeczna czy wyzwania demokracji – zostały odsunięte na bok. To spowodowało frustrację społeczną – mówi.
Ekonomista z UCL podkreśla, że obecnie część wyborców, którzy głosowali za brexitem, zaczęła dostrzegać negatywne skutki, ale nie ma jasnych mechanizmów, które pozwalałyby szybko korygować te decyzje. – To rodzi długotrwałe frustracje i pogłębia poczucie niepewności – ocenia.
Ekspert ubolewa, że nie możemy stworzyć laboratorium i przeprowadzać testów wyjścia z UE i konsekwencji dla gospodarki. – Dlatego warto uczyć się na błędach innych krajów – ignorowanie doświadczeń brexitu byłoby intelektualnym i społecznym zaniedbaniem – przestrzega w rozmowie Interią Biznes.
Sebastian Tałach