Dochód podstawowy pod polską granicą? „Polityka” sprawdza, czy są chętni

3 comments
  1. >Ewa, ekspedientka w piekarni w Braniewie, ma nadzieję, że tak. Mieszka przy samej granicy, 20 km od miasta. Do piekarni dojeżdża 13 razy w miesiącu, bo tylko tyle jej dali, na zlecenie. – I tak dobrze, że mam jakąś robotę, bo z tą tutaj krucho. Są co prawda zakłady – tapicerskie, szklane, z mydłami – ale to głównie dla facetów. Człowiek się narobi jak wół, a zapłacą mu 2 tys. z groszami. Wiem, bo moi znajomi tam robią. Jak któryś powie, że mu się nie podoba, że chcę podwyżkę, to do widzenia. Wielu jest na jego miejsce. A poza tym? Nawet robotę za ladą trzeba załatwić „na plecak”, czyli po znajomości. Powiedzieli mi w jednym sklepie, że dostałam pracę, przyszłam pierwszego dnia, a tam już obsługiwał ktoś inny. W piekarni zarabiam półtora tysiąca. Odejmując paliwo na dojazdy, zostaje niewiele ponad tysiąc. Dla mnie i dwójki dzieci. Na szczęście mam mamę za granicą, która czasem coś wyśle, inaczej nie mielibyśmy z czego żyć.

    Bo głupia jest. Zamiast siedzieć w jakimś Braniewie, narzekać i liczyć, że ktoś jej coś da, powinna zainwestować w siebie, przenieść się do Warszawy i znaleźć pracę w IT.

  2. moze cos z tego bedzie poza zwyklym transferem pieniedzy bo nie taki chyba jest cel ubi, fajnie tez by bylo gdyby równocześnie inwestowano w jeden z najbiedniejszych regionów, infrastrukturę itp itd.. takie “masz tysiaka napraw swoja sytuacje życiowa sam”, eksperyment sie skończy a bieda i brak perspektyw zostanie

  3. Chciałbym zobaczyć wyniki tego eksperymentu w Polsce, ale przy założeniach podanych w artykule łączny koszt mógłby wynieść prawie miliard złotych. Które wypizdowo niby na to stać?

Leave a Reply