Artur Bartkiewicz: Pośmialiśmy się z Czarzastego w kasku? To porozmawiajmy o mieszkaniach

3 comments
  1. Jestem zdziwiony, że stosunkowo konserwatywny dziennik wypuszcza tekst, który w zasadzie chwali postulaty Lewicy. Są tu lepsi niż Wyborcza, która piórem Gadomskiego już potępia jakiekolwiek działania mające ulżyć polakom (i to nie żart, woła “Ryszardzie Petru, wróć”)

    A co do postulatów Lewicy, to faktycznie 100 miliardów na budownictwo to nie mało ale też wbrew pozorom nie tak dużo, zwłaszcza, jeśli część tej kwoty uda się dostać z UE i wkładów przyszłych lokatorów. Dla porównania CPK to 20 miliardów.

  2. Problem jest istotny i część rozwiązania jest wartościowa: mieszkalnictwo jest żałośnie niedofinansowane. W połączeniu z innymi programami Lewicy jak poprawa pasażerskiego, lokalnego transportu kolejowego, możemy fantastycznie ulepszyć sytuację mieszkaniową młodych Polaków i tym samym poprawić dzietność znacznie bardziej efektywnie niż 500+.

    Ale mieszkania trzeba gdzieś zbudować, w miastach jedynymi sensownymi lokalizacjami należącymi do państwa są obecne ROD, a wtedy wchodzi jakaś Żukowska i mówi, że trzeba ten teren zostawić w prywatne użytkowanie. W konflikcie klas posiadającej i nieposiadającej Lewica stoi ostatecznie po stronie posiadających.

  3. Problem jest zupełnie inny. Samorządy żyją ze sprzedaży działek i podatku gruntowego. Sprzedaż najlepszych działek to miliony tu i teraz a nie za X lat kiedy mieszkania budowane pod najem się spłacą i zaczną generować zyski. W obecnym dyskursie pt. Święte samorządy vs straszny rząd centralny pomijany jest fakt ze samorządy od lat trzyma wiadomo kto i właśnie taki jest kształt polityki mieszkaniowej a szerzej – zarządzania zasobem ziemi. W takim Gdańsku pani Dulkiewicz się ładnie uśmiechnie na paradzie równości i jest fajnie, tylko że inwestycje typu Forum trzeba utajniać przed opinią publiczną żeby przypadkiem nie wyszło jak chojnie wynagradzamy deweloperów za postawienie kolejnego centrum handlowego, nie mówiąc o śmiesznych wręcz, naciągniętych funkcjach publicznych typu drogi dojazdowej dla dostaw albo pustego budynku w którym nic nie ma. Tak długo jak samorządy mają taki incentyw, nie będzie żadnych działek pod budownictwo społeczne. Nie mówiąc już o prywatnym interesie klasy polityczno-biznesowej która sama się bawi w rentierów i płacze krokodylimi łzami nad mieszkalnictwem.

Leave a Reply